11 lutego 2015

VI. Między ustami a brzegiem pucharu


Witajcie Kochani!

Oto jesteśmy z nowym rozdziałem. Nie wiemy czy dobry, czy zły... Nie umiemy ocenić, po prostu mamy mieszane uczucia. Ale mamy nadzieję, że nie będzie tak źle i się Wam spodoba!
Już od piątku zaczynamy ferie, więc liczymy na to, że będziemy miały więcej czasu na zwiedzanie Waszych blogów, a także na pisanie kolejnych notek. Ale najpierw studniówka w piątek(musiałyśmy się pochwalić)!
Oczywiście chciałyśmy gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa pod poprzednimi rozdziałami. To jest tak cudowne uczucie, kiedy doceniacie naszą pracę, że nie potrafimy tego w żaden znakomity sposób opisać! :) Dlatego ten rozdział chcemy dedykować wszystkim komentującym. Jesteście najlepsi!
A tymczasem kończąc ten jakże zajmujący wywód, zapraszamy na kolejną dawkę Huncwotów!
Wasze ~ Rogacz i Łapa




               Pierwsza połowa września w Hogwarcie minęła  uczniom i nauczycielom jak z bicza strzelił. Po dwóch tygodniach tak zwanej „ochrony pierwszaków” nadszedł dla nich czas sumiennej pracy. Dla piątych i siódmych klas maraton nauki zaczął się już od pierwszego dnia szkoły. Nauczyciele nie pobłażali im ze względu na tegoroczne egzaminy – SUMy i OWuTeMy. Codziennie zadawali im góry wypracowań i listy zaklęć do ćwiczenia. O nie, nie było lekko.
               Czwartkowy blask wschodzącego słońca wlewał się przez okna dormitoriów i oświetlał śpiące twarze uczniów, zanurzone w sennych marzeniach. Mimo tak wczesnej pory w pokoju dziewcząt z piątego roku, pewna ruda osóbka już nie spała. Lily przetarła swoje zaspane oczy i rozejrzała się po pokoju. Natrętne słońce raziło ją i spędzało z powiek resztki snu.  Wiedziała, że nie da rady ponownie zasnąć. Jak najciszej potrafiła, udała się do łazienki, nie chcąc budzić swoich współlokatorek. Chociaż jak zwykle nie poszło po jej myśli. Dziewczyna potknęła się o miotłę Dorcas Meadowes, opartą o jej łóżko. Efekt był taki, że Evans wylądowała na podłodze z przekleństwem na ustach, a na czole jej przyjaciółki pojawiła się niewielka czerwona śliwa.
- Lily! Na brodę Merlina! Czy ty nie masz serca? Napad o wschodzie słońca? Litości! – zbulwersowała się czarnowłosa i nakryła się po czubek głowy puchatą kołdrą.
- Przepraszam. – szepnęła Lily do dziewczyny i zamknęła się w łazience. Szybko się umyła, nałożyła delikatny makijaż i związała włosy w prowizorycznego koka. Po wyjściu chwyciła swoją brunatną torbę z książkami i postanowiła zejść do Wielkiej Sali na śniadanie. W połowie drogi zauważyła dobrze znaną, rozczochraną czuprynę, co dało jej wyraźny impuls, do skręcenia w pierwszy, lepszy korytarz. Zaczęła biec, ale trafiła w ślepy zaułek . „Jak ja kocham Hogwart” pomyślała Ruda zgryźliwie. Usłyszała za sobą kroki, więc czym prędzej schowała się za zbroję stojącą we wnęce.
- Aj Liluś, – mówił męski głos – myślisz, że schowasz się przed swoim ukochanym? Przecież wiesz, że tą szkołę zna lepiej ode mnie może tylko sam Dumbledore. – James podchodził powoli do kryjówki dziewczyny.
- Po prostu łudziłam się, że dasz mi spokój, skoro widzisz, że WYRAŹNIE nie chcę z tobą rozmawiać! – powiedziała Lily, kładąc coraz mocniejszy nacisk na kolejne słowa. Wyminęła szybko swojego adoratora, nie zaszczycając go choćby spojrzeniem.
              Wpadła do Wielkiej Sali jak wicher. Usiadła na swoim miejscu przy stole i smarowała tosta swoim ulubionym brzoskwiniowym dżemem. Chwilę później dołączyli do niej Huncwoci i jej przyjaciółki. Oczywiście James nie mógł spokojnie się najeść, to nie byłoby przecież w jego stylu. Wdrapał się na ramiona swojego najlepszego przyjaciela, Łapy i przyłożył różdżkę do gardła wypowiadając jednocześnie „sonorus”. Zaklęcie zgłośniło jego głos dziesięciokrotnie, pogłębiając przy okazji jego barwę
- Evans, kochanie, umówisz się ze mną? Jako znak mej miłości do ciebie, wręczam Ci tą kanapkę z ketchupowym sercem. – Rogacz wyciągnął rękę w jej kierunku. Syriusz zaczął się trząść ze śmiechu, przez co James wyglądał jakby dostał drgawek. Remus i Peter wtórowali mu, tylko Dorcas z Anne Loran wiedząc, jaka będzie reakcja przyjaciółki, zachowały powagę. Lily wstała od stołu  z wypiekami na twarzy, spowodowanymi hamowaną wściekłością. Postanowiła, że nic nie powie. Nie da się ponieść emocjom. Nie da temu idiocie po raz kolejny satysfakcji.
- Dziękuję ci, Potter za zrujnowany dzień. – wysyczała w jego stronę i wyciągnęła rękę z różdżką. -  Tarantallegra! – wycelowała zaklęcie o dziwo w Syriusza, którego nogi zaczęły odstawiać dziki taniec wokół stołu. Nie mógł kompletnie nad sobą zapanować. Starał się za wszelką cenę utrzymać Jamesa w pionie, ale było to niewykonalne. W końcu rozczochraniec wylądował na stole twarzą w sałatce vinegrette. Lily zadowolona z siebie wybiegła z sali, korzystając z ogólnego zamieszania. Ale nie tylko ona zaczerpnęła pożytek z obecnej sytuacji. Pewna młoda Puchonka, która zaczepiła Syriusza na stacji, podeszła właśnie dyskretnie do stołu Gryfonów. Olivia Wilde niespostrzeżenie odkorkowała małą buteleczkę i wlała całą jej zawartość do pucharu z kawą Syriusza. Stała w tym miejscu jeszcze przez chwilę, podziwiając zsynchronizowane ruchy swojego obiektu westchnień, kiedy ten biegał wokół stołu za przyjacielem. Jego włosy chaotycznie okalały szczupłą twarz, a szare oczy śmiały się radośnie, wtórując ustom. Co ona by dała, żeby to do niej się tak uśmiechał. Odzyskując na chwilę rozum, szybko wróciła do swoich przyjaciółek przy stole Hufflepuffu. Wciskając się pomiędzy nie, kątem oka obserwowała dalszy rozwój wydarzeń. Zdyszana dwójka przyjaciół usiadła przy stole zaśmiewając się w najlepsze. Syriusz spragniony sięgnął po swoją kawę. Brzeg pucharu dotknął jego ust, ciecz przechylała się leniwie w kierunku jamy ustnej, Black czuł już aromat parującego napoju, kiedy Peter zaczął się nagle krztusić kawałkiem kiełbasy. Wyrwał Łapie kawę z ręki i wlał ją sobie łapczywie do ust. Glizdogon zaspokojony odsapnął ciężko, ale coś było nie tak. To nagłe uczucie, które w niego wstąpiło, coś nie dawało mu spokoju, ale nie wiedział co. Rozglądał się po całej sali, wiercił na ławce i w tej chwili ją zobaczył. Złotowłosą piękność o morskich oczach. Delikatne kości policzkowe i powabne usta nadawały jej twarzy niewinny wygląd. Czemu prędzej jej nie zauważył? Zadawał sobie w myślach to pytanie. Nieznana anielica stała obok jego przyjaciela, Syriusza, próbując z nim rozmawiać. Peter po wykonaniu pięciu kroków stał
przy niej, już trzymał ją w ramionach i niewiele myśląc nad tym co robi, złożył na jej ustach soczysty pocałunek. Przerażona dziewczyna zaczęła się wyrywać i krzyczeć na swojego napastnika. Nic nie rozumiała. Dlaczego to ten grubas ją całuje, a nie Syriusz?! To nie tak miało być! Dlaczego?! Olivia wydostała się w końcu z ramiom Glizdogona i z płaczem uciekła do swojego pokoju.
                    Wokół stołu Gryfonów zaległa cisza. Wszyscy jak zaczarowani wpatrywali się w Petera z otwartymi ustami. W końcu pierwszy odezwał się Remus
- Stary, co to miało być? Nigdy nie mówiłeś, że ta młoda ci się podoba. -  ale Peter zrozpaczony po ucieczce blondynki, usiadł ciężko przy stole ze zwieszoną głową – Glizdek co się dzieje? Ktoś ci dolał jakiś eliksir miłosny, czy co? – zapytał, nie zdając sobie sprawy ile ma w tym momencie racji. Spojrzał na dziewczyny szukając jakiegoś wyjaśnienia, ratunku. W końcu to one znają się na tych wszystkich sprawach sercowych.
- Myślę, że niewiele się mylisz, Remusie – odezwała się w końcu Anne – widziałam tą Olivię przy naszym stole podczas gonitwy chłopaków. Trzymała jakąś małą buteleczkę i zakrywała puchar Syriusza. Stała tyłem do mnie, więc nie zwróciłam większej uwagi na to co tam robi, ale z tego co widziałam, to Peter wypił Twoją kawę, prawda Łapo? I skoro tak nagle go wzięło, to obstawiam, że masz rację, Lunio. – skończyła swój wywód uśmiechając się do blondyna nieśmiało. Remus odwzajemnił uśmiech dumny z siebie, że jednak zgadł przyczynę. James zaczął się głośno śmiać z całej sytuacji klepiąc się raz po raz po udach.
- I co cię tak śmieszy? Pomyśl, że to ja miałem być ofiarą. – warknął Syriusz.
- Właśnie dlatego nie mogę się powstrzymać. Biedna blondi tak się zadurzyła, że ucieka się do podstępu. – śmiał się Rogacz dalej – Chciałbym zobaczyć jak latasz za nią niczym wierny pies. Auuu! – zaczął wyć James nie mogąc się pohamować i tym samym wzbudzając śmiech u pozostałych.
- Już ja się odpłacę tej małej. Chce romansu, to go dostanie. – powiedział Syriusz na odchodnym, uśmiechając się tajemniczo. W myślach układał już plan zemsty. Nie podaruje jakiejś małolacie szprycowania go eliksirami miłosnymi, przez to oberwał jeden z jego przyjaciół.  Myślał Syriusz w drodze na zaklęcia, nie wiedząc, że spod gęstych rzęs przygląda mu się badawczo jego przyjaciółka, Dorcas.

            Zajęcia z profesorem Flitwickiem polegały dzisiaj na nauce zaklęcia zmniejszającego. Huncwoci usiedli przy jednym stole, a Dorcas, Anne i Lily przy drugim. Nauczyciel położył przed każdym z nich ogromne jajo, które wyglądało trochę jak kokos, tylko miało gładkie i żółte futerko. Uczniowie mieli za zadanie zmniejszyć je do rozmiaru ziarnka pieprzu. Remus czytał o tym zaklęciu prędzej z czystej ciekawości. Wiedział już, że to nie będzie dla niego żaden problem. Lily tak samo, jak przystało na prefektów. Pewna siebie dziewczyna wykonało ruch nadgarstkiem rysując literę „V” w powietrzu, wypowiadając jednocześnie formułę zaklęcia
- Reducio! – jajo w jednej chwili zmniejszyło się o połowę. Była pierwszą, której udało się skurczyć jajo. Fakt, że trochę jej zabrakło do rozmiaru wymaganego od profesora Flitwicka, ale nauczyciel i tak podbiegł do niej i pochwalił uczennicę za doskonały wynik. Uniósł przedmiot w powietrze tak, aby inni mogli zobaczyć efekt i zachęcił wszystkich do dalszej pracy. Lily z zawstydzenia przybrała kolor dojrzałego pomidora, przez co jej twarz prawie zlewała się z płomienną fryzurą.
- Pff… Lilka to, Lilka tamto. Szkoda, że potrafi tylko czarować, bo na uczuciach to się w ogóle nie zna. Zimna, arogancka wiewióra.- skwitował Syriusz i czekał na burę od Rogacza, za to, jak wyraża się o jego Evansównie. Ale nic nie usłyszał. – E, Rogaty, co z tobą? – spytał go .
- Nic Łapciu, a co ma być? – zapytał James, nie rozumiejąc za bardzo przyjaciela.
- No jak to co? Obraziłem Evans! A ty pierwszy raz nie zareagowałeś. – pozostała dwójka Huncwotów przyglądała się tej rozmowie z zainteresowaniem.
- Po prostu masz rację, dlatego nie reaguję. Jest kochana, ale co prawda, to prawda. – oznajmił, uśmiechając się radośnie do Łapy.
- Ale co to ma być? Mniej gadania, więcej zmniejszania! – krzyknął nauczyciel przerywając rozmowę.
- Dobra – powiedział Peter – to jak brzmi w ogóle to zaklęcie?
- Reducio, Gizdku, czasami mógłbyś słuchać, a nie ciągle myślisz o karmelowych paluszkach – powiedział Remus i pokazał język Peterowi. Jamesowi udało się w końcu za dziewiątym razem, Remusowi już za drugim, co nikogo nie zdziwiło.
- Dalej Łapciu, wiem, że potrafisz, tylko skup się kurde trochę. – motywował przyjaciela James.
- Rogaty albo się przymkniesz, albo zaraz sam przyjmiesz rozmiar niedogotowanego kopytka – zagroził Syriusz, na co pozostała trójka parsknęła ściszonym śmiechem – Reducto! – krzyknął szarooki. Jaja przyjaciół wraz ze stołem rozpadły się na strzępy, a oni sami wylądowali na posadzce. Huncwoci szybko wstali z ziemi, ocierając z twarzy spływające żółtko. Rozejrzeli się wokół siebie. Podłoga była osmolona i pokryta lepiącym się białkiem. Pozostałości stołu w postaci drewienek i drzazg wylądowały na ich sąsiadach. Ucierpiało wszystko w promieniu pięciu metrów.
- Syriusz, miałeś to zmniejszyć, a nie zrobić jajecznicę! – krzyknął Remus wyjmując z palca drzazgę, na co Łapa tylko uśmiechnął się głupkowato. Profesor Flitwick od razu przybiegł na swoich krótkich nóżkach i zajął się sprzątaniem szkód, przy okazji wygłaszając wykład na temat skupienia na lekcji i wyraźnego wypowiadania zaklęć. Dorcas z przyjaciółkami, które siedziały na drugim końcu sali, śmiały się głośno z ich nadzwyczajnych uzdolnień
- James! Już wiesz jaki jest najlepszy preparat na ugładzenie Twoich strąków na głowie! – śmiała się przez łzy czarnowłosa wskazując na zaschłe żółtko na włosach rozczochrańca. Wróć, gładkoulizańca.

               Ten długi dzień powoli dobiegał końca. Większość uczniów siedziała już w pokojach wspólnych swojego domu lub dormitoriach i odrabiała prace domowe, lub co mniej ambitni, siedzieli i leniuchowali, ciesząc się wolnym wieczorem. Przenieśmy się teraz do pokoju wspólnego Puchonów. Młoda Olivia była sama w swoim dormitorium. Leżała skulona na łóżku i pogrążała się w rozpaczy. Cały dzień spędziła na uciekaniu przed Peterem. Widziała jak Syriusz się z niej śmiał i w dodatku podpuszczał przyjaciela, do coraz śmielszych podchodów. Miała serdecznie dość. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce! Wstała, podbiegła do szafki i wyjęła z niej rolkę pergaminu, pióro, i kałamarz. Usiadła przy biurku i wpatrywała się w chmurne niebo widoczne za oknem. Zamyśliła się
- Co ja mam mu napisać? – powiedziała cichutko do siebie blondynka.
Chwyciła za pióro i zaczęła coś skrobać. Przyczyna zgniecenia i wyrzucenia pierwszego arkusza papieru była prosta – źle zaczęła, nie podobało jej się pierwsze zdanie. Potem zrobiła kleksa, następnie podpis wyszedł nierówny. Przy siódmej próbie udało jej się napisać bez błędów i plam.



Drogi Syriuszu

Nie wiem czy widzisz jak na Ciebie patrzę. Pewnie nie zwróciłeś
nigdy na mnie uwagi. Nie wyróżniam się niczym
tak jak Ty. Nie potrafię być taka spontaniczna i swobodna.
To właśnie mnie w Tobie urzeka. To sprawia, że chcę przy Tobie
spędzać wieczory. Przy Tobie płakać i śmiać się. Może uważasz mnie za
głupią ze względu na mój młody wiek. Ale przecież różnica wieku
nie ma znaczenia prawda? Liczy się miłość dwojga ludzi.
Ich namiętne uczucie, którym pałają do siebie.
Proszę, spotkajmy się dzisiaj pod schodami sowiarni.
Będę czekać na Ciebie o 20:00.

                                              Twoja kochająca
                                                     Olivia Wilde


          Zwinęła liścik w rulonik i przywiązała go do nóżki swojej puchatej sówki. Otworzyła okno nad biurkiem, w które się wcześniej wpatrywała i wysłała ptaka w kierunku swojego ukochanego.

               Syriusz wpuścił sowę stukającą w ich szybkę. Puchacz pofrunął nad jego łóżko i usiadł na poręczy, czekając aż Łapa odwiąże liścik. Chłopak rozwinął go szybko i przeczytał snując wzrokiem po kaligraficznym piśmie. Kiedy skończył uśmiechnął się tylko triumfalnie, wziął różdżkę z szafki i nie zważając na pytania kolegów, poszedł na spotkanie z trzecioklasistką. Szedł szybko korytarzem. Był podniecony. Nie myślał, że tak szybko będzie mógł wprowadzić swój plan w życie. Zbiegł po szkolnych schodach i wyszedł na błonia. Wiał ciepły, jesienny wietrzyk, przesiąknięty wilgocią. Ciężkie chmury wisiały nad Hogwartem zapowiadając ulewę. Ale czarnowłosy nie zwracał teraz na to uwagi. Widział już wieżę sowiarni, a także małą osóbkę czekającą u stóp schodów. Podszedł do niej powoli i uśmiechnął się szarmancko. Postanowił wykorzystać cały swój urok, a wiedział, że matka natura mu go nie poskąpiła.
- Witaj Olivio. Długo czekałaś? – spytał głosem głębszym niż zwykle. Stali teraz na wyciągnięcie ręki. Syriusz odgarnął z twarzy dziewczyny zabłąkany kosmyk włosów i podszedł jeszcze bliżej.
- N… nie – zarumieniła się – d..dopiero przyszłam – serce waliło jej jak szalone. Patrzyła w te głębokie, burzowe oczy. Jak ona o tym marzyła! Żeby znaleźć się z nim sam na sam. Zarumieniła się na dotyk ręki chłopaka i spuściła twarz na dół. „Ogarnij się dziewczyno”, wołały jej myśli. Łapa odsunął się od niej i przyglądał bacznie. Teraz już widział, jak na nią działa i jak bardzo może to wykorzystać.
- Dostałem twój list – powiedział – może pójdziemy się przejść kawałek? Nie będziemy przecież stać jak kołki – zaśmiał się perliście i objął blondynkę w talii. Szli w milczeniu przez jakiś czas, aż znaleźli się nad jeziorem. Black wyczarował szybko koc w kratkę i usiedli na nim.
- Widzisz Olivio, czytając twój list, zastanawiałem się czy jest sens, abym przychodził – zaczął – Myślałem, że to może młodzieńcze zauroczenie, fantazja. Bałem się, że chcesz zrobić sobie ze mnie zabawkę…
- Nie mogłabym! – przerwała chłopakowi – Syriuszu… – spojrzała na niego, a łzy zaczęły powoli napływać do jej morskich oczu – ja cię… ja ciebie… k… ko… Kocham cię! – wyrzuciła z siebie ostatnie słowa, a łzy delikatnie popłynęły po jej zaróżowionych policzkach. „ Kurczę, ładna jest” pomyślał Syriusz, „tylko co z tego, skoro w główce ma siano”. Udał, że ta wiadomość go zamurowała. Spojrzał najpierw przed siebie, potem ukradkiem na nią. W końcu chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Odległość między nimi zmniejszyła się do minimum. Syriusz zanurzył rękę we włosach dziewczyny i zbliżał swoje usta do jej ust. Ale dziewczyna nie doczekała się pocałunku. Huncwot zatrzymał się, odsunął dziewczynę od siebie stanowczo i zaczął się głośno śmiać. Ale nie był to śmiech radości, to był śmiech satysfakcji, pogardy.
- Oj Oliś… naprawdę myślałaś, że pokochałbym takie dziecko jak ty? – spojrzał na nią z góry bez cienia sympatii – Nie chciałem się do tego posuwać, ale ty się do tego przyczyniłaś. Wiem, że laski szaleją na moim punkcie, ale gardzę tymi, które chcą mnie przywłaszczyć siłą! – patrzył na jej zszokowaną i zapłakaną buźkę. Coś go chwyciło za serce. „ Nie mogę teraz się wycofać” – Tak, wiem o eliksirze, który mi dolałaś – kontynuował – i pewnie musiało być ci strasznie przykro, że to nie ja go wypiłem, prawda? To był piękny widok jak uciekałaś przed Glizdkiem. -  zamilkł. Spojrzał przed siebie, pomyślał chwilę i dodał – Nie baw się czyimiś uczuciami. Rzucił jej ostatnie spojrzenie i odszedł. „Może byłem dla niej trochę zbyt szorstki? Jednak coś czuła do mnie… ale przecież zasłużyła!”. Szedł na siódme piętro bijąc się z własnymi myślami. Wspominał swoją pierwszą miłość z czwartej klasy, jak pewna dziewczyna bezczelnie igrała z jego uczuciami. Nie pozwoli na to drugi raz.

17 komentarzy:

  1. Jak dla mnie rozdział jest fenomenalny ! Bardzo dużo śmiechu, ach ta kanapka z sercem...bezcenne ! :D
    Co do Olivii.... kurde szkoda mi jej. Nieszczęśliwie zakochana, lecz nie ma powodu żeby szprycowała nam Łapę eliksirem !!!
    We dług mnie Syriusz zachował się dobrze...dziewczynie się należało ! Może ją to czegoś nauczy,albo i nie...
    Rozdział czytało mi się bardzo dobrze i czekam na ciąg dalszy !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo Arvis! :D Już myślałyśmy, że wyparowałaś gdzieś :P
      Żadnego nowego rozdziału, nic! Ale ogromnie cieszymy się, że jesteś z nami i, że podobało Ci się :)
      Pozdrawiamy!!!

      Usuń
  2. Rozdział genialny! Rogaś nie próżnuje. Tak myślałam, że odbije sobie ten tydzień milczenia!
    Olivia. Z jednej strony jest mi jej szkoda, ale może gdyby się rak Łapie nie narzucała to by się z nią umówił. Dobrze, zrobił, że dał jej nauczkę. Dolewanie komuś eliksiru miłosnego to nie fair. Szczególnie, że to i tak nie byłaby prawdziwa miłość.
    Rozdział cudowny. Ciekawa jestem co dalej. Weny życzę ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, odpowiadam na zaproszenie:) najpierw chciałam podziękować za komentarz u mnie:)
    Bardzo dobrze napisane rozdziały, macie talent do opisów, zdarzało się kilka powtórzeń ale to przecież nie zbrodnia:) Ciekawe pomysły, zwłaszcza ten dowcip z mandragorami oraz zakładem i straszeniem niewinnej staruszki.
    Szkoda było mi Rogacza, kiedy nie mógł odezwać się do Lilki, a ona go dodatkowo męczyła:) Podoba mi się kreacja Łapy i Rogacza:) Tacy zapewne byli Huncwoci, beztroscy i psotni:) Podoba mi się bardzo i na pewno będę zaglądać w wolnych chwilach:)
    Pozdrawiam Rogata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo mocno, że wpadłaś do nas! :D
      Ogromnie cieszy nas to, że Ci się podoba i możemy na Ciebie liczyć, a Ty na nas!
      Pozdrawiamy!

      Usuń
  4. Rozdział bardzo fajny. Coś dziewczynie się plan z eliksirem miłosnym nie powiódł. Widzę że Syriusz był zakochany a jakaś dziewczyna bawiła jego uczuciami. Wiem że ta Olivia źle zrobiła ale mógł być bardziej delikatny w końcu sam wie jak to jest.
    Życzę weny i miło spędzonych wkrótce nadchodzących dla was (zresztą dla mnie też) feri
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest wspaniały. Ta akcja z eliksirem jest bezbłędna. Ale szkoda mi Olivii, może dlatego że to moja imienniczka :/ Mimo to ze dziewczyna zachowała się nie fajnie, to Syriusz postąpił chamsko. Jak można być aż taki nieczuły,przecież takie zachowanie boli i to bardzo, a zwłaszcza jeśli jest się w tej osobie zakochanym. Kolejna akcja tym razem z jajkiem wywołała na moich ustach szeroki uśmiech. A tekst Dor o włosach mnie powalił. Nic tylko czekać na koleiny rozdział i Życzyć dużo weny i jeszcze raz weny ;))
    Pozdrawiam Panienka Livvi :}

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny!
    Życzę Wam udanej studniówki, żebyście zapamiętały ten wyjątkowy wieczór do końca życia, żebyście się zarąbiście wybawiły i przede wszystkim, żeby nie bolały Was nogi po kilkugodzinnym tańczeniu :*

    Co do notki, to jak zwykle świetnie, tak świetne, że nie potrafiłam oderwać się od czytania i rozładował mi się laptop :P .Rozumiem, że Rogacz może się już odzywać do Lily i teraz będzie ją męczył... (i dobrze, uwielbiam jak za nią gania). Olivia zachowała się chamsko, jak można komuś dolać eliksiru miłosnego? Dobrze, że nie trafiło na Syriusza. Właśnie, co do niego to mam mieszane uczucia. Z jednej strony zachował się chamsko w stosunku do niej, z drugiej jednak mimo tego chamskiego zachowania nie upokorzył jej przy całej szkole, ale pokazał jej co ONA CHCIAŁA mu zrobić.

    Pozdrawiam i życzę duuuużo weny i jeszcze raz udanej imprezki :)
    Em

    Ps. U mnie nowa notka (www.ruda-i-huncwoci.blog.pl)

    OdpowiedzUsuń
  7. Drogie Łapa i Rogaczu
    rozdział jest świetny. Szkoda mi Jamesa, nie mógł się odezwać do Lily a ona tak to wykorzystywała :)
    Może następnym razem James pomyśli za nim się założy...
    Kocham twojego Syriusza, jest taki...syriuszowaty i za to go uwielbiam.
    Rogacz i keczupowe serce mnie rozwaliło :D
    Pozdrawiam i czekam na następną notatkę,
    EKP

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny,
    rozdział jak zwykle genialny. Szkoda tylko, że tak mało Lily i Jamesa, no ale ja mam zawsze niedosyt w tych sprawach, także nie przejmujcie się moją opinią :) Kanapka z sercem to był super pomysł, a jeszcze lepszą odpowiedź miała Evans xD

    Ta Olivia trochę działa mi na nerwy. Ja rozumiem, że zakochana w Syriuszu, ale takie 13-letnie dzieci nie pasują mi do kanonu wielkiej miłości. Mam nadzieję, że szybko sobie odpuści, szczególnie po tym, jak ją potraktował Black.

    I dochodzę to najlepszego zdania w tym rozdziale: "Rogaty albo się przymkniesz, albo zaraz sam przyjmiesz rozmiar niedogotowanego kopytka". Padłam i nie wstaję, śmiejąc się jak głupia. Tekst genialny po prostu.

    Czekam na następny rozdział i przy okazji zapraszam do mnie na nową notkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo za tak miły komentarz :D Właśnie nam się wydaje, że ciągle gdzieś jest Lily z Jamesem, a za mało jest innych, ale to chyba zależy od gustów xD
      Pozdrawiamy i wpadniemy do Ciebie niedługo!

      Usuń
  9. żal mi tej młodej Łapo i Rogaczu! Czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kara się skończyła i już nasz kochany James wkroczył do akcji ;-) co do tej Olivii to brak mi słów! Dolać eliksir miłosny Syriuszowi... Beszczelna! Dobrze, że to Glizdek go wypił! Dobrze jej tak! Końcówka po prostu genialna! Juz myślała, że bedzie miała Syriusza! Niedoczekanie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział wręcz cudowny.. Postanowiłem się w końcu ujawnić w komentarzu, wyrazić swoje zdanie. Pięknie! Nie wyłapałem żadnych niedociągnięć, wszystko ładnie i pięknie dopięte... Czekam z niecierpliwością na nową notkę!

    Tymczasem, nominowałem was do LBA, choć... no cóż, nie wiem, czy wam się przyda :D
    http://draco-ginny-nowa-historia.blogspot.com/2015/02/liebster-award-2.html - szczegóły tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak szybko i niecierpliwie czytałam, że zrozumiałam, że to Rogacz ma ketchupowe serce, a nie kanapka! :D
    A potem, kiedy wpadł w tą sałatkę z dziesięć minut się chichrałam!
    Glizdogon zakochany jak głupi, znaczy się jak Rogacz, a Syriusz spławia Olivię - BEZCENNE!
    Idę czytać dalej ^^
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej,
    trochę żal mi Olivi, ale nie tędy droga... ta kanapka z sercem była boska...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń