26 lutego 2015

VIII. Kiedy rozum odmawia posłuszeństwa cz. 1

Witajcie drodzy Czytelnicy,
wiemy, że dość dawno nic nie dodałyśmy, a obiecałyśmy, że w ferie się zepniemy, ale rozumiecie. Wyjazdy, spotkania, nauka, przyjemności :D Ale nie próżnujemy. Dzisiaj dajemy pierwszą część rozdziału, a już w sobotę dodamy drugą. 
Dziękujemy za tak ogromną ilość komentarzy pod poprzednią notką i wszelkie dedykacje na Waszych blogach. Jesteście wielcy, kochani, cudowni itd. :D Nasze słowa nie są w stanie wyrazić wdzięcznością, którą odczuwamy w sercu.
Zrobiło się dziwnie uczuciowo, tak więc już kończymy.
Miłego czytania i komentowania!
Chciałyśmy także zamieścić tutaj link z piosenką, która towarzyszyła nam przy tworzeniu tej historii. Może niekoniecznie jest jakieś powiązanie między nimi, ale mamy ogromne pragnienie się tym utworem podzielić z Wami.
~ wasze, Rogacz i Łapa

https://www.youtube.com/watch?v=F3hTW9e20d8


*

           Kate Marywale prychnęła pogardliwie na widok swojej rudej współlokatorki. Nie cierpiała jej. Zawsze zastanawiało ją dlaczego takie szlamy jak ona, znajdują się w ogóle w Hogwarcie. Osobniki takiego pokroju mogą EWENTUALNIE pełnić służbę u czarodziejów czystej krwi. Nie są w niczym lepsze od domowych skrzatów, tak samo brudne i niewarte najmniejszej uwagi. Zawsze mówiła ojcu, że Dumbledore jest pomyleńcem i kochasiem szlam. Przez tego starego wariata musiała mieszkać w jednym pokoju z mugolaczką Evans i półkrwistą Anne. Jedynie Dorcas była godna jej poziomu. Chociaż nie… była jeszcze gorsza, bo przyjaźniła się z tymi wywłokami. Pamiętała jak pierwszy raz, rok temu, znalazła się w domu Syriusza Blacka – mężczyzny jej marzeń. Przystojny, arogancki, błyskotliwy i żartobliwy, a na dodatek czystej krwi. Miał tylko jeden minus… zadawał się ze zdrajcami krwi. Jednak jego rodzina była dla niej idealna. W ich pokoju z rodzinnym gobelinem Blacków zauważyła jeden napis, który na wieki wyrył się w jej pamięci. Od razu po powrocie do swojego domu kazała ojcu zamieścić go w ich pokoju głównym. Od tego dnia w salonie rodziny Marywale, tak samo jak i u rodziny Blacków, widnieje napis „Toujours pur”, który oznacza „Zawsze czyści”.
- Długo będziesz się we mnie wpatrywać? Lepiej otwórz okno, bo zaśmierdł pokój, jak tylko tu weszłaś! – wyrzuciła z siebie w kierunku Lily i zamknęła się z trzaskiem w łazience.
Ruda westchnęła głośno i usiadła na swoim łóżku. Wiedziała, że będą musiały ją znowu znosić, ale z roku na rok wydawała się coraz gorsza. W pierwszej i drugiej klasie myślała, że mają szansę na przyjaźń. Nigdy nie było między nimi idealnie, ale potrafiły ze sobą normalnie rozmawiać i szanować się nawzajem. W trzeciej klasie zaczęła odnosić się chamsko do swoich koleżanek z dormitorium, a w czwartej jawnie okazywać swoją pogardę i niechęć. Ale teraz? Nie zauważyła u niej wcześniej żadnej mani na punkcie czystości krwi. Co się zmieniło? Panna Evans wyszła z pokoju i poszła w kierunku swoich przyjaciółek, które siedziały smętnie na starej kanapie przed kominkiem. Lily usiadła obok Dorcas i Anne, i tak jak one wpatrywała się w tańczące płomienie. Zawsze zastanawiało ją, jak takie piękne zjawisko jak ogień, może być tak niebezpieczne. Żywioł nieograniczony i nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo, w którą stronę pomknie i jakie skutki przyniesie. Czy przyjemne ciepło, czy piekący ból.
- I jak spotkanie z blondi - małpą? – spytała cynicznie Dorcas, patrząc na Lily.
- Cóż… nie mogę powiedzieć, że było przyjemne. Czy mi się wydaje, czy ona jest im starsza tym gorsza? – zadała pytanie Lily, wiedząc już jaka będzie odpowiedź
- Zależy jak dla kogo. – odparła Anne z zaciętym wyrazem twarzy. – Kate rzuciła się Dorcas na szyję i zaczęła o wszystko wypytywać, a mi pozwoliła usłyszeć swoje łaskawe „cześć” – na jej twarzy nie było widać bólu, tylko obojętność, ale obie dziewczyny wiedziały, że to tylko maska.
- A wiecie dlaczego dopiero teraz przyjechała? – zagadnęła ciekawsko Lily. Nie chciała mówić dziewczynom o tym, jak ona została ciepło przywitana przez Gryfonkę.
- Tak… chwaliła się, jaka to nie była obłożnie chora. Na początku miała tylko zapalenie płuc, ale potem nastąpiły powikłania, co doprowadziło w końcu do ostrej niewydolności oddechowej i musiała przez jakiś czas leżeć w Mungu, bo jej stan był poważny. Przynajmniej tak mówiła, ale wiesz dobrze, Lilka, jak ona kocha koloryzować. – skończyła gorzko Dorcas, jeszcze bardziej uparcie wpatrując się w płomienie, jakby one były winne powrotu dziewczyny do szkoły. Meadowes doskonale pamiętała, jak jej przyjaciel przez nią cierpiał. Syriusz nigdy się jej nie zwierzał, dlaczego zerwał z Kate, ale wiedziała, że przysporzyło mu to wiele bólu. Od połowy czerwca aż do końca roku szkolnego chodził przygaszony i struty. Nie poznawała go. Ten wszędobylski chłopak, który razem z Potterem nie pozwalał się nigdy nikomu nudzić w ich obecności, po tym wydarzeniu prawie w ogóle nie wychodził ze swojego pokoju. Na szczęście po wakacjach wszystko wróciło do wcześniejszego stanu. Łapa na nowo stał się tym beztroskim i nieodpowiedzialnym psotnikiem, który jest gotów poświęcić wszystko dla przyjaźni. Czarnowłosa westchnęła ciężko, chcąc pozbyć się natłoku myśli i zanurzyła się w lekturze swojej ulubionej książki.

*

              W tym samym czasie, w bibliotece nastąpił widok niesłychany. Nawet młoda bibliotekarka, pani Pince, wpatrywała się niedowierzającym wzrokiem w czwórkę młodych Gryfonów. Najsławniejsza szajka rozrabiaków Hogwartu siedziała teraz potulnie przy stole, zagraconym pokaźnym stosem książek. Wizyta Remusa nie była może szokująca, bo chłopak, jako pilny uczeń, często tu przesiadywał. Ale co się stało całej trójce? Obecność pozostałych Huncwotów tłumaczono tym, że wreszcie na poważnie wzięli sobie do serca przestrogi nauczycieli i zabrali się do nauki przed tegorocznymi SUMami. Nic bardziej mylnego! James, Syriusz i Peter byli tu tylko przez wzgląd na Lunatyka. I nie, nie przyganił ich do wkuwania eliksirów. Cała trójka panów, przy pomocy Lupina, starała się opanować bardzo trudną sztukę magii. Wszystkie książki, jakie studiowali, miały jeden wspólny wątek. Stanie się animagiem. Huncwoci od kiedy tylko dowiedzieli się o tajemniczej przypadłości Remusa, czyli jakieś trzy lata temu, poprzysięgli sobie, że zrobią wszystko, aby zostać animagiem. Zbliżała się kolejna pełnia, a chłopacy byli już tak blisko celu. Nie chcieli zawieść przyjaciela. Obiecali mu to, ba, w czwartej klasie złożyli przed nim uroczystą przysięgę, że nie spoczną, póki ich ciała nie przyjmą zwierzęcych form. A to wszystko tylko dlatego, że wilkołaki nie stwarzały takiego zagrożenia dla zwierząt, jak dla ludzi. Nie mogli mu towarzyszyć w ludzkiej postaci, ale w zwierzęcej tak. To była jedna z wielu tajemnic, która czyniła ich huncwockie więzi jeszcze bardziej zażyłe.
- Ah… moje kable w mózgu się już poprzepalały – narzekał James, pocierając zmęczone oczy. – Chodźmy trochę odpocząć, a resztę przemycimy do naszego dormitorium i wieczorem przejrzymy. Tu jest za cicho! Zaraz zacznę słyszeć, jak książki do mnie mówią – mówił James zakrywając uszy i wywalając jęzor, udając obłąkanego. W jednej chwili przy ich stanowisku pojawiła się sztywna jak kłoda pani Pince.
- Albo zamilkniecie, albo w tej chwili macie stąd wyjść – syknęła jadowicie w ich stronę, a jej oczy ciskały błyskawice.
- Nie musi nas pani bardziej zachęcać. – mruknął James pod nosem, czego na jego szczęście bibliotekarka nie dosłyszała. Gdy tylko kobieta odeszła, Remus szybko zgarnął część lektury do torby i z prędkością światła opuścił bibliotekę.
- Ktoś musi odłożyć na miejsce pozostałe książki, bo inaczej ten mól nam żyć nie da – powiedział Rogacz z nadzieją, że ktoś zgłosi się na ochotnika i nie będzie musiał dłużej znosić tej oszałamiającej ciszy.
- Ja to zrobię, stary. Idźcie – zaproponował Syriusz. James spojrzał na niego, jakby zobaczył ducha. Przeważnie to Glizdek był od tej czarnej roboty, ale nie powiedział nic i wyszedł z Peterem na zewnątrz. Black wziął pozostałe książki i zaczął powoli odnosić je na swoje miejsce. Nie zauważył, że rudowłosa dziewczyna od dłuższej chwili przypatrywała się jemu i pozostałym Huncwotom. Kiedy znalazł się dość blisko niej, zdecydowała się do niego zagaić. Podeszła szybko, żeby nie zniknął jej między regałami i klepnęła lekko w ramię. Łapa odwrócił się zaciekawiony i zobaczył przed sobą Lily.
- O co chodzi, Evans?- spytał czarnowłosy, patrząc na nią niepewnie.
- Co wy kombinujecie z tymi książkami? I nie wmawiaj mi, że się uczycie – kontynuowała szybko, bo widziała, że Syriusz otwierał już usta, żeby coś jej odpowiedzieć
- Kiedy to prawda, Ruda. Nawet nie wiesz, jakie mam tyły na eliksirach. To ty jesteś ulubienicą Ślimaka, nie ja – powiedział chłopak, patrząc na dziewczynę z wyrzutem i jednocześnie nadzieją, że to łyknie. Nikt nie mógł się dowiedzieć o ich tajemnicy. A u kogo jak u kogo, ale u Blacka takie rzeczy były bezpieczne.
- W porządku, w to uwierzę. Ale co z Jamesem i Peterem? – ciągnęła dalej za język, wciąż pełna podejrzeń.
- Wiesz jak z Glizdkiem. Nigdy nie uważa na lekcjach tylko myśli, co będzie na obiad. McGonnagal kazała Rogaczowi dać korki Peterowi z transmutacji. Zrozum, nawet my potrafimy się uczyć. – Podsumował Łapa z iście huncwockim uśmieszkiem. Wyminął Evansównę z zamiarem opuszczenia szkolnej biblioteki, ale Gryfonka złapała go szybko za rękaw, dając znać, że jeszcze nie skończyła z nim rozmawiać. „ Cholera jasna” zaklął Łapa w myślach, ale zaraz przywołał na twarz swój szelmowski uśmiech.
- Syriusz – zaczęła pewnie, ale głos jej się zachwiał, czego Huncwot nie zauważył – Jeśli chcesz, to mogę pomóc ci z eliksirami. Korki nie zaszkodzą, a jedynie pomogą – powiedziała zielonooka na jednym wydechu. Syriusz spojrzał na nią zaskoczony. Nie miał pojęcia, jak wybrnąć. I tak już ich podejrzewała, więc on musi trzymać się tej wersji wydarzeń i lepiej nie kombinować bardziej.
- Jesteś pewna? Masz na to czas? – spojrzał na nią, nie potrafiąc ukryć zdziwienia – Jestem dość opornym uczniem – zaśmiał się do niej i puścił oczko, na co policzki dziewczyny pokryły się ledwo widocznym różem.
- Jakiś czas tam wyskrobię na kilka spotkań. To co? Jutro o 19 w sali u Slughorna. – powiedziała Lily już pewniejszym tonem. Uśmiechnęła się do kolegi, po czym wyszła na korytarz i poszła w stronę salonu Gryffindoru.
             
*

              Następny dzień mijał pannie Evans niesamowicie szybko. Chodziła zamyślona i roztargniona. Na transmutacji zamiast zamienić papużkę w półmisek na owoce, ptak przybrał formę skrzeczącej patelni z wielobarwnym ogonem zamiast rączki. Przyjaciółki starały się wyciągnąć z niej przyczynę takiego zachowania, ale Ruda zazdrośnie strzegła swojego sekretu. Nie zwracała nawet uwagi na zniewagi ze strony swojej złośliwej współlokatorki Marywale. Potter starał się ją zdenerwować, ale też mu się nie udało, co było już niepokojące. Lily dalej przebywała w swoim świecie. Pluła sobie w twarz za to, że zaproponowała korki Syriuszowi. To był jedyny z czwórki Huncwotów, który jej się podobał i w dodatku zaczynała go lubić. Wiedziała, że cała sytuacja przybiera powoli niebezpieczny obrót, a pani prefekt powinna być rozsądna. Co ona sobie myślała? I dlaczego Black się zgodził? Nigdy nie był dla niej specjalnie miły, ani nie zwracał na nią większej uwagi. A może faktycznie potrzebuje pomocy. Dziewczyna ani się obejrzała, a już stała pod salą do eliksirów. Była przed czasem. Postanowiła wejść do pomieszczenia, aby się przygotować.
Syriusz zbiegał po schodach, przeskakując znajome pułapki. Wiedział już, że się spóźni, ale nie chciał kazać Rudej długo czekać. Marzył tylko o tym, żeby to spotkanie minęło jak najszybciej, miał ciekawsze sprawy na głowie niż warzenie eliksirów. Gdyby to była chociaż jakaś ładna dziewczyna. Syriusz uważał Lily za całkiem uroczą, ale brakowało jej tego uwodzicielskiego wdzięku, który on tak uwielbiał. Poza tym jego przyjaciel był nią zainteresowany, co czyni ją z urzędu nietykalną. Łapa dotarł do lochów i stanął przed drzwiami do sali Ślimaka. Nie zapukał, otworzył powoli drzwi i poczuł znajomy, drażniący błony śluzowe zapach. Zauważył płomienną czuprynę stojącą przy jednym z kociołków. Czarnowłosy chłopak podszedł do niej pewnym krokiem i stanął naprzeciwko niej.
- Cześć, Lily – przywitał się z uśmiechem Black
- Cześć, Syriusz – odwzajemniła uprzejmie dziewczyna – Pożyczyłam od profesora Slughorna podręcznik do eliksirów dla opornych. – wskazała na książkę leżącą po prawej stronie Łapy.
- Doskonale, może coś w końcu załapię – zaśmiał się chłopak, co wywołało szybsze bicie serca u wiewióry. Nie wiedziała, co się z nią dzieje.
- Dobrze – skwitowała – To bierzmy się do roboty. Wieczór upływał tej dwójce w sympatycznej atmosferze. Było wiele śmiechu, żartów, naukowego tonu, a nawet poważnych rozmów. Lily nie mogła się nadziwić temu, że ten chłopak może być tak interesujący. Po tym jak uważała go za aroganckiego i dziecinnego typa, była w szoku, że może tak doskonale spędzić czas z kimś takim jak on. Pogawędkę przerwał im dzwon ogłaszający, że wszyscy uczniowie powinni być już w swoich domach. Oboje w szoku, że to już ta godzina, pognali na siódme piętro. Stanęli przed portretem grubej damy, która wdała się w plotki z sąsiadką.
- Grynażolaki – powiedział wyraźnie Black. Przeszedł przez dziurę, ale najpierw przepuścił koleżankę przodem. – Dzięki Lilka za ten czas. Było mi bardzo miło. – skłonił się przed nią teatralnie i posłał jej zniewalający uśmiech.
- Nie ma za co, Black. Mam nadzieję… - ale Ruda nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ właśnie podeszła do nich tak bardzo dobrze znana przez obojga blondynka. Lily westchnęła niezauważalnie, natomiast Łapa natychmiast pobladł na twarzy. Dawno nie czuł się tak spięty.
- Witaj, kochanie. Dalej prowadzasz się ze szlamami? – spytała Kate swoim przesłodzonym głosem – Miałam nadzieję, że przez wakacje zmądrzejesz i nadal będziemy tworzyć idealną parę – podeszła bliżej czarnowłosego i przejechała delikatnie dłonią po jego torsie. Stanęła blisko niego, dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Gryfonka pogłaskała go po policzku jedną ręką, a drugą położyła na silnym ramieniu. Pamiętała niejeden raz spędzony w jego silnych i opiekuńczych objęciach. Zbliżyła się do niego niebezpiecznie. Kiedy znalazła się na tyle blisko, żeby go pocałować, Syriusz niespodziewanie odwrócił głowę w bok, tak, że blondynka natrafiła na jego falowane włosy. Zdecydowanym ruchem odepchnął od siebie dziewczynę, ale trzymał ją mocno za nadgarstki. Spojrzał w jej oczy. Nie było w nich żadnej tęsknoty ani ciepłych iskierek. Zauważył spojrzenie zimne, stalowe, pełne pogardy.
- Wybacz, kochanie – powiedział uprzejmie Black do Kate – Ale ja już zmądrzałem. Przecież zerwałem z tobą. A teraz bądź tak uprzejma i nie pokazuj mi się więcej na oczy – wyszeptał ostatnie zdanie w jej stronę i puścił ją. Lily przyglądała się tej wymianie zdań z lękiem. Wiedziała mniej więcej, jaka była między nimi sytuacja, ale chyba nie chciała być świadkiem powrotu do przeszłości. Ulotniła się więc szybko do swojego dormitorium, zostawiając ich sam na sam. Syriusz chciał pójść w jej ślady i także ruszył w stronę swojego pokoju, ale Marywale nie dała tak szybko za wygraną.
- Co ja takiego zrobiłam?! – krzyknęła za Gryfonem. Oczy obecnych w pokoju wspólnym zwróciły się teraz w jej stronę. Wiedziała, że będą w centrum uwagi, co było jej bardzo na rękę. – No proszę, powiedz mi! Jak mnie zostawiłeś, nie byłeś skory do wyjaśnień, a należy mi się to! – blondynka kontynuowała swoją scenę. Łapa nie wytrzymał. Obrócił się w jej stronę, a jego twarz wykrzywiał grymas hamowanej złości. Szybciej oddychał, czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach, przez myśli przewijały mu się wspomnienia związane z tą dziewczyną. Pamiętał każdy jej uśmiech, łzy, ciepło jej ciała, szeptane słowa przeznaczone tylko dla niego. Ale nie zapomniał jej zdrady, jak się nim zabawiła i wystawiła do wiatru. Syriusz Black był wściekły.
- Chcesz żeby wszyscy dowiedzieli się, jak mnie oszukiwałaś? Jak się mną cudownie zabawiłaś? Myślę, że i tak już wszyscy wiedzą, jaka jesteś naprawdę – słowa te były pełne goryczy i bólu. Myślał, że już zapomniał i uwolnił się od tego uczucia. Ale teraz nienawiść wróciła ze zdwojoną siłą. Był gotów jej to wyrzucić w twarz.
- W takim razie porozmawiajmy sam na sam. – powiedziała odważnie, delektując się każdym słowem.
- Nie mam najmniejszej ochoty cię oglądać, a co dopiero rozmawiać. Ty doskonale wiesz, co zrobiłaś i nigdy ci tego nie wybaczę – zakończył chłopak, chcąc jak najszybciej zejść z widoku gapiów. Jego serce palił nieznośny ból. Rana pozostawiona przez tą dziewczynę dopiero co się zabliźniła i właśnie została na nowo otwarta. Tylko teraz odczuwał skutki o wiele bardziej dotkliwie. Odwrócił się w stronę drzwi swojego pokoju i nie zważając na krzyki Kate, ruszył w ich stronę. Od razu po wejściu położył się na swoje łóżko, które zakrył kotarami. Huncwoci spojrzeli po sobie. Wiedzieli, że stało się coś poważnego, skoro ich przyjaciel tak się zachował, ale postanowili go na razie zostawić. Długowłosy był im za to ogromnie wdzięczny. Nie chciał teraz z nikim rozmawiać. Słowa jego byłej ukochanej przywróciły wszystkie bolesne wspomnienia. Tak bardzo ją kochał. Była pierwszą dziewczyną, dla której chciał się zmienić. Nie traktował jej jak kolejnej przygody, chciał być jej wierny i każdego dnia wywoływać uśmiech na jej pięknej twarzyczce. Jednak po trzech miesiącach ich związku coś się nagle zmieniło. Kate spędzała z nim coraz mniej czasu i znikała na długie godziny, a kiedy wracała, nie chciała odpowiadać na pytania Blacka. Oskarżała go wtedy o brak zaufania i ograniczanie jej swobody. Czasami widywał ją w towarzystwie Ślizgonów, gdzie wydawała się być szczęśliwa, więc nie był o to zły. Wiedział, że nawet w Slytherinie są porządni ludzie. Jednak pewnego dnia spojrzał w mapę Huncwotów. Owa mapa była planem Hogwartu. Ale nie był to taki zwyczajny kawałek pergaminu z korytarzami i pomieszczeniami szkoły. Na mapie umieszczone były wszystkie tajne przejścia, a także pokazywała ona, gdzie znajdowały się poszczególne osoby. Ludzie byli oznaczenia kropkami z ich imieniem i nazwiskiem. Dzięki temu było wiadomo, gdzie kto się znajduje. W ten sposób Łapa znalazł swoją ukochaną Kate. Było późno, a ona nie wracała do pokoju. Martwił się o nią, więc postanowił znaleźć ją na mapie. Zobaczył jej imię w towarzystwie jakiegoś chłopaka, w jednej z nieużywanych sal na szóstym piętrze. Odłożył mapę, wziął od Rogacza jego pelerynę niewidkę i udał się do miejsca, gdzie widział Gryfonkę. Kiedy już doszedł, stanął pod drzwiami, ale nie słyszał nic. Otworzył wtedy delikatnie drzwi i zobaczył ich splecionych w ciasnym uścisku. Jego ukochana tonęła w ramionach jakiegoś Ślizgona. Całowała go przyparta do ściany i nie wyglądała, jakby ten chłopak ją do czegoś przymuszał. Syriuszem zawładnęła furia. Zrzucił z siebie pelerynę i podszedł do obściskującej się pary. Złapał blondyna za szaty i odciągnął go od Marywale. Raz po raz okładał jego twarz pięściami, powodując małe rozcięcia na ustach i kości policzkowej. Kate próbowała ich rozdzielić, ale bezskutecznie. W końcu pojawiła się pani Norris, a za nią woźny, Filch, który przerwał bójkę. Tak skończył się ich związek. Kate codziennie robiła mu sceny na oczach wszystkich, ale ani razu nie poprosiła go o osobistą rozmowę. Dopiero teraz zauważył, jaka naprawdę była jego ukochana. Gdyby nie pomoc przyjaciół, szczególnie Jamesa, nie otrząsnąłby się tak szybko po tym wydarzeniu. Właśnie w takich chwilach najbardziej doceniamy magię przyjaźni.

13 komentarzy:

  1. Drogie Łapo i Rogaczu!
    Rozdział jest cudowny. Tak miło mi się go czytało i byłam w szoku kiedy się skończył, gdyż chciałam jeszcze więcej ;) To tak zacznę od początku :
    Ta Kate jest strasznie intrygującą osobą o której pewnie jeszcze dużo rzeczy się dowiemy. Boże Syriusz nie mógł się pozbierać po niej czyli naprawdę ja kochał i chciał się zmienić, a ta jędza po prostu go zdradziła i to pewnie nie jeden raz! Dobrze, że Syriusz się pozbierał i mam nadzieje, że znów się nie rozsypie przez nią. Lily czy tobie się podoba Łapa? Chyba pomyliłaś chłopaków. Tobie powinien się podobać James, a nie jego najlepszy przyjaciel. Dobrze, że z tego nic nie będzie, bo Syriusz raczej nie szuka kłótni z Jamesem, ale liczę ze nic pod wpływem emocji się nie wydarzy. Biedna Lily musi znosić tą Kate. Syriuszowi ponownie powróciły wszytkie wspomnienia i pewnie będzie w jakiś sposób cierpieć. Mam jedno pytanie. Dlaczego Kate jest w Gryffindorze skoro ma taką manie na punkcie czystości krwi, czy nie nadawałaby się bardziej na ślizgonkę? No nic, pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział i życzyć dużo weeeenny!
    Pozdrawiam cieplutko Panienka Livvi :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy Ci droga Livvi za ten cudowny komentarz :)
    Cóż... Lily na razie chyba faktycznie pomyliła chłopaków i same jesteśmy ciekawe co zrobimy z tym faktem :D
    A co do Kate. Jako dziecko była wychowywana na podopieczną Gryffindoru. Jak możemy przeczytać we wspomnieniach Lily, Marywale nie zawsze taka była, dopiero w późniejszych latach zmieniła się pod wpływem znajomych ze Slythierinu. Tylko teraz już się nie przeniesie, bo... się po prostu nie da :D Dlatego biedna Kate męczy wszystkich Gryfonów swoją obecnością :)
    Tak więc jeszcze raz dziękujemy o pozdrawiamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witajcie!
    Łapoko i Rogasiu muszę przyznać, że Wasz styl pisania robi na mnie ogromne wrażenie, za każdym razem kiedy czytam nowy rozdział. Przede wszystkim opisy są genialne, ale zauważam również zalety bardzo swobodnych dialogów:)
    Coś tak czułam, że Kate namiesza w życiu Gryfonek z jej dormitorium, ale doprawdy nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Jestem bardzo zaskoczona i zadowolona z wątku Kate- Syriusz, pierwsza dziewczyna, która zraniła Huncwota jest bezduszna i w dodatku preferuje czystość krwi. Dziewczyny na prawdę ogromny szacun za to!
    Do tej pory nie miałam zastrzeżeń co do Waszych rozdziałów, jednak powstaje tutaj niebezpieczny trójkąt, mimo że Black nie jest zainteresowany (narazie) Lily to wszystko wskazuje na to, że ona może coś do niego czuć. Mam mieszane uczucia w tej chwili, bo przyznam szczerze, że parowanie Lily z przyjaciółmi Jamesa nie mieści się w moim światopoglądzie, jednak nie neguje tego. To Wasza historia i czekam na ciąg dalszy: )
    Pozdrawiam Rogata
    P.S. pisze na komórce sorki za błędy: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Ci ogromnie Rogata za takie pochwały :) Zawsze zadziwia nas to, że im gorszy wydaje nam się rozdział, tym bardziej Wy go chwalicie. Dziwne uczucie :D
      A co do Lily... naprawdę chciałybyśmy Ci zdradzić ciąg dalszy, abyś nie musiała myśleć co wyniknie z tej sytuacji, ale oczywiście nie możemy tego zrobić :D
      Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  4. Kochane,

    Zacznę od tego, że pochwalę nowy wygląd Waszego bloga, bardzo podoba mi się kolorystyka (zresztą u mnie podobna). Kochane po raz pierwszy odkąd po raz pierwszy raz weszłam na tego bloga notka nie była śmieszna.
    To dziwne, bo szykowałam się na kolejną dawkę wspaniałego humoru. Nie jestem jednak zawiedziona, bo wiadomo, że nawet u Huncwotów nie zawsze jest wesoło. Zresztą jak w życiu, nawet optymiści miewają gorsze dni.

    Kate.. cóż mogłabym znaleźć szereg epitetów, którymi chciałabym ją uraczyć. Opanuję się jednak i nazwę ją głupią małpą, która jest czuła jak papier ścierny. Jak ona mogła zranić tak Syriusza? Przecież jak nie chciała z nim być to mogła mu to powiedzieć, a nie zdzira zdradza go po kątach... i kilka miesięcy później robi mu aferę w Pokoju Wspólnym. Szkoda, że Black jako dżentelmen kobiet nie bije (chociaż nie wiem, czy tyczy się to takich wywłok). Mam nadzieję, że Łapa szybko wyjdzie z załamania, że zda sobie sprawę, że jej nie kocha i tak naprawdę nigdy nie kochał.
    Chociaż nim to nastąpi pewnie jeszcze wiele czasu minie.

    Mam nadzieję, że Evansówna nie zakocha się w Syriuszu, bo nie ma u niego szans. Najlepiej dla samej Lilki byłoby unikanie towarzystwa Huncwota, bo jeszcze będzie cierpieć. Całe pojawienie się wywłoki (czyt. Kate) ma jeden plus : Ruda nie umówiła się na kolejne spotkanie z Łapą.

    Życzę Wam dużo weny
    Pozdrawiam
    Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Em,
      bardzo Ci dziękujemy. Zawsze przy Twoim komentarzach, na naszych twarzach mimowolnie pojawia się ogromny uśmiech :D Szczególnie poległyśmy na papierze ściernym. Parsknęłyśmy końskim śmiechem :D
      Pozdrawiamy ciepło!

      Usuń
  5. Rozdział jak zawsze cudowny! A więc to Kate była tą dziewczyną, która zraniła Syriusza. Wredna, samolubna, okropna małpa! Tak bawić się uczuciami Łapy! Nie dość, że go zdradziła to teraz śmie jeszcze robić mu awantury. Mam nadzieję, że Syriusz jakoś się pozbiera. W końcu ta zdradziecka lalunia nie jest warta jego uczuć.
    No i jeszcze Lily... Czyżby zakochała się w Syriuszu?
    Mam nadzieję, że nie no bo przecież Dorcas kocha się w Łapie, a James w Lily!
    W każdym razie rozdział cudowny. Ciekawa jestem co dalej. Życzę Wam mnóstwa weny. Pozdrawiam. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi sie nowy wygląd bloga. Biedny Syriusz. Nie lubię tej Kate i sądzę że jest wredna jedzą chociaż to i tak za mało powiedziane. Uuu czyżby Evans zakochała się w Łapie ? Jeśli tak to Rogacz chyba nie będzie zbyt szczęśliwy. Rozdział genialny.
    Pozdrawiam
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  7. Zacznę od tego, że podoba mi się Wasz nowy szablon. Przechodząc do rozdziału to nasuwa mi się od razu jedno pytanie. Czemu to przykre dziewcze nie trafiło do Slytherinu? Idealnie by tam pasowała. Kretynka! Widać, że Syriusz naprawdę ją kochał, a ta podła sucz (sory, za wyrażenie, ale jestem po prostu wściekła) tak go potraktowała! I jeszcze ma czelność robić mu wyrzuty! Wrrr
    Nasz Lilka kocha się w Syriuszu? Nie może być! :P Już widzę minę Jamesa, jakby się o tym dowiedział xD
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nn. syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo piękny rozdział. Tyle, że zmartwiły mnie nagłe zaloty Lily do Syriusza. A ta jakaś Kate... Biedny Syriusz...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    dobry rozdział, Lilka coś chyba chłopaków pomyliła, a Kate nie lubię jej i dobrze, że z nią zerwał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń