8 stycznia 2015

I. Nieoczekiwana decyzja

Witajcie Zuchy! :D
Oto pierwszy rozdział dla Was, o dziwo napisany bardzo szybko, ale czy efektownie? Sami oceńcie, bo my nie będziemy obiektywne :D
Miłego i magicznego wieczoru!
Łapa i Rogacz
--------------------------------------------------------------------------------------------------------

          Z kuchni dobiegała cicha krzątanina. Pobrzękiwanie sztućców, odgłos odstawianych kubków i podniesione głosy.  Wszystko to razem sprawiło, że rozczochrany chłopak obudził się. Rozejrzał się po swoim pokoju, ale widział tylko kolorowe, rozmazane plamy. Sięgnął po okulary leżące na regale i podszedł do okna. Niebo pokrywały pierzaste chmury, a słońce roztaczało swoje letnie promienie na okolicę. Zaspany James Potter odwrócił się w stronę szafy, chcąc coś na siebie zarzucić. Pokój chłopaka był koloru ceglastoczerwonego, a ściany pokrywały plakaty różnych drużyn quidditcha.
          Po doprowadzeniu się do porządku zszedł do kuchni, chcąc sprawdzić, co wywołało hałas. Podszedł do lodówki, wyjął z niej ser i wędlinę i zabrał się za przygotowywanie tostów. Jego rodzice wciąż żywo o czymś dyskutowali, ale nie mógł wywnioskować z kontekstu rozmowy, o co chodziło. Nagle usłyszał ciche stukanie w szybę i zobaczył znajomo wyglądającą sowę.
- Hugo! – krzyknął James.Podszedł do okna, otworzył je, a sowa przeleciała przez kuchnię i usiadła na stole. Chłopak odwiązał liścik od nóżki ptaka i szybko go rozwinął.
- To od Syriusza! – oznajmił rodzicom – pisze, że chyba wybiera się na Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Pyta się czy też będę… - spojrzał błagalnym wzrokiem na rodziców. Rozmawiał już z nimi o tym, kłócił się, błagał, ale nadal nie otrzymał odpowiedzi.
- Właśnie o tym rozmawiamy z ojcem – powiedziała niepewnie matka. Nie jestem pewna, James. Boję się, że coś ci się stanie. Wiesz, że ojciec ma dużo pracy i nie może z tobą iść na mecz.
- Mamo! Przecież doskonale wiesz, jak kocham qiudditcha. Poza tym nie będę sam, tylko z Syriuszem. Nie jesteśmy małymi dziećmi – oburzył się.
- Ale dorośli też nie jesteście. Nie wybaczę sobie, jeśli coś ci się stanie.
- Dorea, daj spokój, nie zginą od razu. Będzie tam mnóstwo czarodziejów, których znamy, napiszę do Harolda, żeby miał na nich oko – skończył spór pan Potter.
- Czy to znaczy, że mogę iść z Syriuszem? – spytał James w euforii patrząc na rodziców. Matka wyszła z kuchni, nic nie mówiąc, a ojciec kiwnął lekko głową skrycie uśmiechając się pod wąsem.
- Taak! – od razu chwycił liścik od Syriusza i na odwrocie strony napisał szybko odpowiedź i wysłał z nią sowę.        


Ostatnie przygotowania do Mistrzostw Świata szły naprzód. Wszyscy czarodzieje w ministerstwie chodzili jak na szpilkach. Mnóstwo latających wysyłek wewnętrznych, biegających urzędników. Winda skrzypiała, dźwigając spory ciężar grupki czarodziejów. Sam minister magii nie miał dzisiaj lekkiego dnia. Kolejni mugole zauważyli, że coś jest nie tak. Musiał wysyłać coraz więcej pracowników, aby modyfikowali im pamięć i dbali o to, by zachowywać pozory normalności. Najciężej było znaleźć miejsce, gdzie można by umiejscowić stadion mieszczący około pół miliona osób i to tak by nikt spoza magicznych osób niczego nie podejrzewał. Nie było łatwo odkryć obszerną polanę, która pomieściłaby namioty. Nareszcie decyzja padła na szkocką Wyspę Mgieł. Rzadko kto na nią przybywał, a w dodatku była chroniona silnymi zaklęciami ochronnymi.             



Pięć dni….. dwa dni…. Jeszcze jeden…. I w końcu nastał długo wyczekiwany moment. Międzynarodowe Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Tak długo na to czekał, w nocy nie mógł zasnąć, rozmyślając kogo spotka, jak potoczy się mecz, czy obstawiany przez niego wynik okaże się prawidłowy? Wstał o świcie, sam siebie nie poznając. Nigdy nie wstawał tak wcześnie, ale nie mógł dłużej leżeć. Za dwie godziny miał przybyć Syriusz, a czterdzieści minut później będzie czekał na nich świstoklik, na polanie w lesie, który znajduje się w pobliżu domów Potterów. Ubrał na siebie swoją najlepszą czerwoną bluzkę z wyszytym zniczem, zabrał torbę i zbiegł na dół. Po kuchni biegała zdenerwowana matka

- Kanapki… coś do picia. Może jakieś bandaże? Muszą się też jakoś kontaktować. Jeszcze jakieś przysmaki na drogę, kieszonkowe…. – mruczała pod nosem Dorea nie mogąc opanować zmartwienia. James westchnął głośno, kiedy wybiegła z kuchni w poszukiwaniu tylko jej wiadomych rzeczy. Usiał, zjadł kanapkę, popił odrobiną soku dyniowego i zaczął bawić się przypominajką leżącą w miseczce na stolę. Podrzucał ją, zręcznie łapał, wspominając wygrane mecze quidditcha, kiedy to on, James, wyciągał rękę po złotą, rozpaczliwie trzepoczącą skrzydełkami piłeczkę  i chytrze ją łapał przed przeciwnikiem. Po chwili w kominku rozbłysnął zielony płomień i wyszedł z nich Syriusz Black. Zabójczo przystojny brunet w długich włosach i o szarmanckim uśmiechu. Wyszczerzył radośnie zęby na widok swojego najlepszego przyjaciela. Cały miesiąc go nie widział!
- Łapa! Jesteś przyjacielu. Już myślałem, że się ciebie nie doczekam – rzekł radośnie James.
- I tak jestem wcześniej, więc nie wiem, o co ci chodzi, ale czego się nie robi dla Rogasia.
- Przestań, bo się jeszcze zarumienię – powiedział James i obaj zaczęli się głośno śmiać. Z nikim innym nie czuli się tak dobrze. Jeden wiedział, o czym myśli drugi, od kiedy się poznali wiedzieli, że są jak bracia. Huncwoci, tak siebie nazwali. Ale do tej wspaniałej gromadki należała jeszcze dwójka przyjaciół.
- A co z Luniem i Glizdkiem? – spytał James Łapę – wiesz czy może będą na meczu?
- Szczerze? Remus pisał, że jeszcze nie wie, a od Glizdogona nie dostałem żadnej odpowiedzi. Nie martw się Rogacz, dowiemy się na miejscu. – poklepał go przyjacielsko po plecach i usiadł przy stole, kiedy do kuchni wszedł ojciec Jamesa.
- Dzień dobry, panie Potter! – krzyknął dziarsko wstając od stołu – to kiedy ruszamy do świstoklika?
- Witam, Syriusz. Dobrze cię widzieć chłopcze – uśmiechnął się ojciec Jamesa – właśnie przyszedłem zaalarmować, że za dziesięć minut wychodzimy, więc zbierajcie się. James, gdzie namiot?
- O kurczę! Zupełnie o nim zapomniałem – i wybiegł pędem z kuchni, o mało nie wpadając na swoją matkę
- Spokojnie, o wszystkim pamiętałam. Stoi na korytarzu, a tu macie kanapki i inne potrzebne rzeczy – mówiła podając im pakunki – dzień dobry Syriusz – odpowiedziała na powitanie chłopaka – opiekuj się Jamesem i nie zmalujcie nic głupiego – zaśmiała się serdecznie – uważajcie na siebie chłopaki – wyściskała ich obu, po czym żwawo ruszyli za Charlesem do wyjścia.             


Do odlotu świstoklika mieli jeszcze półgodziny, więc bez pośpiechu ruszyli w stronę lasu. Po dwudziestu minutach dotarli na polanę. Teraz pozostawało tylko znaleźć świstoklik, który mógł być każdą, najzwyklejszą rzeczą. Syriusz podniósł kawałek różowej opaski do włosów.

- To może to coś? – pytał po raz piąty podnosząc jakąś zniszczoną rzecz.
- Tak, Syriuszu, brawo! Za 3 minuty macie odlot. Chodźcie, stańcie wokół świstoklika i na mój znak macie go chwycić i nie puszczać, jasne? – spytał poważnie ojciec Jamesa.
- Tak jest, sir! – krzyknęli radośnie przyjaciele i czekali gotowi na znak.
- Dobra, przygotujcie się – ostrzegł – złapcie się! Za cztery..., trzy..., dwa..., jeden..., zero! – skończył odliczać Charles. I Syriusz właśnie w tym momencie poczuł niemiłe szarpnięcie w okolicach pępka i zaczął szybko się obracać, czując coraz większe mdłości. Po chwili uderzył twardo o ziemię. Wstał rozmasowując sobie obolały tyłek i rozejrzał się.
- Syriusz! – wyrwał go z oględzin krzyk Jamesa – Spójrz! – krzyknął przejęty wskazując palcem na coś ogromnego. Ich oczom ukazał się tłum kolorowo ubranych czarodziejów, a za nimi stał ogromny stadion.

15 komentarzy:

  1. Hej prosiłyście więc jestem !
    Rozdział jest naprawdę bardzo fajny, super wszystko opisujecie.
    Pomysł z meczem Quidditcha również genialny ! Już się boję co Huncwoci tam wymyślą. Znając ich na pewno będzie wesoło !
    A jak już mowa o Huncwotach, to bardzo zabawny dialog pomiędzy Łapą i Rogaczem !
    Na koniec powiem tylko tyle, że z niecierpliwością czekam na nowy rozdział !
    Pozdrawiam was serdecznie i życzę dużo weny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo za odwiedzenie i taki miły komentarz.
      Same jeszcze nie wiemy co tam narobią, ale... cóż i tak nic nie możemy zdradzić :D
      Nowa notka w przyszłym tygodniu, aczkolwiek dokładnie nie wiemy jakiego dnia :)
      Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy! :)

      Usuń
  2. Genialne! Uważam, że masz fajny styl pisania. Ogólnie to Remus (awww <3) jest moją ulubioną postacią, ale myślę, że dzięki Twojej historii polubię też i Jamesa. Pisz dalej! Weny życzę!
    /Huncowtka K.
    P.S. Kiedy następny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie będzie i Remus w opowieści. Dla niego też mamy plan na życie :D Po prostu zaczęłyśmy od tej dwójki, tak jakoś wyszło :D
      Następna notka w przyszłym tygodniu
      Dziękujemy bardzo, pozdrawiamy i zapraszamy! :D

      Usuń
  3. Rozdział cudowny. Blog zapowiada się ciekawie. Czekam na nowa notkę. Pozdrawiam ~Dorcas
    P.S. Jeśli macie ochotę zapraszam do mnie na syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo i zapraszamy :)
      Oczywiście odwiedzimy Twojego bloga.
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  4. Rozdział dość przyjemny, fajnie się go czyta. Nie mogę się doczekać jak opiszecie pozostałych bohaterów. Jakich znajomych chłopaki spotkają na mistrzostwach i ogółem, czy coś ciekawego wydarzy się na nich.

    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie
    Em (ruda-i-huncwoci.blog.pl)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie. Znając tych dwóch panów, zastanawiam się co tym razem zmalują ;)

    Powodzenia w pisaniu i zapraszam również do mnie http://granger-malfoy-po-latach.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :D
    Sorka że dopiero teraz do was zaglądam , ale brak czasu doskwiera . Co do notki to jest GENIALNA ! . Fajnie opisujecie , dialogi nie są drętwe idealne . Jestem oczarowana i lecę czytać dalej ^^ :-)
    Pozdrawiam
    Mała Czarna

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny rozdział :D Naprawdę XD
    Ciekawy pomysł, by zacząć od MŚWQ :) Dzisiaj nie mogę za bardzo przeczytać więcej, ale jutro tu wrócę i przeczytam, co dzieje się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też skomentuje, a co :v . Bardzo spodobało mi się to, co tutaj piszecie. Lece czytac dalej ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział bardzo ładnie napisany :) ,,Zabójczo przystojny brunet [...] " - to mnie rozśmieszyło XD
    Po za tym, bardzo miło się czyta. Akurat poprawiłyście mi humor tym postem.
    Lęcę na miotle Rogacza czytać dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogólnie rozdział bardzo fajnie zapisany, treść ciekawa.Fajny pomysł zacząć historie od MŚWQ.Bardzo mnie zaciekawiłaś więc lece czytac dalej.
    W.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na razie jest dobrze. Czekam na więcej...

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    świetnie, ten mecz ciekawe co wykombinują i ten dialog między Jamesem i Syriuszem...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń