4 marca 2015

X. O tym kto tak naprawdę jest nadęty

Witajcie! :)
Postanowiłyśmy, że teraz będziemy publikować nowe rozdziały co środę. Gdyby, coś miało się w tej kwestii zmienić, na pewno poinformujemy. Notkę chcemy zadedykować Luthien, w podziękowaniu za nominację do LBA i jej cudowne opowiadanie. Kochana, obiecujemy, że odpowiemy na wszystkie pytania, gdy tylko znajdziemy czas. Może jak Rogacz, która znów jest chora, wyzdrowieje? Tymczasem życzymy miłego wieczoru i zachęcamy do czytania!
~ Łapa i Rogacz







Wysoki, rozczochrany i uśmiechnięty od ucha do ucha okularnik szedł właśnie jednym z korytarzy na szóstym piętrze. Chłopak sprawiał wrażenie niezwykle radosnego. Dwie Puchonki z trzeciego roku, które właśnie go mijały, opowiadały potem każdemu, kto tylko zechciał je wysłuchać, że ów młodzieniec nucił coś pod nosem i wyglądał tak, jakby miał ochotę zatańczyć dziki taniec zwycięstwa. Słuchacze uczennic Hufflepuffu byli w niemałym szoku, po usłyszeniu tych rewelacji. Wszystko to dlatego, że takie zachowanie było w ogóle niepodobne do Jamesa Pottera. Prawdą było, że na twarzy szukającego Gryfonów prawie zawsze widniał uśmiech, ale nikt nigdy nie widział i nie słyszał, żeby rozczochraniec śpiewał. Dziwna postawa Rogacza sprawiła, że jego szkolni koledzy zaczęli się zastanawiać, co takiego mu się przytrafiło, że chłopak był niezmiernie szczęśliwy. Otóż przyczyna tej niebywałej radości Jamesa była bardzo prosta. Jego zegarek wskazywał bowiem, że za pięć minut wybije godzina osiemnasta. To właśnie o tej porze miał rozpocząć swój szlaban. Gdyby dociekliwi uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa dowiedzieli się, że to niecodzienne zachowanie Pottera spowodowane jest koniecznością odbębnienia kary, z całą pewnością uznaliby go za nienormalnego. Jednak Rogaczowi nie chodziło o sam szlaban, a raczej o to, z kim miał go spędzić. Kiedy tylko okularnik dowiedział się, że jego ukochana, Lily Evans, została prefektem, obiecał sobie, że zrobi wszystko, by zarobić od niej karę. W końcu po dość długim, jego zdaniem, czasie udało mu się to osiągnąć. James szedł teraz sprężystym krokiem do Izby Pamięci, bo właśnie tam miał odpokutować swoje przewinienia. Gdy w końcu znalazł się pod ową salą, popchnął delikatnie wielkie drzwi i wszedł do środka. W tym prostokątnym pomieszczeniu panował półmrok, który był zakłócany przez blask różnego rodzaju medali, pucharów i tablic upamiętniających zasługi uczniów względem szkoły. Owe przedmioty były poukładane w gablotach, stojących wzdłuż każdej ze ścian. Gdy w końcu oczy Rogacza przyzwyczaiły się do tego półzmierzchu, chłopak zauważył, że w rogu Izby Pamięci, na jednym z krzeseł siedzi Lily. Kiedy dziewczyna zorientowała się, że właściciel orzechowych oczu na nią spogląda, odezwała się:
- Nareszcie jesteś, Potter! - jej głos wyrażał ogromną satysfakcję. Tak, panna Evans cieszyła się z tego, że w końcu przyłapała swojego kolegę na gorącym uczynku. Dziewczyna była niezmiernie zadowolona z faktu, że w końcu może górować nad tym nadętym bufonem, jakim niewątpliwie jest Potter. Gdy tylko dostała odznakę prefekta przysięgła sobie, że nie spocznie, dopóki nie ukarze Jamesa. A teraz, kiedy ten moment w końcu nadszedł, cieszyła się, że utrze mu nosa. Nie wiedziała tylko, że chłopak wcale nie przejął się tym, że zamiast spędzać wieczór w towarzystwie swojej paczki, będzie musiał odwalać jakąś brudną robotę.
- Przecież się nie spóźniłem – powiedział spokojnie, zerkając na zegarek. Wskazówki zamieszczone na jego tarczy pokazywały, że od umówionej godziny dzielą ich jeszcze dwie minuty. - Nawet przyszedłem przed czasem – dodał, uśmiechając się. Na te słowa dziewczyna prychnęła niczym rozjuszona kotka. Rogacz użył całej siły woli, żeby nie wybuchnąć śmiechem na widok Evans. A podobno to on jest nadęty... James podszedł w końcu do zielonookiej i spojrzał na nią wyczekująco. Gdy tylko to zrobił, Lily natychmiast wstała z krzesła. Rozczochraniec czekał na to, aż w końcu dziewczyna wyznaczy mu jakieś zadania. Pani prefekt jednak się nie odzywała. 
- Liluś, powiesz mi wreszcie co mam robić? - zapytał w końcu Huncwot – Czy ten cały szlaban to tylko ściema, bo chciałaś zaprosić mnie na randkę? - dodał, puszczając do niej oczko. Policzki dziewczyny przybrały niebezpiecznie czerwonawy odcień, co było oznaką buzującego w niej gniewu. Nie tak to miało wyglądać! To ona miała rozdawać karty podczas tego spotkania, a on tymczasem próbuje z nią flirtować.
- Chyba śnisz, Potter! - powiedziała złowrogim tonem – Na początek oddaj mi różdżkę. Pewnie bez możliwości użycia czarów nie będziesz już taki cwany, co? - zapytała i wyciągnęła przed siebie dłoń, czekając aż Rogaty odda jej nieodłączny atrybut każdego czarodzieja. James, ku jej zaskoczeniu, pokornie zrobił to, o co go poprosiła. W żaden sposób nie odpowiedział także na jej przytyk. Evans uniosła brwi, okazując tym samym swoje zdziwienie. Gdy zobaczyła szeroki uśmiech na twarzy Pottera, od razu się zreflektowała i przybrała normalny wyraz twarzy. To ona miała tu rządzić! 
- To może jednak powiesz mi, co mam robić? - zapytał Gryfon, czochrając swoje, i tak już potargane, włosy – Chyba, że tą dotkliwą karą miało być pozbawienie mnie różdżki – rzucił z huncwockim uśmiechem. Lily za wszelką cenę starała się kontrolować. Nie mogła pozwolić na to, by to on panował nad sytuacją. Nie mogła też zrobić mu awantury. Wiedziała, że to byłoby jej ostateczną klęską, bo właśnie na to liczył okularnik.
- Na początek wyczyścisz wszystko, co znajduje się w tej gablocie – powiedziała dziewczyna, wskazując na najwyższą ze wszystkich półek – A potem zobaczymy – oznajmiła i znów usiadła na krzesełku. Rogacz zabrał się za wykonywanie swojego zadania, nie odzywając się do Evans choćby słówkiem. Od czasu do czasu rzucał jej tylko ukradkowe spojrzenie, a jego serce wykonywało dziki galop, gdy orzechowe tęczówki napotkały te zielone. W tej całej sytuacji pani prefekt czuła się niezwykle nieswojo. Nie spodziewała się, że to wszystko będzie tak wyglądać. Była pewna, że Potter będzie... po prostu Potterem, czyli nadętym pajacem, który za wszelką cenę będzie próbował ją poderwać, a tymczasem chłopak spokojnie wykonywał swoje zadanie. Evans musiała przyznać, że to położenie wcale jej nie pasowało. Nie wiedziała, jak ma się zachować. Nastawiła się na to, że Rogacz będzie raczył ją jakże głupimi tekstami, które w jego mniemaniu miały sprawić, że zielonooka rzuci mu się w ramiona. Mało tego, Lily przygotowała sobie nawet zdania, którymi z całą pewnością zamknęłaby dziób swojemu adoratorowi. Cały ten szlaban zaczął ją irytować. Liczyła na to, że będzie mogła sobie poużywać na Rogaczu. Ale co to za przyjemność patrzeć, jak milczący chłopak poleruje medale i puchary? Ruda zastanawiała się nawet, czy może go jakoś nie podpuścić. Ta cisza działa jej nerwy. Tylko co miała mu powiedzieć? 
- Wiesz co? - zaczął James. Na dźwięk jego głosu Evans aż podskoczyła. Nie spodziewała się tego, że chłopak przerwie milczenie. Jednak pierwszy raz w życiu cieszyła się z tego, że się do niej odezwał. Rzuciła mu pytające spojrzenie w oczekiwaniu na kontynuację pytania. - To najprzyjemniejszy szlaban, jaki kiedykolwiek dostałem. Poza tym spędzenie czasu z tobą to żadna kara. Ale muszę ci coś powiedzieć. Nie spodziewałem się tego po Tobie, Liluś – powiedział jej rozmówca.

- Po pierwsze, przestań się wydurniać, Potter. Po drugie, nie mów do mnie „Liluś” - warknęła. Ale w głębi duszy cieszyła się, że właśnie tak ją nazwał, bo teraz spokojnie mogła się z nim kłócić, a przecież właśnie tego chciała.
- Nie jesteś ani trochę ciekawa, co chciałem ci powiedzieć? - zapytał czarnowłosy, patrząc na nią.
- No dobrze, więc czym cię tak zaskoczyłam, Potter? - zapytała niby obojętnie.
- Nigdy nie sądziłem, że sama z własnej woli będziesz chciała spędzić ze mną czas sam na sam – odrzekł szukający Gryfonów, czyszcząc właśnie medal niejakiego Riddle'a.
- Grabisz sobie, Potter! - powiedziała wściekła rudowłosa. To ona miała kontrolować sytuację, ale co mogła odpowiedzieć na tak aroganckie zaczepki?
- Liluś, kochanie... - na te słowa policzki Evansówny dopasowały się kolorem do jej płomiennorudych włosów – Za co ty mnie tak nie lubisz, co? - zapytał James, patrząc Lilce prosto w oczy.
- Dobre pytanie, Potter – rzekła – Ale myślę, że ty doskonale wiesz, dlaczego.
- Przeciwnie – odpowiedział spokojnie – Jesteś jedyną dziewczyną w całej szkole, która... - zaczął chłopak, ale niestety niedane było mu dokończyć, ponieważ rudowłosa postanowiła wtrącić swoje trzy grosze:
- Która nie sika na twój widok? - zapytała z kpiącym uśmiechem – Doprawdy, jesteś żałosny, Potter. Właśnie za to cię nienawidzę. Za twoją zarozumiałość! - powiedziała ze złością.
- Nie znasz mnie i nawet nie próbowałaś poznać, Evans – powiedział James.
- Nie znam cię? - Lily wybuchła śmiechem – Od pierwszej klasy latasz za mną, jesteśmy jednych w domu, a ty mi mówisz, że cię nie znam?!
- Tak, Evans – odparł ze spokojem. - Nie znasz mnie ani trochę, bo nigdy ze mną nie rozmawiałaś, zawsze tylko wrzeszczysz – rzucił oskarżycielskim tonem.
- Jesteś nadętym bufonem, który myśli, że wszystko mu się należy! Uważasz się za lepszego od innych, bo dobrze latasz na miotle! - powiedziała Lily.
- Za to twój Smarkerus jest pewnie cudownym przyjacielem, no nie? - powiedział z zazdrością – Szkoda tylko, że zapomniał ci powiedzieć, co robi, kiedy nie jesteście razem! - krzyknął chłopak.
- O czym ty mówisz? - spytała zdezorientowana Gryfonka
- Myślę, że jeśli chcesz wiedzieć, powinnaś pogadać ze swoim kumplem. Przyjaciele chyba nie powinni mieć przed sobą żadnych tajemnic, prawda? - powiedział Rogacz, po czym oboje zamilkli. James był wściekły i całą swoją złość skupił na trzymanej w dłoni ściereczce, którą polerował puchar. Gdyby wiedział, że przez to jego ręka będzie go bolała przez dwa najbliższe dni, z pewnością użyłby do tego mniej siły. Evans natomiast analizowała to, co powiedział jej Potter. Czyżby Severus faktycznie coś przed nią ukrywał? Nie chciało jej się w to wierzyć. Przecież byli sobie bardzo bliscy i ze wszystkiego się sobie zwierzali. Lily wspominała teraz wszystkie spędzone wspólnie ze Snapem chwile, próbując sobie przypomnieć, czy jej przyjaciel ani razu nie zachowywał się dziwnie. Jednak nie znalazła niczego, co mogłoby ją niepokoić. Im dłużej zastanawiała się nad sensem słów Rogacza, tym bardziej była przekonana, że chłopak kłamie. W końcu doszła do wniosku, że James Potter celowo próbował oczernić Severusa w jej oczach! Chciał ich skłócić, próbując tym samym ugrać coś dla siebie! Gdy tylko Lily odkryła ten spisek, wstała z krzesła, stanęła obok drzwi, otwierając je na oścież i powiedziała:
- Zejdź mi z oczu, Potter! Nie mam ochoty cię dłużej oglądać! - zaskoczony James odłożył na miejsce trzymany w ręce medal. Pluł sobie w brodę, że zadał jej to głupie pytanie i znów doprowadził do kłótni. Nie tak to miało wyglądać. Ten szlaban miał być przecież przyjemny, a wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Rogacz zamierzał się dobrze bawić i postanowił, że to osiągnie. Nie da sobie zepsuć wieczoru przez głupie fochy Evans. Okularnik ruszył w stronę stojącej przy drzwiach dziewczyny. Gdy zrównał się z nią, nachylił się nad jej uchem i szepnął:
- I tak kiedyś będziesz moja, złośnico! - gdy wypowiedział te słowa, pocałował zaskoczoną Evans w policzek i wyrwał jej z ręki swoją różdżkę. Kiedy Lily otrząsnęła się z szoku, James szedł już korytarzem, pogwizdując pod nosem i obracając w palcach różdżkę. Rozwścieczona dziewczyna tylko tupnęła nogą i udała się w stronę biblioteki.



*



W tym samym czasie, kiedy to Rogacz odrabiał swoją karę, Łapa i Glizdek spędzali czas w chatce gajowego. Remus nie mógł im towarzyszyć, ponieważ jeszcze dochodził do siebie po minionej pełni. Poza tym po szkole krążyła plotka, że chłopak pojechał do domu, by odwiedzić chorą matkę, dlatego trzeba było zachowywać pozory. Huncwoci wiedzieli, że trochę zaniedbali Hagrida, ale sami musieli przyznać, ze piąty rok nauki w Hogwarcie był najbardziej pracowitym w całej ich dotychczasowej edukacji. Tak, nawet oni musieli się uczyć, jeżeli chcieli zdać czekające ich SUMy. Oczywiście półolbrzym nie miał im tego za złe, nawet sam zachęcał ich do nauki. Przyjaciele miło spędzali czas, popijając herbatę i opowiadając Hagridowi o tym, co robili w wakacje. Gajowy cieszył się za każdym razem, gdy Huncwoci wpadali do niego z wizytą. Zawsze powtarzał, że bez czwórki tych nicponi w szkole byłoby potwornie nudno.
- Cholibka, chłopaki, dlaczego James nie przyszedł? - zapytał gospodarz – Jakiś trening przed zbliżającym się meczem?
- Nie, nie trening, Rogacz dostał karę – powiedział rozbawiony Syriusz. Zdziwiony Hagrid spojrzał na Blacka. To było zupełnie nieprawdopodobne. Huncwoci otrzymywali mnóstwo szlabanów, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby tylko jeden z nich coś przeskrobał. Jeszcze mniej prawdopodobne było to, że Syriusz i James nie wywinęli czegoś razem. Przecież oni byli niemal nierozłączni i nigdy nie działali w pojedynkę. - Evans coś sobie ubzdurała i jak zwykle oberwał Rogaty – wyjaśnił Łapa. Na jego słowa gajowy tylko się roześmiał. Zawsze bawiła go relacja Lily i Jamesa. Ich przekomarzanki były naprawdę zabawne. Huncwoci postanowili w końcu wrócić do zamku. Poderwali się z miejsc i już mieli się żegnać z Hagridem, kiedy ten się odezwał:
- Syriusz! Właśnie sobie przypomniałem, że mam coś dla ciebie – gdy tylko to powiedział wręczył chłopakowi niewielkie pudełko – Wiem, że twoje urodziny są dopiero jutro, ale pewnie wybieracie się do Hogsmeade, więc nie będzie czasu na życzenia. No, to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział półolbrzym. Łapa otworzył otrzymane przed chwilą pudełko. W środku znajdował się tort, ozdobiony wściekle żółtym lukrem. Na jego wierzchu widniał czarno-brązowy napis: „Dla Syriusza!”, który najprawdopodobniej wykonany był z czekolady. Black obawiał się trochę o smak tego wypieku. Wiedział, że jego wielki przyjaciel raczej kiepsko radzi sobie w kuchni, jednakże poczuł jakieś dziwne ciepło na sercu, kiedy pomyślał sobie o tym, ile trudu gajowy włożył w przygotowanie prezentu dla niego. 
- Jeeeej, dzięki Hagrid – powiedział. Zaraz potem półolbrzym przytulił Syriusza i przyjacielsko poklepał go po plecach, a jego niedźwiedzie uściski o mały włos nie roztrzaskały Łapie żeber. Jednak Black nie dał tego po sobie poznać. Wyszczerzył zęby do gajowego i wraz z przyjaciółmi opuścił jego chatkę.



*



Syriusz Black niechętnie zwlókł się ze swojego łóżka. Chłopak nienawidził wczesnego wstawania. Wcale nie musiał tego dzisiaj robić, ponieważ była sobota, ale jakoś nie mógł spać. Łapa podszedł do swojego kufra, wyciągnął jakąś znoszoną koszulkę i czarne jeansy, po czym udał się do łazienki. Gdy po kilku minutach wyszedł z pomieszczenia, ujrzał swoich przyjaciół, którzy wpatrywali się w niego z szerokimi uśmiechami na twarzy. Obrzucił ich pytającym spojrzeniem.
- Wszystkiego najlepszego! - krzyknęli chórem. No tak, dopiero teraz dotarło do niego, jaki jest dzisiaj dzień. On także uśmiechnął się do swoich kumpli. 
- Kochany Łapo – zaczął James na pozór oficjalnym tonem – Bardzo długo zastanawialiśmy się, czego moglibyśmy Ci życzyć – kontynuował – Powodzenia u lasek? Przecież to już masz. Stania się animagiem? Przecież już nim jesteś. Fantastycznych przyjaciół? Lepszych od nas nie znajdziesz. – teraz to już Black suszył do nich zęby. - Nie będziemy ci także życzyć zdania egzaminów, bo każdy doskonale wie, że i tak sobie poradzisz – mówił dalej Rogacz – Chcielibyśmy ci więc życzyć jeszcze więcej epickich dowcipów z naszym udziałem, szalonych przygód w czasie pełni i żebyś w końcu poderwał Meadowes – zakończył życzenia Potter i podszedł do przyjaciela wręczając mu prezent. Syriusz zdawał się nie słyszeć wzmianki o Dorcas, bo zabrał się za odpakowywanie upominków. Od okularnika dostał podręczny zestaw czarodziejskiego kawalarza przywieziony prosto z Egiptu. Charlus Potter przywiózł ten zestaw swojemu synowi. Jednak rozczochraniec postanowił oddać go najlepszemu przyjacielowi. Od Lunatyka, który wcześniej przekazał prezent Jamesowi, otrzymał nowe figury do czarodziejskich szachów. Natomiast Peter podarował Blackowi stos słodyczy. Huncwoci w wyśmienitych nastrojach udali się na śniadanie. Oczywiście w drodze do Wielkiej Sali nie zabrakło dziewcząt, które co chwila porywały Syriusza na stronę w celu złożenia mu urodzinowych życzeń. Kiedy przyjaciele znaleźli się w Sali Wejściowej podeszła do nich Dorcas.
- Cześć, chłopaki – zagadnęła – Syriusz, możemy pogadać? - zapytała, patrząc na przyjaciela. Black poprosił kolegów, by zajęli mu miejsce w Wielkiej Sali, a sam został z dziewczyną.
- O co chodzi, Meadowes? - zapytał.
- Chciałabym złożyć ci życzenia – powiedziała, delikatnie się uśmiechając – Chciałabym ci więc życzyć dużo szczęścia, spełnienia marzeń, polepszenia relacji z rodziną, znalezienia wspaniałej dziewczyny i weź się może w końcu zepnij, i zostań na stałe obrońcą Gryfonów, co? 
- Dzięki, Dorcas – Syriusz uśmiechnął się szczerze i nieśmiało przytulił Gryfonkę. Dziewczyna była nieco zaskoczona reakcją Blacka, ale odwzajemniła gest i razem udali się na śniadanie.

*



Wszyscy uczniowie, którzy byli co najmniej w trzeciej klasie, stłoczyli się teraz w Sali Wejściowej. No prawie wszyscy, bowiem Huncwoci przybrali na swoje twarze wyraz głębokiej żałości i udali się do swojego dormitorium. Studenci Szkoły Magii i Czarodziejstwa czekali na to, aż woźny Filch znajdzie w końcu ich nazwiska na swojej długaśnej liście i pozwoli im opuścić zamek. Lily Evans była teraz niesamowicie szczęśliwa. Cieszyła się, że Potter nie może pójść do Hogsmeade. Uważała to za pewną rekompensatę za ten nieszczęsny szlaban, który mu dała. Obiecała sobie, że już nigdy nie ukarze Jamesa, a przynajmniej nie w ten sposób. Następnym razem, gdy coś przeskrobie, wyśle go do Filcha albo do McGonagall. Ruda nie wiedziała jednak, że Gryfoni wcale nie zamierzali tak łatwo rezygnować z tej eskapady. Gdy pozostali adepci opuszczali tereny zamku, Huncwoci szli właśnie do wioski jednym ze swoich tajemnych przejść. James dziękował w duchu za to, że Peter postanowił jednak zostać w szkole. Glizdogon dostał nagłej boleści żołądka. Jego dolegliwości były tak silne, że chłopak udał się do pani Pomfrey. Huncwoci zastanawiali się nad nagłą niedyspozycją Petera. Odpowiedź na nurtujące ich pytania nadeszła, kiedy spojrzeli na szafkę nocną Blacka. Okazało się, że Glizdek zjadł wszystkie słodkości, które rano sam wręczył Syriuszowi. Jednak Rogacz dostrzegał teraz, gdy przechadzali się ulicami wioski, zalety obżarstwa kolegi. Poruszanie się pod peleryną-niewidką we dwoje było już niesamowicie trudne. Okularnik zdawał sobie sprawę, że gdyby Peter tu był, jego peleryna nie zdołałaby przykryć całej trójki. Łapa i Rogacz planowali na wieczór, tradycją lat ubiegłych, małą imprezę, dlatego koniecznie musieli odwiedzić Hogsmeade. Huncwoci zamierzali zdobyć jakiś alkohol i tu zaczynały się ich problemy. Jak to zrobić, żeby nie pozostać zauważonym. Gdyby ktokolwiek ich tutaj zobaczył mieliby naprawdę przechlapane. Jak mieliby wytłumaczyć profesor McGonagall swoją obecność w wiosce? Musieli by się przyznać do swoich sekretów, a tego przecież nie chcieli. Gdy wszystkie trybiki w głowie Jamesa pracowały na najwyższych obrotach, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie, Syriusz właśnie pociągnął go w swoją stronę, co przyczyniło się do tego, że znajdowali się teraz za jednym z budynków. Łapa zrzucił im z ramion pelerynę.
- Black, kretynie, co ty robisz? - syknął Rogacz. Ale przyjaciel nie udzielił mu odpowiedzi, tylko wychylił się zza budynku i szepnął:
- Hej, Meadowes! - Syriusz gratulował sobie w duszy pomysłu. Wiedział, że dziewczyna może pomóc im w załatwieniu tego, po co tu przyszli. Gdy tylko ją zobaczył, od razu postanowił ją trochę wykorzystać. Kiedy Dorcas usłyszała wołanie kolegi, od razu do niego podeszła. Nie ukrywała swojego zdziwienia na widok Huncwotów.
- Co wy tu robicie? - spytała zdezorientowana – I jak się tu dostaliście? Przecież macie szlaban – dodała.
- To akurat jest naszą słodką, huncwocką, tajemnicą – powiedział Łapa – Dorcas, zważywszy na to, że jesteś tu sama bez swoich jakże uroczych przyjaciółek, pewnie poszukujesz dla mnie jakiegoś niepowtarzalnego prezentu. Zatem chcę ci powiedzieć, że już nie musisz tego robić – kontynuował pewnym głosem. Dziewczyna była wyraźnie zaintrygowana. - Wystarczy, że wyświadczysz mi pewną przysługę. Gdybyś mogła załatwić nam parę butelek Ognistej, byłbym zobowiązany. Sama rozumiesz, że w tym położeniu, nie mogę sam tego zrobić. - chłopak zakończył swój wywód. Na twarzy panny Meadowes malowało się teraz oburzenie. Wiedziała, że jej przyjaciel jest cynikiem, ale nie przypuszczała, że posunie się do czegoś takiego. Już miała otwierać usta, żeby zaprotestować, kiedy Black wypalił:
- Dorcas, proszę cię. Przecież urodziny ma się raz do roku. - gdy Syriusz ujrzał wyraz twarzy swojej rozmówczyni, wiedział, że teraz już mu nie odmówi.


*



Szajka Huncwotów siedziała teraz w swoim dormitorium. Chłopacy szykowali się do wieczornej imprezy, która miała odbyć się w Pokoju Wspólnym. Black zapinał właśnie guziki swojej koszuli, Potter stał przed lustrem i czochrał swoje włosy, natomiast ozdrowiały Pettigrew siedział na łóżku i piszczał z zachwytu, wysłuchując opowieści o tym, jak to Syriusz przekonał Meadowes do kupna wysokoprocentowych napojów. 
- Łapo, jak ty to robisz? - zapytał Glizdogon, klaskając w dłonie.
- To nie ja, to mój urok osobisty – odpowiedział rozbawiony chłopak. Gdy przyjaciele wreszcie doprowadzili się do porządku, zeszli na dół. Kiedy tylko znaleźli się w salonie, kilkoma machnięciami różdżki wyczarowali dekoracje, przywołali ze swojej sypiali butelki Ognistej i jedzenie zabrane z kuchni, a także włączyli muzykę. Gryfoni przyjęli zaistniałą sytuację gromkimi brawami. Tylko jedna rudowłosa osóbka prychnęła pogardliwie i zniknęła na schodach, które prowadziły do dormitorium dziewcząt. 
Parę minut przed godziną trzecią, kiedy impreza naprawdę nabrała tempa, a spora część uczestników już wymiękła, w Pokoju Wspólnym pojawił się kapitan drużyny Gryfonów. Nie było trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że Marley jest wściekły. Spojrzenie chłopaka ciskało gromy. Jego piwne oczy starały się dostrzec w tym tłumie swojego szukającego. Po kilku minutach zauważył wreszcie rozczochraną czuprynę. Gryfon ruszył w stronę lekko podpitego Rogacza i natychmiast się wydarł:
- Potter, czyś ty do reszty zdurniał? Jutro gramy z Krukonami, a ty pijesz w najlepsze i jeszcze rozpijasz mi drużynę – powiedział, wskazując ręką na Blacka. Potem machnął szybko różdżką i wyłączył muzykę. Towarzyszył temu jęk tańczących właśnie par. - Koniec imprezy! - wydarł się kapitan drużyny quidditcha i wrócił do swojej sypialni.



*




W szatni drużyny Gryfonów dało się wyczuć dość ponurą atmosferę. Kapitan był naprawdę rozeźlony na swoich podopiecznych. Nie spodziewał się, że mogą być aż tak lekkomyślni. Najbardziej jednak zawiódł się na Potterze. Na kilka minut przed meczem Marley próbował przypomnieć swoim zawodnikom taktykę. Jednak teraz, kiedy spoglądał na ich twarze, na których malowało się przede wszystkim zmęczenie i niewyspanie, zaczął wątpić w to, że mogą wygrać. Gdy skończył swój wykład, podszedł do szukającego i powiedział:
- Jeżeli przegramy, to wierz mi, że cię zabiję, Potter! - powiedział chłopak, po czym wygonił drużynę na boisko. 
- A oto drużyna Gryfonów – rozbrzmiał głos Jaspera Steela, Puchona, który pełnił funkcję komentatora – Ścigający: Brian Marley, Dorcas Meadowes, Casper Jones, pałkarze: Zack Lewis i David Cooper, obrońca: Syriusz Black – przez trybuny przeszedł dziki pisk dziewcząt – I szukający: James Potter – po raz pierwszy zdarzyło się tak, że Rogacz nie otrzymał największych braw, dzisiaj gwiazdą meczu miał być Łapa. Ucieszony okularnik zatoczył wielkie koło nad stadionem i puścił oko do kumpla. Steel przedstawił także zespół przeciwników. Gdy wszyscy gracze zajęli swoje pozycje, na boisko weszła profesor Griffiths, która miała sędziować w dzisiejszym meczu. Kobieta wetknęła sobie w usta mały, metalowy gwizdek, po czym dmuchnęła w jego dzióbek, dając tym samym znak do rozpoczęcia tego starcia.
- Krukoni przejmują kafla – zaczął Steele – Fisher podaje do Stevensa, a ten decyduje się na strzał. Znakomita interwencja Blacka! - rozradowani Gryfoni wyrazili swoje uznanie gromkimi oklaskami – No cóż, Krukoni na razie bez punktów. 
Wynik na razie pozostawał bez zmian, ale James zdawał sobie sprawę, że jego drużyna ma spore kłopoty. Gryfoni grali dzisiaj zupełnie inaczej niż zawsze, a to wszystko pewnie za sprawą wczorajszej imprezy. Tak naprawdę główną robotę odwalał Syriusz. Gdyby nie on, przeciwnicy trafiliby do ich bramki już kilkakrotnie. Marley i Dorcas próbowali przejąć kafla, ale za każdym razem, gdy to zrobili, w ich stronę mknęły zdradzieckie tłuczki. Pałkarze Gryfonów całkowicie wyłączyli myślenie i wcale nie pilnowali tych oszalałych piłek. Teraz Rogacz czuł się naprawdę winny. Gdyby nie zorganizowali tego całego przyjęcia, szłoby im o wiele lepiej. Przecież mogli przełożyć tą zabawę na dzisiejszy wieczór. Wiedział, że prędzej czy później Syriusz się złamie i w końcu puści pierwszego gola. Gdy tylko o tym pomyślał, ścigający Krukonów przerzucił piłkę przez jedną z pętli, których tak zaciekle bronił Łapa.
- Gryfoni przegrywają dziesięć do zera! - wydarł się Jasper, a zrozpaczeni kibice tej drużyny zaczęli głośno jęczeć. Potter wiedział, że teraz wszystko zależy od niego. Musi jak najszybciej złapać znicza. Rogacz wytężył swoje orzechowe oczy w poszukiwaniu złotej piłki, jednak nigdzie jej nie dostrzegał. Czuł coraz większą presję, bo przeciwnicy zdobyli kolejne cztery bramki, natomiast jego drużyna dalej nie miała żadnych punktów. W końcu jednak Meadowes zdecydowała się na indywidualną akcję, zdobywając tym samym pierwszą bramkę. Ale nawet to nie ucieszyło Gryfonów. Szczerze powiedziawszy, James wcale się temu nie dziwił. Podziwiał Dorcas, ale wiedział, że sama z Marleyem tego meczu nie wygra. Rozczochraniec poprawił sobie okulary, które zjechały mu na czubek nosa i znów zatoczył kółko nad boiskiem. I wtedy zobaczył znicza! Mała piłeczka trzepotała skrzydełkami tuż obok ucha profesor McGonagall. Potter, nie zastanawiając się ani chwili, pochylił się nad trzonkiem swojej Srebrnej Strzały i pomknął w stronę nauczycielki. Zaskoczona kobieta myślała, że jej wychowanek oszalał i właśnie próbuje ją zabić, dlatego też przerażona odskoczyła w bok, wpadając tym samym na dyrektora szkoły. Jednak Rogacz tego nie zauważył, skupiony był na swoim celu. Gdy tylko zbliżył się do niego, wyciągnął w jego stronę dłoń. Wszyscy obecni na meczu zamarli w oczekiwaniu na to, co się stanie. Jamesowi w uszach dzwoniła adrenalina. Wiedział, że teraz to on decyduje o wyniku.. Poczuł na swoich wyciągniętych palcach muśnięcie delikatnych skrzydeł i wtedy to się stało... Zacisnął swoje palce na zniczu i gdy poczuł w swojej dłoni jego zimno, uniósł rękę wysoko do góry w geście triumfu! 
- Gryffindor wygrał! - rozległ się głos Steela, ale Rogacz już tego nie dosłyszał, bo jego szczęśliwi koledzy nieśli go teraz na swoich ramionach do zamku.


28 komentarzy:

  1. Kochane Łapo i Rogacz

    Jak, co wieczór robię standardową rundę po blogach i... patrzę rozdział. Normalnie jestem zachwycona. Jak wy to robicie? Ja w klasie maturalnej zawiesiłam blogowanie, bo nie dałam rady, a Wy blogujecie i to tak zarąbiście!

    Szlaban to chyba miała Evans, bo nie Potter - on to się nawet nieźle bawił podczas tego spotkania. W ogóle James zasiał "ziarno niezgody", bo pewnie teraz Ruda będzie się bardziej przyglądać Severusowi, ale i tak pozostanie ślepa na jego machloje. Szkoda, że Rogacz zdecydował się tylko na pocałunek w policzek. Skoro już ryzykował to powinien iść na cało.

    Łapa i drużyna zawojowali na imprezie dzień przed meczem. Rozumiem poniekąd złość kapitana, ale przecież urodziny są raz w roku, więc trzeba je hucznie obchodzi. Swoją drogą to, że Gryfoni byli na kacu nie usprawiedliwia ich gry^^ W każdym razie grunt, że rozczochraniec złapał znicza, bo mogłoby być z nim ciężko.

    Pozdrawiam życzę weny i Rogaczowi duuuużo zdrówka :)
    Wasza Em

    PS. U mnie też nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Em,
      same nie wiemy jak to robimy, ale naszą siłą na pewno jest to, że jesteśmy we dwie i... jakoś to działa :)
      Myślimy, że gdyby James poszedł na całość to sytuacja między nimi, byłaby jeszcze gorsza, jeśli się da.
      Rogacz dziękuje za życzenia i przekazuje, że czuje się już lepiej.
      Dziękujemy bardzo za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiamy ciepło!
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  2. Drogie Łapo i Rogaczu!
    Rozdział naprawdę świetny. Bardzo podobała mi się kłótnia Jamesa i Lily. Mam nadzieję że w końcu Lily się do niego przekona. Tak samo jak Dorcas do Syriusza. Mam nadzieję że Evans da jeszcze jakiś szlaban Potterowi, a ten ją pocałuje. Biedny Peter, przejadł się i do Skrzydła Szpitalnego musiał iść. Gryffindor, wygrał! O, tak! Tylko szkoda że to Rogacz został gwiazdą meczu, a nie Łapa (w końcu jego urodziny).
    Pozdrawiam was i życzę wam dużo weny
    *Astoria PS: zapraszam do mnie http://lost-in-dreamsss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Astorio,
      dziękujemy bardzo, że nas odwiedziłaś i że spodobały Ci się nasze wypociny.
      Przed Jamesem i Lily jeszcze dłuuuuga droga, zanim oboje dorosną. Co do Syriusza i Dorcas, to myślimy, że nie może być zbyt pięknie, ale coś się z nimi zrobi.
      Też ubolewamy nad tym, że to znowu James by gwiazdą, ale taki przywilej szukającego.
      Jeszcze raz dziękujemy bardzo za tak miłe słowa i pozdrawiamy gorąco. ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  3. Rozdział fenomenalny. Byłam pewna, że James pocałuje Lilkę w usta. Przecież i tak już dużo zaryzykował. No, ale jak widać jeszcze nie. Nie sądziłam, że Dorcas pomoże chłopakom. No, ale w końcu Syriusz ma urodziny, więc czemu nie.
    Już myślałam, że gryfoni przegrają, ale jednak nie. James uratował sytuację. Rozdział genialny. Życzę weny ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Dorcas,
      James i Lily mają jeszcze czas, a Rogacz, mimo że nie wygląda, potrafi być inteligentny.
      Dorcas za bardzo lubi Syriusza, żeby mu nie pomóc, poza tym są przyjaciółmi.
      Dziękujemy bardzo za komentarz i pozdrawiamy!
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  4. Rozdział jest genialny. Już się bałam że Gryfoni przez ta imprezę nie wygrają tego meczu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochane! Ja nie wiem jak wy to robicie, ale rozdział jest fenomenalny! Szlaban Jamesa był boski, chociaż w zasadzie powinnam napisać szlaban Lily. Potter zasiał wątpliwość, co do Severusa, więc teraz Evans pewnie będzie drążyć ten temat. Mam nadzieję, że niedługo relacje Potter-Evans nieco się ocieplą (nie chodzi mi od razu o fascynacje i wielką miłość, ale powolne przełamywanie lodów). Impreza urodzinowa przed meczem była the best. Kapitan się wkurzył (w sumie się nie dziwię), ale na szczęście Gryfoni wygrali mecz. Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział.
    W odpowiedzi na Wasze pytanie na moim blogu, nowa miniaturka pojawi się w przyszłym tygodniu. Jeszcze nie wiem w jaki dzień, ale na pewno poinformuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Repesco,
      dziwimy się, że wszyscy tak zachwalacie nasze pomysły i styl pisarski, bo nie wiemy co w tym takiego niesamowitego :D Ale gdy tylko czytamy Wasze opinie, to szeroki uśmiech pojawia się na naszych twarzach i od razu chce się człowiekowi pisać.
      Ta wątpliwość była potrzebna do dalszego rozwoju fabuły, może Evans kiedyś przejrzy na oczy. A co do Lilki i Pottera... to mają czas.
      Czekamy niecierpliwie na powiadomienie od Ciebie!
      Pozdrawiamy serdecznie! ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  6. To znów ja: )
    To zadziwiające, że zarówno Evans jak i Potter dążyli do tego samego celu a zeszło im się tak długo: ) Rozbawiłyście mnie rozmyślaniami Lily, która przygotowała sobie odzywki na zaczepki Jima: ) ten szlaban był zdecydowanie mistrzem dzisiejszego rozdziału, choć życzenia dla Syriusza i jego ćwiczenie swojego uroku osobistego na Dorcas też było super: ) wiem, że Lily i James musieli się poklocic ale miałam cichą nadzieję, że może Rudzielec zobaczy w nim odrobinę człowieka: ) mecz! Jak ja lubię mecze:) Rogacz znów mistrzem gry: )
    Pozdrawiam Rogata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Rogata,
      to nie było tak długo. Od kiedy panna Evans została panią prefekt, minęły dopiero dwa miesiące :D Cieszymy się, że podobał Ci się szlaban i pozostałe akcje. James i Lily jeszcze długo będą darli koty,ale co się odwlecze, to nie uciecze.
      Pozdrawiamy ciepło i dziękujemy bardzo! ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  7. Drogie dziewczyny,
    Pewnie na jakiś czas jest to mój ostatni komentarz, nad czym ubolewam :( Rozdział jak zwykle wspaniały. Jak wy to robicie, że to wszytko brzmi jak prawdziwa, profesjonalna książka *.* Oj Lily, się gubi. Ta to by tylko wrzeszczała na Jamesa, bo po prostu istnieje. Co za jędza. Jejku, jak ta dziewczyna mnie wnerwia. Powoli mam dosyć jej zachowania na blogach :0 Ale i tak ją kocham <3 I całą resztę, prócz Petera. Życzenia Jamesa fantastyczne. Normalnie się uśmiałam :D I to ostanie o Dor :** Kocham ich razem i mam nadzieje, że niedługo będą piękna parka XD Uwielbiam rozdziały z opisem meczu. Boże, James upił drużynę XDD Nic dziwnego, że kapitan się wściekł. No, ale Rogacz złapał znicza i to jeszcze jak :P McGonagall wpadła na Dumbledora :3 Wszytko zasługa Jamesa. To chyba tyle. Przepraszam za taki nijaki komentarz, ale pisze go na szybko. Liczę, że mi wybaczcie. Mam nadzieje, że rozdział dacie szybko, a mi się go uda przeczytać i skomentować. Życzę dużo weeeenny!
    Pozdrawiam cieplutko Panienka Livvi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Livvi,
      mamy jednak szczerą nadzieję, że szybko uda Ci się do nas wrócić i raczyć nas swoim cudownym opowiadaniem! Dziękujemy za taką cudowną opinie, aż się zarumieniłyśmy! :)
      Same uważamy Lily za ostatnią, skończoną wredotę, ale cierpliwie czekamy, aż dziewczyna się ogarnie. Poza tym w większości to Lily jest ta kryształowa, a James tą czarną owcą.
      Co do Dorcas i Syriusz to nic nie wiemy :D Ale podobno związki oparte na przyjaźni podobno są trwalsze i szczęśliwsze.
      Ten komentarz cudowny i będziemy tęsknić za Twoimi pomysłami, ale mamy nadzieję, że nie potrwa to długo.
      Trzymaj się Droga Livvi ciepło, życzymy Ci wszystkiego co najlepsze i wracaj do nas!
      Pozdrawiamy! ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  8. Kochane Dziewczyny,
    na początku chciałabym wam bardzo podziękować za dedykację :) Rozdział jak zwykle jest świetny.

    Najbardziej podobał mi się szlaban Jamesa, na którym Evans trochę się przejechała. Chyba nie tak go sobie wyobrażała, a Potter jak zwykle rzucił jej pod nogi kłody, których nie potrafiła pokonać. Szkoda, że jeszcze tyle czasu, aż ta dwójka będzie razem, bo już nie mogę się doczekać ich związku w waszym wydaniu. Jak widać obydwoje są siebie warci z tą chęcią górowania nad sobą.

    Życzenia urodzinowe chłopaków - bomba :) Wg mnie proszenie Dorcas przez Syriusza o przysługę było lekką przesadą, ale to wszystko przez ten urok osobisty xD Pytanko: Macie zamiar ich połączyć?

    Też bym się wkurzyła na miejscu kapitana drużyny, gdyby Potter rozpił mi wszystkich graczy, co mogłoby poskutkować przegranym meczem, dlatego bardzo dobrze, że Rogacz miał wyrzuty sumienia. Cieszę się, że sprostał przez to zadaniu, wziął na siebie odpowiedzialność i udało mu się złapać znicza. Może chociaż trochę mu się upiecze. Łapa świetnie sobie poradził jako obrońca i znowu wyrażam swoją nadzieję na to, że zostanie w drużynie na stałe :)

    Pozdrawiam i życzę dużo weny oraz tuż po północy zapraszam do mnie na nowy rozdział.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Luthien,
      nie ma za co, a my dziękujemy za to, że nas odwiedzasz i umilasz życie takimi cudownymi komentarzami. A także za wspaniałą nowinę o nowym rozdziale. Wpadniemy tuż po północy!
      Także ubolewamy nad faktem, że nie możemy połączyć jeszcze tej dwójki, bo mamy na nich wiele pomysłów, ale ciii, nic nie mówimy.
      Dorcas i Syriusz - będzie co ma być :D Na razie są przyjaciółmi i niech tak zostanie.
      James zawsze ma parszywe szczęście, no... może poza relacjami z Evans.
      Dziękujemy bardzo za Twoją obecność i czekamy na Twój rozdział.
      Pozdrawiamy gorąco ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  9. Zapraszam na nn. syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej :-)

    Stwierdzam iż James ma nierówno pod sufitem. Cieszy się ze szlabanu i nawet że go ma z Evans to i tak mnie to dziwi. Jak można się cieszyć ze szlabanu? no jak ?. Widocznie można. ,,- Tak, Evans – odparł ze spokojem. - Nie znasz mnie ani trochę, bo nigdy ze mną nie rozmawiałaś, zawsze tylko wrzeszczysz – rzucił oskarżycielskim tonem.
    - Jesteś nadętym bufonem, który myśli, że wszystko mu się należy! Uważasz się za lepszego od innych, bo dobrze latasz na miotle! - powiedziała Lily.
    - Za to twój Smarkerus jest pewnie cudownym przyjacielem, no nie? - powiedział z zazdrością '' KOCHAM TEN FRAGMENT <3 . Fajnie opisałyście ten mecz , ja nie umiem opisywać meczów łeee :c . Macie talent nie ma co ..

    Pozdrawiam

    Mała Czarna ^^

    P.S Sorki że tak krótko ale jestem mega leniem w dodatku bez weny :c .

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na rozdział 25. syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam na rozdział 26 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/03/rozdzia-26-hogsmeade.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochane Łapo i Rogaczu!
    Rozdział wyszedł prześwietny!
    James nieźle podszedł Evans, czekam tylko, na ich zejście, ale biorąc pod uwagę, że Lily przyjaźni się jeszcze z Wycie... Severusem, jeszcze chwilkę poczekam... :c
    Mecz naprawdę świetnie wam wyszedł, ja właśnie jestem w trakcie opisywania i istna katorga :/
    "- Jesteś nadętym bufonem, który myśli, że wszystko mu się należy! Uważasz się za lepszego od innych, bo dobrze latasz na miotle! - powiedziała Lily.
    - Za to twój Smarkerus jest pewnie cudownym przyjacielem, no nie? - powiedział z zazdrością ''-Jezu jak ja ich kocham <33
    Uuu czyżby Lily dowiedziała się o Czarnej Magii?
    Jejku ja chcę już nowy rozdział. Teraz.Zaraz.Natychmiast.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na 4 rozdział (A za niedługo 5 ;) )
    http://narcyzia-pisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy dodacie nowy rozdział ?
    Miał być w środę a jest piątek.
    As.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga As,
      wiemy, przepraszamy ogromnie!!! :( Niestety nie wyrobiłyśmy się w terminie, jest nam strasznie wstyd. Właśnie jesteśmy w trakcie pisania. Obiecujemy wstawić go w sobotę na 100000%
      Pozdrawiamy i jeszcze raz bardzo przepraszamy!

      Usuń
  15. Kochane Dziewczyny ! Rozdział wyszedł wam fantastyczny ! Słowa Rogacza ,,Czy ten cały szlaban to tylko ściema, bo chciałaś zaprosić mnie na randkę? '' kompletnie mnie rozwaliły ! Szkoda tylko, że Lily nie przewidziała tego, że chłopak będzie bardzo szczęśliwy spędzając z nią szlaban :d
    Urodziny Łapy wprost wyborne....ciekawa jestem czy smakował mu torcik od Hagrida. Mam nadzieję, że tak !
    Hej czy tylko ja zauważyłam, że słowa ,,z naszym udziałem'' i ,,znalezienia wspaniałej dziewczyny'' są zaznaczone innym kolorem ? Przypadek ? A może to ja mam jakieś omamy wzrokowe ???!
    Pozdrawiam was cieplutko !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Arvis,
      dziękujemy bardzo za odwiedziny i tak miły komentarz! A jeśli chodzi o inny kolor czcionki, to całkiem możliwe, bo są to robione poprawkowe wstawki i mogłyśmy koloru nie zmienić, więc nie martw, wszystko z Tobą w jak najlepszym porządku :D

      Usuń
  16. Fantastyczny rozdział! Już cieszylam się że James pocałuje w usta Lilke a tu nie...jaki smutasek...Ale za to pomoc Dorcas-co oni by bez niej zrobili. No i wygrana Gryfonów dzięki Jamesowi :)
    Czekam na nexta...
    Życzę weny...
    Pozdrawiam Dorcas :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Na syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com rozdział 28

    OdpowiedzUsuń
  18. Genialny rozdział! Tylko czemu Rogacz nie pocałował Lily w USTA?! :D
    ,,Rozpijasz mi drużynę!" - nie wiem czemu, ale to mnie rozśmieszyło.
    I jeszcze James lecący na McGonnagal - bezcenne :D
    Cudne rozdziały, lecę czytać dalej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej,
    wspaniale, urodziny Syriuszs wspaniale wyszły, och Lilli jednak mogła by dać szansę Jamesowi, a ten mecz to po prostu fuksem wygrali...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń