30 września 2015

XXIV. Przesłuchanie

Kochani!
Pozdrawiamy z Podolanów. Przepraszamy, że wciąż mamy zaległości na Waszych blogach, ale przeprowadzka i masa rzeczy do załatwienia w związku ze studiami nas przytłacza. Staramy się jak możemy. Łapa bardzo chciała pochwalić się informacją, że od dzisiaj jej nową miłością jet biofizyka, a w szczególności schematy laserów. Już nie może doczekać się kolejnych zajęć. :|

Rozdział dedykujemy Oli, która jest autorką 400. komentarza na naszym blogu. Jesteście wielcy. Teraz zapraszamy już do lektury. Mamy nadzieję, że Was zadowolimy. :)




Lily siedziała wsparta na łokciach i spoglądała przez wielkie okno wychodzące na jezioro. Nadszedł w końcu ten moment, kiedy Evans zaczynała żałować, że zdeklarowała chęć kontynuowania nauki historii magii. Wśród wszystkich szkolnych przedmiotów, nie było tak nudnej lekcji, jaką były wykłady Binnsa. Ruda zastanawiała się, co ją podkusiło, aby dalej studiować pokręconą czarodziejską historię. Pamiętała, że nienawidziła tego przedmiotu już wtedy, kiedy jako mała dziewczynka chodziła do mugolskiej szkoły. Więc dlaczego teraz miałaby ją polubić? Pani prefekt doszła w końcu do wniosku, że wcale nie chodzi o to czy dany przedmiot ją pociąga, czy nie. Ważne, że poszerza jej horyzonty. Tak, Lily Evans była osobą niesamowicie ambitną i zawsze, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, musiała zaspokoić swoje aspiracje. Tak było i tym razem. Ruda dowaliła sobie dodatkowy przedmiot, który i tak nie miał jej się przydać w przyszłości, tylko po to, by udowodnić samej sobie, że może więcej. Nieważne, że przez to zawali pewnie niejedną noc, pisząc nudne wypracowania o przyczynach powstań goblinów. Ważne, że zdobywa dodatkową wiedzę. Znudzona skupiła swój wzrok na wielkiej kałamarnicy, która wyciągała swe macki ku słonecznym promieniom. Lily pomyślała, że chciałaby być na miejscu tego magicznego stworzenia. O wiele bardziej wolałaby się wygrzewać na słońcu niż siedzieć w dusznej i nieco zatęchłej sali. 
Rozmyślania dziewczyny przerwała papierowa kulka, która właśnie uderzyła ją w głowę. Wyrwana z letargu Evans rozejrzała się po sali w poszukiwaniu adresata owej „przesyłki”. Jej wzrok od razu powędrował na Pottera, była przekonana, że ten irytujący okularnik znów podrzuca jej liściki z tak dobrze znanym wszystkim pytaniem – Evans, umówisz się ze mną? Chłopak jednak wyjątkowo nie zwracał na nią uwagi. Razem z siedzącym obok Blackiem oglądali coś, co James trzymał na kolanach pod ławką. Obaj Huncwoci wyglądali, jakby używali całej siły woli do tego, aby się nie roześmiać. Ruda pomyślała, że pewnie jak co roku planują jakiś dowcip, którego ofiarami zostaną biedni i zagubieni pierwszoroczni. Lily pomyślała, że wiele by dała za to, aby chociaż raz powstrzymać ich głupotę i ocalić od kawału niewinnych kolegów z klas pierwszych, ale wiedziała, że nikt, nawet sama McGonagall, nie ma takiej mocy, aby powstrzymać huncwockie zapędy chłopaków. Kiedy się nad tym zastanawiała, Black podniósł głowę do góry i zorientował się, że Evans ich obserwuje. Klepnął w ramię Rogacza. Kiedy chłopak spostrzegł, że jego ukochana patrzy na niego, wyszczerzył zęby w uśmiechu, automatycznie poczochrał włosy i puścił do niej oko. Evans jednak nie odpowiedziała mu podobnym aktem sympatii. Przeciwnie, na jej twarzy widocznie malowało się poirytowanie. Odwróciła wzrok i znów rozglądała się po klasie w poszukiwaniu nadawcy liściku. W końcu jej wzrok spoczął na siedzącej w ostatniej ławce Dor, która machała do niej energicznie. No tak, że też od razu na to nie wpadła. Zamiast domyśleć się, że to jej najlepsza przyjaciółka podrzuciła jej papierową kulkę, znów pomyślała o Potterze, przez co wyszła na idiotkę. Wkurzona na samą siebie rozwinęła karteczkę i przeczytała wiadomość:

Pójdziesz ze mną na dzisiejszy trening?


Evans zupełnie o tym zapomniała, że właśnie dzisiaj rusza sezon quidditcha, a co za tym idzie, zaczynają się treningi i nabory do szkolnych drużyn. Szkoda, że dla Gryfonów ten sezon będzie najgorszym w historii – pomyślała pani prefekt. Evansówna nie wierzyła w to, że Potter zdoła poprowadzić ich drużynę do zwycięstwa. Nie rozumiała, co strzeliło McGonagall do głowy, żeby wręczać odznakę kapitana właśnie jemu. Nie odmawiała mu umiejętności, bo mimo tego że go nie lubiła, musiała przyznać, że jest świetnym zawodnikiem. Jednak sam talent to za mało. Potterowi brakowało odpowiedzialności. Lily obawiała się, że Rogacz potraktuje to wyróżnienie jako kolejny powód do tego, aby puszyć się jeszcze bardziej. Wiedziała, że odznaka będzie dla niego kolejnym bajerem na podrywanie naiwnych panienek. Dlaczego to właśnie on miał przewodzić Gryfonom? Przecież on myśli tylko o sobie! Przez swoją pychę zaprzepaści ich szanse na zdobycie Pucharu Domów. Zniszczy ciężką pracę tych uczniów, którzy przez cały rok zdobywają punkty dla Gryffindoru, biorąc aktywny udział w lekcjach. Evans nie zamierzała przykładać do tego ręki. Ba! Nie zamierzała na to patrzeć. Niech Potter doprowadzi Gryfonów na dno. Może wtedy przestaną go uwielbiać. Lily naskrobała na odwrocie karteczki krótkie „nie” i rzuciła ją Dorcas. Na twarzy brunetki widać było rozczarowanie, które zapewne spowodowała odmowa przyjaciółki. Evans, uradowana, że w końcu zadzwonił dzwonek, zapakowała książki do torby i wyszła z sali, nie czekając na Meadowes i Loran. Dor i Anne dogoniły jednak przyjaciółkę na schodach.
- Lily, stało się coś? - zapytała zaskoczona dziwnym zachowaniem przyjaciółki.
- Nie – odpowiedziała zdawkowo. 
- Przecież widzę. Jesteś wkurzona. O co chodzi?
- O nic. 
- Dlaczego nie chcesz iść ze mną na trening? - Meadowes nie dawała za wygraną.
- Po prostu nie mam ochoty patrzeć, jak Gryfoni robią z siebie idiotów.
- O czym ty mówisz? - zapytała zaskoczona brunetka.
- Dorcas, proszę cię. Chyba nie wierzysz w to, że Potter zdoła poprowadzić naszą drużynę do zwycięstwa.
- A więc tu cię boli – powiedziała – Nie możesz przeboleć faktu, że James został kapitanem. Lily, o co ci znów chodzi? Naskakujesz na niego tylko dlatego, że w ogóle istnieje. Zapomniałaś już, co zrobił pod koniec zeszłego roku? Raz dajesz mu nadzieję na to, że możecie się zaprzyjaźnić, a potem urządzasz mu awanturę, bo raczył się do ciebie odezwać. Uprzedzając twoje pytanie, nie, nie dołączyłam do fanklubu Pottera, po prostu cię nie rozumiem. Ogarnij się w końcu, bo już wszystkich męczy twoje zachowanie! - skończyła dobitnie swój monolog. Anne spojrzała na nią zaskoczona, natomiast Lily zamrugała pospiesznie, próbując zahamować napływające do oczu łzy. Odwróciła się na pięcie, nic nie mówiąc. Przeciskając się przez tłum uczniów, zmierzała do wieży Gryfonów. Gdy w końcu dotarła na miejsce, rzuciła Grubej Damie hasło. Wbiegła po schodach do dormitorium dziewcząt i z płaczem rzuciła się na łóżko. Zrozpaczona Evans zastanawiała się, jak Dor mogła skierować w jej stronę tyle gorzkich słów. Przytyki przyjaciółki dotknęły panią prefekt do żywego. Myślała, że Meadowes stoi po jej stronie i rozumie, dlaczego tak bardzo nie lubi Pottera. Tymczasem okazało się, że jest zupełnie inaczej. Dlaczego przez Rogacza musiała pokłócić się z najlepszą przyjaciółką? Ten imbecyl wszystko psuł. Nawet jeśli nie brał w tym udziału bezpośrednio. Właśnie dlatego bała się z nim zaprzyjaźnić. Czegokolwiek by nie zrobił, Lily zawsze przez to cierpiała. I jak tu zaufać komuś takiemu. Zrezygnowana założyła sobie na głowę poduszkę i pogrążyła się w otchłani rozpaczy. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji było to, iż nie zastała w dormitorium Kate.


*



Dorcas i Anne zmierzały właśnie w stronę boiska do quidditcha. Od zajścia na schodach nie odezwały się do siebie ani słowem, każda pogrążona była w swoich własnych myślach. Meadowes była zła. Zła na samą siebie i na Evans. Może nie powinna jej wygarniać tego wszystkiego, co myślała o sytuacji z Potterem, ale ostatnio Lily przesadzała. W każdym niewinnym „cześć”, które Rogaty kierował w jej stronę widziała podstęp. To zaczęło przeradzać się powoli w jakąś paranoję, bo czego Potter by nie zrobił, był zły. W sumie Dorcas dziwiła się Jamesowi, że on dalej za nią lata. Ona już by dawno zrezygnowała. Bo ile można? 
- Dorcas – zagadnęła Loran.
- Wiem, co chcesz powiedzieć – przerwała jej Meadowes. - Nie powinnam na nią tak naskakiwać, tak wiem. Ale ostatnio Lily zachowuje się jak jakaś histeryczka. Nie mam racji?
- Masz. Zgadzam się z tobą, ale mogłaś być delikatniejsza.
- Pogadam z nią wieczorem, mam nadzieję, że jej przejdzie – powiedziała i weszła do szatni, w której zebrała się już reszta drużyny. Ignorując, zupełnie Syriusza, który próbował do niej zagadać, przebrała się w strój do gry. Od kilku dni nie potrafiła dogadać się ze swoim ukochanym. Powoli zaczynała mieć tego dość. Najpierw przez większość wakacji Łapa nie dawał żadnego znaku. Meadowes naprawdę rozumiała jego trudne położenie i skomplikowaną sytuację rodzinną. Wiedziała, że twarda postawa Syriusza to zwykła gra pozorów. Zdawała sobie sprawę z tego, że w głębi duszy Black bardzo przeżywa wszystko to, co wiązało się z jego rodzicami i bratem. To jednak nie było dla Dorcas dobrym powodem na wytłumaczenie jego wakacyjnego milczenia. Trudną sytuację między zakochanymi pogorszyło pojawienie się Ellie. Gryfonka była bardzo zazdrosna o Potterównę i nie za bardzo umiała sobie z tym poradzić. Jej frustrację dodatkowo potęgowały ploteczki, którymi uraczył ją James. Meadowes nie miała przecież pewności, że między Syriuszem i kuzynką Rogacza do niczego nie doszło. Znała swojego chłopaka od dawna i wiedziała, że czasem nad sobą nie panował, zwłaszcza kiedy sięgał po Ognistą. Czarnowłosa bardzo chciała wierzyć w wierność swojego chłopaka, ale jego ciągłe rozmowy z Jamesem o tym wszystkim, co działo się w wakacje i w czym uczestniczyła też Ellie sprawiały, że z zasianego w niej ziarna wątpliwości wyrosło drzewo. Sytuację pogorszyło też wczorajsze zachowanie Syriusza. Chłopak zrobił jej awanturę o to, że umawia się z Danem, bo przyłapał ich na tym, kiedy rozmawiali, dogadując szczegóły szlabanu. Właściwie głównie to on mówił, bo Dorcas nie miała nic do powiedzenia. Scena zazdrości, jaką urządził jej Syriusz może i by jej schlebiała, gdyby nie fakt, że on nie był święty. Nie wiadomo, co takiego robił z Ellie i jeszcze dziwił się, że Dorcas raczy go o coś oskarżać. Hipokryta! Rozeźlona dziewczyna chwyciła swoją miotłę i wyszła na boisko. Zatoczyła nad nim parę kółek i dopiero, kiedy pod sobą zobaczyła czerwone kropki, wylądowała miękko na trawie i dołączyła do reszty drużyny. 
- Witaj moja kochana drużyno! - zawołał radośnie James i od razu poczochrał swoją i tak będącą już w dużym nieładzie fryzurę. - Tak się składa, że w tym roku to ja jestem waszym kapitanem. Tak, tak. Wiem, że się cieszycie. Jak wiecie, jesteśmy najlepszą drużyną, jaką miał Hogwart. Oszczędzę wam dzisiaj nudnego wykładu na temat taktyki i innych takich. Zróbmy tak, jak zawsze robił Marley. Wtedy zobaczę, jakie są nasze mocne i słabe strony. Będę wiedział, jakich zawodników potrzebujemy i jak zorganizować ewentualny nabór do drużyny. No to na miotły, zaraz uwolnię piłki. - jak powiedział, tak też się stało. Zawodnicy wzbili się w powietrze, a on wypuścił na wolność kafla i tłuczki. Po chwili uwolnił także złotego znicza i pozwolił mu odlecieć, tracąc go z oczu. Sam dosiadł swej Srebrnej Strzały i dołączył do szkarłatnych smug przecinających niebo. Znów zawładnęło nim to cudowne uczucie swobody. Przyjemny wrześniowy wiatr smagał go po twarzy i powodował jeszcze większy chaos na jego głowie. Miał niejasne poczucie, że teraz może zrobić wszystko. Zatoczył kilka kółek nad boiskiem, ignorując przez chwilę i swoją drużynę, i złotego znicza. Dopiero po dłuższej chwili na nowo powrócił do rzeczywistości. Zamiast skupić swą uwagę na małej, zwinnej piłeczce, przyglądał się z uwagą swoim zawodnikom. To było w tej chwili dla niego najważniejsze. Musiał poznać ich możliwości i znaleźć sposób, by je udoskonalić. Chciał sprawić, aby Gryffindor znów był najlepszy i zdobył Puchar Domów. Krótka obserwacja, której dokonał, utwierdziła go w przekonaniu, że jak najszybciej musi znaleźć nowego ścigającego. Henrix, który był rezerwowym, nie był tak dobry jak Marley. James postanowił, że jak najszybciej musi zorganizować nabór na to stanowisko i poszukać odpowiedniej osoby. Może uda mu się przekonać Evans? Przecież znakomicie poradziła sobie w ostatnim meczu, więc mogłaby dołączyć do drużyny na stałe. Wprawdzie grała wtedy na innej pozycji, ale chyba nie byłoby problemu, gdyby została ścigającym. Potter nie ukrywał swojej radości z faktu, iż wpadł na tak genialny pomysł. Gdyby miał Evans w drużynie, spędzałby z nią o wiele więcej czasu. Mógłby ją zagadywać po treningach, może wtedy udałoby im się zaprzyjaźnić? Tylko jak ją do tego namówić? Ostatnio Lily zachowuje się jakoś dziwnie. Wrzeszczy na niego nawet wtedy, kiedy nie zrobi niczego, co mogłoby ją rozzłościć. Może poprosiłby Dorcas, żeby z nią porozmawiała? Przecież się przyjaźnią, więc nie powinno być z tym problemu. Jego rozmyślania przerwał donośny głos Łapy: 
- Dorcas, co ty robisz? - wrzasnął w stronę dziewczyny. Opuścił zajmowaną przez siebie pozycję i wylądował na trawie. Po chwili dołączyła do niego także brunetka. Oczy pozostałych zawodników utkwione były w parze zakochanych. James, który tak bardzo zatracił się w swoich rozmyślaniach na temat Evans, nawet nie zauważył, że od kilku minut Dorcas za każdym razem przechwytywała kafla i pod pretekstem strzelania goli, rzucała nim w Syriusza jak oszalała.
- Chyba ja powinnam zapytać o to ciebie! - odparowała gniewnie i skrzyżowała ręce na piersi.
- Meadowes, o co ci chodzi? – zapytał zdezorientowany – Zrobiłem coś nie tak? - oczy pozostałych zawodników wędrowały teraz od jednej do drugiej twarzy.
- Jeszcze się pytasz? Nie udawaj, że nie wiesz!
- Dor, od kilku dni masz do mnie jakieś pretensje! A chyba to ja mam prawo być zły o twoje flirty z tym nadętym Puchonem!
- Ja przynajmniej się z nim nie przespałam!
- Dorcas, tak naprawdę ta cała sytuacja z Ellie to.. - próbował wtrącić się Rogacz, by uratować swojego najlepszego przyjaciela.
- ZAMKNIJ SIĘ. TO SPRAWA MIĘDZY NAMI! - Syriusz i Dor ryknęli jednocześnie.
- Jesteś skończonym idiotą, Black – powiedziała Dor, odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.
- Mam za nią biec? Bo nie wiem. - Łapa zwrócił się z tym pytaniem do Rogacza.


*



Czworo Huncwotów siedziało właśnie w Wielkiej Sali i spożywało swoją kolację. Syriusz smętnie grzebał widelcem w talerzu, na którym leżała sałatka z pieczonym kurczakiem, zastanawiając się nad tym czy powinien przeprosić Dorcas i w jaki sposób ewentualnie mógłby to zrobić. Remus siedział spokojnie, trzymając na kolanach wielki podręcznik do obrony przed czarną magią. James zastanawiał się nad tym, w jaki sposób namówić Lily na to, by wzięła udział w naborze do drużyny, natomiast Peter jak zwykle jadł bez opamiętania, nie zwracając uwagi na nic i na nikogo. Po chwili jednak skierował swój wzrok na Łapę i zabrał głos:
- Coś się stało? Wyglądasz jakoś dziwnie.
- Wszystko w jak najlepszym porządku – powiedział Syriusz, przybierając na twarz wymuszony uśmiech. Nie miał zamiaru wykładać Peterowi swoich problemów, gdy ich rozmowie przysłuchiwało się kilkunastu siedzących obok Gryfonów. Poza tym Glizdogon był ostatnią osobą, która mogłaby mu teraz pomóc. Wprawdzie był od jakiegoś czasu w stałym związku, ale nie sądził, żeby nabył sporego doświadczenia w kwestii postępowania z kobietami. Black zdał sobie właśnie sprawę, że ostatnio czegoś mu brakuje w aurze otaczającej Pettigrewa. Spojrzał uważnie na przyjaciela i wtedy go olśniło! Brakowało mu wiszącej na tłuściutkim ramieniu kolegi Marywale. Czyżby zerwali przez wakacje? Jeżeli rzeczywiście tak się stało, Peter zdawał się tym nie przejmować. Na jego twarzy malował się bowiem wyraz głębokiego zadowolenia, kiedy sięgał po piąte z kolei udko z kurczaka. 
- Glizdek? - zagadnął go Black – Co słychać u Kate?
- Dziękuję, w porządku – odpowiedział, pałaszując swój posiłek.
- Jakoś ostatnio jej nie widzę.
- Moja Katie jest bardzo ambitna, prawie całe dnie spędza w bibliotece. Wiesz, SUMy nie poszły jej tak dobrze, jakby tego chciała i teraz planuje nadrobić swoje braki w edukacji – powiedział spokojnie, będąc przekonany, że zapewnienia jego ukochanej są w stu procentach prawdziwe. Syriusz jednak myślał zupełnie inaczej. Był przekonany, że Kate wciska naiwnemu Glizdogonowi tanie bajki o tym jak ciężko się uczy, a tak naprawdę obściskuje się w lochach z jakimiś wymuskanymi wielkoludami ze Slytherinu. Łapa naprawdę miał ochotę ostrzec Petera przed jego ukochaną, ale wiedział, że to i tak nie przyniesie żadnego efektu. Przecież opowiedział już kolegom historię swojego związku z Marywale. Zwierzył się z tego, jak dziewczyna z niego zadrwiła, ale nawet to nie podziałało. Black obiecał więc sobie, że już nigdy nie będzie próbował pomagać w tej kwestii Petigrewowi. Za każdym razem, gdy to robił, przyjaciel obrażał się na niego. Syriusz stwierdził w końcu, że nadejdzie taki czas, gdy Peter na własne oczy przekona się, kim tak naprawdę jest jego ukochana, słodka Kate.
- A widzieliście się w wakacje? - Rogacz wtrącił się do rozmowy.
- Nie. Nie daliśmy rady. Kate całe lato pomagała swojej mamie. Pani Marywale postanowiła otworzyć hotel dla czarodziejów i Katie ją w tym wspierała. - teraz także Potter podzielił czarne myśli, które chwilę wcześniej kłębiły się w głowie Blacka. Był pewien, że Kate po prostu nie chciała spotykać się z Glizdkiem i wymyśliła historię o tym, że jej mama otwiera czarodziejski hotel. Był pewien, że nie jest to prawdą. Bardzo chciał wierzyć w to, że Marywale się zmieniła i naprawdę zakochała się w Peterze, ale wiedział, że coś takiego nie nastąpi. Najbardziej w tym wszystkim było mu żal Petera. Wiedział, że jego przyjaciel naprawdę zakochał się w Gryfonce i bał się tego, jak Glizdek zareaguje na to, że jego związek był fikcją, bo tego, że nieczysta gra Marywale wyjdzie kiedyś na jaw, był pewien tak samo jak tego, że nazywa się James Potter.


*



Łapa i Rogacz siedzieli w milczeniu przed kominkiem w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Najedzony i szczęśliwy Glizdogon dołączył do swojej dziewczyny, która łaskawie zechciała poświęcić mu wieczór. Remus poszedł gdzieś z Anne, chyba uczyli się razem jakichś nowych zaklęć z obrony przed czarną magią. Potter od lat zazdrościł Lunatykowi relacji, która łączyła go z Loran. Ile by dał za to, żeby mógł zbudować coś takiego z Evans. Naprawdę byłby szczęśliwy, gdyby mógł nawiązać z nią szczerą przyjaźń. Kochał ją od lat, to fakt, ale nie musiała przecież od razu wychodzić za niego za mąż. Na to przyszedłby czas później. Na początku mogliby po prostu spotkać się od czasu do czasu, odrobić razem lekcje, poćwiczyć zaklęcia czy eliksiry, a może nawet wyjść czasem wspólnie do Hogsmeade. James myślał, że po wydarzeniach, które miały miejsce w czerwcu i po tym, co stało się na imprezie u Anne, w końcu zasłużył sobie na miano przyjaciela Lily. Jednak, gdy tylko spotkał ją na peronie, przekonał się, że wcale tak nie jest. Evans wysyłała mu po prostu sprzeczne komunikaty i powoli zaczynał gubić się w tym, na jakim etapie jest obecnie ich relacja. Kompletnie nie rozumiał, dlaczego Lily się na niego gniewa. Nie miał nawet szansy jej o to spytać, bo gdy tylko wypowiedział jej imię, ta od razu urządzała mu karkołomną awanturę. I jak w takiej sytuacji miał jej zaproponować miejsce w drużynie? Postanowił zasięgnąć porady swojego najlepszego kumpla.
- Syriusz – zagadnął – Przyszedł mi dzisiaj do głowy pewien pomysł, ale nie wiem czy warto brać się za jego realizację – Black, wyrwany ze swoich myśli dotyczących Dorcas, spojrzał na kumpla pytająco, ale nic nie powiedział. Rogacz uznał to za zachętę do kontynuowania swojego monologu, co też zrobił:
- Obserwując was dzisiaj na treningu, doszedłem do wniosku, że koniecznością jest znalezienie nowego ścigającego. Kogoś tak dobrego jak Marley i pomyślałem, żeby zaproponować to miejsce Evans, całkiem nieźle sobie poradziła ostatnim razem, no nie? - spojrzał z nadzieją na swojego kumpla.
- Evans, mówisz? Wyczuwam, że masz w tym większy interes niż dobro drużyny – uśmiechnął się przebiegle. - Nie wiem, James. Lilka faktycznie nieźle sobie poradziła, chociaż nie wiem, ile w tym było przypadku, a ile jej talentu. Myślę, że najuczciwiej będzie zorganizować nabór. Zgłosi się klika osób i będziesz mógł wybrać najlepszą. Jeżeli wygra Evans, to ona zastąpi Marleya. Jeżeli nie, to mówi się trudno.
- Chyba masz rację. Myślisz, że dam radę ją namówić, żeby przyszła na nabór?
- Nie wiem, Rogaś. Porozmawiałbym z Dorcas i poprosił ją o pomoc, ale w zaistniałej sytuacji... Sam rozumiesz – rzucił smutno.



*




Z jednego z pokoi małego, drewnianego, pokrytego szlamem domu słychać było przeraźliwe krzyki kobiety. Zdawać by się mogło, że ów krzyk jest przeraźliwym wołaniem o pomoc, która nigdy nie miała nadejść. Dom i cały teren wokół niego spowity był potężnymi czarami. Nikt zatem nie mógł usłyszeć jęków Geraldine Rose. Kobieta leżała na pokrytej deskami podłodze. Wstrząsały nią fale przejmującego do szpiku kości bólu. Jej ciało było jednym wielkim płomieniem, który gdy tylko zaczął nieco przygasać, na nowo był rozpalany i powracał ze zdwojoną siłą. Geraldine nie mogła z tym nic zrobić, czuła, że zaraz postrada zmysły. Zdawało jej się, że jedynym jej ratunkiem jest krzyk. Łudziła się, że ktoś ją usłyszy i przyjdzie jej z pomocą. I chociaż tak naprawdę wiedziała, że to nigdy nie nastąpi, ta nikła myśl pozwalała jej przetrwać te straszne tortury. Ogień targający jej ciałem nieco osłabł. Nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Wiedziała, że za chwilę nastąpi jej koniec. Łzy obficie spływały po jej twarzy.
- No Geraldine – odezwał się jej oprawca. Jego głos był przeraźliwie zimny i świszczący. Jego dźwięk przywodził na myśl wielkiego, obślizgłego, ohydnego węża. - Wszyscy doskonale wiemy, że twój mąż pracuje w ministerstwie. Na pewno dzieli się różnymi informacjami ze swoją szlamowatą żoną. Powiedz nam, co wiesz. Inaczej twój synek – Henry, tak? - podzieli marny los swej matki – zaśmiał się, chociaż wcale nie żartował. Zawtórowali mu także jego towarzysze, którzy przez cały czas z nieukrywaną radością przyglądali się całemu zajściu.
- NIE!!! - wrzasnęła przerażona.
- Cicho, głupia! Crucio! - powiedział i wymierzył w nią różdżką. Jej ciało ponownie zamieniło się w pożogę, a z jej gardła wydobył się krzyk. Cała w konwulsjach tarzała się po ziemi. Chciała, żeby to się skończyło. Zapragnęła śmierci.
- Avada kedavra! - powiedział mężczyzna. Z trzymanej przez niego różdżki wydobył się snop zielonego światła, który ugodził kobietę. Jej bezwładne ciało upadło na podłogowe deski. Zebrani w pomieszczeniu spojrzeli na mężczyznę z przestrachem w oczach. On jednak wydawał się być obojętny i nieco znudzony. Tak, Lord Voldemort znudził się już przesłuchiwaniem Rose – małej brudnej szlamy, która zresztą i tak nie dostarczyła mu cennych informacji, na które tak bardzo liczył. Czarny Pan nie był bezlitosnym mordercą. Nie zabijał dla przyjemności. On wyświadczał przysługę. I to samo zrobił w przypadku Geraldine. Kobieta zapragnęła umrzeć, a on po prostu dobrodusznie spełnił to marzenie.
- Panie mój – zaczęła Walburgia Black drżącym głosem – Co teraz? Ta szlama, ona przecież miała... - niestety kobieta nie mogła dokończyć swej myśli, bo jej mistrz jej przerwał:
- Zamilcz, głupia! - krzyknął rozzłoszczony.
- Panie, wybacz! - powiedziała pospiesznie i rzuciła mu się do stóp.
- Panie – zaczął mówić Orion – Masz przecież świadomość, że Dumbledore już wie o twoich zamiarach! - po tych słowach czarnoksiężnik wymierzył Blackowi policzek. Mężczyzna upadł na ziemię.
- Głupcze! - wrzasnął gniewnie – Czy nie wiesz, że Lord Voldemort nigdy nie ponosi porażek?

12 komentarzy:

  1. :)
    Rzućcie studia i piszcie nowe rozdziały!
    Cudownie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć!
    O to, to, to, bardzo dobrze, że Dorcas, będąc mimo wszystko obiektywnym obserwatorem, powiedziała Lily parę słów prawdy. Oczywiście Evans, zamiast zastanowić się czy nie jest tak jak powiedziała przyjaciółka, winę zwala na Pottera, co jest podwójnie irytujące, ale cóż :) Mam nadzieję, że w końcu prawda dotrze i do niej.
    Szkoda mi Dorcas, nie dziwię się jej ani trochę. Syriusz zachowuje się paskudnie, ale tak przynajmniej jest ciekawiej, bo nie ma sielanki :)
    Niezbyt podoba mi się pomysł z Lily jako ścigającą. Czy inteligencja, powodzenia u płci przeciwnej, wierne przyjaciółki i talent do Quidditcha do nie trochę za dużo? Bo niebezpiecznie zbliża to naszą Evansównę do postaci Mary Sue.
    O, jest i Voldek. Ciekawa, co konkretnie knuje, bo widać, że od początku nie przebiera w środkach. Jeden szczegół – nie sądzę, żeby dorosły mężczyzna jak Orion Black upadł po wymierzeniu mu policzka ;) Ale to tylko taki drobiazg, który rzucił mi się w oczy.
    Ogólnie rozdział całkiem fajny, ciekawie widać było kontrast pomiędzy błahymi problemami nieświadomych niczego Hogwartczyków a tym, co dzieje się poza zamkiem.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
  3. Witajcie:)
    Fenomenalny rozdział, wydaje mi się, że za każdym razem jest lepiej niż poprzednio a to chyba nie możliwe, bo ideału nie da się ulepszyć:)
    Po części rozumiem Lily, boi się jej relacji z Potterem i dlatego od niego ucieka a awantury traktuje jako taktykę obronną. Cóż nie widzę Evans jak ścigającej, jednak to od Was zależą jej losy a ja będę z przyjemnością je śledzić.
    James jest wspaniały, czego nie robi to i tak myśli nieświadomie jak zbliżyć się do Rudej:) I uważam, że jako kapitan będzie świetny i gotowy na poświęcenie dla drużyny:)
    Dorcas i Łapa- jakie dzieciuchy, chociaż jak też musiałam dorosnąć do momentu kiedy stwierdziłam, że szczera rozmowa jest lepszym rozwiązaniem niż kłótnie, domysły i wzajemne oskarżanie się. Liczę, że on również dojdą do takich wniosków.
    Voldzio -Poldzio jest... Dopiero co się pojawił, a juz sieje postrach i zamęt a także zabija niewinnych ludzi. Aż miałam ciarki jak czytałam^^
    Chcę więcej!
    Biofizyka? Podziwiam wybór:)
    Pozdrawiam
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, że się dzisiaj nie rozpiszę, ale w ogóle nie mam ostatnio czasu. Rozdział super. Czekam na next. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na rozdział 56 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/10/rozdzia-56-zyciowa-decyzja.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny, tak strasznie przepraszam, że nie komentowałam ostatnio waszych rodziałów. Czytałam, ale nie miałam siły nic napisać (leń ze mnie).
    Co to tego aktualnego rozdziału to jest świetny. Jak fajnie, że znowu często dodajecie.
    Dorcas mnie denerwuje ostatnio. Syriusz nie jest święty, ale nie można wymagać, żeby się zmienił w krótkim czasie...
    Za to James tak pięknie zakochany. Jednak wspaniała Lily tego nie widzi. Ech...
    Życzę wam dużo weny i pomysłów kochane :* .

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochane dziewczyny,
    Mam wrażenie, że ten rozdział był krótszy od poprzednich - albo po prostu tak dobrze mi się czytało, że poszło mi wyjątkowo szybko.
    W każdym razie strasznie żal mi Jamesa, który cierpi teraz za to, że żyje. Kiedy Lily zrozumie, że nie powinna się na nim tak wyżywać. Przecież Potter ma swoje uczucia. Zgadzam się, że Evans wcale nie musi lubić Jim'a i nikt nie może jej do tego zmuszać, ale robienie sztucznych awantur jest wręcz żałosne.
    Dobrze, że Doris jej wygarnęła. Szkoda, że zrobiła to tak niedelikatnie, ale wierzę, że Gryfonki szybko się pogodzą.
    Kate w dalszym ciągu wodzi Petera za nos. Ja na miejscu chłopaków przyjrzałabym się dokładniej dziewczynie, wiecie przeprowadziłabym takie prywatne śledztwo, żeby wiedzieć na czym mniej więcej stoją. W ogóle kiedy Glizdkowi otworzą się oczy?
    Evans w drużynie? Biedni Gryfoni - bo gdy tylko zacznie się kłócić z kapitanem to cała drużyna ucierpi. Oby James przeprowadził treningi i nie wybrał Lilki, bo mogą mieć ciężko.

    Całuję
    Wasza Em

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na rozdział 57 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/10/rozdzia-57-obietnica-andromedy.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej,
    No, w końcu jestem. Udało mi się już nadrobić i skomentować poprzednie rozdziały, a teraz przymierzam się do tego. A więc, jak zwykle zresztą, bardzo mi się podobał.
    Tak jak Lily, nie znoszę historii od podstawówki. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby ten przedmiot już teraz zniknął z mojego planu, ale na to niestety muszę poczekać. Chociaż, gdybym miała wybór, na pewno nie padłby on na ten przedmiot :)
    Okej, Evans rzeczywiście powinna się trochę ogarnąć, bo już odruchowo zaczyna traktować Jamesa okropnie, a on jest taki uroczy i wcale sobie na to nie zasłużył. Dobrze, że Dorcas powiedziała jej co myśli. Może to przemówi jej do rozumu, ale oczywiście było dla niej przykre. Mam nadzieję, że wkrótce się pogodzą.
    Jak już pisałam, rozumiem, że Dor jest zazdrosna o Syriusza i ma prawo się wściekać, tym bardziej, jeśli robi jej awantury o jakąś rozmowę. W każdym razie, liczę na to, że niedługo dojdą jakoś do porozumienia.
    Jestem ciekawa, jak Lily zareaguje na pomysł Jamesa. Oby tylko na niego nie wrzeszczała, bo nie robi nic złego. Może Evans w końcu to zrozumie.
    Szkoda mi Petera. Ciekawe, jak długo Kate ma zamiar prowadzić tę grę. Mam nadzieję, że nie zrani go za bardzo. (Choć na to się niestety nie zapowiada).
    Ostatni fragment także mi się spodobał, był dobrze napisany. Współczułam tej kobiecie, kiedy to czytałam. Widać, że Voldemort nie próżnuje. Ciekawi mnie, kim była ta Geraldine? Czy jej wątek będzie ważny w dalszej części opowiadania, czy pojawiła się tylko epizodycznie? Tzn. wiem, że umarła, ale czy będzie może jeszcze jakieś nawiązanie do tego?
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział. Chociaż mam masę zaległości na innych blogach, więc nie musicie się spieszyć z dodawaniem go :D
    Pozdrawiam gorąco i przepraszam, że komentuję dopiero teraz. Nadrobienie tych trzech rozdziałów zajęło mi chyba ponad tydzień, co oznacza, że naprawdę mam mało czasu.
    Weny!
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć :)
    Pierwsza część rozdziału była zarazem urocza jak i trochę przygnębiająca. Ciekawe o czym chłopcy rozprawiali. Uwielbiam czytać o Jamesie, więc moment, w którym uśmiechnął się, poczochrał włosy i puścił jej oczko! ♥♥ Szkoda tylko, że tak zareagowała, kiedy ona się w końcu przekona, że on nie gryzie i nie jest taki zły jaki się wydaje. A no właśnie, mini kłótnia z Dorcas. Szczerze to uważam, że brunetka miała większość racji, ale myślę, że i tak dojdą do porozumienia. No i jeszcze sprzeczka z Syriuszem. Oj te ich charakterki ;) Jeszcze ta cała sytuacja wyjaśni się na jej korzyść coś czuję.
    O tak! Lily musi być w drużynie! To ułatwi wiele spraw Wam - autorkom, bo będzie więcej możliwości do konfrontacji Jamesa i Evans, ale i też dla czytelników będzie to niezła atrakcja :)
    Szkoda Glizdogona, bez potrzeby zrobił sobie nadzieję. Moment, w którym dowie się prawdy... oby było to dla niego jak najmniej bolesne.
    Bardzo fajnie opisana scena z Voldemortem. Jestem ciekawa czy wątek związany z zamordowaną kobietą pojawi się jeszcze w następnych rozdziałach.
    Podsumowując, tekst czytało się naprawdę miło. Według rozpiski dziś pojawia się kolejny rozdział, więc długo nie trzeba czekać :D
    Pozdrawiam!
    AleksandraOla

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jak zawsze wyszedł wam fajny ale jednak muszę się trochę rozwinąć...
    To co Dor powiedziała Lili na korytarzu moim zdaniem nie było złe. Przecież od tego są przyjaciółki, żeby mówić prawdę. Choć by najgorszą ale jednak. A zachowanie Evans jest na prawdę męczące i denerwujące (nie tylko u was ale i na wielu innych fanfikach). Nie podzielam też zdania przedmówczyń, bo jakoś nie widzę Rudej w drużynie ale podejrzewam, że i tak się dostanie. A co do Syriusza i Dorcas... Kiedy ich pogodzisz? Matko kocham tę parę więc mi jej nie zepsujcie, no! Niech jej powie, że uciekł z domu, i że między nim a tą Potterówną do niczego nie doszło, niech się pocałują i będzie pięknie :D
    Taki happy endzik
    I tak na marginesie, GDZIE DO CHOLERY TEN NASTĘPNY ROZDZIAŁ? od 24 godzin sprawdzam ciągle czy coś jest, a nima ;_;
    Całuski
    MrsBlack

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Mrs. Black,
      dziękujemy serdecznie za tak miłe słowa! Wiemy, że mamy poślizg, ale obiecujemy, że rozdział najpóźniej pojawi się jutro. A jeśli czas i energia dopisze, to nawet jeszcze dzisiaj.
      Pozdrawiamy ~ Łapa i Rogacz

      Usuń