13 stycznia 2015

II. Kwiaty we włosach - cz.I

Witamy Was ponownie! :D
Kolejny rozdział przygotowany i tak jak planowałyśmy wstawiamy go dzisiaj, czyli we wtorek(północy jeszcze nie ma) :D
Następny rozdział będzie chyba jeszcze w tym tygodniu, tak myślę, ale nie wiem co na to Rogacz :)
Więc już Was nie zanudzam i życzymy miłego czytania!



Boisko, na którym Hiszpania i Włochy miały się zmierzyć w meczu finałowym, było ogromne. O wiele większe niż to, na którym odbywały się mecze między domami Hogwartu. Stadion był owalny. Na jego końcach znajdowały się słupki bramkowe – trzy tyczki zwieńczone obręczą, których bronił obrońca. Bramkami interesowali się też ścigający, którzy podawali sobie kafla, starając się przerzucić go przez jedną z obręczy. Taki rzut dawał drużynie okrągłe dziesięć punktów. Oprócz trzech ścigających i obrońcy do drużyny należeli także dwaj pałkarze, którzy mieli za zadanie chronić kolegów przed tłuczkami – piłkami, których głównym zadaniem było zwalenie graczy z miotły. Jednak najważniejszym zawodnikiem był szukający, którego celem było złapanie złotego znicza – niezwykle małej i niesamowicie szybkiej, latającej piłeczki. Złapanie znicza oznaczało koniec meczu i dawało drużynie całe sto pięćdziesiąt punktów. James był szukającym Gryfonów i to jego misją było złapanie złotej piłki. Uwielbiał to, uwielbiał quidditcha. Kochał to uczucie, kiedy dosiadał swojej Srebrnej Strzały, odpychał się nogami od ziemi i... leciał. Ubóstwiał te chwile, kiedy zataczał kółka nad stadionem, poszukując znicza. Uwielbiał, kiedy wiatr smagał mu twarz. Ale nade wszystko kochał ten moment, kiedy jego palce zaciskały się na złotej piłce tuż przed palcami przeciwnika. Moment, kiedy lądował, unosząc rękę do góry, pokazując, że to on złapał znicza, że to on zarobił sto pięćdziesiąt punktów, że to on odniósł zwycięstwo. Tak, młody Potter lubił wygrywać.
- Dobra, Rogaś. Koniec tego dobrego. Czas ruszyć tyłki. Trzeba znaleźć jakieś miejsce do spania – powiedział Syriusz i ruszył w stronę pola namiotowego. James poszedł za przyjacielem.
- To co, Łapo? Mały zakładzik? Stawiam, że Hiszpania wygra z Włochami trzysta sześćdziesiąt do stu czterdziestu – powiedział Rogacz.
- Rogaś, przyjacielu. Taki dobry z ciebie szukający, a tak źle obstawiasz – wyszczerzył zęby Syriusz – Stawiam, że będzie dwieście siedemdziesiąt do pięćdziesięciu dla Hiszpanii – dodał tonem znawcy - To o co się zakładamy?
- Jeżeli wygram, to przez tydzień nie umyjesz włosów i będziesz jak nasz kumpel – Smark. Poza tym pójdziesz do Smarkerusa i powiesz mu, że go podziwiasz i starasz się naśladować jego styl.
- Stoi. Jeśli wygram ja, to przez tydzień nie odezwiesz się choćby półsłówkiem do Evans. Żadnych zalotów, Rogasiu Kochasiu – powiedział Syriusz i wyciągnął dłoń w stronę przyjaciela.
Huncwoci dotarli w końcu na miejsce. Przy wejściu na pole namiotowe stał sędziwy czarodziej ubrany w różowe spodnie, musztardową koszulę, na nogach miał żółte klapki. Niektórzy czarodzieje, jak widać, mieli drobne problemy z ubraniami mugoli.
- W którym sektorze panowie mają zarezerwowane miejsce? - zapytał staruszek
- W siedemset trzynastym – powiedział Łapa, spoglądając na kawałek pergaminu z rezerwacją.
- Należą się cztery galeony – powiedział starzec. James wyciągnął z kieszeni pieniądze i podał je czarodziejowi.
- Prosto i na lewo – strażnik wskazał drogę Huncwotom i od razu zaczął rozmawiać z innymi czarodziejami, którzy chcieli wejść na pole. Syriusz i James wzięli swoje rzeczy i zabrali się za szukanie wskazanego miejsca. O ile odnalezienie drogi było błahostką, to rozłożenie namiotu było dla przyjaciół niemałym wyzwaniem.
- A niech to garbate gargulce! - zaklął James – Co za idiota wymyślił, że małoletni czarodzieje nie mogą używać magii?
- Rogasiu, doprawdy jesteś uroczy, kiedy się tak wściekasz, ale może byś ruszył swój zacny zadek i spróbował mi pomóc, zamiast wszystko komentować? - powiedział Syriusz, próbując wyplątać się z materiału, który odpowiednio rozłożony miał stanowić namiot. James podniósł swoje cztery litery i ruszył przyjacielowi na pomoc. Chwycił jakąś metalową rurkę, która w jego mniemaniu miała podtrzymywać dach. Zaczął wkładać ją w otwór w płachcie.
- Rogacz, idioto! Ostrożnie z tym żelastwem, to moja głowa! - warknął Łapa.
James uderzył Syriusza metalowymi elementami jeszcze parę razy, a Syriusz nie pozostawał mu dłużny. Namiot wcale nie chciał współpracować. Za każdym razem, kiedy konstrukcja była na tyle stabilna, że dało się do niej wejść, wcale nie przypominała namiotu. Raz nawet wyglądała jak on, ale żeby to zobaczyć trzeba było zamknąć jedno oko i przechylić  głowę w bok. Jednak, gdy tylko Huncwoci wrzucili do niego swoje rzeczy, ten od razu runął. W końcu udało im się go rozłożyć, a to tylko dzięki pomocy jakiegoś starszego czarodzieja, który swoją drogą miał z nich niezły ubaw. Organizowanie sobie miejsca tak ich pochłonęło, że ledwie zdążyli rozpakować swoje rzeczy, a już trzeba było iść na stadion. Łapa razem z Jamesem poszli na stadion. Nie tylko oni to szli na boisko. W tamtym kierunku zmierzało wielu czarodziejów. Tłum kibiców był niesamowicie kolorowy, bo każdy czarodziej był ubrany w barwy narodowe drużyny, której kibicował. W powietrzu dało się wyczuć atmosferę podniecenia. Finał niewątpliwie wzbudzał wiele emocji. Każdy czekał z niecierpliwością na ten widowiskowy wieczór, każdy zastanawiał się, czy obstawiany przez niego wynik okaże się prawdziwy. Każdy chciał po prostu zobaczyć starcie tak wielkich drużyn, przecież takie mistrzostwa nie odbywają się codziennie.
- Potter! Black! - Huncwoci odwrócili się i dostrzegli w tłumie swoją koleżankę – Anne Loran. Była to niewysoka szatynka o niebieskich oczach. Tak jak Huncwoci była w Gryffindorze i była jedną z najlepszych przyjaciółek Lily Evans.
- Loran? Ty tutaj? Przecież nie lubisz quidditcha – powiedział Syriusz
- Coś w stylu rodzinnych wakacji. Tak to jest jak się ma samych braci – odpowiedziała dziewczyna.
- Jak minęło ci lato? - zapytał James.
- Szybko, za chwilę trzeba wracać do szkoły – powiedziała Anne – Ale lepiej chodźmy już na boisko, bo inaczej przegapimy prezentację drużyn.
Gryfoni poszli za radą Anne. Na boisku dziewczyna odłączyła się od Huncwotów i wróciła do swojej rodziny. Syriusz i James zajęli miejsca i zaledwie chwilę po tym, rozległ się głos krępego czarodzieja, który był komentatorem:
- Panie i panowie, mam zaszczyt powitać was na finałowym meczu Mistrzostw Świata w quidditchu! Dzisiejszy wieczór uświetnią dwie wspaniałe drużyny: reprezentacja Hiszpanii – czerwono-żółta część trybun ryknęła na cześć swojej drużyny – i reprezentacja Włoch – kibice Włoch zrobili to samo, co przed chwilą zrobili kibice Hiszpanii. Komentator kontynuował:
- A teraz przyszła pora na prezentację drużyn. Panie i panowie, oto maskotka Hiszpanii! - na boisko wtoczyło się stado byków. Zwierzęta przypominały nieco patronusy, jednak były koloru złotego. Byki wykonały coś, co nieco przypominało taniec. Widownia była zachwycona. Synchroniczny układ wykonany przez stado świetlistych, złotawych byków był naprawdę czymś niezwykłym. Gdy tylko zwierzęta zeszły ze stadionu, komentator ponownie zabrał głos:
- Znakomicie, doprawdy znakomicie! A teraz czas na prezentację drużyny Włoch! - W miejscu, gdzie całkiem niedawno tańczyły byki, pojawił się wielki, latający makaron spaghetti, który zataczał kółka nad boiskiem, wymachując swoimi makaronowymi mackami. Gdy to robił, na ziemię spadały kluski. Po zakończonej prezentacji, krępy czarodziej znów przemówił:
- Fantastycznie, fantastycznie! A teraz powitajmy obie drużyny! Reprezentacja Hiszpanii: obrońca – Daniel Suarez, ścigający – Diego Reyes, Pedro Navas i Gustavo de Medina, pałkarze – Ricardo Ramirez i Acides Manola i szukający – Oscar Sanchez!
Kibice Hiszpanii obdarzyli swoją drużynę brawami. Komentator ponownie przemówił:
- Reprezentacja Włoch: obrońca – Adriano Accardo, ścigający – Flavio Buccola, Enrico Gassisi i Giovanni Mineo, pałkarze – Ottavio Rao i Sebastiano Tocco oraz szukający – Vittorio Profaci. - drużyna Włochów także zebrała gromkie brawa.
- A zatem zacznijmy mecz! – wraz z tym okrzykiem zawodnicy poderwali się w powietrze.

10 komentarzy:

  1. Fajny rozdział ;) Uwielbiam wasz styl pisania ! Piszecie naprawdę genialne opisy ! Co do samego rozdziału, to najlepszą sceną było rozkładanie namiotu ! Uśmiałam się czytając ten fragment !
    Czekam na kolejny rozdział i weny, weny życzę !

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh.. Huncwoci próbują rozłożyć namiot. Bezcenne. Ciekawa jestem który z nich wygra zakład. Życzę weny i czekam na kolejny rozdział. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej trochę krótko... ale cudnie. Biedni nieporadni chłopcy nie potrafili poradzić sobie z namiotem. Dobrze, że ktoś się zlitował. Czekam na więcej.
    Pozdrawiam
    Em (www.ruda-i-huncwoci.blog.pl)

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahaha xD Makaron spaghetti? Realy? Uśmiałam się xD Chciałabym zobaczyć Jamesa i Syriusza rozkładających namiot. Najbardziej podobał mi się fragment o zakładzie. Syriusz mówiący Snape'owi, że go podziwia i stara się naśladować jego styl. Wyobraziłam sobie tą scenę xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Rany , rany rany . Czytając tę notkę od razu mi się przypomniał mecz finałowy Euro 2012 , jestem ciekawa czy i na waszym blogu wygra Hiszpania .Jak dobrze że mam kilka rozdziałów do nadrobienia , ponieważ siedziałabym jak na szpilkach i czekała na kolejne notki ^^ . Dobra lecę czytać dalej bo jestem ciekawa nexta :**
    Pozdrawiam Mała Czarna

    OdpowiedzUsuń
  6. Sympatyczny styl pisania, naprawdę fajnie i lekko się czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialne! xD Najlepszy namiot - pogromca Huncwotów. Albo byki i spaghetti :D Cudne maskotki drużyny, naprawdę!
    Lecę do następnego rozdziału ^^
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział, rozbroiło mnie ten moment :,,W końcu udało im się go rozłożyć, a to tylko dzięki pomocy jakiegoś starszego czarodzieja, który swoją drogą miał z nich niezły ubaw." Bardzo ciekawe maskotki drużyn Quidicha.
    Pozdrawiam!!!
    W.

    OdpowiedzUsuń
  9. W Hiszpanii ludzie mają po dwa nazwiska i nie zmieniają ich po ślubie. Dziecko dostaje pierwsze ojca i pierwsze matki.

    Załóżmy, że:
    Pedro Bazan Conieca (Pedro Bafan Koniefa)
    i
    Laura Ana Pardo Monieca (Laura Ana Pardo Moniefa)
    będą mieć córkę:
    Susane to będzie ona się nazywać:
    Susana Bazan Pardo (Susana Bafan Pardo)

    Ciekawostka: W tym kraju trzeba zwracać się obowiązkowo do ludzi po dwóch nazwiskach, np mama woła syna Rafael Juan (Rafale Janie, np. obiad) (Rafael Huan).
    Uczę się tego języka więc wiem!

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    o matko, to rozkładanie namiotu było boskie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń