12 października 2015

XXV. Kiedy padną o dwa słowa za dużo

Kochani!

Tylko dwa dni poślizgu, czyli powoli wracamy do formy :D A tak naprawdę przepraszamy Was ogromnie za opóźnienie, ale odwiedziny u rodziny nie wybierają :D
Rozdział tym razem pragniemy dedykować wszystkim fanom Dorcas i Syriusza. Mamy ogromną nadzieję, że zaakceptujecie nasz wybór :)
Dziękujemy także za te wszystkie cudowne komentarze pod naszymi rozdziałami. Jesteście wyjątkowi i niezastąpieni. Czujemy jak dzięki Wam miód osładza nasze serca i zmysły. Dziękujemy jeszcze raz!
A teraz zapraszamy już na rozdział. Mamy nadzieję, że dacie radę go przetrawić :D
Wasze oddane ~ Rogacz i Łapa

          

*


            Sala była zakurzona i wyjątkowo zaniedbana. Jej kształt był okrągły, a rozmiar okazały. Bez najmniejszego problemu pomieściłoby się tam kilka wielodzietnych rodzin. Z sufitów zwisały pojedyncze pajęczyny z pozasychanymi muchami i ich niedoszłymi mordercami, drapieżnymi pająkami. Co niektóre jeszcze żywe przemykały ukradkiem z jednej sieci na drugą. Najwygodniej było im za szafami. Wieloletnie warstwy brudu, mrok, cisza i spokój. Nikt nie zaglądał w takie miejsca, mogły więc spokojnie egzystować i wychowywać kolejne pokolenia wielonogich pajęczaków. Ich zdziwienie było ogromne, kiedy jedna z bezpiecznych kryjówek zaczęła się nagle poruszać. Spłoszone nowymi doznaniami zaczęły w panice szukać kątów i dziur w ścianach, gdzie mogłyby się schować przed tym, co odważyło się naruszyć ich wieloletnią prywatność. Szafa odsunęła się nagle, odkrywając ich domy tkane z miłością i jedzenie, z taką trudnością, schwytane na kolację. Przerażone przypatrywały się, jak oprawca bez mrugnięcia okiem niszczy to, co one stworzyły. Brutalność nie miała granic. Nic nie pozostało. Ani pajęczyn, ani brudu, ani cienia. Zrezygnowane zaczęły się po cichu wycofywać w poszukiwaniu nowego azylu, gdzie już nikt nigdy nie przeszkodzi im w ich błogiej egzystencji.
         Daniel McAlister siedział znudzony na spróchniałym krześle i przyglądał się kilku pająkom, które w popłochu uciekały za komodę, ponieważ nie została jeszcze odsunięta. Jednym machnięciem różdżki rozpłaszczył wszystkie stawonogi i ziewnął od niechcenia. Wielonogi mu nie przeszkadzały, jednak wolał by się nie pałętały, zwłaszcza, że wiedział już, iż jego towarzyszka panicznie się ich boi. Starała się to kamuflować, ale on i tak zauważył kiedy podskakiwała albo cicho piszczała, kiedy któreś z tych stworzeń, znalazło się zbyt blisko niej. To już drugi szlaban, na którym musiał pilnować Dorcas Meadowes. Musiał przyznać sam przed sobą, że ta dziewczyna, mimo swojej zadziorności i wyszczekanej osobowości, pociągała go i odpychała zarazem. Irytowało go, kiedy wrzeszczała na niego i robiła sceny na korytarzu, jawnie okazując swoją nienawiść. Polubił w niej jednak twardy charakter, to, że zawsze wiedziała jak osiągnąć to, czego pragnie. Kiedy chciała potrafiła być także delikatna. Widział raz, jak płakała, kiedy wybiegła z boiska w stroju do quidditcha. Siedział wtedy na błoniach i przez chwilę pomyślał nawet, żeby pójść za nią, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Do jaskini lwa nie wchodzi się bez broni. Od kilki dni chodziła przygaszona, już nie robiła mu awantur. Próbował ją nawet sprowokować, ale zawsze kończyło się to tylko prychaniem z jej strony. Postanowił więc, że da sobie już z nią spokój. Niech odbębni ten szlaban i zniknie z jego życia. Będzie miał przynajmniej wreszcie święty spokój.
-Aaaa!!!
Głośny  i rozpaczliwy krzyk przerwał rozmyślania Puchona. Spojrzał w stronę Gryfonki, która właśnie uciekała w stronę drzwi, po czym je otworzyła i wybiegła na zewnątrz. Zdziwiony taką reakcją, podszedł do miejsca, gdzie przed chwilą była dziewczyna i zobaczył całe gniazdo pająków. Musiał przyznać, że było ich tam mnóstwo. Zrobił z nimi to samo, co z ich poprzednikami i wyszedł z sali. Na korytarzu siedziała ciemnowłosa dziewczyna, która kucała pod ścianą i zakrywała twarz dłońmi. Dan za wszelką cenę starał się ukryć rozbawienie, nie chciał się z niej nabijać, ale musiał przyznać, że panna Meadowes zdecydowania miała problem z tymi małymi stworzeniami. Stanął nad nią i wziął głęboki oddech, by odgonić głupkowaty uśmiech.
- W porządku? – starał się, by pytanie zabrzmiało delikatnie.
- A wygląda jakby było?! – wyrzuciła z siebie wściekle dziewczyna. Nie cierpiała go! Ten kretyn był bardziej nadętym bufonem niż Potter. Niech Lily lepiej nie narzeka. Jak mógł jej to zrobić? Co prawda nie wiedział o jej fobii, ale mógł się domyśleć po jej pierwszych reakcjach. W dodatku zakazał używać jej różdżki. Niby jak miała się pozbyć pająków? Gołymi rękoma? Butami? Jego niedoczekanie. Nie wróci tam, choćby mieli ją wydalić z Hogwartu. – Nie zmusisz mnie, żebym dalej tam sprzątała!
Chłopak przyjrzał jej się srogim wzrokiem, zastanawiał się czy faktycznie nie spróbować jej przymusić, ale ostatecznie stwierdził, że dość się nacierpiała dzisiaj i była to dla niej ogromna kara. Poza tym nie musi być zawsze srogim prefektem, mimo że wszyscy go za takiego uważają. Nawet jeśli w nim tego nie widzą, on też jest tylko zwykłym człowiekiem. Aczkolwiek cieszył się z legend, które już krążą na jego temat. Niejednokrotnie z prefekt Evans śmiali się do rozpuku z plotek dotyczących jego czy też jej posługi w Hogwarcie. Znani jako dwójka najbardziej sztywnych prefektów, jakich miał kiedykolwiek ten budynek.
- Nie mam zamiaru cię zmuszać – powiedział w końcu delikatnie i podał jej rękę. Dorcas zszokowana podniosła na niego swoje brązowe tęczówki i przyjrzała mu się nieufnie. Nie pasowała jej ta nagła zmiana. Po chwili wahania podała mu dłoń, a on po prostu pomógł jej wstać.
- Odprowadzę cię.
- O co chodzi? – zaczęła bojowo.
- Jak to o co?
- Po co starasz się być nagle miły? Głupio ci? Czy chcesz mnie jeszcze jakoś wykorzystać? – zasypała chłopaka gradem pytań. Ten skołowaciały potrafił tylko na nią patrzeć.
- Czemu ty musisz zawsze wszystko komplikować? – spytał w końcu urażony – Nie potrafisz chociaż przez chwilę na mnie nie krzyczeć? – teraz to on wyzywająco patrzył w jej oczy. Meadowes schyliła głowę, znowu czując się onieśmielona jego towarzystwem. – Zakończyłem swoje obowiązki prefekta. Potrafię też być zwykłym uczniem. – warknął, nakręcając się coraz bardziej. Wiedział, że jest bojowa, ale miał dość tego, że czasami uderza się w nią jak grochem o ścianę. – Idź. Dobranoc. – rzucił na odchodnym i posnuł się korytarzem, kiedy zatrzymał go cichy głos Gryfonki.
- Myślałam, że chcesz mnie odprowadzić. – zawstydzona dalej wpatrywała się w podłogę. Czuła się dziwnie. Żaden chłopak nigdy jej tak nie onieśmielał. Co więcej nie cierpiała go, a jednocześnie ją fascynował. Miał coś intrygującego w swoim sposobie bycia. Puchon podszedł do niej swobodnym krokiem, stanął po jej lewej stronie i wyciągnął ku niej swoje prawe ramię. Kiedy chciał, potrafił być dżentelmenem. Dorcas skorzystała i wsparła się na nim, po czym obdarowała go delikatnym uśmiechem. Nie rozumiała go. Jak w jednej chwili mógł być tak chłodny i obojętny, a kilka minut potem szarmancki i uroczy. Zdecydowanie był dla niej człowiekiem zagadką, ale nie wiedziała czy chce go rozgryźć. Zbyt dokuczał jej aktualny problem z jej chłopakiem. Nie chciała go stracić i to był teraz jej priorytet. Naprawdę pragnęła z nim w końcu normalnie porozmawiać, ale zawsze ostatecznie któreś z nich wybuchało. Oboje mieli zbyt podobne usposobienie i żadne nigdy nie chciało ustąpić.
         McAlister odprowadził dziewczynę pod sam portret Grubej Damy. Stali jeszcze chwilkę na korytarzu, kiedy wejście do wieży Gryffindoru rozchyliło się. Ze środka wypadli roześmiani Huncowci. Dan stał nonszalancko oparty o ścianę, wbijając ręce w kieszenie szaty, a Dorcas przestępując z nogi na nogę, uśmiechała się nieśmiało do chłopaka. Syriusz, widząc tą scenę, która dla niego  była jednoznaczna, wpadł w furię. Podbiegł dwoma susami do Puchona, złapał za kołnierz koszuli i przyparł brutalnie do ściany.
- Ty gnoju! Dlaczego przywalasz się do mojej dziewczyny? – krzyknął i zamachnął się prawą ręką, a dłoń zacisnął w pięść. Delikatna dłoń złapała go szybko za przegub, starając się zapobiec bójce. Nie wierzyła w to, co właśnie robił Black. Ona nigdy nie urządzała mu scen zazdrości, a niejednokrotnie widziała, jak podrywał naiwne dziewczyny, które były na każde jego skinienie. Starała się nie mieć nigdy nic przeciwko. A on? Pierwszy raz od dawna poznała jakiegoś chłopaka i jak on śmie jej coś takiego wyrzucać?! Tego było za wiele. Była naprawdę wściekła. Całą swoją siłę zebrała, aby powstrzymać długowłosego. Od razu przy niej zjawił się Potter i Remus, i zaczęli odciągać przyjaciela. Była im ogromnie wdzięczna. Cieszyła się, że chociaż oni wykazują się logicznym myśleniem.
- Zostawcie mnie! On chce mi ją odebrać! Nie pozwolę mu na to. Ona jest tylko moja!
W końcu udało im się go opanować. Dyszał ciężko i cały się trząsł z nerwów. Napotkał nienawistne spojrzenie swojej dziewczyny. Nagle zapragnął znaleźć się przy niej i trzymać mocno w ramionach. Zrobił kilka kroków w jej stronę, ale ta odsunęła się od niego, dając wyraźnie znak, że nie chce mieć z nim aktualnie do czynienia.
- Nie jestem twoją własnością, Black – syknęła i wbiegła do wieży, zostawiając jeszcze bardziej sfrustrowanego Łapę. Ten znowu odwrócił się w stronę McAlistera, zamierzając ukarać go za wszystkie swoje problemy z ukochaną. Potter w porę złapał go pod pachy i przytrzymał wierzgającego się w miejscu. Dan uśmiechnął się zawistnie ale i z lekkim współczuciem.
- Ty sam ją prędzej stracisz przez swoje dziecinne zachowanie, Black.
Z tym zdaniem zostawił zszokowanego chłopaka. Jak to miał ją stracić? On? Przecież wszystkie same do niego lgną, nie musiał nigdy o żadną się starać. Ale też nie poznał jeszcze dziewczyny, na której by mu tak bardzo zależało. Wyszarpnął się Jamesowi z uścisku i gorączkowo myślał, co powinien teraz zrobić.
- Łapa… - zaczął współczująco kumpel.
- Zostaw mnie, Rogaty. Rozwiążę to. – uśmiechnął się niemrawo, ale uczepił się tej pozytywnej myśli i zamierzał wiernie walczyć. Pomachał chłopakom uspokajająco, nie chciał, by się martwili o jego sprawy sercowe. Czuł się wtedy tak głupio. Przecież jest chłopakiem, nie może pokazywać, że przeżywa takie rzeczy. Jest mężczyzną, nie babą. Musi być twardy, tyle już przeżył, więc nie będzie przejmował się kobietą, nawet jeśli ją kocha. Sama do niego przybiegnie.

*

             James siedział w ciemnej szatni. Był ubrany w szaty Gryffindoru i trzymał miotłę opartą o ramię. Musiał pomyśleć. Martwił się o przyjaciela, o Dorcas. Nie pragnął rozpadu ich związku. Byli idealną parą, nie mogli przez tak bzdurną rzecz kłócić się tyle czasu. Potem jego tor myślenia przeszedł na pannę Evans. Wstał z ławki i poszedł samotnie w stronę boiska. Spojrzał na magiczny zegarek, który odziedziczył po dziadku. Do treningu pozostała jeszcze prawie godzina, a potem będzie musiał walczyć z burzową parą. Przeszedł energicznie przez murawę i stanął na środku. Założył okulary ochronne, umieścił Srebrną Strzałę między kolanami, uchwycił mocniej trzonek i odbił się energicznie od ziemi. Niemal momentalnie znalazł na wysokości trybun, a potem wyżej i jeszcze wyżej. Poczuł lekko mroźne powietrze chłostające mu włosy, więc zniżył się minimalnie, nie mógł się teraz rozchorować. Latając wokół i korzystając z wolności, którą cenił sobie najbardziej w świecie, znowu powrócił myślami do swojej ukochanej. Nie rozumiał jej zachowania. Tyle lat się kłócili, bili słownie o wszystko. W sumie to ona, on tylko namolnie starał się ją uwieść. Postanowiła teraz spasować, wydawało mu się, że pochwyciła to. Tak było na imprezie u Anne. Mimo że Lily była pod wpływem alkoholu, rano wciąż była dla niego naprawdę miła. Pisywał do niej potem listy, ani słowa odzewu. Nawet kropki, że żyje, a przecież miała go zaprosić. Chciał, żeby oderwała się myślami od Snape’a. Wiedział jak to przeżywała. Mówił to jej wzrok za każdym razem jak Smarkerus pojawiał się na korytarzu. Pełen wyrzutu i bólu. Niejednokrotnie Ślizgon podbiegał i starał się ją przepraszać, ale ona była nieugięta, co trochę niesprawiedliwie go cieszyło. Myślał, że to też otworzy jemu drogę, bo nie będzie wroga przy Gryfonce, który ciągle szeptałby jej do ucha jadowite słowa na jego temat. Jednak nic z tego. Przekonał się. Nic się nie zmieniło, ona dalej go nienawidzi, a on jest dla niej niedorozwiniętym dupkiem. Nie zamierzał jednak przestać walczyć, za bardzo pragnął ją zdobyć. Mógł mieć przecież każdą, więc z nią też na pewno mu się uda. Tylko trzeba jej poświęcić znacznie więcej jego cennej uwagi. Zleciał teraz trochę niżej, czas wskazywał, że niedługo przyjdzie drużyna, więc powinien zjawić się już w szatni. Dotknął miękko ziemię stopami i starał się pozbyć uciążliwych myśli, które wciąż oplatały go dookoła. Jego zdziwienie było więc ogromne, kiedy zobaczył charakterystyczną, rudą czuprynę na boisku. Szła w jego stronę. Nie mógł uwierzyć. Czyżby chciała się zapisać do drużyny? Czy mógłby mieć takie szczęście?
- Lily. – powiedział niezdarnie, kiedy znalazła się w zasięgu głosu.
- Potter? – dziewczyna stanęła wyzywająco, zakładając ręce na krzyż.
- Chcesz dołączyć do drużyny? – spytał z nadzieją w głosie, przez co skarcił się w myślach. Nie powinien ciągle pokazywać, że tak bardzo mu zależy.
- Słucham? Ja? – spytała się zdziwiona i roześmiała się. Ale nie była to pełne drwiny, tylko rozbawienia. Rogacz stał osłupiały. Teraz to już nic nie rozumiał. Ona pozostawała po prostu dla niego zbyt wielką zagadką.
- Nie, James.
„ Powiedziała moje imię” – pomyślał Gryfon. W jego głowie zapaliła się lampka. Może przemyślała sobie coś? Możliwe, żeby zmieniła jednak zdanie po raz kolejny?
- Mam do ciebie prośbę i… tak, mówię serio. Boli mnie to strasznie, ale to ma wyższy cel.
Lily wbiła wzrok w ziemię i zakryła twarz włosami. Chłopak z rozbawieniem zauważył, że dziewczyna wyraźnie jest skrępowana. Wydawała się teraz taka delikatna i niewinna.
- A więc o co chodzi? – spytał ze swoim nonszalanckim uśmiechem, stając swobodnie w szerszym rozkroku.
- Nie ciesz się tak! To tylko przez wzgląd na moją przyjaciółkę, a twojego kumpla. – wyrzuciła z siebie jednym tchem – Co on jej zrobił? Wiesz jak ona wczoraj wyglądała? Wbiegła zaryczana, bełkocząc. Nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Dopiero po półgodziny chyba opanowała się na tyle, by z grubsza opisać sytuację.
James automatycznie spoważniał i po raz kolejny dzisiaj wpadł w natłok myśli. I co miał jej powiedzieć, a co zachować dla siebie? Jemu też zależało, aby ta chora wojna wreszcie się zakończyła. Nie chciał jednak ingerować bez pozwolenia Łapy, ale… pewnie mu za to podziękuje, jak się uda. Poza tym oznaczało to lepszy kontakt z Lily. Black na pewno zrobiłby to samo.
- Po prostu rzucił się na McAlistera. Trochę go poniosło.
Evans spojrzała na niego zszokowana. Tego przyjaciółka jej nie powiedziała.
- Dlaczego? I co on robił z Dor? Przecież mieli tylko odbyć szlaban.
- No i chyba odbyli, po prostu pan prefekt był widocznie na tyle miły, że postanowił ją odprowadzić pod samą wieżę. – James uśmiechnął się znacząco. Rudowłosa dziewczyna nadal nie dowierzała. Była przekonana, że ta dwójka najchętniej by się pozabijała. Przecież ciągle skakali sobie do gardeł, jak mogła zajść taka zmiana? Potter widząc szok na twarzy piegowatej, zaczął się lekko pod nosem śmiać, dopiero kiedy ta łypnęła na niego groźnie, ucichł szybko. Jednak nie dane im było dokończyć rozmowę, ponieważ usłyszeli tupot wielu nóg. Drużyna Gryfonów zbliżała się do boiska, a z nimi pokłócona dwójka.
- Musimy im pomóc. – wyszeptała jeszcze cicho Lily.
- Pomożemy, maleńka.
Przez twarz pani prefekt przeszedł zabójczy grymas, a oczy ciskały błyskawice, ale mimo widocznej reakcji na to, jak ją nazwał, nie skomentowała tego w żaden sposób.
- Dokończymy później, Potter. – zakończyła chłodno i energicznym krokiem kierowała się ku wyjściu. Po drodze minęła Syriusza, do którego uśmiechnęła się delikatnie. Na końcu wlokła się przygarbiona Meadowes. Widać było, że dalej nie pozbierała się po wczorajszym. Ruda podeszła do niej i stanęła naprzeciwko, by przykuć jej uwagę.
- Jak się czujesz? – spytała Evans, bojąc się, że jak tego nie zrobi, to przyjaciółka ją po prostu zignoruje.
- Słucham? To ty się do mnie odzywasz? I co robiłaś z Jamesem na boisku? – spytała ponuro i niezbyt uprzejmie, mimo to była ciekawa, co ta dziewczyna robiła i o czym rozmawiała ze swoim wrogiem.
- Po prostu… Przemyślałam sobie to, co mi powiedziałaś. I… masz rację. Nie powinnam go tak traktować, więc postanowiłam, że… dam mu małą szansę. – skłamała z lekkim trudem. Nie chciała tego robić, ale musiała się jakoś wytłumaczyć. Zresztą faktycznie miała zamiar, kiedyś jej słowa przetrawić. Było to nieco nie fair wobec przyjaciółki, ale nie potrafiła postępować inaczej, kiedy w grę wchodziło bliższe zaistnienie Pottera w jej życiu.

*

                Syriusz był dzisiaj w lepszej formie niż kiedykolwiek ostatnio. Nadzieja, której się uchwycił, trzymała go w ryzach cały dzień. Zachowywał się jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, przez co nieświadomie doprowadzał swoją dziewczynę do szału. Tak jak on bez trudu bronił każdą bramkę, fenomenie oddawał piłkę swojej drużynie, tak Dorcas ciągle puszczała piłki, nie trafiała w pętle. Słyszała krzyk Pottera, który każe jej się skupić, przywołać się do porządku. Kazał jej grać, a nie latać na zabawkowej miotełce. Krew coraz bardziej jej buzowała ze stresu i nerwów, przez co szło jej coraz gorzej. W końcu w totalnej furii podleciała do jednej z trzech pętli, chcąc w końcu wbić gola, ale oczywiście zaraz przy niej zjawił się Black. Nie myśląc wiele uderzyła go łokciem w bok i w końcu wyładowując swoją złość, przełożyła piłkę przez dziurę. Od razu jednak usłyszała przeszywający gwizd.
- FAUL!!! – wydarł się wściekły Black – Co ty wyprawiasz, Meadowes?!
- Strzelam gola jakbyś nie zauważył, pacanie! – również krzyknęła do niego, nie mając zamiaru ani trochę się hamować.
- Chcąc mnie zwalić z miotły? Piękne i uczciwe zagranie. Jestem doprawdy dumny z mojej kochanej dziewczyny. – odparował zgryźliwie.
- Słyszałeś może kiedyś, że cel uświęca środki? Jestem pewna, że tak, bo ty sam nie liczysz się z tym czy grasz ze mną fair!!! – krzyknęła jeszcze głośniej, a oczy się zaszkliły delikatnie.
- O czym ty teraz mówisz? – spytał Syriusz kompletnie załamany. Chciał z nią porozmawiać, a nie po raz kolejny się kłócić o byle co.
- Nie udawaj, że nie wiesz! Wielki pan Black musi pokazać wszystkim, że jego dziewczyna jest nietykalna, ale on sam może sypiać z innymi!
- Słucham? Chyba czegoś się nawdychałaś na eliksirach, Dor. Z kim się przespałem? Z Jamesem czy z Glizdkiem? Oświeć mnie może w końcu!
- Nie udawaj, że nie wiesz. – zapadła między nimi cisza po tym zdaniu. Syriusz patrzyła na nią wyzywająco, czekając na to, co ona dalej powie. – Niedobrze mi jak na ciebie patrzę.
Dziewczyna odwróciła się i szeleszcząc szatami zeszła energicznie z boiska. Black niewiele myśląc, pobiegł za nią. Nie mógł teraz tak tego zostawić, powiedział, że jej nie straci, więc tak też się nie stanie. Po prostu musi jednak trochę bardziej się postarać.
- Dorcas! – krzyknął za nią raz, potem drugi, a ona dalej szła. W końcu chłopak zdesperowany użył zaklęcia spowalniającego i szybko ją dogonił, zanim czar minął. Złapał ją za oba nadgarstki, by ta mu się nie wymknęła.
- Zostaw mnie! – krzyknęła, próbując się uwolnić.
- Wytłumacz mi! – nakazał Łapa, używając tego samego tonu. Żarty się skończyły, oboje to czuli. Ten moment miał zdecydować, jak dalej potoczy się ich relacja. Zapadła niepokojąca cisza. Słychać było tylko ich przyspieszone oddechy i delikatny szelest liści pobliskiego drzewa.
- To koniec, Syriusz. – powiedziała, po czym nie bardzo wiedząc, co zrobić z wzrokiem, spuściła głowę w dół. Wiedziała, że nadal go kocha, ale nie potrafiła z nim być. Ciągłe sprzeczki i sceny zazdrości z obu stron doprowadzały ją do szału. Czuła przez chwilę, że popełnia błąd, ale szybko stłumiła to uczucie i postanowiła, że musi być słowna. Skoro już to powiedziała, to nie może nagle uznać, że to był tylko żart. Nawet jeśli bardzo tego pragnęła. Żadnego słowa. Dlaczego on nic nie mówi? Powinien krzyczeć, szarpnąć nią, pytać. Czemu milczy? Po chwili powoli poluźnił uchwyt na jej nadgarstkach. Jedną rękę podniósł do jej twarzy i chwycił za podbródek.
- Spójrz mi w oczy. – poprosił cicho. Ten ton ścisnął dziewczynie serce. Czuła w tej chrypie tyle bólu. Tym bardziej obawiała się spełnić jego prośbę. W końcu jednak usłuchała i spojrzała w te ciepłe, stalowoszare tęczówki. Serce jej pękło. Syriusz nie płakał, jednak po raz pierwszy dostrzegła tak ból i pustkę w jego spojrzeniu. Było takie obce, inne od tego radosnego i figlarnego błysku, który codziennie mu towarzyszył, gdy na nią patrzył. Popatrzeli sobie chwilę w oczy.
- Jesteś pewna? – zapytał cicho chłopak. Tak bardzo pragnął, by zaprzeczyła. Jednak ta kiwnęła pewnie i niezachwianie głową. Westchnął ciężko. Wiedział, że da za wygraną, nie chciał jej do niczego zmuszać, nie potrafił. Właśnie zrozumiał jak bardzo ją kochał, ale przegrał z innym, po raz kolejny. Pochylił się nad dziewczyną i złożył na jej czole czuły pocałunek. Ostatni, jaki chciał jej podarować. Tak ją pożegnał, po czym spojrzał na nią ostatni raz, odwrócił się z trudem i odszedł szybko, chcąc znaleźć się z dala od wszystkich i od wszystkiego. Meadowes patrzyła, jak jej ukochany odchodzi. Właśnie uświadomiła sobie, że ona naprawdę go straciła i to z jej winy. Tylko dlaczego dotarło to do niej w chwili, kiedy jest za późno? Nie była w stanie kontrolować dłużej żalu, który się uzbierał. Łzy obficie wylewały się z jej oczu i kapały na szkarłatną szatę Gryffindoru. Kucnęła przy drzewie, które jako jedyne było świadkiem tej sceny i tam postanowiła pozostawić swój ból.

*

                Peter siedział owinięty w koc. Nogi zwisały mu leniwie z mostka kilka centymetrów nad wodą. Znajdował się tam prawie od godziny i zdążył już trochę zmarznąć. Był co prawda dopiero początek października, ale wiał przeraźliwie zimny wiatr, a słońce nie raczyło już zbyt często uczniów swoimi promieniami. W dodatku woda podwójnie wzmagała panujący chłód  i przyprawiała Pettigrewa o gęsią skórkę. Spojrzał w szare niebo, emanujące takim smutkiem, że sam na chwilę poczuł się tym przytłoczony. Zasnute ono było ogromnymi chmurami, które nie odsłaniały nawet fragmentu czystego sklepienia. Zniechęcony tą przykrą monotonią zrezygnował z zadzierania głowy i obserwował wodę, machając raz po raz swoimi krótkimi nóżkami. Niecierpliwił się i martwił. Spodziewał się, że będzie punktualnie. Tyle czasu nie mogli się widywać, a teraz pewnie ich spotkanie nie dojdzie do skutku. Wstał powoli, chcąc jeszcze jak najdalej odwlec chwilę rezygnacji. Westchnął, policzył liście leżące na deskach i w końcu ruszył ku błoniom. Nie posiadał się z radości, kiedy zobaczył, że w jego kierunku idzie najpiękniejsza, niebieskooka blondynka  w całym Hogwarcie. Podbiegł do niej, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł znowu pokazać jej, jak bardzo ją kocha i jak wiernie jest jej oddany. Ciągle czekał. Nie robił jej wyrzutów, że nie miała dla niego ostatnio czasu. Wiedział, że musi się uczyć. Nie wiedział niestety o tym, że ona wcale nie spędzała tego czasu nad książkami.
- Witaj, kochanie – pocałował ją delikatnie w usta, a dziewczyna oddała pocałunek – Wreszcie razem. – uśmiechnął się na całą szerokość warg. Był naprawdę ogromnie szczęśliwy. Nie myślał, że aż tak się za nią stęsknił.
- Zimno tu trochę, nie sądzisz? Może chodźmy do środka. – zaproponowała swoim przymilnym głosem. Peter spojrzał na nią, a potem na koc, który specjalnie wziął i westchnął. Zawsze jej ulegał, nie potrafił sprzeciwić się żadnej jej prośbie.
- Dobrze, skoro tak dla ciebie będzie lepiej, to jak najbardziej.
Obejmując ja w talii, poprowadził w stronę ogromnych drzwi wejściowych.

*

          Korytarze były opustoszałe, nikt się po nich nie kręcił poza prefektami. Cisza zalegała w większej części zamku, a znaczna część uczniów uklepywała sobie właśnie poduszki do snu. Można się jednak domyślić, że nie wszyscy przestrzegali zalecanej, wręcz nakazywanej ciszy nocnej.
- Cicho, chłopaki. – prowadził przyjaciół pan Potter. Wszyscy trzej, on, Remus i Peter ściskali się właśnie skrzętnie pod peleryną-niewidką. Nie chcieli by ktoś zobaczył same stopy biegające po posadzce. Syriusza z nimi nie było, nigdzie nie mogli go znaleźć. James czuł się wystawiony przez kumpla, ale nie mógł przez to zmarnować tak doskonałej okazji. Lupin trzymał w ręku najcenniejszy produkt ich własnej roboty, Mapę Huncwotów i przyświecał sobie różdżką poszukiwaniu kropek, których należy unikać.
- W lewo chłopaki – poinstruował – Na wschód od nas grasuje panna Evans.
Skręcili zgodnie ze wskazówkami i wylądowali w ślepym zaułku. Oczywiście na pierwszy rzut oka. Stały tam blisko siebie dwie zbroje. Peter wypowiedział pod nosem zaklęcie „depulso”, a rycerska postać posłusznie przesunęła się w bok, odsłaniając wąskie przejście pełne pajęczyn i innych robaków, uciekających przez niechcianymi intruzami. Szli coraz szybciej, przemierzając krętą ścieżkę, chcąc jak najszybciej być już na miejscu.
- Powoli, teraz czekamy. Filch na dziesiątej – informował Lupin. Był do tego wręcz idealny. Nikt nie był tak spostrzegawczy jak ich wilczek. Stali więc cierpliwie, nie chcąc tak szybko wpaść w łapy popularnego woźnego i jego kotki. Po kilku minutach mogli w końcu opuścić duszny korytarz i wyjść naprzeciw wejścia do domu głównego Slytherinu. Glizdogon kilka dni temu w postaci szczura, podsłuchał hasło ich i zapisał je na kartce, którą teraz podał Jamesowi. Ten ją rozwinął i cicho odczytał.
- Serpens, occulte mordens*.
Nie miał pojęcia co to znaczy, ale też nie ciekawiło go to specjalnie. Przez drzwi przebiegł magiczny wąż, który stopniowo rozsuwał drzwi u tworzył przejście dla domowników. Huncowci nadal schowani pod peleryną weszli do środka i rozejrzeli się wokół siebie. Pierwszy raz byli w innym domu niż swój.
- Kto tam jest?
Usłyszeli czyjś głos skierowany w ich stronę, przez co automatycznie skulili się pod ścianą, nie mogli pozwolić, by ich przyłapano.
- Co jest, Greg? – spytał inny głos.
- Drzwi się same otworzyły. Nikt przez nie nie przeszedł.
Chłopacy usłyszeli rubaszny śmiech pełen szyderstwa.
- Chyba ktoś za dużo się naczytał o duchach. Mały Greguś zesikał się w majtki? – podśmiewywał się dalej kolega, przez co dostał burę od niezadowolonego Ślizgona, który zaobserwował to dziwaczne zjawisko. Po chwili oba głosy ucichły. Dało się słyszeć tylko ogólny szum pobytu mieszkańców. Ukryta trójka sunęła bezszelestnie wzdłuż ściany, przy której się skryli. Po dwóch zakrętach dotarli do pokoju wspólnego, który cały urządzony był w barwach zieleni i srebra. Na ścianach wisiały herby przedstawiające węża, a nad głównym kominkiem wisiał ogromny portret Salazara Slytherina, którego pochodzenie i przekonania Ślizgoni wręcz adorowali.
- Gotowi? – szepnął Rogacz – Na trzy.
Między nimi nastała pełna napięcia cisza. Każdy z nich ściskał w gotowości, w ręku małą paczuszkę, a Peter niósł worek z zapasem.
- Raz…
Mocniejszy ucisk palców na woreczkach.
- Dwa…
Kucnięcie za filarem dzielącym wejście do pokoju na dwa i delikatne uniesienie peleryny.
- Trzy!
Przygotowane przedmioty poszybowały idealnym łukiem na środek Sali. Po zetknięciu się z podłogą pękały, a ze środka wylatywała cała chmara skrzydlatych robaczków. Były to zebrane w cieplarniach i kanałach trutniowce krwiopijce. Jęcząca Marta podsunęła im ostatnio ten pomysł, kiedy to uskarżała się, że od zeszłego miesiąca wzrosła ich liczba w jej odpływach, więc chłopacy zdecydowali się wyświadczyć jej przysługę i trochę ich zebrać. Użyli najpierw na sobie zaklęcia tłumiącego zapach, ponieważ tym te insekty się kierowały. Ukrywając go uchronili się przed pogryzieniami i małą utratą kwi. Jednak Ślizgoni nawet przez chwilę o tym nie pomyśleli. Biegali po całym pokoju wspólnym, chowali się za fotele, pod stół, skakali jeden przez drugiego. Niektórzy uciekali do dormitoriów, inni w desperacji wybiegali ze swojego domu i biegali przerażeni po korytarzach, odganiając od siebie uparte owady. James kulał się po ziemi ze śmiechu. Remus najpierw patrzał na całą sytuację z całkowitą powagą, jednak długo nie wytrzymał i sam w końcu parsknął śmiechem i dołączył do Pottera. Peter już od początku zaśmiewał się cicho z całej sytuacji, jednak teraz jego głos okazale niósł się po Sali ponad przerażonymi krzykami uczniów Slytherinu. Huncwoci chcąc nie chcąc musieli po chwili zacząć się wycofywać, ponieważ zjawił się ich prefekt, ale na odchodne Rogacz dorzucił im jeszcze jedną paczkę. Nie chciał zmarnować wszystkich, zawsze mogły przydać się jeszcze na inną okazje. Wychodząc z lochów zdjęli z siebie pelerynę, bali się, że poduszą się pod nią, ponieważ ciągle mieli niemałe problemy, by zapanować nad śmiechem. Co chwilę przebiegał jeszcze wzdłuż korytarzy przestraszony uczeń, goniony przez krwiopijczego owada. Sprawiało to, że za każdym razem na nowo wybuchali gromkim rechotem. Nagle zza rogu w szlafroku w kolorowe sowy, wybiegła rozwścieczona Minerwa McGonagall. Jej wzrok od razu padł na trójkę Huncwotów.
- Potter, Black, Lupin, Pettigrew, szlaban! Całe dwa tygodnie co wieczór i nie obchodzi mnie, że nie macie terminów.
- Ale pani profesor – zaczął szybko James – Syriusza z nami nie ma.
- Nie obronisz go Potter. – ucięła rozmowę opiekunka i pozostawiła zszokowanych, ale zadowolonych Gryfonów. Mimo wizji następnej serii szlabanów nic nie było w stanie zepsuć im widoku Ślizgonów, którzy boją się małych much, którzy szczycą się największa mądrością i zdolnością magiczną. Już od dawna wiedzieli, że nie ma w tym nawet ziarnka prawdy, ale teraz po raz kolejny się w tym utwierdzili. James, między ogólną radością, zastanawiał się ciągle, gdzie podział się Łapa. Tyle czasu planowali razem ten kawał, ustalili, że zrobią to dzisiaj, a jego nigdzie nie ma. Nie wiedział, czy jest bardziej zły, czy zawiedziony. Miał tylko nadzieję, że jego kumpel miał dobry powód, by tak ich wszystkich wystawić.

 *


* Wąż skrycie kąsający

21 komentarzy:

  1. ,,[...] mam nadzieję, że zaakceptujecie nasz wybór''. Pff dobre sobie! To znaczy wiedziałam, że to by było zbyt piękne no ale błagam! Tyle się naczekałam na to żeby byli razem :/ No ale trudno... Liczę, że spikniecie jeszcze Łapkę i Dorcas.
    Tak poza tym rozdział był OK :)
    I może to jest podłe z mojej strony i jestem uprzedzona przez to co zrobi w przyszłości, ale wprost nie mogę się doczekać co zrobicie z Peterem i Kate :D muahahahaha oby go zraniło za to co zrobi! Ale z drugiej strony myślę, że w ten sposób zacznie kiełkować w nim złoo. To tylko takie małe przeczucie ale jakiś związek musi być, nie?
    Rogaś z Rudą kombinują. Yay! nie mogę się doczekać co z tego wyniknie :D
    MACIE MI ICH (Dorcas i Syriusza) NAPRAWIĆ!

    No i na koniec tradycyjna formułka:
    Wprost nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Ale tak na serio ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Merlina! W końcu jestem pierwsza XD

      Usuń
    2. Droga Mrs. Black!
      Niestety musiałyśmy zakończyć związek Dorcas i Syriusza, a przynajmniej tak sobie założyłyśmy. Czy kiedyś ich naprawimy? To całkiem możliwe, ale na razie para razem nie będzie.

      Co do Petera - też go nie lubimy i pisanie o nim sprawia nam niemal ból. Możemy Cię jednak zapewnić, że Glizdek doczeka kiedyś dnia, kiedy spotka go nieszczęście. Wszystko w swoim czasie.

      Pozdrawiamy i dziękujemy za komentarz! :)
      ~ Ł&R

      Usuń
  2. Cześć :)
    Moim zdaniem, pomysł z zerwaniem Syriusza i Dorcas był bardzo dobry - po pierwsze, Syriusz od dawna zachowywał się paskudnie i wcześniej czy później Dorcas musiała spotkać kogoś, kto przynajmniej będzie ją szanował. A że zaczęli zbliżać się z Danielem, który okazał się świetnym chłopakiem, to cóż. Po drugie, brak związku między Syriuszem a Dorcas to wątek oryginalny, w końcu ile można czytać o ich romansach ;) Cała sytuacja wyszła bardzo naturalnie, życiowo i oryginalnie, więc moim zdaniem same plusy i nie zmieniajcie zdania :)
    Ach, ta kłamczucha Evans. Mam nadzieję, że jednak zbliżą się z Jamesem, chociaż wiadomo - nic od razu.
    No, no, Huncwoci w Pokoju Wspólnym Ślizgonów - to nie mogło skończyć się dobrze. Numer zabawny, robaczki spełniły swoje zadanie. Syriusz przy okazji zarobił szlaban, chociaż nie wiadomo, gdzie się podziewa... Może wspólne pucowanie kibli albo coś w tym stylu poprawi mu humor :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Eskaryno,
      też jesteśmy zadowolone z tego, że tak poprowadziłyśmy wątek Syriusza i Dor. Chociaż obie uwielbiamy tę parę i było nam trochę żal to robić, uznałyśmy, że nie może być zbyt pięknie. :)
      Jeżeli chodzi o Evans i Pottera, to ich relacja faktycznie trochę się ustabilizuje. Lily spuści z tonu i przestanie widzieć w każdym ruchu Pottera podstęp. Do przyjaźni jeszcze długa droga, ale chyba w końcu na nią wkroczą. Zobaczymy, co wyjdzie. ;)
      Dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy!
      ~ Ł&R

      Usuń
  3. Niee!! Czemu oni zerwali ;( Mam nadzieje, że wrócą do siebie (oczywiście nie od razu, ale po jakimś czasie...) Kocham Doriusza <3 Lily! Ty kłamczucho! Kiedy Lilka przekona się do Jamesa? Huncwoci jak zwykle mistrzostwo ;D Tylko gdzie jest do jasnej cholery Syriusz? Mam nadzieję, że nie u tej głupiej ELLIE! Och! Niech ona się tyko do niego zbliży, a obiecuję, że odrąbie jej rączki. Nienawidzę babki. Dobra muszę się przestać denerwować.
    Czekam na nexta;**
    Pozdrawiam i życzę wam byście utopiły się w morzu weny! ;*
    Expecto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Expecto,
      tak postanowiłyśmy poprowadzić ten wątek i tak został poprowadzony. Być może Dorcas i Syriusz jeszcze kiedyś będą razem, na razie niestety nie jest im to pisane.
      Co do Ellie, nie ma się co nią złościć. Raczej nie odegra już bardziej znaczącej roli w życiu Syriusza.

      Dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy! :)
      ~ Ł&R

      Usuń
  4. Popłakałam się. Typowa tragiczna miłość. Splot nieszczęśliwych wydarzeń... Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Życzę weny i pozdrawiam ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Dorcas,
      szczerze powiedziawszy najbardziej obawiałyśmy się Twojej reakcji, bo wiemy, jak bardzo kochasz Syriusza i Dor. Nie spodziewałyśmy się jednak, że doprowadzimy Cię do łez. Chyba powinniśmy przeprosić. Wybacz. Masz rację, o rozstaniu rzeczywiście zadecydował splot nieszczęśliwych zdarzeń, a nasza para po prostu się wśród nich pogubiła. Niestety.
      Dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy! :)
      ~ Ł&R

      Usuń
  5. Kochane Dziewczyny,

    na wstępie muszę was naprawdę bardzo przeprosić, że mam u was takie zaległości. Mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie, ale ostatnie miesiące są dla mnie tak zabiegane, że wolnego czasu mam dziennie z dwie godziny, bo wychodzę o 7, wracam o 20 i nie wiem, za co się zabrać. Dodatkowo świadomość tego, że zawaliłam i mam u was zaległości w czterech rozdziałach trochę mnie przytłaczała, ale jakoś się w końcu zebrałam.

    Zacznę od Dorcas i tego całego prefekta. Nie wiem dlaczego, ale czytając o ich "spotkaniu" we wcześniejszym rozdziale przyszło mi do głowy, że Puchon będzie miał jakiś większy udział w życiu Dorcas. Nie rozumem ludzi, którzy wrzaskami i niemiłym zachowaniem wobec siebie próbują okazać swoją "wyższość". Z drugiej strony każdy jest człowiekiem i nie zawsze może sobie radzić w każdej sytuacji, nie zawsze jest w stanie się do niej dopasować. W sumie przyznam szczerze, że jakoś nie rozpaczam nad tym, że Dorcas zerwała z Syriuszem. Uważam, że ta decyzja nie była przemyślana, a podjęta pod wpływem chwili. Moim zdaniem James sobie zażartował, Black nie wyjaśnił, a Meadowes nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień i zostało niedomówienie i domysły, niczym niepotwierdzone ani nie zaprzeczone. Jestem tylko wściekła na Blacka, stwierdził, iż Dor sama do niego przyleci i on nie musi nic robić. Możliwe, że jeszcze połączycie tą dwójkę, ale jeśli odejdziecie od kanonu i tego nie zrobicie, też będzie super. Ja sama z tego zrezygnowałam. Jedyną rzecz, której nie chciałabym, żeby miała miejsce, to żeby Syriusz pomyślał, że Dorcas zerwała z nim przez tego Puchona. Sam nie zachował się najlepiej, ale powinni zafundować sobie chociaż rozmowę wyjaśniającą.

    Nie wiem, co sądzić o prefekcie. Jakoś mi na razie do gustu nie przypadł i mam tylko nadzieję, że nie będzie kandydatem dla Meadowes. Co więcej, za szlaban z pająkami osobiście rzuciłabym w niego jakimś zaklęciem, bo dla mnie pająki sprowadzają się już do paranoi, więc współczuję Dorcas.

    Lily zaczyna kombinować z Jamesem. To jest ciekawe, szczególnie, że jest szansa na to, iż Evans w końcu zastanowi się nad swoim zachowaniem i przestanie miewać niczym nieuzasadnione humory względem Rogacza, który swoją drogą jest zdezorientowany. Nie wiem tylko, co wyniknie z tej ich intrygi teraz, kiedy ich przyjaciele już ze sobą zerwali. Ciekawi mnie również, czy Evans dołączy do drużyny.

    Co do Petera to nie będę tego komentować, bo nie dość, że jest moją najbardziej znienawidzoną postacią, to wcale nie jest mi go żal, że Kate go wykorzystuje. Bardziej mnie to obrzydza. Nie mogę się już doczekać, kiedy cała akcja się rozwiąże.

    Kawał chłopaków jak zwykle na poziomie. Mogę sobie tylko wyobrażać miny i zachowanie Ślizgonów. Jestem ciekawa, co na niezasłużony szlaban powie Black, kiedy się o nim dowie. Myślę, że go nie ominie, mimo, iż nic nie zrobił.

    Pozdrawiam i lecę dalej.
    Luthien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Luthien,
      nie masz za co przepraszać. Same nie mamy na nic czasu i wiecznie mamy zaległości u wszystkich.

      Prefekt rzeczywiście będzie próbował zbliżyć się do Dorcas, więc jego wątek będzie dość obszerny. Co z tego wyniknie, to się okaże. W każdym razie Dan nie da o sobie tak łatwo zapomnieć.

      Masz też rację co do rozpadu związku Syriusza i Dorcas. James palnął coś głupiego w żartach, Łapa jakoś za bardzo się tym nie przejął, bo wiedział, że kumpel żartuje, natomiast Meadowes potraktowała wszystko bardzo dosłownie, dorobiła do tego własną teorię i zaczęły się wzajemne oskarżenia.

      Lily faktycznie trochę się ogarnie i przestanie krzyczeć na Jamesa tylko dlatego, że ten oddycha czy w ogóle istnieje. Ich relacja trochę się ustabilizuje i zaczną ze sobą normalnie rozmawiać, ale o przyjaźni jeszcze nie można w tym wypadku mówić.

      Też nie lubimy Petera i mamy go dość, ale jeszcze przez jakiś pociągniemy ten wątek. Wszystko się jeszcze skończy i Peter dostanie za swoje.
      Pozdrawiamy serdecznie!
      ~ Ł&R

      Usuń
  6. Zapraszam na rozdział 58 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/10/rozdzia-58-slizgoni-vs-gryfoni.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochane, przeczytałam wcześniej, ale dopiero teraz mam czas tu coś napisać. Rozdział ciekawy i mam mały mętlik w głowie. Z jednej strony od niedawna nie przepadam za Dorcas, ale chcę, żeby Syriusz był szczęśliwy. Mam nadzieję, że nie brzmi to aż tak głupio xD. Myślę, że w tym związku oboje popełnili wiele błędów. Nie pasuje mi tutaj tylko, aż tak wielki wybuch złości Łapy, kiedy zobaczył Dor z innym. Ale to pewnie przez to, że w mojej wyobraźni jest troszkę inny.... Za to sceną po treningu byłam zachwycona! ♥
    Kawał jak zwykle obmyślany i pomysłowy. Nwm jak wy wymyślacie te wszystkie ich akcje...
    Życzę wam natłoku pomysłów i morza weny. Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na rozdział 59 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/10/rozdzia-59-nieoczekiwany-zwrot-akcji.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak myślałam, że jak jak już piszecie coś przed notką to będzie się działo. No cóż... nic nie może przecież wiecznie trwać, prawda? A zwłaszcza związek dwójki nastolatków, tym bardziej upartych i nieco przerośniętym ego, to do Blacka. W sumie jakoś im specjalnie nie kibicowałam, a już na pewno nie tak jak Lily i Jamesowi, więc każdy Was pomysł w stosunku do tej dwójki jest akceptowalny:) Mam wrażenie, że Prefekt Puchonów namiesza w życiu naszej Dorcas.
    Nie rozumiem idei mieszania się w życie przyjaciół. Skoro nie chcą być razem, to nie. Nikt ich na siłę nie ożeni. Może to być sposób na zawiązanie bliższych relacji miedzy Evans a Potter, no co po cichu liczę:)
    Kawał genialny:) Ślizgonów mi absolutnie nie szkoda! Natomiast przykro mi co Kate wyprawia z Peterem, chłopak się coraz bardziej zadurza a ona się nim bawi. Nie lubię go, ale to chyba za wiele na jego i tak niedowartościowane serce.
    Pozdrawiam Was i niecierpliwie czekam na nowość:)
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochane dziewczyny

    Jak zawsze w formie, a ja jak zawsze spóźniona. Wierzę, że mi to wybaczycie.

    Szkoda trochę tego związku Dorcas i Syriusza, ale myślę, że oni oboje nie dorośli do tego żeby być razem. Gdyby było inaczej to rozmawialiby ze sobą, kłócili się, wyjaśniali razem o co są źli i po prostu trwaliby nadal w związku.Tu jednak nic z tego nie wyszło, co jest przykre. Prawdopodobnie zeszli się ze sobą za szybko. Ciekawi mnie, czy spróbują jeszcze dać sobie szansę kiedyś w przyszłości, czy to raczej definitywny koniec? Czy będą "drzeć ze sobą koty" czy raczej po jakimś czasie ich relacje będą względne?

    Peter i jego naiwność wręcz powala. Kiedy ten gamoń zorientuje się, że dziewczyna, która tak ubóstwia najzwyczajniej w świecie ma go głęboko w czterech literach?

    Kawał chłopców cudny. Tylko Łapy trochę żal, bo nie uczestniczył w całym wydarzeniu, a karę i tak musi ponieść. Ja osobiście bym się wściekła na chłopaków, bo nie ma nic gorszego niż oberwanie za coś czego się nie zrobiło.

    Pozdrawiam serdecznie
    Wasza Em

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajny blog i cudowny rozdział! Napisałabym komentarz wcześniej, ale jak jest dużo rozdziałów to czytam wszystkie i zostawiam komentarz pod ostatnim i pod każdym nowym. Ja też prowadzę bloga. Na razie ma tylko cztery rozdziały i nie jest tak dobry jak wasz. Kiedy kolejny rozdział, bo z tego, co widzę ostatni był jakieś dwa i pół tygodnia temu! Mam nadzieję, że Dor i Syriusz do siebie wrócą, a Lily w końcu da Jamesowi szansę i umówi się z nim na randkę, ale będą się wcześniej dużo kłócić. Szkoda mi biednego Glizdka oraz mam nadzieję, że przez przypadek zobaczy na Mapie ją, całującą się z jakimś Ślizgonem, a gdy on powie jej, o tym, co widział ta go wyśmieje.
    Co powiecie na wymianę linków? Ja już was dodaję, ale jeśli macie coś przeciwko temu to napiszcie mi w komentarzu. Dacie mi jakieś rady, co do bloga? Możecie krytykować tylko wyjaśnijcie wtedy, co jest źle, a ja to poprawie!

    Pozdrawiam i życzę weny.
    Czarna Dama
    z bloga
    http://hp-ksiezniczka-ciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam na rozdział 60 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/10/rozdzia-60-swieta.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Jako wasza fanka nominuję was na moim blogu http://hp-ksiezniczka-ciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam na rozdział 61 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/11/rozdzia-61-koniec-roku-1977.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochane dziewczyny,
    Przepraszam, że znowu przychodzę spóźniona, ale cierpię na całkowity brak czasu. Udało mi się teraz znaleźć wolną chwilkę, żeby przeczytać nowe rozdziały u Was :)
    Więc zacznę może od początku:
    Bardzo spodobała mi się relacja Dorcas i Daniela i z chęcią widziałabym ich jako parę. Są naprawdę uroczy, mam nadzieję, że coś pomiędzy nimi zaiskrzy. Zaskoczyła mnie gwałtowna reakcja Syriusza i jego zaborcze zachowanie wobec Dor. Jeśli naprawdę mu na niej zależało, okazywał to w zły sposób, bo traktował ją, jakby należała do niego. Dobrze, że Dorcas i Huncwoci powstrzymali go od rzucenia się na Daniela, bo mogło być jeszcze bardziej nieprzyjemnie.
    Rozmowa Lily z Jamesem mnie urzekła. Mam nadzieję, że Evans da mu tę "małą szansę" i jakoś się do niego zbliży, kiedy będą próbowali pomóc Dor i Syriuszowi (o ile będą).
    Potem ten trening i ich kłótnia. I w końcu zerwanie. Bardzo szkoda mi Łapy, bo widać, że to mocno przeżył. To było takie smutne. :'(
    Szkoda mi też Petera, bo jest ślepo zapatrzony w swoją dziewczynę i nawet się nie spodziewa, że ona nie ma co do niego dobrych zamiarów.
    I tutaj kończą się smutki, bo żart Huncwotów osłodził ten rozdział. To było bardzo pomysłowe, wyobrażam sobie Ślizgonów, uciekających przed tymi muszkami, czy co to tam było. Musiało to wyglądać komicznie. Rozbawiła mnie też McGonagall, która odruchowo wlepiła szlaban całej czwórce, chociaż Syriusza z nimi nie było. Pewnie się chłopak zdziwi, kiedy się o tym dowie :)
    Pozdrawiam gorąco i biegnę czytać kolejny rozdział.
    Całusy,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń