4 lutego 2015

V. Milcz, jeśli mówisz o miłości

Witamy z kolejnym rozdziałem! Zdajemy sobie sprawę z tego, że od ostatniego rozdziału minęło dość sporo czasu, ale ostatnio byłyśmy naprawdę zawalone robotą. Przepraszamy i obiecujemy poprawę. Za chwilę mamy ferie, więc rozdziały będą ukazywały się wcześniej! Postaramy się, jak najszybciej nadrobić zaległości na Waszych blogach! :)
Miłej lektury... ;)



Ku wielkiej uldze Dorei Potter lato dobiegło końca. Pani Potter bardzo kochała swojego jedynaka, a jego przyjaciela traktowała jak drugiego syna, ale upilnowanie tych dwojga graniczyło z cudem. Kobieta współczuła swoim sąsiadom, którzy niemal codziennie byli ofiarami dowcipów młodych czarodziejów. Jednak nadszedł wreszcie pierwszy dzień września. Dorea pakowała Huncwotom śniadanie. Charlus poszedł przygotować samochód. Potterowie rzadko mieli styczność z mugolami i ich sprawami. Jednak zdobycie przez ojca Jamesa prawa jazdy, którego używają ludzie niemagiczni, ułatwiało wiele rzeczy. Potterowie nie musieli kombinować jak dostać się na King Cross, by nie wzbudzać podejrzeń mugoli. Dorea postanowiła pójść na górę i sprawdzić, czy James i Syriusz są, tak jak zapewniali ją wieczorem, spakowani. Kobieta otworzyła drzwi pokoju syna i to, co zobaczyła, sprawiło, że chciała zdzielić swojego jedynaka. Rogacz wyjmował właśnie spod swojego łóżka szkolne podręczniki, które zamierzał włożyć do kufra. Oprócz książek wyciągnął też jakieś dżinsy i parę skarpet, którą powąchał i stwierdzając po zapachu jej czystość, zapakował. Chłopak widocznie nie zauważył, że do pokoju weszła jego matka, a Syriusz jakoś nie spieszył się, by mu o tym powiedzieć.
- James, co ty robisz?! - spytała zdumiona Dorea.

- Eee... - zaczął chłopak, wiedząc już, co go czeka – Pakuję się.
- Pakujesz się?! Teraz?! Przecież wczoraj mówiłeś, że jesteś spakowany! James, ojciec czeka na dole! Jeżeli nie wyjedziemy za pięć minut, to nie zdążycie na pociąg! Co robiłeś wczoraj?
- Grałem z Syriuszem w eksplodującego durnia – powiedział.
- Jak to grałeś w eksplodującego durnia?! Odsuń się. - rozkazała pani Potter, po czym stuknęła różdżką w walizkę syna, mrucząc coś pod nosem. W ułamku sekundy wszystkie rzeczy Rogacza leżały już zapakowane. - Nie myśl, że tak będzie zawsze. To tylko ze względu na pociąg. Wsadź sowę do klatki i za dwie minuty chcę widzieć was na dole. - oznajmiła Dorea i opuściła pomieszczenie.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że moja matka stoi w drzwiach? - James spojrzał na Łapę z wyrzutem.
- Bo uwielbiam patrzeć, jak pod wpływem jej krzyku stajesz się pokorniutki, Rogasiu. Zupełnie, jakby wydzierała się na ciebie Evans – powiedział rozbawiony Syriusz. 
- Wcale nie jestem uległy w stosunku do Lilki! - oburzył się szukający Gryfonów. Huncwoci wzięli swoje kufry, klatkę z ptakiem i zeszli na dół. Bez większych problemów zapakowali się do samochodu i udali się w stronę dworca. Na szczęście podróż minęła szybko i dziesięć minut przed jedenastą Potterowie i Syriusz stali już przed barierką, będącą przejściem na peron dziewięć i trzy czwarte. Dorea zaczęła się żegnać z Huncwotami:
- Niech się tylko dowiem, że znowu coś kombinujecie. Tylko jeden list od Dumbledore'a i wracasz do domu, James – powiedziała kobieta i wyściskała najpierw syna, a potem Syriusza. Charlus poklepał Huncwotów po plecach i przyjaciele oparli się, niby od niechcenia, o barierkę i znaleźli się na peronie, z którego odchodził Hogwart Express. Mimo tego, że nie dojechali jeszcze do Hogwartu, widząc tłoczących się uczniów, już czuli się jak w domu. 
- Cześć, Syriusz. - do Łapy zagadnęła jakaś blondynka, której chłopak wyraźnie nie kojarzył.
- Cześć, eee...? 
- Olivia. Olivia Wilde. Jestem w Hufflepuffie. Trzecioroczni mogą chodzić do Hogsmeade, prawda? - zapytała nagle dziewczyna.
- No tak – odpowiedział zdezorientowany Syriusz. James próbował stłumić śmiech. Najwyraźniej już domyślał się, do czego zmierza blondynka.

- Bo widzisz. Pomyślałam sobie, że moglibyśmy się wybrać razem w pierwszy weekend. Ty na pewno znasz wioskę i mógłbyś mnie oprowadzić. Chciałam cię zaprosić, zanim ktoś inny to zrobi. Dlatego tak stoję koło tego przejścia i czekam na twoje przyjście. Mam nadzieję, że nikt mnie nie wyprzedził – powiedziała Olivia na jednym wdechu.
- Tak się składa, że akurat pierwszy weekend w Hogsmeade mam zajęty, chociaż nie znam jeszcze jego daty, zazwyczaj ogłaszają to po rozpoczęciu roku, ale niestety jestem już zaklepany – powiedział Łapa – Rogacz ma ostatnio problemy emocjonalne i potrzebuje męskiego wsparcia – dodał chłopak, widząc smutek na twarzy swej rozmówczyni – Wiesz, na początku wakacji zdechł mu chomik i jeszcze się chłopak nie pozbierał. Wybacz, ale nie mogę zostawić przyjaciela w takiej sytuacji. - kontynuował Syriusz śmiertelnie poważnym tonem – Może następnym razem, maleńka. - uśmiechnął się zalotnie i ciągnąc Jamesa za rękaw, odszedł od dziewczyny.

- Szybko zaczynają w tym roku. - Rogacz wyszczerzył zęby do Syriusza, a ten po prostu zaczął rechotać. Okularnik stanął na palcach i zaczął energicznie machać ręką. Widocznie w tłumie czarodziejów dostrzegł kogoś znajomego. I faktycznie tak było, bo parę metrów dalej stał niski, nieco otyły chłopak o mysich włosach i wodnistych oczach. James i Syriusz podbiegli do swojego przyjaciela.
- Glizdek! - wykrzyknął Rogacz, ujął głowę Petera pod pachę i zaczął czochrać mu pięścią włosy.
- Syriusz! James! - zapiszczał chłopak, kiedy udało mu się uwolnić spod ręki kolegi.

- Glizdogonie, to nieładnie, żeby przez całe lato wysłać nam tylko po jednym liście – powiedział Black i przyjacielsko poklepał Pettigrew po plecach.
- Przepraszam, byłem bardzo zajęty – odpowiedział speszony Peter.
- Przez całe wakacje? - zapytał zdziwiony Łapa.
- Moja mama chorowała – powiedział chłopak, a jego głos nieco posmutniał. Przyjaciele postanowili nie pytać już o nic więcej. Poza tym trzeba było poszukać wolnego przedziału. Huncwoci ruszyli w stronę wejścia do pociągu, kiedy nagle przez jedno z okien wychyliła się głowa Lupina. Wyglądał zdecydowanie lepiej niż wtedy, gdy Potter i Black widzieli go po raz ostatni. Cienie pod jego oczami zniknęły, a włosy odzyskały nieco blasku.
- No ile można na was czekać? - zapytał niby z wyrzutem Lunio – Chodźcie, zająłem miejsca. Chłopakom nie było trzeba dwa razy powtarzać. Weszli za Syriuszem do pociągu i poszli w kierunku przedziału, w którym siedział Remus. Nagle na pociągowym korytarzu ktoś wpadł na Łapę.
- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął chłopak.
- Przepraszam, to niechcący.
- O! Cześć, Evans! - Black wyszczerzył się do Lily i puścił jej oczko. Dziewczyna od razu zrozumiała aluzję kolegi.
- Cześć, chłopaki. Cześć, James! - powiedziała z uśmiechem i wyciągnęła w stronę tego ostatniego rękę. Rogacz już otwierał usta, żeby jej odpowiedzieć, ale widząc minę swojego najlepszego przyjaciela, zrezygnował i wkurzony wszedł do przedziału. Ruda i Syriusz wybuchnęli śmiechem. Peter patrzył na zszokowany. Obiecali mu, że później mu to wyjaśnią. 
- Evans, nie chcesz usiąść z nami? Moglibyśmy ponabijać się z Rogasia – zaproponował Łapa.
- Dzięki, ale obiecałam już Severusowi, że z nim usiądę – powiedziała dziewczyna i dołączyła do Ślizgona. Black poszedł do przyjaciół. Gdy tylko wszedł do przedziału, James posłał mu mordercze spojrzenie. 
- Luniaczku, gdybym jeszcze kiedykolwiek chciał przyjąć tak idiotyczny zakład jak ten, to walnij mnie, proszę, miotłą w łeb aż mi okulary spadną! - powiedział Rogacz, a reszta Huncwotów wybuchła śmiechem. Podróż mijała im szybko. Przyjaciele opowiadali sobie, co robili w czasie wakacji, komentowali finał mistrzostw, grali w eksplodującego durnia i planowali kolejne epickie dowcipy. W oddali w końcu zamajaczyły wieże Hogwartu, co Gryfoni wzięli za sygnał do tego, by w końcu przebrać się w szkolne szaty. Ekspres zatrzymał się na stacji w Hogsmeade. Zaraz po opuszczeniu pociągu słychać było donośny głos Hagrida:
- Pirszoroczni, tutaj! No dalej, pirszoroczni! - krzyczał gajowy.
- Cześć, Hagrid! - przywitał się Potter
- Cześć, chłopaki! W porząsiu? - zapytał półolbrzym i razem z nowymi uczniami odszedł w stronę jeziora, by tradycyjnie przepłynąć je łodziami . Huncwoci i reszta szkoły wsiadła do powozów ciągniętych przez niewidzialne konie i pojechali w stronę zamku. Uczniowie weszli do Wielkiej Sali. Czekali na profesor McGonagall, która wprowadzała na ucztę pierwszoroczniaków i prowadziła Ceremonię Przydziału. Na szczęście trwała ona dość krótko. Jeszcze tylko mowa dyrektora i będzie można jeść – pomyślał Peter. Dumbledore miał jednak na uwadze puste żołądki uczniaków, więc streścił swoje przemówienie do niezbędnego minimum:
- Witajcie w kolejnym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jak co roku pragnę poinformować nowych uczniów i przypomnieć starszym, – Lupin byłby gotowy przysiąc, że dyrektor puścił oczko w ich stronę – że wstęp do Zakazanego Lasu jest absolutnie niedozwolony. Pan Filch poszerzył w tym roku listę zabronionych gadżetów pochodzących ze sklepu Zonka. Szczegóły możecie poznać w jego gabinecie. A teraz koniec ględzenia starca, zatem wsuwajcie! - dyrektor klasnął w dłonie i stoły zaczęły się uginać pod ciężarem wszystkich wspaniałych potraw, które znajdowały się na talerzach. Według Glizdka to właśnie jedzenie było tym, co sprawiało, że warto uczyć się w Hogwarcie. Gdy tylko uczniowie najedli się do syta, a w przypadku Glizdogona nawet przejedli, poczuli senność i nie marzyli już o niczym innym, tylko o ciepłym łóżku, które czekało na nich w dormitorium. I tym razem dyrektor nie zawiódł ich oczekiwań. Dumbledore wstał i zakończył ucztę jeszcze krótszym przemówieniem niż te, które wygłosił na początku kolacji. Huncwoci jak cała reszta szkoły udali się do Pokoju Wspólnego swojego domu, a później do swojej sypialni.


Rano pierwszy, jak zwykle, obudził się Remus, który wprost nie mógł doczekać się lekcji. Chłopak wiedział, że w tym roku będzie musiał pracować dwa razy ciężej niż zwykle, zważywszy na to, że pod koniec roku czekają go SUMY i będzie musiał pomagać swoim przyjaciołom, którzy zamiast nad książkami, będą ślęczeć nad Mapą Huncwotów, knując kolejny dowcip. Lupin wiedział, że jest jeszcze dość wcześnie, ale nie chciał już spać. Nie widział sensu, żeby budzić chłopaków. Syriusz i James, którzy byli śpiochami, nie wybaczyliby mu, gdyby zerwał ich godzinę przed rozpoczęciem śniadania. Chłopak ubrał się, wziął podręcznik Obrony Przed Czarną Magią i postanowił zejść do Pokoju Wspólnego. Chciał zająć swoje ulubione miejsce na kanapie, przed kominkiem, ale już ktoś tam siedział.
- Anne? Co ty tutaj robisz o tej porze? - zapytał Lupin.
- O, Remus. Nie zauważyłam cię. Nie mogłam spać i nie chciałam obudzić dziewczyn, dlatego tutaj przyszłam. A ty? - spytała.
- Mniej więcej podobnie - powiedział Gryfon, siadając w fotelu. Anne otworzyła usta, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale chłopak zabrał się za książkę, więc zrezygnowała. Godzinę później do salonu zaczęli przychodzić inni Gryfoni, którzy przechodząc pod portretem Grubej Damy, szli na śniadanie. W końcu pojawili się także James, Syriusz oraz Peter. Huncwoci chcieli iść do Wielkiej Sali. Zaproponowali Anne, żeby poszła z nimi, ale ta wolała poczekać na przyjaciółki. Przyjaciele poszli więc sami. Gdy tylko zajęli miejsca przy stole Gryfonów, podeszła do nich McGonagall i wręczyła im rozkład zajęć.
- Dwie godziny eliksirów ze Ślizgonami pierwszego dnia? - jęknął Łapa. - A miało być tak pięknie.
- Spokojnie, najpierw transmutacja – powiedział pokrzepiająco Peter, przegryzając tosta. Ale te słowa wcale nie pocieszyły Blacka. Przeciwnie. Chłopak krytykował cały plan lekcji i nie rozumiał, dlaczego większość przedmiotów mają ze Slytherinem, jakby był to jedyny poza Gryffindorem dom w Hogwarcie. Na szczęście humor Syriusza poprawił się, a to wszystko za sprawą Lily, która wraz z przyjaciółkami wkroczyła do Wielkiej Sali. Ruda spojrzała na stół Gryfonów jakby z wahaniem i w końcu wybrała wolne miejsce obok okularnika.
- Cześć, James. Cześć, chłopaki – powiedziała i zaczęła nakładać sobie tosty. Rogacz zaczął zakrztusił się porcją owsianki, którą akurat miał w ustach. Evans poklepała chłopaka po plecach, a ten gwałtownie wstał i niemal wybiegł z pomieszczenia. Tego było za dużo. Zdenerwowany Gryfon poszedł do klasy transmutacji. Jeszcze nigdy w jego szkolnej karierze nie zdarzało się, żeby się czekał na nauczyciela w sali. Ale ponoć zawsze musi być ten pierwszy raz. Przynajmniej tak mówią. Chłopak spojrzał na zegarek. Śniadanie dobiegło końca, co znaczy, że zaraz dołączy do niego reszta klasy. Rogacz wyciągnął z torby podręcznik, pióro, pergamin i atrament położył wszystko na ławce. Każdy, kto znał Jamesa, mógłby stwierdzić, że szukający zachorował, bo chłopak nigdy nie był pilnym uczniem. Rogacz spojrzał w stronę drzwi i ujrzał roześmianego Syriusza w towarzystwie Lily. Już on mu wygarnie! Gdyby to Łapa przegrał zakład, to James nie starałby się dokopać mu jeszcze bardziej. Tak, Potter by tego nie zrobił i zamierzał powiedzieć Blackowi, że pogrywa nie fair. Niech no tylko usiądzie obok niego w ławce, to mu to powie! Ale Syriusz wybrał miejsce koło Dorcas. To znaczy, że... Okularnik zaklął w duchu, gdy obok niego usiadła Lily. Tak, teraz już na pewno można stwierdzić, że Rogacz stracił rozum. Gdyby tylko nie ten zakład, to skakałby teraz ze szczęścia. Ale co to za radość siedzieć koło Evansówny, kiedy nie można zamienić z nią słowa? 
- James, czy ty mnie już nie lubisz? - spytała rudowłosa.
Chłopak uparcie milczał, chociaż na usta samo cisnęło mu się pytanie, które zadawał jej od pierwszej klasy. Potter spojrzał na swojego przyjaciela. Gdyby jego wzrok mógł zabijać, to Peter i Remus mogliby zacząć organizować Syriuszowi pogrzeb. Rogacz doskonale wiedział, że to Łapa namówił Lilkę na tą zamianę miejsc i to on ją podpuścił, żeby go zagadywała. 
- Bo widzisz, James. Ja dużo myślałam przez te wakacje. I pomyślałam sobie, że właściwie wcale cię nie znam i może cię źle oceniłam – zaczęła słodko – I nie chcę się umawiać z tobą na randkę, ale myślę, że mogłabym zaproponować ci przyjaźń. Co ty na to? Może wybralibyśmy się razem do Hogsmeade na dobry początek? - zapytała z uśmiechem. Biedny Huncwot pomyślał, że zaklęcie Cruciatus to nic w porównaniu z tym, co on właśnie przeżywał. Chłopak miał wrażenie, że zaraz uszami wyleci mu dym, a czaszkę rozsadzi eksplozja. 

- Szkoda, że nie chcesz ze mną rozmawiać – powiedziała Lily ze smutkiem i zaczęła wyciągać swoje rzeczy. James już chciał podejść do Syriusza i w delikatny sposób powiedzieć mu, co aktualnie o nim myśli. Ale wrażliwe uszy Łapy uratowała McGonagall, która właśnie weszła do klasy. Rozwścieczony Rogacz musiał zatrzymać te wszystkie epitety, które miał na języku, dla siebie. Gdy tylko lekcja się skończyła, wyszedł z klasy, nie zabrawszy nawet swoich rzeczy. Black postanowił pójść za nim. Gdy Potter zauważył przyjaciela, natychmiast wybuchnął:
- Łapo, ty przebrzydły, zapchlony, zawszony, niemyty, śmierdzący kundlu! Nie tak się umawialiśmy! Miałem się do niej nie odzywać! Nie było mowy o żadnym podpuszczaniu!
- Jakim podpuszczaniu? Rogaś, Rogaś... Ja ciebie czasem nie rozumiem. Evans w końcu chce się z tobą umówić, a ty masz do mnie pretensje! - powiedział rozbawiony chłopak.
- Ja bym sobie tak nie używał, gdybyś to ty przegrał zakład! 
- Jasne, jasne. Staraj się po prostu omijać Lilkę i tyle. - James chciał posłuchać przyjaciela i nawet całkiem dobrze mu to szło. Jednak jego plan legł w gruzach na kolejnej lekcji transmutacji. Syriusz chciał tym razem pomóc kumplowi, więc ruszył w kierunku jego ławki. Już miał siadać na krzesło, kiedy usłyszał:
- Nie, nie, panie Black. Proszę usiąść tak, jak na pierwszej lekcji. Zachowajmy porządek. Proszę usiąść obok panny Meadowes. Panna Evans niech zajmie miejsce obok pana Pottera – powiedziała McGonagall. Łapa ruszył więc w stronę Dorcas, a Lily znów usiadła z Jamesem. Biedny Rogacz po raz kolejny musiał walczyć sam ze sobą. Wypełnianie warunków zakładu szło mu całkiem nieźle. Unikał Evans jak ognia. Ale na lekcjach u opiekunki Gryffindoru był po prostu bezsilny. Mimo to starał się nie poddać. Nie chciał dać Syriuszowi tej satysfakcji. W piątkowy wieczór musiał pójść do biblioteki. Potrzebował informacji do wypracowania z historii magii. Wyszedł z Pokoju Wspólnego i ruszył w kierunku królestwa pani Pince, gdy nagle obok niego stanęła Lily. Dziewczyna wyszła zza rogu, trzymając w rękach klika woluminów. Chłopak ruszył przed siebie, chcąc ją wyminąć bez słowa, ale Lilka się odezwała:
- James? - chłopak zatrzymał się - „Milcz, jeśli mówisz o miłości”. To cytat z mojej ulubionej książki – powiedziała i udała się w kierunku salonu Gryfonów. Rogacz nie wiedział, o co chodzi jego ukochanej, ale jej słowa wywołały u niego dziwne rewelacje w okolicach żołądka.

14 komentarzy:

  1. Rozdział boski. Biedny Rogacz. Tak mi go szkoda. Nie może odezwać się do Rudej, a ta jeszcze go dobija. Ale podejrzewam, że kiedy tylko minie tydzień James nadrobi wszystko.
    No i jeszcze to jak Dorea zaczęła się wkurzać na swojego syna... Bezcenne.
    Życzę mnóstwa weny ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego? ja się pytam dlaczego ? Dlaczego moje notki w porównaniu z waszymi wyglądają jak napisane przez pięciolatkę a nie przez o wiele wiele starszą ? Rany , jestem tak na siebie wnerwiona że chyba zaraz pójdę się upić kawą :D :D ... Dobra czekam na nexta
    Pozdrawiam Mała Czarna ^^
    P.S jakbyście miały czas i ochotę to zapraszam do mnie na nową notkę i miniaturkę :D ------> http://historiarudejpannyevans.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo i prosimy, nie oceniaj się tak surowo :D Śmiemy twierdzić, że wcale tak nie jest :D
      Obiecujemy, że w piątek wpadniemy!

      Usuń
  3. Udało mi się znaleźć chwilę czasu na wpadnięcie do was, chociaż książki i nawał materiału na przyszły tydzień boleśnie przygniatają mnie do ziemi :)

    Dziewczyny, rozdział jak zwykle genialny. Scena James - mama świetnie opisuje relacje rodzica z dzieckiem, szczególnie tak nieusłuchanym jak nasz Rogaś. Co mnie jednak rozwaliło, przy czym śmiałam się jak głupia, to stwierdzenie Syriusza, że Jamesowi zdechł chomik. Padłam po prostu.

    Aż mi żal Pottera, że nie może odzywać się do Lily, ale mam nadzieję, że potem wszystko nadrobi. Może naprawdę spróbują się zaprzyjaźnić, chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby jednak była to tylko gra Evans. Z kolei ostatnie zdanie Lily mnie urzekło i chyba domyślam się, co miała na myśli. Czyżby się trochę zlitowała nad Jamesem?

    Pozdrawiam i życzę weny
    Luthien

    OdpowiedzUsuń
  4. Po raz kolejny uśmiałam się po pachy czytając Wasz wpis. Naprawdę nie wiem jak to robicie, ale Wasze dialogi są po prostu genialne! Do tego Lili robiąca na złość Jamesowi, poezja!

    Znalazłam malutki błąd stacja nazywa się King's Cross.

    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział!

    A u mnie czeka już na Was nowiutka miniaturka: http://granger-malfoy-po-latach.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochane Łapa i Rogacz,
    Miało mnie tu nie być do niedzieli, jednak ciekawość, co wymyśliłyście zwyciężyła i przyznam się przeczytałam już notkę wcześniej. Miałam jednak skomentować po niedzieli, jednak już i tak jestem na straconej pozycji. NIE UMIEM NIC, JUTRO MAM EGZAMIN WIĘC walić wszystko.

    Rozdział jest rewelacyjny. Wysunę tutaj nawet stwierdzenie, to był Wasz najlepszy rozdział jak do tej pory. Szczególnie koniec chwycił mnie za serce. Syriusz i jego złośliwa natura. Evans i jej złośliwa natura... mam nadzieję, że James zemści się na tej dwójce, bo oni grają na jego uczuciach. Nie mogę doczekać się dalszego ciągu. Jesteście rewelacyjne.
    Dziękuję, że mogłam to przeczytać.
    Pozdrawiam serdecznie
    EM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Em,
      ogromnie nas to cieszy jaki wpływ ma na Ciebie to opowiadanie :D Nie myślałyśmy, że aż tak będzie się to komukolwiek podobać. Po takich pochwałach od razu bardziej chce się człowiekowi pisać!
      Mimo wszystko wierzymy, że egzamin nie poszedł tak źle, jak myślisz.
      Pozdrawiamy serdecznie i z niecierpliwością czekamy na następny rozdział!

      Usuń
  6. Jej rozdział cudowny, nic dodać nic ująć *.* Piszecie tak pięknie, że aż nie mogę się od czytania oderwać. Biedny James :/ Tak mi go skoda. Ach... Co ma znaczyć ten cytat? Jaki jest podtekst? O co chodzi Lilce? Ona nawiązuje do tego,że James się do niej nie odzywa, czy chodzi o coś zupełnie innego?
    Czekam na koleiny rozdział i życzę dużo weny
    Pozdrawiam Panienka Livvi ;))
    Ps. Zapraszam (ale nie zmuszam) na mojego bloga
    www.burzliwa-milosc-lily-evans.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam do mnie na rozdział 20 syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z jedną, z osób powyżej.
    Moje notki w porównaniu z waszymi to jak niebo i ziemia.
    Zazdroszczę talentu naprawdę, wracając do rozdziału:
    Jezuu :c Szkoda mi Rogacza, a ten cytat miał o wiele głębsze dno, niż by się wydawało. Czyżby chodziło tu, o jego ignorowanie Rudej ?
    Zaraz mi głowa eksploduje od tych myśli :P >.<
    Ja chcę nexta, błagam :c
    Czekam z niecierpliwością.
    Enjoy ! NarCyzia.
    Ps. Jak masz czas to wpadnij :) http://narcyzia-pisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak wpadłam na Waszego bloga, zaczęłam czytać i kurde, to jest świetne! :))))))) Właśnie zdobyłyście kolejną stałą czytelniczkę!
    Planowałam skomentować dopiero ostatni dodany rozdział, ale powstrzymać się nie mogę! Ciekawy pomysł z tym zakładem (i z Mistrzostwami Świata, ale może już tak bardzo cofać się nie będę :v) i kurczę, ta Lily tak się zachowuje dziwnie i mam nadzieję, że ona nie robi sobie żartów z biednego Jamesa bo to smutne by było :(((( No nic, ja lecę czytać dalej, pewnie się dowiem jak to się dalej potoczyło.
    Skomentuję jak skończę czytać.
    Tymczasem pozdrawiam i życzę weny!!! :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudny rozdział, jak zwykle! Szkoda mi Jamesa. Znaczy się, bardziej mi szkoda, że jeszcze nie ma jego zarywów do Lily :D Wolałabym Syriusza mówiącego Snape'owi, że go podziwia i udaje jego styl.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały rozdział! Biorę się za kolejne :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    biedny James, a Syriusz jeszcze podpuszcza...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń