28 marca 2015

XII. "Magia" świąt

Kochani!
Przepraszamy Was ogromnie, za naszą nieobecność. Wbrew pozorom wcale nie umarłyśmy, może trochę się zakopałyśmy pod stosem podręczników, zeszytów i zadań maturalnych. Rozdział miał być opublikowany dużo prędzej, ale jak to mawia nasz nauczyciel historii "życie jest okrutne, a w szkole tym bardziej". Na szczęście notka pojawia się dzisiaj i pragniemy ją zadedykować: Arvis, Dorcas, Małej Czarnej, i Repesco . Dziękujemy za to, że jesteście z nami od początku i cały czas śledzicie naszą historię. Jesteście cudowne!
Wiemy, że nagromadziło nam się kilka nominacji do LBA. Jest nam niezmiernie miło, że jest ich aż tyle. Same powoli przestajemy się w nich orientować. Na wszystkie odpowiemy, ale zrobimy to dopiero w przerwie świątecznej, wybaczcie, niestety prędzej nie znajdziemy czasu.
A teraz już nie przynudzamy, tylko zapraszamy do czytania! ;)





Pod koniec grudnia w Hogwarcie zawitała w końcu zima. Błonia i Zakazany Las przykryte były pierzyną białego puchu, toteż zachwyceni tym faktem uczniowie spędzali większość czasu wolnego poza murami szkoły. Urządzali zacięte bitwy na śnieżki, lepili bałwany, niektórzy próbowali nawet budować śnieżne hipogryfy, które niestety wcale nie przypominały tych oryginalnych. Jednak nie wszyscy byli zachwyceni tą zimową aurą. Pan Filch dostawał wręcz białej gorączki na widok wielkich kałuży w Sali Wejściowej. Sprawcami tych powodzi, jak w myślach nazywał je szkolny woźny, byli oczywiście przemoczeni po zimowych harcach młodzi czarodzieje. Jednak nie tylko pan Argus nie pałał entuzjazmem, podobnie nastawiona była także pani Pomfrey, która każdego dnia podawała przeziębionym studentom swoje zapasy eliksirów, przeklinając w myślach ich nieodpowiedzialność i głupotę. Jednak uczniowie wcale nie przejmowali się narzekaniami woźnego i pielęgniarki, ponieważ w Hogwarcie wyczuwalna była świąteczna atmosfera. Wszytko to za sprawą Hagrida, taszczącego do zamku wielkie choinki, które z wielkim zapałem przystrajał profesor Flitwick, śpiewając pod nosem piosenkę o zaczarowanych bombkach. Świąteczny entuzjazm udzielił się także Huncwotom, którzy całkiem niedawno wrócili z Hogsmeade, gdzie zakupili gwiazdkowe upominki dla najbliższych. Chłopacy rozsiedli się wygodnie w starych fotelach przed kominkiem. Na ich twarzach malował się wyraz głębokiego zadowolenia, jedynie Lupin był jakiś posępny. Właściwie nikogo nie powinno to dziwić. Chłopak zachowywał się tak od ostatniej pełni, a właściwie od chwili, kiedy dowiedział się o tym, co zrobił. Czuł się winny względem Syriusza i żadne argumenty nie były w stanie uświadomić mu, że Łapa i pozostali Huncwoci nie mają mu tego za złe. Remus oczywiście wiedział lepiej i od razu zapowiedział, że następną pełnię spędza samotnie. Tłumaczył się tym, że nie chce narażać swoich przyjaciół, że to co zrobili było najczystszą głupotą. Oczywiście James i Syriusz zignorowali paplaninę kolegi, a Peter jak zwykle poszedł w ich ślady.
- Luniek! - warknął James – Przestań się tym w końcu zadręczać! Nic takiego się nie stało. Wszyscy żyją – dodał z uśmiechem.
- James! Czy ty siebie słyszysz? - wybuchnął prefekt – To, co stało się z Syriuszem, to nic?! - zapytał wyraźnie rozwścieczony.
- Łapa spędził prawie trzy tygodnie w szpitalu, dostaliśmy ten cholerny szlaban, ale nikt się nie zorientował, co tak naprawdę się stało – powiedział spokojnie Rogacz.
- I mówisz, że nic się nie stało?! - teraz ton głosu Remusa przeraził grupę trzecioklasistek, które siedząc przy stoliku, skrobały jakieś wypracowanie. Dziewczęta zabrały swoje rzeczy i udały się do dromitorium.
- Luniaczku, uspokój się, bo jeszcze ktoś cię usłyszy – powiedział okularnik.
- Przecież Syriusz mógł zginąć! Wszyscy mogliście! - syknął Lupin przez zaciśnięte zęby.
- Remus, przestań dramatyzować – do rozmowy wtrącił się teraz Syriusz - Twoje ostre pazurki zostawiły mi wprawdzie trzy jakże urocze szramy, które właśnie się zabliźniają. Ale wcale nad tym nie ubolewam. Przeciwnie. Wiesz, jak fajnie wyrywa się panny na opowieść o straszliwym potworze z Zakazanego Lasu, któremu musiałem stawić czoła? - zapytał wyraźnie ucieszony.
- Jesteście totalnie nieodpowie... - niestety Remusowi nie dano dokończyć, ponieważ do salonu wkroczyła właśnie profesor McGonagall, która trzymała w swych dłoniach wielgachny zwój pergaminu. Zastępczyni dyrektora, jak co roku, przyszła do swoich podopiecznych, aby sporządzić listę osób, które Boże Narodzenie planują spędzić w zamku. Tylko troje Gryfonów oznajmiło, że nie planują wracać na święta domu. Kobieta zapisała ich nazwiska na swojej liście, przypomniała Gryfonom, że za chwilę rozpoczyna się kolacja i opuściła pokój. Po jej wyjściu przyjaciele nie podejmowali już tematu pełni. James i Syriusz uważali, że Remus przesadza. Peter jak zwykle niewiele rozumiał z tej rozmowy, a Lupin zrezygnował z tłumaczenia przyjaciołom, jak bardzo jest dla nich niebezpieczny. Uznał, że teraz nie będzie ich przekonywał, ponieważ i tak nie trafiają do nich żadne argumenty. Jednocześnie obiecał sobie, że nie pozwoli im pójść ze sobą następnym razem. To przecież jego problem i musi poradzić sobie z tym sam. Nie może nikogo narażać, a już na pewno nie tej trójki, która mimo tego że zna jego, jak to zwykli określać, „futerkowy problem”, nie odtrąciła go. Jego rozmyślania przerwała Lily, która go zagadnęła:
- Remus, dziękuję ci, że pożyczyłeś mi ten „Poradnik eliksowara” - powiedziała dziewczyna, wyciągając w stronę kolegi rękę, w której trzymała ową książkę – Naprawdę wiele się z niego dowiedziałam. Wiedziałam, że eliksiry są fascynujące, ale nie wiedziałam, że aż tak! - powiedziała ucieszona. Jej uśmiech jednak nieco przygasł, gdy jej zielone oczy napotkały wzrok Blacka. Dziewczyna szybko pożegnała się z Lunatykiem i odeszła. Jej dziwne zachowanie nie uszło uwadze Jamesa. Jako szukający był przecież obdarzony nieprzeciętną spostrzegawczością i widział, że Evans od kilku dni zachowuje się dziwnie w stosunku do Łapy. Już nie narzuca mu się z tymi swoimi korepetycjami z eliksirów i co więcej nie odpowiada nawet na syriuszowe „cześć” posyłane w jej stronę. Potter zastanawiał się, co może być przyczyną tak dziwnej sytuacji. Przecież Black zachowywał się normalnie. Nigdy nie darzył Lily wielką sympatią. Traktował ją jak zwykłą koleżankę i tak robił także teraz. Natomiast pani prefekt wyglądała, jakby Syriusz bardzo ją uraził. Rogacz postanowił, że nie będzie snuł żadnych bezpodstawnych domysłów. Mógłby dojść do złych wniosków. Okularnik po prostu zagadnął swojego najlepszego przyjaciela:
- Łapciu, nie sądzisz, że Evans zachowuje się jakoś dziwnie? Pokłóciliście się na ostatnich korkach czy co? - zapytał zdezorientowany chłopak.
- Eeee... - zaczął niepewnie Black – Może chodźmy do dormitorium, co? Zdaje mi się, że szykuje nam się poważna rozmowa. - Huncwoci dźwignęli się więc z miejsc, które zajmowali i za radą długowłosego udali się do sypialni.
- No to o co chodzi z Lily? - zapytał wyraźnie zaintrygowany Potter
- Wcale się nie pokłóciliśmy – powiedział zgodnie z prawdą Gryfon - Tylko ona...
- Co ona? - zapytał przerażony James, przerywając tym samym swojemu kumplowi.
- No bo ona próbowała mnie pocałować – powiedział Syriusz na jednym wydechu. Oczy szukającego Gryfonów przybrały teraz rozmiar galeonów. James nie za bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Ma obić Łapie ryj, zrobić Lilce awanturę czy może iść i pocałować Dorcas, tak po prostu, żeby sprawiedliwości stało się zadość? Black jakby odgadł niecne zamiary przyjaciela, bo od razu pospieszył z wyjaśnieniami – Ale się nie pocałowaliśmy. James, przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił. Nie wiem, co jej strzeliło do głowy. Nawet nie próbowałem się tego dowiedzieć, ale myślę, że jasno dałem jej do zrozumienia, iż mnie nie interesuje i że raczej zdania w tej kwestii nigdy nie zmienię. Powinienem powiedzieć ci o tym wcześniej, ale najpierw pełnia, potem skrzydło szpitalne i jakoś wyleciało mi to z głowy. Wybacz, stary – powiedział Łapa. Rogacz poczuł niewysłowioną ulgę. Syriusz po raz kolejny udowodnił, że jest prawdziwym przyjacielem, który nigdy nie posunąłby się do zdrady. James wyszczerzył się w stronę Blacka. W ten sposób wyrażał swoją wdzięczność. Jednak Potter nie był do końca szczęśliwy. Jakim cudem Lily woli Syriusza? I od kiedy ona go lubi? Chłopak był wyraźnie rozgoryczony. Przecież byli z Łapą jak dwie krople wody. Zawsze razem. Wspólne wybryki, szlabany, obaj mieli powodzenie u dziewcząt, obaj świetnie latali na miotłach, obaj byli podziwiani przez innych uczniów. To właśnie te cechy charakteru Jamesa wiecznie irytowały Evansównę, a przynajmniej ona tak twierdziła. Jak to się stało, że u Syriusza jej nie przeszkadzały, a wręcz ją pociągały? Szukający Gryfonów rzucił się na swoje łóżko i zaciągnął kotary. Przyjaciele postanowili, że nie będą mu przeszkadzać. Znali Jamesa i wiedzieli, że wszystkim czego ten teraz potrzebuje, jest odrobina samotności. Poza tym co mieliby mu powiedzieć w zaistniałej sytuacji? Troje Huncwotów udało się więc na kolację, zostawiając okularnika z jego myślami.
Jedyną rzeczą, jaką czuł teraz Potter, była wściekłość. Chłopak był bezgranicznie rozwścieczony. Nie, nie na Syriusza, ale na Lilkę. Jak ona tak mogła? Jak mogła wrzeszczeć na niego za coś, co tak naprawdę podziwiała w Blacku? To było po prostu niesprawiedliwe! I strasznie dwulicowe!
Lily Evans, kryształowa dziewczyna, prymuska, ulubienica nauczycieli, pani prefekt, prawiąca wszystkim morały, sama gra nieczysto! James otworzył szufladę swojej szafki nocnej i wyjął z niej małe zawiniątko. Rozwinął ozdobny papier. Na jego dłoni spoczywał teraz połyskujący, srebrny wisiorek w kształcie jelonka, który z gracją zwisał na delikatnym łańcuszku. Potter kupił go w mugolskiej części Londynu, kiedy w wakacje udał się na Pokątną, by zakupić swoje szkolne wyposażenie. Gdy tylko go ujrzał, od razu pomyślał o Lily. Wiedział, że ten drobny jelonek pięknie wyglądałby, spoczywając w zagłębieniu jej szyi. Bez zbędnych zastanowień chłopak kupił ten drobiazg. Postanowił, że ofiaruje go swojej ukochanej z okazji Bożego Narodzenia. Nie zwracał uwagi na to, czy dziewczyna zrozumie symbolikę tego upominku. Ważne, że on wiedziałby, o co w tym wszystkim chodzi. Chciał podarować jej część siebie. Ten jelonek miał symbolizować jego drugą naturę. Chciał być dumny, widząc, że jego ukochana nosi część jego samego. Ale teraz postanowił, że nie wręczy jej tego prezentu. Nie zrobi tego, bo Evans i tak na nim nie zależy. Stwierdził, że już dosyć. Wystarczy uganiania się za tą rozkapryszoną dziewczyną, która i tak nie docenia jego starań. Od dzisiaj ta ruda wiewióra go nie obchodzi! Wpatrując się w połyskującego jelonka, James przysiągł sobie, że to koniec. Koniec z Lily Evans! Rozczochraniec ponownie otworzył szufladę i wepchnął wisiorek w jej najciemniejszy kąt.


*



Troje Huncwotów siedziało właśnie w swoim przedziale. Remus przynaglony koniecznością wypełniania obowiązków prefekta nie mógł im towarzyszyć. Przyjaciele jednak nie narzekali na ten fakt. Z jednej strony brakowało im towarzystwa Lunatyka, z drugiej jednak cieszyli się, ponieważ nie musieli słuchać jego wykładów na temat odpowiedzialności. Chłopacy grali w Eksplodującego Durnia, kiedy James nagle wybiegł jak oparzony z przedziału. Syriusz i Peter spojrzeli po sobie niepewnie, niewiele rozumiejąc z tej sytuacji. Nie widzieli bowiem tego, co zauważył ich przyjaciel. Oczom Pottera ukazała się sylwetka jego szkolnej koleżanki – Stelli McGregor. Dziewczyna była bardzo ładną, blondwłosą piątoklasistką. Okularnik rozmawiał z nią zaledwie parę razy na wróżbiarstwie, które Gryfoni mieli właśnie z Krukonami. Te kilka spotkań utwierdziło go w przekonaniu, że jego koleżanka jest naprawdę sympatyczna. 
- Cześć, Stella – zagadnął Rogacz.
- O, James. Hej – powiedziała blondynka, uśmiechając się słodko.

- Nie zechciałabyś pójść ze mną do Hogsmeade w pierwszy weekend po świątecznej przerwie? - zapytał, posyłając jej huncwocki uśmiech.
- Bardzo chętnie – odpowiedziała, a grupa koleżanek, która ją otaczała, zaczęła chichotać. Potter jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
- To jesteśmy umówieni – powiedział – Wesołych Świąt, Stella – zakończył rozmowę i powrócił do swoich przyjaciół. Gdy tylko wszedł do przedziału, Łapa i Glizdek obdarzyli go zdziwionym spojrzeniem. 
- No co? - zapytał zdezorientowany okularnik.
- Stary, co to miało być? - zapytał Black.
- Niby co? - powiedział rozczochraniec, zajmując miejsce.
- Od kiedy interesuje cię McGregor? - zapytał Peter, na co James tylko przewrócił oczami. Reakcja przyjaciół szczerze go bawiła. Już nie można porozmawiać z dziewczyną? Nie tylko Evans istnieje na tym świecie, a poza tym on nie chciał już mieć z nią nic wspólnego.
- Od razu interesuje. Po prostu zaprosiłem ją do Hogsmeade. Stella wydaje się być całkiem miła i postanowiłem, że chcę ją bliżej poznać – powiedział spokojnie tak, jakby było to najbardziej oczywistą rzeczą. Sądząc po wytrzeszczonych ze zdumienia oczach Łapy i Glizdogona, oni wcale nie uważali, że James zachowuje się normalnie. Przeciwnie, Syriusz nawet uważał, że jego przyjaciel postradał zmysły, o czym świadczył fakt, że umawia się z kimś innym poza Lily.
- A co z rudą? - zapytał długowłosy.
- Skończyłem z nią. Już wam o tym mówiłem – powiedział i na nowo zajął się wcześniej przerwaną grą. Black nic nie powiedział, ale był przekonany, że jego przyjaciel wcale nie odpuścił. Po prostu chwilowo wściekł się na Evansównę i postanowił zademonstrować to całemu światu, udając, że dziewczyna wcale go nie obchodzi. Syriusz zastanawiał się tylko, jak długo Rogacz wytrzyma.



*


Lily Evans z płaczem rzuciła się na swoje łóżko. Wiedziała już, że to było najgorsze Boże Narodzenie w jej życiu, a to wszystko za sprawą jej jedynej siostry. Dziewczęta były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Niestety wszystko się zmieniło, kiedy młodsza córka Evansów została przyjęta do Hogwartu. Od tamtego momentu Petunia znienawidziła swoją siostrę i wcale tego nie ukrywała. Zawsze wyzywała Lily od dziwolągów, dziwadeł. Mówiła jej, że jest chora psychicznie i że rodzice powinni zamknąć ją w szpitalu dla obłąkanych. Ruda bardzo to przeżywała. Zawsze ilekroć kłóciła się z siostrą, robiło jej się przykro, ale mimo to miała nadzieję, że jeszcze kiedyś się pogodzą. Miała nadzieję, że Petunii przejdzie. Niestety dzisiaj jej siostra pogrzebała tę nadzieję, wykrzykując Lily w twarz, że jej nienawidzi i że wolałaby wcale nie mieć siostry niż być spokrewnioną z takim dziwadłem. Jak ona mogła coś takiego powiedzieć? I jak mogła ją tak bardzo nienawidzić. Przecież to nie jest jej wina, że jest czarownicą! Oddałaby wszystko, aby Petunia także była obdarzona magiczną mocą, ale nie mogła przecież nic z tym zrobić! Naprawdę chciałaby, żeby jej siostra wraz z nią chodziła do Hogwartu. Kilka razy próbowała przekonać Dumbledore'a, aby na to pozwolił, jednak dyrektor pozostawał nieugięty. Po jakimś czasie Lily zrozumiała, że Petunia nie może podjąć nauki w jej szkole. Ruda jednak próbowała pogodzić się z siostrą. Próbowała za każdym razem, kiedy tylko przebywała w domu. W obecności Petunii nigdy nie opowiadała o swoim świecie i magii, nie chciała jej irytować. Próbowała z nią rozmawiać, ale starsza siostra pozostawała nieugięta. Na wszelkie próby rozmowy reagowała agresją. Nie pomogły nawet prośby rodziców. Lily była coraz bardziej zrozpaczona i bezsilna. Nie wiedziała, jak pogodzić się z Petunią. Miała wprawdzie wspaniałe przyjaciółki, ale żadna z nich nie była w stanie zastąpić jej siostry. Jednak nie tylko to tak bardzo martwiło panią prefekt. Dziewczyna przejmowała się także swoją pogarszającą się relacją z najlepszym przyjacielem – Severusem. Od jakiegoś czasu chłopak miał dla niej coraz mniej czasu, widywali się zaledwie raz w tygodniu. Coraz częściej miała wrażenie, że Ślizgon męczy się w trakcie tych spotkań. Dzisiaj także ją zawiódł. Zaprosiła go na świąteczną herbatę, chciała wyrwać go z domu, w którym ciągle kłócili się jego rodzice. Chciała spędzić z nim trochę czasu, chciała podzielić się z nim swoimi zmartwieniami związanymi z Petunią, chciała po prostu złożyć mu świąteczne życzenia. On, mimo tego że obiecał przyjść, złamał dane jej słowo. Lily dawno nie czuła się tak samotna. Miała wrażenie, że wszyscy ją opuścili, nawet Potter, który wyjątkowo w tym roku nie wysłał jej sowy z życzeniami. Gdyby tego było mało, panna Evans czuła się źle sama ze sobą. Jej głowę zaprzątała cała ta pokręcona sytuacja z Syriuszem. Ruda bardzo długo myślała o tym, co się ostatnio stało i musiała przyznać, że ani trochę siebie nie rozumiała. Przecież Black wcale jej nie interesował. Był przystojny, to prawda i ostatnio wydawał się nawet nieco bardziej ludzki, ale na pewno nie chciała się z nim wiązać. Nie wiedziała, dlaczego zachowywała się tak, jakby ktoś nafaszerował ją eliksirem miłosnym. Nie wiedziała, co strzeliło jej do głowy, że próbowała go pocałować. Gdy teraz o tym myślała, wzdrygnęła się. Może nawet trochę polubiła Łapę, ale nic poza tym. Może faceci mają jednak rację i dziewczyny faktycznie są skomplikowane? Lily miała już dość tej sytuacji. Nie chciała czuć już zażenowania za każdym razem, gdy na jej drodze stawał Syriusz. Dlatego też chwyciła za pióro i kawałek pergaminu, które spoczywały na jej biurku. Postanowiła, że naprawi całe to zamieszanie, które spowodowała.

*



Dorcas żałowała, że nie została w zamku. Dziewczyna szczerze nienawidziła świąt. Nienawidziła tej atmosfery sztuczności, która jej zdaniem była nieodłącznym elementem Bożego Narodzenia. Przynajmniej w jej domu zawsze tak to wyglądało. To właśnie tego dnia jej wiecznie kłócący się rodzice zasiadali do jednego stołu, udając, że są wielką, kochającą się rodziną. Meadowes miała tego dość. Irytowały ją te przesadne i nieszczere uprzejmości, którymi jej rodzice się obdarzali. Nie miałaby nic przeciwko prawdziwemu pogodzeniu, ale wiedziała, że w tym domu zawieszenie broni będzie trwało tylko jeden dzień. Jutro jej rodzice znów zaczną się kłócić, ojciec znowu zacznie pić, a matka znów będzie uciekać do koleżanek, byleby tylko nie siedzieć w domu z mężem, którego nienawidziła i córką, z którą nie umiała rozmawiać. 
- Kochanie, mógłbyś mi podać misę z indykiem? - Gabriella Medowes skierowała te pytanie w stronę swojego męża.
- Ależ oczywiście, kochanie – powiedział potulnie pan Kevin – Dorcas, skarbie, też masz ochotę? - zapytał, patrząc na córkę.
- Przestańcie! - krzyknęła dziewczyna, wstając z miejsca. - Po co to robicie?! Po co udajecie, jak bardzo się kochamy, skoro jutro wszystko będzie jak dawniej?! Znów przestaniemy ze sobą rozmawiać! Ojciec znów się upije, a ty, mamo wyjdziesz z domu, nawet o nas nie myśląc! Darujcie sobie te uprzejmości, bo zaraz się porzygam! - zszokowana Gabrielle spojrzała na córkę, która nigdy się tak nie zachowywała. Nie wiedziała, czy powinna milczeć, czy może zacząć mówić, żeby ratować sytuację. Jej dylemat rozwiązał Kevin, który w tym momencie po prostu podszedł do córki i wymierzył jej siarczysty policzek. Czarnowłosa poczuła tylko tępy ból po prawej stronie twarzy.
- Przynajmniej jesteś szczery, tato – powiedziała i nie zwracając uwagi na nic, udała się do swojego pokoju.

*


Według Anne święta straciły swój urok cztery lata temu. Właśnie cztery lata wcześniej w dniu Bożego Narodzenia, zmarła jej mama. Sylvia Loran była cudowną kobietą. Była to taka osoba, w której towarzystwie każdy czuł się dobrze. Nikt nie spodziewał się, że odejdzie ona tak szybko, zostawiając męża, troje synów i jedyną córkę. Anne nigdy nie pogodziła się ze śmiercią matki. W męskim towarzystwie ojca i braci czuła się samotna. Kochała ich całym sercem. Ale nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby się zwierzyć ojcu. Nie miałaby odwagi powiedzieć mu o swoich uczuciach do Remusa. Taką rozmowę powinna odbyć z matką. To właśnie ona powinna rozmawiać z nią o damsko-męskim świecie uczuć. Dzisiaj tęsknota dziewczyny była jeszcze bardziej dotkliwa. Boże Narodzenie, które w większości domu było radosnym świętem, w domu Loranów była smutną rocznicą śmierci, o której w dokuczliwy sposób przypominało puste miejsce przy stole, które zazwyczaj zajmowała Sylvia. To właśnie ona nadawała świętom uroku. We wszystkich jej gestach, którymi obdarzała swoje dzieci, widoczna była matczyna miłość. Na swojego męża zawsze spoglądała tak, jak robiła to w dniu ślubu. Loranowie naprawdę się kochali i każdy, kto ich znał, zazdrościł im tej miłości. Teraz ich rodzinny dom nie był już tak ciepły i przyjazny. Wyczuwalna była w nim atmosfera głęboko skrywanego smutku i tęsknoty za Sylvią.

*


Dla Jamesa tegoroczne Boże Narodzenie nie było szczęśliwe. Mimo tego, iż obiecał sobie, że nie będzie myślał o Lily, wciąż to robił. Odkąd tylko Syriusz powiedział mu o dziwnym zachowaniu Evans, Potter cały czas analizował tą sytuację. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej chore wnioski wyciągał. Może Evans jest szaleńczo zakochana w Syriuszu? I dlatego tak źle traktuje jego, Jamesa, bo nie jest on Łapą, do którego wzdycha? Może dlatego tak się wścieka, bo Syriusz nie zwraca na nią uwagi? Rogacz nie wiedział, co ma robić. Jak ma zniechęcić Lily do Blacka? I co robić, żeby w końcu jej zaimponować? Przecież tak się starał! Robił wszystko, żeby ją uszczęśliwić, a ona i tak tego nie doceniała. Może faktycznie powinien dać sobie z nią spokój? A może powinien wymyślić coś naprawdę imponującego i tym sposobem zdobyć jej serce? James był zły sam na siebie. Po co umawiał się ze Stellą? Przecież to wcale nie zbliży go do Evans. Przeciwnie, dziewczyna pewnie pomyśli, że się zakochał w Krukonce i dalej będzie podrywać Syriusza. Czasami Potter żałował, że w ogóle poznał Lily. Miał wrażenie, że gdyby nie ona, jego życie byłoby o wiele łatwiejsze!

*


Syriusz Black nawet nie liczył, że jego święta będą udane. Nigdy takie nie były. Zawsze były okropne, ale stały się jeszcze gorsze, kiedy to Tiara Przydziału umieściła go w Gryffindorze. Chłopak nienawidził Bożego Narodzenia. Tego dnia cała jego pokręcona rodzina spotykała się w domu Blacków przy Grimmuald Place. Wszyscy rozmawiali tylko o tym, jaki to Dumbledore jest zły i jak wielki błąd popełnia, przyjmując do szkoły wszystkich, którzy nie są czystej krwi. Szlachetny ród Blacków uważał także, że cały podział na domy jest bezpodstawny, ponieważ ich zdaniem tylko uczniów Slytherinu można nazwać prawowitymi czarodziejami. Reszta nie jest godna, żeby szczycić się tym tytułem. Oczywiście wszystkie ciotki i wujkowie pocieszali Walburgię i Oriona. Mówili im, aby nie przejmowali się Syriuszem, zaznaczając, że nawet w najbardziej znakomitych, czarodziejskim rodach trafiają się czarne owce. Orion dziękował wtedy im wszystkim, mówiąc, że nie wie jak to możliwe, aby w żyłach takiego plugawca, którym w jego mniemaniu był jego rodzony syn, płynęła jego krew. Wielokrotnie powtarzał, że Syriusz to największa porażka, jaką poniósł w całym swoim życiu i dziękował wtedy całej rodzinie za zrozumienie. Łapa nic nie mówił, przywyknął do tego, że rodzice nie mówią o nim wcale, zupełnie tak, jakby nie istniał, albo nazywają go swoim największym życiowym niepowodzeniem. Szczerze powiedziawszy, Syriusz także żałował, że rodziny się nie wybiera. Gdyby było to możliwe, na pewno jego wybór padłby na jakąś normalną, spokojną rodzinę.
- Staraliśmy się wyperswadować mu te wszystkie głupoty z głowy, naprawdę – powiedziała Walburgia – Ale nie mamy siły przebicia, bo Syriusz wybiera sobie nieodpowiednich przyjaciół, co jest dość zrozumiałe, zważywszy na to, że jest w Gryffindorze. Potterowie są wprawdzie czystej krwi, ale co z tego? Wszyscy wiemy, że to kochasie i obrońcy szlam. To pewnie ten ich chłopak tak bardzo wpływa na naszego syna .
- James Potter to szaleniec – wtrąciła się Bellatriks - I do tego jest zdrajcą krwi. Ugania się za Lily Evans. Zdaje mi się Syriusz się z nią koleguje – dodała
- Evans? Nie znam tego nazwiska. Chyba nie są czystej krwi. Jest mieszańcem? - zapytał Orion.
- Nie, wujku – znów odezwała się Bella – Pochodzi z rodziny mugoli.
- A więc szlama! Wstydziłbyś się, Syriuszu! - krzyknęła Walburgia. Tego było za dużo dla młodego Blacka. Nie obchodziło go to, że rodzice się go wstydzą i traktują go gorzej od Stworka – ich domowego skrzata. Jednak nie pozwoli na to, aby obrażali jego przyjaciół!
- Przepraszam, że moi przyjaciele w przeciwieństwie do was, są normalni! - powiedział Syriusz - Dobrze wiem, że najchętniej zabilibyście wszystkich, którzy nie są czystej krwi. Zatem życzę kochanej rodzince pomyślnego układania wizji oczyszczenia świata z mugoli. Przepraszam, że sam nie będę w tym uczestniczył, ale myślę, że dla takiego plugawca jak ja i tak nie znajdziecie miejsca w tym jakże szlachetnym planie – zakończył chłopak i udał się do swojego pokoju. Leżąc na łóżku, spoglądał na złotego lwa Gryffindoru, który znajdował się nad jego łóżkiem. Pamiętał tą chwilę, kiedy stara Tiara Przydziału oznajmiła wszystkim, że młody Black, ku zaskoczeniu wszystkich został Gryfonem. Pamiętał radość, która mu wtedy towarzyszyła. Cieszył się, że nie trafił do Slytherinu. Już wtedy, jako jedenastoletni chłopiec, wiedział, że nie chce iść w ślady swoich rodziców. Dzisiaj uważał, że może być z siebie dumny. Odkrył, że tylko nasze wybory mogą zdecydować o tym, kim się staniemy. Nazwisko i pochodzenie nie mają na to żadnego wpływu. Jego rozmyślania przerwała mała sówka, stukająca w jego okno. Wyglądała ona znajomo, jednak Black nie mógł sobie przypomnieć do kogo należy. Chłopak wpuścił ptaka do pokoju i odebrał od niego białą kopertę, na której zgrabnym pismem napisane było jego imię i nazwisko. Zaciekawiony otworzył kopertę i wyciągnął list.


Drogi Syriuszu!
Chciałam Cię przeprosić za moje ostatnie zachowanie. Wiem, że zachowywałam się naprawdę dziwnie, aż boję się, co sobie o mnie pomyślałeś. Chcę, żebyś wiedział, że nic do Ciebie nie czuję. Po prostu nie wiem, co strzeliło mi do głowy i jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że po powrocie do szkoły będziemy mogli dalej się kolegować.
Wesołych Świąt!
Lily

*


Ciałem Remusa zawładnął teraz jeden wielki ogień. Chłopak czuł się jakby ktoś odrywał mu mięśnie od kości. Ten okropny ból powalił go na podłogę małej drewnianej szopy. To właśnie tutaj miał przyjąć swoją gorszą postać. Dlaczego właśnie dzisiaj? Dlaczego musiał niszczyć swojej rodzinie święta? Dlaczego musiał być sam? Obiecał sobie, że już nigdy nie pozwoli przyjaciołom na to, aby towarzyszyli mu podczas pełni. Ale teraz, gdy już raz zobaczył, że w czasie pełni nie musi być sam, jego samotność była jeszcze bardziej dotkliwa. Teraz na drewnianych deskach leżał już wilkołak. Stwór podniósł się na nogi i dając upust swoim uczuciom, zawył przeciągle.


*




Szczęśliwy Peter siedział przy świątecznym stole. Korzystając z pobytu w domu, zajadał się smakołykami, które przygotowała jego matka. Pani Pettigrew była doskonałą gospodynią. I żadna z uczt w Hogwarcie nie mogła równać się z jej kulinarnymi umiejętnościami. Rozochocony Glizdogon sięgał właśnie po czwarty kawałek matczynego piernika, kiedy usłyszał głos swojego starszego brata:
- Może przestałbyś już jeść, tłuściochu? Nie widzisz,jak wyglądasz? Jeszcze trochę a nie przeciśniesz się przez drzwi!
Peter nic nie odpowiedział. Zrezygnował z jedzenia piernika. Jego brat był dla niego okropny. Za każdym razem się z niego naśmiewał. Wytykał mu nadwagę i to, że nigdy nie miał dziewczyny. Uważał Petera za beznadziejnego czarodzieja, który nigdy niczego nie osiągnie. Zawsze krytykował jego kiepskie oceny. Powtarzał mu, że jest nikim, bo nie gra w szkolnej drużynie Quidditcha. Wcale nie musiał tego robić. Peter i tak zawsze uważał się za gorszego, bo ojciec nieustannie porównywał go do starszego brata. Mark Pettegrew był chodzącym ideałem. Był przystojny, wysportowany i dowcipny, zawsze był dobrym uczniem, ze wszystkich OWUTEM-ów dostał „W”, był kapitanem Quidditcha i miał piękną dziewczynę, z którą niedługo miał wziąć ślub. A on, Peter, był chodzącym nieszczęściem, przynajmniej w oczach ojca i brata. Dlatego też chłopak nie mógł doczekać się powrotu do szkoły. Chciał być już ze swoimi przyjaciółmi, którzy w pełni go akceptowali i którym nie musiał niczego udowadniać.

15 komentarzy:

  1. Pierwsza. Zaraz wracam z komentarzem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochane Rogaczu i Łapo!
    Rozdział boski *-*
    Potter nieźle się wkurzył, jak usłyszał że Evans próbowała pocałować Syriusza. Już pomyślałam że James naprawdę walnie Blacka. Ale Potter był spokojny (nowość).

    Już uważam Stelle za tępą dzidę. To pewnie taka typowa blondi Lala. James nie potrzebnie z nią się umówił.

    Głupia Petunia, jest gorsza od Snape'a. Ona jest debilnym dziwolągiem a nie Lilka. Ta już widzę Petunie w Hogwarcie:
    Jestem czarownicą, jestem od was lepsza, jestem waszą panią. Dobrze że Lilka napisała do Łapy.

    Dorcas miała chyba najgorsze święta. Rodzice którzy są dupnymi rodzicami nagle na święta stają się bardzo kochającą rodzinką.Jakbym miała taką rodzinkę to bym zwiała.

    Biedna Anne i jej rodzina. Naprawdę ciężko im musi być po stracie matki. Ta to ma gorsze święta od Dor.

    To słodkie że James cały czas myśli o Evans. I po co on się umówił z tą tępą dzidą? Mam nadzieję jednak że wyśle Lily łańcuszek, zaraz po tym jak Syriusz powie mu o liście od Evans.

    Rodzina Łapy jest pojebana. Jak oni mogą tak traktować swojego syna.? I co z tego że jest Gryfonem, przynajmniej nie jest pragnącym zabić wszystkich mugoaków śmierciożercą. Mam nadzieję że pokarze list który dostał od Lily, Jamesowi.

    Lupina skomentuje jednym zdaniem : Ma koleś przerąbane.

    Nie lubię brata Petera , jest jakimś zapatrzonym w siebie dupkiem. Mówi wszystko co mu przyjdzie do głowy nie zwracając uwagi czy zrani tym inną osobę. Jakbym miała takiego brata to kulka w łeb.

    Kiedy następny rozdział ?
    Pozdrawiam i całuje,
    Wasza Astoria *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Astorio!
      Dziękujemy Ci za cudowny komentarz. :)

      Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdziesz już niebawem w najbliższych notkach :)

      Ciężko nam powiedzieć, kiedy następny rozdział. Nie chcemy niczego planować, bo podajemy jakiś konkretny termin, a potem okazuje się, że nauczyciele z dnia na dzień coś sobie wymyślą i nie da rady. Póki co notki będą ukazywały się raczej nieregularnie, co powinno się zmienić po 24. kwietnia, kiedy to kończymy szkołę. ;)

      Usuń
  3. Drogie Łapo i Rogaczu!

    Rozdział cudowny!
    Dobrze, że Syriusz powiedział Jamesowi prawdę. Lepiej, że dowiedział się tego od niego, a nie od kogoś innego.
    Założę się, że Stella to pewnego rodzaju zemsta.
    Dorcas i Syriusz to mają przechlapane ze swoimi rodzinami. Szczerze im współczuję.
    Nawet James, która ma normalną sytuację rodzinną musiał się zamartwiać co z Lily.
    Pozostaje mi życzyć Wam weny i czasu na pisanie.
    Pozdrawiam.
    Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochane Dziewczyny,

    chciałabym zacząć od podziękowań za kolejny cudowny komentarz pod moim ostatnim rozdziałem. Ja niestety nie potrafię komentować w taki sposób jak wy, ale postaram się coś napisać :) Po pierwsze rozdział jest jak zwykle cudowny, chociaż nie bardzo pasuje mi do niego ten tytuł. Nie wiem, jak wy to robicie, ale piszecie dosłownie jak zawodowe pisarki i macie jeszcze czas robić to tuż przed maturą. Ja mam za tydzień jedną poprawkę i nie wiem, w co ręce włożyć, ale do rzeczy.

    Cieszę się, że Syriusz powiedział o wszystkim Jamesowi. Cieszę się również, że Potter nie wściekł się na przyjaciela, tylko podziękował w duchu, że ten nigdy go nie zdradzi. Rozumiem z kolei jego uczucie względem Evans, która wybiera wszystkich, tylko nie jego. Mam skrytą nadzieję, że Lily jednak dostanie ten naszyjnik, bo w moim przekonaniu jest cudowny.

    Osobiście, na miejscu Lupina, bardziej nawrzeszczałabym na swoich kumpli, którzy są mega nieodpowiedzialni. Z jednej strony dobrze, że Remus dowiedział się o tym, co zrobili, z drugiej nie, bo zaczął się za wszystko obwiniać, a to naprawdę nie była jego wina. Mam nadzieję, że jednak się ugnie i w styczniu pozwoli chłopaków iść razem z nim. Sam przecież widzi, że w towarzystwie lepiej się czuje.

    Mam nadzieję, że postanowienie Jamesa szybko pójdzie w zapomnienie. Sądząc po dalszej części rozdziału, raczej tak. Stella wydaje się być miłą dziewczyną, ale standardowo wolę, żeby Potter nie ganiał za innymi dziewczynami. Najlepiej jakby porozmawiał z Evans i wyjaśnił całą sytuację, bo teraz on nie wie, o co chodzi i ona też nie wie, dlaczego ten się do niej nie odezwał w święta. Swoją drogą jestem ciekawa, czy wyjaśnicie, dlaczego Lily chciała wcześniej pocałować Blacka.

    Jak widać, nikt nie miał cudownych świąt. Może lepiej jakby wszyscy zostali razem w Hogwarcie? Współczuję Lily. Musiała czuć się naprawdę okropnie, kiedy Petunia ją zwyzywała i to w święta. Nie znoszę tej postaci. Snape ją wystawił i cieszę się, że zbliżamy się do końca tej przyjaźni. Rozumiem, że James mógł się czuć urażony, ale żeby nie wysłać jej nawet życzeń?

    Cieszę się, że pokazałyście sytuacje rodzinne każdego z bohaterów. Nikt nie ma łatwo. Szkoda mi Dorcas. Ojciec pijak, matka dba tylko o własną skórę. Osobiście też nie lubię świąt, bo wszystko jest takie sztuczne i pseudo rodzinne, ale żeby bić własne dziecko za to, że wyraża swoje zdanie? Jej rodzice powinni pomyśleć, jak ona się czuje. Dor miała rację, jej ojciec był chociaż szczery.

    Co do Anne... W sumie trochę rozumiem brak matki w jej wypadku. Potrzeba rozmowy, której nie można odbyć. I na dodatek święta zamiast radować, przypominają o smutnej rzeczywistości.

    Niech Potter nie mówi, że gdyby nie Lily wszystko byłoby łatwiejsze. Evans jest warta jego zachodu i nie może z niej zrezygnować. Uważam, że powinien do niej napisać i spytać o tą sytuację, jeśli tak bardzo go to dotknęło. Chociaż z drugiej strony może to głupi pomysł :/ Rozwiązanie tej sytuacji zostawiam wam :) Chciałabym tylko, żeby Evans zorientowała się, że nie wystarczy przeprosić tylko Syriusza.

    Nie wiem, czy ze wszystkich osób Black nie ma najgorzej. Ciągłe upokarzanie, wyzywanie i poniżanie. Ja bym chyba nie wytrzymała i już dawno uciekła z domu do Pottera. Na te święta również. Ile można słuchać o zabijaniu "zdrajców krwi" i "szlam", szczególnie, że wśród takich obracasz się dziesięć miesięcy w roku.

    Za Peterem nie przepadam, ale jeśli już komentuję wszystko po kolei to również napiszę kilka słów. Zastanawiam się dlaczego prawie na każdym blogu Glizdek ma cudowną matkę i okropnego ojca oraz rodzeństwo. Szczerze, to jakoś mało mam dla niego współczucia, być może dlatego, że potem zdradzi moją ukochaną parę, ale ogólnie nikomu nie życzę takiej okropnej rodziny.

    I na koniec szkoda mi również Remusa. Nie dość, że stracił święta, to jeszcze znowu się obwinia, że zepsuł je również rodzicom.

    Pozdrawiam was serdecznie i życzę dużo weny.

    Luthien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Luthien!
      Dziękujemy za ten przecudowny i tak długi komentarz. Sprawił nam ogromną frajdę! :)

      Jeżeli chodzi o tytuł jest on ironiczny, a przynajmniej taki miał być w zamyśle, dlatego też słowo magia znajduje się w cudzysłowie. Może jednak nie przekazałyśmy sarkazmu w odpowiedni sposób.

      Co do Lily i Jamesa... Ich sytuacja już niebawem się wyprostuje, jeśli ich relację można tak określić, ale wszystko w swoim czasie.

      Jeszcze raz bardzo dziękujemy! :)

      Usuń
  5. Kochane!
    Zacznę może od tego, że serdecznie dziękuję za dedykację! Jest mi niezmiernie miło, że moje komentarze sprawiają Wam tyle radości.
    Rozdział jak zwykle boski. Naprawdę myślałam, że James walnie Syriusza z impetem w twarz! Jednak cieszę się, że tak się nie stało, przecież to nie jego wina, że Lilka chciała go pocałować.
    Podobało mi się to, że ukazałyście jak wyglądają święta, u każdego z ważniejszych bohaterów. Dzięki temu będę mogła jeszcze bardziej wczuć się w ich życiowe rozterki.
    Najbardziej podobał mi się fragment świąt Syriusza. Dobrze im powiedział! natomiast najsmutniej było mi czytać o Annie. Strasznie mi jej żal.

    Cieszę się, że Lily wysłała list do Syriusza. Przynajmniej trochę wyjaśniła sytuację. Mam nadzieję, że James chociaż przez jakiś czas będzie trzymał się swojego postanowienia i chociaż wiadomo, że nie przestanie kochać Lily to jednak, mógłby przez jakiś czas tego nie okazywać. Może wtedy ona zobaczyłaby co straciła.

    Kończąc moje wypociny, pozdrawiam Was serdecznie i czekam na kolejny rozdział :*

    A tak już na sam koniec, miałabym do Was ogromną prośbę! Kopnijcie mnie proszę w tyłek, bo jakoś nie mogę zabrać się za nową miniaturkę.

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochane Dziewczyny,

    Kolejny raz na Waszym koncie pojawił się genialny rozdział. Jest po prostu cudowny. Czytałam go już wczoraj, niestety nie miałam kiedy go skomentować.

    Zacznę może od początku. Nie dziwię się obawom Remusa, przecież podczas ostatniej pełni stało się to czego cały czas się obawiał. Zaatakował swojego przyjaciela. Co prawda ten nie ma urazy, ale i tak Lupin się przejmuje. Co innego gdyby Łapa trafił na dwa dni do Skrzydła, ale nie on siedział i się leczył przez trzy tygodnie!
    Mimo wszystko mam nadzieję, że chłopcy przekonają Lunatyka, że będą mu towarzyszyć.

    Biedny James. To musiał być dla niego cholerny cios! Jego ukochana czuje miętę do Syriusza - jego najlepszego przyjaciela. Przecież gorzej być nie może! Myślę, że w takiej sytuacji zrobilabym tak samo jak Potter. Zaczęłabym robić wszystko, żeby pokazać, że nie zależy mi na tej ukochanej osobie. Dobrze, że Łapie nie oberwało się od Rogacza. Całkowicie odwrotnie jak u mnie na blogu.

    Nie dziwię się Lily, że unikała Syriusza. Pewnie ciężko było jej znieść tak jawne odrzucenie przez faceta. Najważniejsze, że zdała sobie sprawę, że nic nie czuje do Black'a. Bo jeszcze tego by brakowało Potter goniący za Evans, Evans goniąca za Blackiem, a Black...

    Ciekawa jestem, czy dojdzie do spotkania Jamesa i Stelli. W sumie zapytał tylko czy pojdą razem do Hogsmeade, a to przecież nie musi oznaczać randki. Może to być przyjacielski spacer... (o ile do niego dojdzie).

    Dorcas. Wydaje mi się, że nie ma niczego gorszego od spędzenia świąt w atmosferze sztuczności. Prawda jest taka, że już lepiej być samemu, niż wśród bliskich skaczących sobie ciągle do gardła.

    Anne i jej rodzina nie powinni pogrążać się w smutku. Powinni żyć dalej. Co prawda puste miejsce przy stole niejednokrotnie powinno skłaniać nas do refleksji, myslenia o bliskich jednak nie na zasadzie zatopienia się w smutkach, lecz na zasadzie wspomnienia wszystkich cudownych chwil z tą osobą. Skoro matka Ann Sylvia była radosna to i oni powinni dla uczczenia pamięci właśnie tacy się stać.

    Ruda nie powinna przejmować się Petunią. Przecież nie może wiecznie robić wszystkiego, żeby ta ją pokochała i zaczęła traktować jak dawniej. Evans powinna mieć swoją dumę.

    Peter - chyba nie ma niczego gorszego, niż porównywanie do starszego rodzeństwa. Sama to kiedyś przeżyłam i uwolniłam się dopiero od tego kiedy powiedzialam sobie na głos, że to iż nie jestem moją siostrą nie znaczy, że jestem gorsza, a jak ktoś tak uważa, to niech idzie do mojej siostry, a ode mnie się odwali. Życzę Glizdkowi, żeby i on zaczął wierzyć w siebie i olał zdolniejszego brata, bo nie ważne są wyniki, tylko to co ma się w środku.

    James pogrązony w rozpaczy i wściekłości. Pewnie dodatkowo skołowany. Szkoda, że nie doszło między nim, a Lily do konfrontacji. Może wtedy by mu przeszło. Szczerze mam nadzieję, że szybko dowie się, iż Lily nie kocha Syriusza. W ogole byłabym zapomniała. Ta scena z prezentem - łańcuszkiem strasznie mnie wzruszyła. Przez chwilę myślałam, że Rogaś wyrzuci go przez okno.

    Black jestem pod wrażeniem, że przeciwstawil się rodzicom i stanął w obronie przyjaciół. Pewnie nieźle mu się za to dostanie. Jestem jednak z niego dumna. Kolejny raz udowodnił, że jest prawdziwym Gryfonem, a nie smierdzącym Ślizgonem.

    Na koniec chciałabym wyrazić zadowolenie z tego, że L.E. zdecydowala się naskrobać list do Blacka. Oby Łapa jak najszybciej go przeczytał i przesłał do Rogacza. Oczywiście Syriusz nie ma pretensji do Lilki? Będą ze sobą normalnie gadać?

    Pozdrawiam Wasza Em

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie nowy rozdział

    Pozdrawiam Wasza Astoria

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej! Zapraszam na rozdział 30 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochane Łapa i Rogacz.
    Pewnie zabijecie mnie albo coś w tym stylu, za tyle dni spóźnienia!
    Jednak chcę, żebyście wiedziały, że każdego dnia myślałam "I znów nie miałam czasu na Łapę i Rogacza", cudem było, że znalazłam czas na rozdział.
    Mam nadzieję, że jednak tak źle nie jest i wydziedziczycie mnie :(

    Wracając do rozdziału zupełnie nie dziwię się Lily, ze unika Syriusza, jednym słowem dała plamę, jednak cieszę się, że Rogacz nie wini Blacka.
    Dla Jamesa musi być to ogromnie bolesne, wiedzieć, że ona woli twojego przyjaciela...

    Glizdek, choć nie lubię tej postacie doskonale wiem, co przeżywa...
    A twoja siostra to, a twój brat tamto... Irytujące, czasami aż bolesne...
    Życzę mu, by odzyskał swój głos.

    Naprawdę szkoda mi Anne, mama była jej pierwszą przyjaciółką, to z nią mogłaby porozmawiać, o wstydliwych sprawach, lub po prostu czysto kobiecych, nie oszukujmy się ojciec rzadko kiedy to zrozumie...

    Czas na wiecznie irytującą mnie Petunię, nie cierpię jej, inaczej tego nie nazwę.
    Naprawdę cieszę się, że Ruda napisała do Syriusza, może dzięki temu choć trochę się między nimi naprostuje, bo będą normalnie rozmawiać, prawda?

    Czekam na kolejny rozdział, życzę weny.
    Pozdrawiam Cyzia.
    Ps. U mnie nowy rozdział: http://narcyzia-pisze.blogspot.com/2015/04/rozdzia-7-bal-mugolskie-telenowele-i.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje wirtuozki blogowania!
    Ta magia świąt czasem jest czarna. Bardzo podobało mi się, że zwróciłyście uwagę na każdą postać, nie zawsze czytając można wywnioskować co dzieje się w rodzinach bohaterów, a tutaj przybliżyłyście nam relacje osób wymyślonych przez Was:) Ale po kolei.
    Marudzenie Lunatyka jest już jego znakiem rozpoznawczym chyba, martwi się o przyjaciół a nie rozumie, że jego nieodpowiedzialni koledzy podczas pełni mają niezła zabawę. Z drugiej strony kto nie chciałby być nielegalnym animagiem i hasać sobie po lesie z wilkołakiem? To bardzo ekscytujące:)
    Lily, ty wariatko, najpierw pchasz się z jęzorem do Blacka a potem palisz buraka jak tylko go widzisz, bo on nie chce się wiązać z taką rudą jędzą:D Szczerze to nawet mi jej nie szkoda, ona musi być z Jamesem i koniec kropka! Więc niech szybko to zrozumie i cieszy się szczęściem z takim cudownym facetem jakim jest Potter:) Fajnie, że sytuacja między nimi się rozwiązała, po tym liście na pewno Syriusz będzie z nią normalnie rozmawiał.
    James jest strasznie impulsywny, gdyby nie refleks Łapy z wyjaśnieniami, to nie dość, że nasz psiak miałby sznyty po pazurkach Remusa to jeszcze piękne, fioletowe limo od Pottera:D bardzo podoba mi się jak pokazujecie charakter Jima, jest bardzo naturalny. Zazdrośnik, impulsywny, nie przemyśli swojego postępowania a potem żałuje decyzji. Czy na pewno skończy z Lily? Wątpię, dowodzi to jego zazdrość i ciągłe analizowanie zachowania Evans. W czym Black jest lepszy? Padłam:D I ta jego Stella, pewnie jest miłą i sympatyczną dziewczyną a ja już jej nie lubię, bo Potter ma znów głupi pomysł na wzbudzenie zazdrości czy zapominanie o Lily, właśnie poprzez szukanie zastępstwa. I ten wisiorek z jelonkiem, to urocze, że chciał w ten sposób dać jej kawałek siebie, pewnie teraz odziedziczy go ta druga... Bleeee
    Dor ma przesrane, biedna dziewczyna, nie ma szczęścia , u mnie też nie za dobrze się u niej w życiu dzieje, jakoś maltretujemy te dziewczę:)
    Strasznie przykro mi sie zrobiło, kiedy czytałam o Annie, tęskna za mamą... Okropne przeżycie.
    Peter też nie ma za kolorowo, starsze rodzeństwo może być okropne, albo pomaga albo gnoi. W końcu jego kompleksy i zajadanie ich musiało się skądś wziąć:( Nie powinnam się czepiać, bo sama tak robię, ale nie chcę żebyście powielały mój błąd i pomijały Petera. Mało go w opowiadaniu, jest takim szarym tłem, w sumie tak przedstawiła go Rowling ale Wy na pewno byście wymyśliły dla niego jakaś ciekawą scenkę. :)
    Pozdrawiam Rogata

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne są te opisy. Nie wiem co dalej powiedzieć xd
    Cudna notka.
    Lecę czytać dalej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej,
    nie zbyt miłe są dla nich te święta, James nieźle się wkurzył, ale nie walnął na szczęście Syriusza...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń