12 czerwca 2015

XVII. Spory, zgody i podchody

Kochani czytelnicy!

Przychodzimy dzisiaj do Was z kolejnym rozdziałem i pewnie jak już niektórzy zauważyli, zbliżamy się do końca piątej klasy!
Ten rozdział jest nieco krótszy, ponieważ słyszałyśmy, że ten ostatni był aż za długi, więc udało nam się trochę skrócić tym razem :D
Jak pewnie zauważyliście zaszło kilka zmian na blogu, poza szablonem oczywiście. Na górnym pasku umieściłyśmy spis treści, a także krótkie opisy bohaterów. Z boku będzie się pojawiała planowana data następnego rozdziału i... To chyba tyle.

Siedemnasty rozdział chciałyśmy zadedykować bezcennej Em, która zawsze wspiera nas dobrym słowem i dodaje siły do pisania następnej części historii. Wiemy, że jesteś teraz zawalona egzaminami, ale wiedz, że trzymamy kciuki! Tak samo oczywiście jak za pozostałych studentów, którzy wytężają swoje umysły na sesji. Powodzenia i połamania długopisów!

Tymczasem nie zanudzamy Was dalej i zapraszamy do czytania. Enjoy!
Wasze ~ Rogacz i Łapa




*

                Wielu ludzi szuka miejsca, gdzie można by nieco odpocząć, zatrzymać się czy pomyśleć. Powinno to być coś, co da możliwość ukrycia się przed wścibskim wzrokiem ciekawskich „sępów”. Ale dlaczego by nie spróbować poszukać w tej skrytce odpowiedzi na dręczące nas pytania? Dlaczego nie moglibyśmy odpocząć gdzieś, gdzie zbiór wiedzy przewyższa wszystkie inne dostępne źródła? Takim czymś dla uczniów Hogwartu była na pewno ich szkolna biblioteka. Ile to przecież razy niektórzy udają się tam tylko po to, by uciec od dręczycieli, a ci, którzy rządni są wiedzy wertują kartki starych i okurzonych ksiąg. Niestety często jest to także sala, gdzie głowy parują od wytężania przemęczonych umysłów nad zbiorami materiałów potrzebnych do pracy szkolnej. Uroku temu wnętrzu nadaje strażnik ciszy i porządku, niezawodna, w każdym miejscu i czasie sztywna, pani Pince. Każdy, kto nie uszanuje narzuconych reguł zostaje w trybie natychmiastowym wydalony z tej krainy wiedzy i wyrzucony na zatłoczony korytarz, gdzie zaraz taka osoba zostaje porwana przez nurt biegających dzieci, nieco starszych psotników, lub przez dziewczyny latające za wyjątkowo przystojnym okazem. Mimo to dla wielu jest to miejsce pełne magii i potrafią znaleźć tu czas na osobisty relaks. Zapach starych księgozbiorów, dźwięk szeleszczących kartek, które szeptem chcą przekazać zainteresowanym swoją skrywaną zawartość. Książki pokryte grubą warstwą kurzu, które nieraz wywołują niechciane i zbyt głośne kichnięcie, wyjątkowo przyciągają uwagę ciekawskich i niezaspokojonych. Labirynt regałów i półek dźwiga ciężar lat doświadczeń zebranych i spisanych przez wieki dzięki wybitnym naukowcom, filozofom, mówiąc ogólniej – zasłużonym czarodziejom. Wszystko to składało się na starą i bogatą bibliotekę, która swoją zawartością mogłaby zawstydzić większość światowych zbiorów.
               Jednym z uczniów, który szczególnie uległ magii tego miejsca, był Remus Lupin. Każdą wolną chwilę, której nie poświęcał na lekcje, pilnowanie swoich przyjaciół czy bardziej wspomaganiu huncwockich dowcipów, spędzał właśnie tutaj. Odprężał się zaczytując się w powieściach, wdychając kojący zapach kartek, pławiąc się w lekko zmąconej ciszy i spoglądając na zżółknięte karty historycznych ksiąg. Lunatyk uwielbiał zgłębiać wiedzę, nawet jeśli aktualnie nie była mu ona potrzebna. Był głodny nowości, pragnął być mądry, inteligentny, tego uczyła go matka i on sam w to uwierzył,  aż w końcu stało się to jego własną prawdą. Siedział teraz na swoim ulubionym miejscu przy oknie, gdzie miał widok na jezioro. Ten krajobraz zawsze go uspokajał i w dziwny sposób motywował do nauki, zwłaszcza teraz, kiedy SUMy zbliżały się już wielkimi krokami. Na stoliku leżały książki z zaklęciami i inne pozycje polecone przez profesora Flitwicka. Lupin spojrzał na zegar, który wskazywał godzinę dziesięć po siedemnastej. Już myślał, że przyszedł tu na darmo, kiedy nagle ktoś delikatnie otworzył drzwi od biblioteki i pojawiła się w nich blondwłosa, drobna dziewczyna. Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu i po znalezieniu Remusa szybko podeszła do miejsca, w którym siedział.
- Przepraszam cię bardzo – szepnęła Anne, sadowiąc się obok Gryfona – Ale przysnęłam po zajęciach i nie, nie było to zamierzone – dodała widząc drgający kącik ust swojego przyjaciela.
- W porządku, ale powiem Ci, że masz uroczy wzór na policzku.
Loran przejrzała się w szybie okna i zobaczyła odciśnięty materiał od swetra, który robił jej za poduszkę. Dziewczyna zaczęła śmiać nieco za głośno, przez co dostała reprymendę od pani Pince.
- To od czego zaczniemy? – spytała dziewczyna, kiedy udało się jej złapać oddech. Od dwóch miesięcy Lupin udzielał jej drobnych korepetycji, co miało wymiar zarówno faktycznej nauki, ale także żartów i przyjemnego spędzania czasu w swoim towarzystwie.
- Na początku powiedz mi czy udało Ci się wreszcie zmusić pokój, żeby sam się posprzątał?
Było to zadanie domowe, które zadał jej przy ostatniej okazji. Tak trwała nauka, tłumaczenie przez Lunatyka kwestii niezrozumiałych dla Loran, zdarzało się, że nagle oboje wybuchali radosnym śmiechem, ale w tym pomieszczeniu na nic więcej nie mogli sobie pozwolić. Po godzinie uznali, że na dzisiaj przerobili dostateczną ilość materiału i zajęli się przyjemniejszą rzeczą, czyli po prostu rozmową o wszystkim i o niczym.
- Dalej nie mogę uwierzyć w to, że Dor jest z Syriuszem. Wiem, że się przyjaźnili, ale związek? Z Blackiem? – dziewczyna spojrzała niepewnie na Lupina. Wiedziała, że chłopacy się przyjaźnią i nie bardzo wiedziała, na ile może sobie pozwolić w tym temacie – Lubię go, ale nie chcę, żeby zranił ją tak jak mnóstwo innych dziewczyn przed nią.
- Nie wiem, Anne – Remus westchnął ciężko – Ale tym razem nie przechwala się na prawo i lewo swoją zdobyczą, a to bardzo dobry znak. – oboje zaczęli się śmiać i zastanawiać się po jakim czasie wybuchowy temperament ich przyjaciół doprowadzi do pierwszej wojny w tym ryzykownym związku.
- Wyobrażasz sobie, gdyby James nagle miał być z Lilką? – zapytała ni stąd, ni zowąd Loran – Świat by stanął na głowie.
- Tylko nie to, roznieśliby całą wieżę – zaśmiał się – Już teraz rzadko są dni, kiedy w pokoju wspólnym nie słyszy się jęczenia Jamesa i krzyku Lily. Ale gdyby nie to, byłoby za nudno.
Oboje zamilkli nie zdając sobie sprawy, że ich myśli dążą teraz w tym samym kierunku.
- Remus?
Chłopak spojrzał na dziewczynę pytająco i ponaglił ją gestem ręki.
- Pamiętasz naszą obietnicę? – dziewczyna spytała nieco niepewnie. Od kiedy poprzysięgli sobie, że nigdy się w sobie nie zakochają, nie poruszali tego tematu. Rozmawiali o tym na samym początku ich przyjaźni, czyli jakieś cztery lata temu, kiedy jeszcze byli młodzi i nie widzieli szans na to by mogło ich połączyć coś więcej niż przyjaźń. Lunatyk spojrzał na dziewczynę, nie bardzo pojmując o którą obietnicę chodzi.
- Chodzi ci o… tą pierwszą i najważniejszą? – Anne pokiwała na to twierdząco głową. – To pamiętam. I co z tym?
- Nic, nic – nieco speszona spuściła wzrok – Tylko się upewniam, bo patrząc na Syriusza i Dor… po prostu… rozumiesz.
Remus zaczął się śmiać jak opętany. Patrząc na zmieszanie swojej przyjaciółki i widząc, do czego zmierza nie potrafił się opanować. Jej tłumaczenie było tak urocze, że nie mógł się nie roześmiać. Gryfonka rzuciła w niego zwiniętą kartką papieru i sama zaczęła się śmiać. Nie wiedziała tylko, że nie ma pojęcia o najważniejszej tajemnicy swojego przyjaciela.

*

              Dwie rozgadane uczennice wracały właśnie z kolacji i okrężną drogą szły do swojego domu, chcąc uniknąć tłumu, który ich tam poniesie. Poza tym w ten sposób mogły spokojnie porozmawiać bez dodatkowych świadków. Lily i Dorcas zaśmiewały się właśnie z czegoś do rozpuku. Jedna usiadła pod ścianą i zwijała się z bólu brzucha, a druga nie mogąc wytrzymać, była pięściami w ścianę. Evans dalej nie mogła uwierzyć, że jej najlepsza przyjaciółka związała się z jednym Huncwotów. Mogła być niezadowolona, ale nie miała prawa jej oceniać, a jedynie życzyć im szczęścia. Chciała być dobrej myśli. Skoro Meadowes była szczęśliwa, to pozostaje jej kibicować temu związkowi, aby Black wytrzymał w wierności jak najdłużej. Kiedy dziewczyny się uspokoiły ruszyły dalej na siódme piętro, ale nagle usłyszały, że ktoś je woła. To wcześniej wspomniany Łapa truchtał w ich stronę, a za nim powoli szedł Potter z nadzieją, że w końcu uda im się porozmawiać. Jednak kiedy zobaczył Dorcas, wiedział, że znowu zostanie niezauważony. Dostrzegł jednak Evans, więc nie cofnął się i szedł powoli w jej stronę. Ciemnowłosa dziewczyna zatrzymała się i stanęła, aby zaczekać na swojego ukochanego. Ruda chcąc nie chcą musiała zrobić to samo, mimo tego, że sam widok okularnika czającego się nieco z tyłu, działał jej na nerwy. Tym bardziej kiedy widziała, że specjalnie czochra te swoje włosy, by wyglądały na jeszcze bardziej nieuczesane. Ten gest stopniowo doprowadzał ją do białej gorączki. Liczyła w myślach do dziesięciu, aby od razu nie wybuchnąć furią.
- Witaj, kochanie – Syriusz podszedł i ucałował delikatnie swoją ukochaną, na co ta spłonęła delikatnym rumieńcem, i uśmiechnęła się promiennie. – Muszę cię na chwilę porwać. – Black złapał Gryfonkę za rękę i nie oglądając się na Rudą, ruszył w kierunku odwrotnym niż zmierzały dziewczęta. Dorcas wykrzyczała przeprosiny w stronę swojej towarzyszki i podążyła za chłopakiem. Teraz na korytarzu w niezręcznej ciszy stali znienawidzony wróg i niedostępna dziewczyna. Chłopak szedł szybko w jej kierunku, nie chcąc pozwolić jej uciec.
- Cześć, Evans – przywitał się Rogacz ze swoim głupkowatym uśmiechem, na co Lily tylko prychnęła, odwróciła się na pięcie i szybkim marszem ruszyła przed siebie. Byle z dala od tego pyszałka. Jednak James nie dał się tak łatwo zbyć i złapał dziewczynę za rękę.
- Czego ode mnie chcesz, Potter? – syknęła Ruda nienawistnie.
- Możemy pogadać?
- Nie mamy o czym – odpowiedziała Gryfonka, próbując wyrwać swoją rękę z uścisku – Puść mnie, Potter.
- Nie, dopóki nie umówisz się ze mną na randkę.
Pani prefekt poczerwieniała ze złości na twarzy, przez co zaczęła się ona powoli zlewać z kolorem jej włosów.
- Nie zaczynaj znowu, chyba że chcesz oberwać upiorogackiem!
- Wiem, że twoje upiorogacki są słynne, ale nie będą konieczne. – Okularnik mówiąc to przybliżył się powoli i uśmiechnął czarująco. Pewnie nie jednej dziewczynie zmiękłyby nogi na ten widok, ale nie jej. Wręcz wprawiało ją to w jeszcze większą furię.
- Odsuń się – powiedziała Ruda cicho, ale chłopak, nic sobie nie robiąc z jej słów, prowokacyjnie zrobił krok do przodu, przez co Lily czuła jego oddech na swojej twarzy. – Ostrzegam cię, Potter! – krzyknęła, na co on podniósł rękę do jej policzka, którą ona z siłą odepchnęła. Rogaczowi zrzedła mina i odsunął się nieco od dziewczyny.
- Dlaczego musisz zawsze zgrywać niedostępną? Wiesz, ile dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu?
- Na szczęście nie jestem jedną z tych naiwnych dziewczynek, które wzdychają do słynnego Huncwota. Niedobrze mi jak na ciebie patrzę. – Lily zrobiła minę, jakby zobaczyła coś zepsutego. Podjęła się kolejnej próby uwolnienia z uścisku Rogacza, ale bez skutku. Powoli jej cierpliwość zaczynała się kończyć, a wokół nich zebrało się już kilka osób, przyglądających się zaistniałej sytuacji. James puścił jej słowa mimo uszu i brnął dalej.
- Puszczę cię, Evans jak mnie pocałujesz.
Na te słowa przebrała się miarka. Wszelkie hamulce cierpliwości Rudej puściły w jednej chwili, przelewając całą jej furię na stojącego przed nią chłopaka. Nienawidziła go. Od trzeciego roku ugania się za nią, uprzykrzając jej życie i nie pozostawiając miejsca na prywatność. Miała go serdecznie dość. Nigdy nie spotkała kogoś tak irytującego i nadętego jak ten okularnik. Jednym szarpnięciem wyrwała się z uścisku, podeszła krok bliżej i wyrzuciła z siebie wszystko co leżało jej na sercu względem tego chłopaka.
- ZOSTAW MNIE W SPOKOJU! Dlaczego nie możesz zostawić mnie w spokoju?!  Co ja ci zrobiłam?! Idź i uprzykrzaj życie komuś innemu! Nienawidzę cię, rozumiesz?! Z całego serca cię nienawidzę! Jesteś arogancki, dziecinny, napuszony i fałszywy! Traktujesz dziewczyny jak zabawki! Ty i ten Black jesteście siebie warci! Nie wiem co wy w nim widzicie?! – krzyknęła teraz w stronę dziewczyn, które zebrały się i słuchały tego monologu – Jest zwykłym palantem, który myśli, że wszyscy będą tańczyli pod jego dyktando! Brzydzę się tobą, Potter! Nigdy nie będziesz nikim ważnym w moim życiu! Prędzej pójdę i rzucę się z Wieży Astronomicznej, niż… - Nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ nagle poczuła, jak czas wokół niej zwalnia. Wszystko zaczęło się zatrzymywać. Domyśliła się, że rzucono na nią zaklęcie. Zauważyła różdżkę w ręku okularnika. Zbliżył się do niej szybko i pocałował w rozchylone do krzyku usta. Lily nie mogła nic zrobić, była całkowicie bezsilna, ale za to poczuła dziwne uczucie. Nie miała pojęcia, co to jest, ale chwile później na to miejsce pojawił się jeszcze silniejszy gniew niż kiedykolwiek przedtem. Potter za to tryumfował. Wiedział, że będzie tego żałował, ale przez tą chwilę mógł wreszcie zasmakować ust walecznej pani prefekt. Wszyscy na korytarzu wstrzymali oddech, a dziewczyny pisnęły z zazdrości. James odsunął się od Rudej, uśmiechnął się zwycięsko i niewiele myśląc zdjął z niej zaklęcie. Lily nic nie powiedziała. Stała jak wryta i spoglądała na Gryfona. On, zdziwiony, podszedł bliżej pełen nadziei, że jednak w końcu coś w niej pękło i jednak dobrze się to skończy. Ta myśl nie trwała jednak długo, ponieważ po korytarzu poniósł się odgłos uderzenia. To Evans bez żadnego ostrzeżenia, uderzyła Rogacza w twarz, wyrażając tym jednym gestem wszystkie uczucia, jakie teraz wobec niego żywiła. Starała się powstrzymać napływające łzy, nie chcąc dać mu satysfakcji, ale nie było to wcale takie łatwe.
- Warto było… - James, mimo szoku, odezwał się przybierając na twarzy swój zadowolony uśmiech. Po tych słowach Lily, nie mogąc dłużej wytrzymać, odwróciła się szybko i pobiegła w miejsce, gdzie mogła schować się przed wszystkimi. James stał patrząc na odchodzącą Evans na środku korytarza, obserwowany przez gapiów, którzy tak samo zdziwieni jak on, stali ciągle w jednym miejscu. Szukający dotknął miejsca po uderzeniu. Czuł pieczenie na policzku, ale zaraz poczuł inny ból. Był to żal i gniew. Z jednej strony pomyślał, że mógł to zrobić inaczej, ale był wściekły na Lily. Nigdy nie pomyślał, że uderzy go przy tylu świadkach. Ruszył się w końcu z miejsca i poszedł do Wieży Gryffindoru.

*

             W tym samym czasie Syriusz Black prowadził Dorcas do miejsca, gdzie chodź przez chwilę będą mogli być sami, bez żadnych świadków. Pierwszy raz tak się starał. Mając inne dziewczyny nigdy nie organizował randek. Wystarczała mu zawsze jakaś wnęka w korytarzu, aby zaciągnąć tam dziewczynę i się nią nacieszyć. Tym razem jednak sam siebie nie poznawał. Nie dość, że zorganizował spotkanie, to jeszcze się tym przejmował. Martwił się, że może jej się nie spodobać, trochę przerażała go ta zmiana, ale mimo to czuł się dobrze. Wiedział, że ona zasługuje na wysiłek z jego strony.
            Meadowes była nieco zaskoczona. Nie oczekiwała ze strony Syriusza żadnych niespodzianek czy romantyzmu, a najwidoczniej coś dla niej przyszykował, bo był bardzo tajemniczy i za nic nie chciał jej zdradzić, dokąd ją prowadzi. Krążyli po szkole, chodzili nieznanymi jej dotąd korytarzami, przejściami. Domyślała się, że to jedne z cudownych odkryć Huncwotów, bo wiedziała, że gdyby nie to, iż jest prowadzona, to już dawno by się zagubiła w tym labiryncie. W końcu się zatrzymali, a Syriusz stuknął trzy razy różdżką w cegłę, na której była przedstawiona jakaś dziwna chimera. Ściana stała się nagle przezroczysta, a z wnętrza pomieszczenia wyleciała gromadka kolorowych ptaszków, które zawirowały wokół zakochanych. Dorcas zaskoczona krzyknęła, ale zaraz potem zaczęła się śmiać. Nie wiedziała, skąd one się wzięły, były jednak śliczne. Oboje przekroczyli powoli wejście i kiedy znaleźli się już w tym tajemniczym wnętrzu, Black przejechał różdżką wzdłuż ściany i w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą był otwór, na powrót wróciły mury. Pierwsze, co uderzyło dziewczynę, to ogromna łuna ciepłego światła. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do tego półmroku zauważyła, że są to dziesiątki świec poumieszczanych na świecznikach, parapetach czy zawieszonych pod sufitem. Drugim elementem wystroju były klatki z tymi samymi ptaszkami, które przedtem tak zaskoczyły Gryfonkę. Teraz jednak mogła im się spokojnie przyjrzeć. Były one w najróżniejszych kolorach. Jedne były czerwono – zielone, inne niebieskie z żółtymi skrzydełkami. Jednak wszystkie miały wspólny element. Długi, delikatny ogon, z którego sypał się turkusowy pył. Nie wiedziała czemu to służy, więc odwróciła się, aby spytać o to Łapę, ale on tylko nakazał jej gestem ciszę i powiedział coś w niezrozumiałym języku. W tej chwili rozbrzmiała piękna pieśń składająca się z różnych głosów, jednak wszystkie razem tworzyły doskonałą harmonię. To te ptaszki wydawały z siebie takie anielskie głosy.  Kiedy śpiewały, ich piórka mieniły się na wszystkie kolory tęczy. Zafascynowana wydała z siebie ciche westchnienie zachwytu i obróciła się dookoła osi, aby przyjrzeć się temu zjawisku. Nie wiedziała, co to za czary ani skąd Syriusz je znał, ale wiedziała, że na długo pozostaną w jej pamięci. Black złapał ją za rękę i objął od tyłu.
- Podoba ci się? – szepnął jej do ucha, bojąc się, że każdy głośniejszy odgłos może zakłócić tą magiczną chwilę.
- Jest… piękne…
Dziewczyna nie była w stanie nic więcej z siebie wydusić, wzruszenie ściskało jej gardło. Chłopak wciąż ją obejmując, poprowadził ukochaną na gruby i puchaty koc, którego wcześniej nie zauważyła. Oboje byli pochłonięci sobą do reszty. Black był z siebie dumny. Widział, że jego dziewczynie spodobała się niespodzianka. Fakt, że nie wymyślił tego sam, sięgnął po poradę do Lunatyka, ale… od czego są przyjaciele. Sama Dorcas była szczęśliwa, była nawet w stanie stwierdzić, że nigdy nie czuła się tak spełniona i kochana jak w tym momencie. Syriusz pokazał, że mu zależy, a że znała go nie od dziś, to wiedziała, że taki gest z jego strony naprawdę wiele znaczy. Oboje pochłonięci rozmową, żartami i sobą nawzajem spędzili w tym pokoju czas do kolacji, po czym razem udali się do Wielkiej Sali.


*

              Evans już dawno nie czuła się tak nieszczęśliwa. Nawet po długim spacerze po błoniach wzdłuż jeziora, który zawsze koił jej nerwy, nie zdołała się uspokoić. Była wściekła i rozgoryczona. Jak ten palant mógł jej to zrobić? I to na oczach tylu ludzi! Od zawsze wiedziała, że nie darzy go sympatią, ba! Najchętniej rzuciłaby go hipogryfom na pożarcie, ale dopiero dzisiaj poczuła jak w jej sercu zagnieździło się ziarnko prawdziwej nienawiści. Postanowiła poszukać Severusa, wiedziała, że on ją zrozumie i będzie z nią w tej chwili. Zwłaszcza, że oboje tak samo nie cierpieli tego napuszonego łba. Jednak przeszła większą część Hogwartu, zawitała nawet w lochach, pytając o niego Regulusa, ale on także nie wiedział, gdzie podział się Snape. Lilka zrezygnowana powlokła się w końcu do wieży Gryffindoru. Miała tylko ogromną nadzieję, że nie spotka swojego prześladowcy w pokoju wspólnym, bo w tym stanie nie mogłaby ręczyć za siebie i za swoje reakcje. Kiedy już dotarła na miejsce, wypowiedziała hasło Grubej Damie i weszła do środka. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale na szczęście nie zauważyła okularnika. Nie zwracając uwagi na powitania, czym prędzej pobiegła do swojego dormitorium. Ku jej zadowoleniu pokój był pusty. Rzuciła się na swoje łóżko i w końcu wybuchła tak długo hamowanym płaczem.
             Anne i Dorcas zmartwione tym, że nie zastały Rudej na kolacji szybko pobiegły do dormitorium sprawdzić czy Evans w ogóle tam jest. Kiedy wbiegły do pokoju zastały przyjaciółkę skuloną na łóżku. Myślały, że śpi, więc podeszły cicho do niej, żeby spojrzeć na twarz. Zobaczyły jednak, że dziewczyna ma otwarte i zaczerwienione, a także podejrzanie mokre oczy.
- Lily, kochana! – Loran zaraz klęknęła przy dziewczynie, a Dorcas usiadła przy Rudej na łóżku – Co się stało? Czemu płakałaś?
- Nic wielkiego, spokojnie.
- Jak to nic wielkiego? – oburzyła się Meadowes – Przecież widzimy, że jesteś przybita! Kto to zrobił?
Ruda przygryzła dolną wargę chcąc zahamować znów napływające łzy i powiedziała szeptem tylko nazwisko:
- Potter…
Dor i Anne spojrzały na siebie porozumiewawczo. Jak tylko Lily była przybita, to przeważnie była to jego sprawka. Jednak nigdy nie widziały jej aż tak zrozpaczonej. Widziały, że dziewczyna zaraz się rozklei, więc przytuliły ją delikatnie i podniosły do pionu, aby mogła usiąść z nimi.
- Powiedz co ten kretyn znowu zrobił?
- On… on mnie… - Ruda zawiesiła się na chwilę nie bardzo wiedząc jak to powiedzieć i popłynęła kolejna fala łez. Dziewczyny bezsilne mogły tylko czekać aż ich przyjaciółka się uspokoi i pocieszać słowami typu: „wszystko będzie dobrze”. Ale Lily wiedziała już, że na pewno nie będzie w porządku. Zbyt dużo osób to widziało, zaraz plotka rozniesie się po całej szkole. Bała się utraty reputacji, krzywych spojrzeń, a najbardziej nienawistnych komentarzy zazdrosnych fanek Jamesa. Po upłynięciu kilku minut Evans wzięła w końcu głęboki oddech i uspokoiła się nieco.
- Obiecajcie tylko, że zachowacie to dla siebie.. Chociaż i tak pewnie cała szkoła będzie o tym gadać.
Gryfonki, mimo że nie bardzo wiedziały o czym mówi zielonooka, to i tak pokiwały twierdząco głowami i złożyły obietnicę milczenia.
- Bo widzicie, Potter mnie…. pocałował – zaraz po wypowiedzeniu tych słów Ruda spąsowiała jak róża. Dziewczyny wydały z siebie głośne okrzyki nie kryjąc zaskoczenia. Spojrzały na siebie, lekko się uśmiechając, ale zaraz poważniejąc, gdy napotkały groźny wzrok Evansównej.
- Ale… jak to się stało? Myślałyśmy, że go nienawidzisz.
- Bo go nienawidzę, a teraz tym bardziej!
Przyjaciółki czuły się lekko zdezorientowane. Lily całowała się z Rogaczem, nie mówi, że go odepchnęła i płacze z tego powodu.
- To czemu… mu na to pozwoliłaś? – spytała Dor niepewnie
- Pozwoliłam… Pozwoliłam?! Naprawdę myślisz, że jestem aż tak ograniczona, żeby dać się pocałować temu pacanowi?!
- To jak…
- Rzucił na mnie zaklęcie! Unieruchomił mnie, nie mogłam mu się przeciwstawić, ale za to zostawiłam na jego twarzy piękny odcisk moje ręki.
Gryfonki spojrzały na siebie wielkimi oczami. Zamurowało je, nie były w stanie uwierzyć w tą historię.
- Och, Lily… tak na przykro. – Anne spoglądała na przyjaciółkę współczująco. Wiedziała, że Potter przeskrobał sobie na wieki wieków u panny prefekt. Chwilę ciszy przerwało ciche skrzypienie drzwi. Do pokoju pewnym krokiem weszła Kate Marywale i wzrokiem ogarnęła sytuację w pomieszczeniu. Podeszła do swojego łóżka szukając czego w kufrze, który wyciągnęła spod skrzyni. Czuła na sobie spojrzenie współlokatorek, co strasznie ją irytowało. Ona też nie była szczęśliwa, że z nimi mieszka, ale miała pełne prawo tu być.
- Na co się gapicie? – warknęła dziewczyna do Gryfonek.
- A to już jest taki zakaz? – spytała lekceważąco Dorcas.
- Uważaj Meadowes, twoja czysta krew cię nie uratuje, po zadawaniu się ze szlamą. – Marywale wskazała wzrokiem na Lily. – Poza tym słyszałam, że jednak uległaś urokowi sławnego Blacka?
- Myślę, że to nie twój interes.
- Właśnie, że mój. Poprawił się w łóżku? Bo jak ja z nim byłam, to szału nie robił. – Kate zaśmiała się gardłowo, zadowolona ze swojej krytyki. Dorcas wściekła wyciągnęła różdżkę i w mgnieniu oka znalazła się przed dziewczyną.
- Jeszcze jedno słowo, a pożałujesz. – wycedziła przez zęby.
- Meadowes nie tak groźnie, bo się jeszcze wystraszę. Poza tym… pamiętaj, że chodzę z przyjacielem twojego Syriuszka, więc… ty też uważaj.
Kate już chciała wyjść do pokoju wspólnego, kiedy usłyszała głos Anne.
- Co ty planujesz zrobić z Peterem, Marywale? Bo nie uwierzę, że nagle się w nim zakochałaś.
Wszystkie zdziwione spojrzały na Loran, która nigdy nie zabierała głosu w dyskusjach z Kate. Była przecież z reguły cichą i bezkonfliktową dziewczyną, a teraz zadała pytanie, które od dawna i dziewczyny, i Huncwotów męczyło. Niestety nie uzyskała ona odpowiedzi. Blondynka uśmiechnęła się tylko tajemniczo i opuściła pokój. „Gryfonka przez pomyłkę” uważała swój plan za doskonały. Męczyło ją towarzystwo Petera, ale wiedziała, że jeśli wszystko pójdzie po jej myśli, to zgarnie za to liczne zasługi, które będą tylko i wyłącznie dla niej. Wreszcie ludzie ją dostrzegą, będą błagać ją o litość, klękać przed nią.  Tak… marzyła jej się władza. Ktoś mógłby zapytać jak u licha Pettigrew ma ją doprowadzić na szczyt? Mimo jego nikłej inteligencji i tchórzostwa, zadawał się z Huncwotami, a to była jego wielka zaleta.
            Gryfonka weszła do pokoju Huncwotów tak jak się umówiła ze swoim pseudo-chłopakiem. Zastała go siedzącego na łóżku i objadającego się paluszkami maczanymi w karmelu. Marywale podeszła do niego zmysłowo i usiadła za nim, rozmasowując jego barki. Brzydziło ją to, ale była silna, wiedziała, że wytrzyma.
- Cześć kochanie – Peter przywitał się i przyciągnął dziewczynę do siebie namiętnie ją całując. Kate po kryjomu wytarła okolice ust od śliny, a kiedy chłopak się na nią spojrzał, to uśmiechnęła się promiennie.
- Gdzie twoi koledzy? – spytała dziewczyna, wtulając się tłuste ciało Huncwota.
- Nie wiem, ale na szczęście ich nie ma. Nie byliby szczęśliwi, gdyby cię tu zobaczyli.
- O, a dlaczego to? – spytała Marywale, udając zaskoczenie.
- Syriusz powiedział mi dziwne rzeczy o tobie…
Dziewczyna spojrzała na speszonego chłopaka. Była ciekawa czy wierzy w to wszystko, czy już tak go omamiła, że będzie w stanie wmówić mu, że to kłamstwo.
- Co o mnie powiedział?
- Nic, nic kochanie… To na pewno same bzdury, bo nie może znieść tego, że mam tak piękną dziewczynę.
Peter nachylił się i ponownie pocałował swoją ukochaną, przygniatając ją swoim ciężkim ciałem. Mimo tego, Kate tryumfowała. Domyślała się, że Black przestrzegł swojego przyjaciela, ale ten na szczęście uznał to za kłamstwo. Czyli  pierwsza faza planu przebiega pozytywnie. Marywale okręcała sobie Petera wokół małego paluszka. Teraz postanowiła przejść do części drugiej.
- Dlaczego ty się w ogóle z nimi zadajesz? – spytała dziewczyna, jeżdżąc palcem po torsie Glizdogona.
- Ale z kim, Pączuszku?
- Z Blackiem, Potterem i Lupinem. Przez ich gwiazdorzenie ciągle żyjesz w  cieniu tej trójki. A ja wiem, że jesteś o wiele zdolniejszy niż myślisz. Gdybyś tylko chciał, mógłbyś się wybić ponad nich.
Widziała, że trybiki w mózgu Petera poruszają się leniwie, więc postanowiła mówić dalej.
- Przecież oni tobą pomiatają. Wykorzystują cię. Nie mają cię za nikogo ważnego. Martwię się o ciebie kochanie, nie chcę żeby oni cię zranili. Masz zbyt wrażliwe uczucia i jesteś zbyt zdolny, by dać się stłamsić… - przerwała na chwilę, by Glizdogon przyswoił spokojnie to co powiedziała, a kiedy dalej się nie odzywał, to ujęła jego dużą dłoń w swoje ręce, spojrzała w jego wodniste oczka i spytała:
- Nie sądzisz tak, kochanie?
Nie dane jednak było Peterowi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ do pokoju wszedł właśnie Syriusz. Kiedy zobaczył, kto znajduje się w ich dormitorium, stanął jak wryty.
- Marywale.
- Black.
Ich zimne powitanie doskonale pokazywało, jakie łączą ich relacje i każdy od razu wiedział, że nie jest to nic dobrego.
- Mogłabyś wyjść?
- Jak grzecznie, nie poznaję cię – powiedziała arogancko – Zobaczymy się później, kotku.
Kate podeszła do Pettigrewa i ucałowała go na pożegnanie, jednak on nie był zbyt wylewny, bo bał się reakcji Łapy na jej obecność. Kiedy Gryfonka wyszła, Syriusz zaraz przeszedł do pytań.
- Co ona tu robiła? Chyba wiesz, co ci o niej mówiłem, prawda?
Glizdek skwapliwie pokiwał twierdząco głową na znak, że doskonale pamięta ich rozmowę.
- Nie rozumiem co w niej widzisz, to twoja sprawa – kontynuował długowłosy – Ale nie sprowadzaj jej tutaj nigdy więcej.
W tej samej chwili drzwi od dormitorium otworzyły się i do środka weszli roześmiani Rogacz i Lunatyk. Kiedy spojrzenia Blacka i Pottera się skrzyżowały nastała krępująca cisza, żaden nie wiedział, co ani jak ma powiedzieć. W końcu pierwszy odezwał się Remus, który nie mógł już znieść takiego zachowania.
- Co tu robiła Marywale? Minęliśmy ją właśnie.
- Właśnie… - potwierdził Potter – Myślałem, że ma tu zakaz wstępu.
- Bo ma – potwierdził Black – Tylko Glizdek nieuważnie słuchał.
Jednak nikt nie miał teraz ochoty o tym rozmawiać. Wszyscy czekali co się zaraz wydarzy, bo Rogacz z Łapą wciąż nie spuszczali z siebie wzroku.
- Jak randka z Dorcas? – zapytał James z nadzieją, że nie będą musieli przechodzić przez kolejne dni milczenia.
- W porządku, podobało jej się. W skrócie romantycznie i namiętnie – Black wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – A jak spotkanie z Evans?
- Cudownie! Pocałowałem ją, a potem odczułem na swojej twarzy, jak bardzo ma delikatną dłoń
James też przybrał na twarzy uśmiech, masując miejsce po „liściu”. Na tą wiadomość oczy Łapy zrobiły się wielkie jak piłki do ping – ponga.
- Ona cię zabije, stary.
- Wiem, ale warto było.
Oboje zaczęli się śmiać, podeszli do siebie i uściskali się, jakby nie widzieli się całe lata. Wiedzieli, że spór został właśnie zażegnany i, że oboje żałują swoich czynów, i słów. Nie były potrzebne żadne wylewności, nic nie mogło zniszczyć ich braterskiej przyjaźni, nigdy by na to nie pozwolili. Poklepali się przyjacielsko po plecach i zaczęli przekomarzać jeden z drugim. Syriusz poczochrał przyjaciela po włosach w ramach gratulacji, a James nie chcąc pozostać dłużnym imitował sceny Syriusza z Dorcas z pomocą Lunatyka. Remus tylko śmiał się i zadziwiał nad tym, jak ci dwoje szybko dochodzą do porozumienia. Reszta wieczoru minęła chłopakom na nadrabianiu tej długiej ciszy między Łapą i Rogaczem. Mieli sobie wiele do opowiedzenia.

20 komentarzy:

  1. Zajmuję miejsce i wracam za chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochane Dziewczyny,

      jak ja się cieszę, że dodałyście nowy rozdział. Uratowałyście mnie tym dzisiaj, bo akurat ten dzień nie należał do udanych. Rozdział jak zwykle cudowny, ale tym razem wydał mi się za krótki :) Zaczytałam się i musiałam już kończyć, ale w sumie długość jest nieważna, kiedy jakość rozdziału jest na najwyższym poziomie :)

      Wasze opisy są genialne. Uwielbiam te części waszych rozdziałów, które się na nich opierają. Przyznam szczerze, że sama kocham biblioteki i najchętniej przesiadywałabym w nich całymi dniami ;)

      Przyjaźń Anne i Remusa bardzo mnie ciekawi pod kątem tego, czy ich młodzieńcza obietnica ma rację bytu czy jednak nie będzie jej miała. Powiem szczerze, że osobiście byłabym za tym, aby zostali przyjaciółmi do końca, nie zranili siebie nawzajem i znaleźli sobie partnerów spoza "elitarnej" siódemki głównych bohaterów. Gdybym moją wersję pisała od początku, poszłabym właśnie w tą stronę, ale oczywiste, że wybór należy do was i zapewne macie już ułożone do końca historie poszczególnych bohaterów. Zawsze cieszę się z faktu, że przyjaźń w wykonaniu Lupina sprowadza się do pomocy w nauce, sprawach sercowych i innych powiązaniach przyjacielskich. Jego można nazwać stuprocentowym przyjacielem, bo ma wszystko to, co przyjaciel mieć powinien. Wysłucha, poradzi, pomoże i zmusi do działania :)

      W sumie jestem zadowolona z podejścia Evans. Może nie jest zadowolona z tego, że jej przyjaciółka związała się z Blackiem, ale nic nie mówi i po cichu, w samotności dusi swoje żale względem tego. Wiem, że po tym, co wyprawiają moi bohaterowie nie powinnam tego pisać, ale chyba bym ją udusiła, gdyby nagle zaczęła na każdym kroku zniechęcać Dor do tego związku.
      Powiem szczerze, że jestem mega zaskoczona tym, co się stało na linii frontu Evans-Potter. Po pierwsze dziękuję wam, że uwzględniłyście w tym rozdziale ich sprzeczkę, jeśli to, co się stało, da się w ten sposób nazwać. Po drugie w końcu doczekałam się tego, na co zawsze czekam. Po trzecie jestem mega zła na Rogacza. Dokładnie jestem wściekła. Ja rozumiem, że mógł ją pocałować nawet z przymusu, jest od niej silniejszy i wątpię, by ta mu się wyswobodziła, ale nigdy w życiu nie pomyślałabym, że jest zdolny do czegoś takiego. Jak on mógł rzucić na nią zaklęcie? Dla mnie to ewidentnie jest wykorzystanie człowieka i wcale nie dziwię się Lilce, że tak zareagowała. W moim przypadku zapewne nie skończyłoby się tylko na uderzeniu w twarz. Chamskie, niedojrzałe posunięcie i tyle. Pocałunek z musu, ale z możliwością, nawet niewielką, na reakcję, ok. W tym przypadku uważam jednak, że tylko Potter pokazał, że nie jest wart uwagi Rudej. Zawiodłam się na nim. Mimo to mam nadzieję, że ta nowa nienawiść, która zakiełkowała w dziewczynie szybko jej przejdzie ;)

      Black i romantyzm... W sumie to jest to bardzo urocze. Nieważne, że zorganizowane z pomocą Remusa, ważne, że Łapa naprawdę się postarał, a to dużo, jeśli chodzi o niego. Widać, że bardzo mu zależy i to trzeba wziąć pod uwagę. James mógłby teraz brać od niego lekcje. Chociaż w sumie Potter ma teraz tak przerąbane, że na chwilę obecną radzę mu nie wchodzić w pole widzenia Evans. Liczę na to, że nie skłócicie Dor i Syriusza, i że ta para dotrwa do końca. Niech chociaż raz Black będzie szczęśliwy.

      Usuń
    2. Przepraszam, ale musiałam dodać ten komentarz w dwóch częściach, bo był za długi :(

      Jedno pytanko. Nie wiem, czy coś przegapiłam, czy po prostu nie zrozumiałam problemu, ale Kate jest Gryfonką, prawda? To dlaczego chłopacy się zdziwili, że była w wieży i dlaczego ma niby zakaz przebywania tam? Chodzi o ich własny zakaz, który dla niej ustanowili?
      Jeśli już przy niej jestem to muszę powiedzieć, jak bardzo jej nie znoszę. Nie wiem, czy dobre jest to, że wszyscy dookoła widzą, że ona wykorzystuje Petera, a nic nie próbują z tym zrobić czy nie. Z jednej strony nie powinni się wtrącać do jego związku, z drugiej ewidentnie każdy wie, że taka dziewczyna jak ona nie poleciałaby na Glizdka. Nie jest to więc ich obowiązkiem spróbować mu pomóc? Nawet, jeśli ten trochę przez to pocierpi? Teraz zapewne wyniknie z tego jeszcze coś gorszego. Sama nie wiem, co bym w takie sytuacji zrobiła. Może na miejscu dziewczyn nic, ale na miejscu chłopaków już coś. Wiem, że Syriusz go ostrzegał, ale jak widać nieskutecznie. Przecież oni dobrze znają Petera i powinni wiedzieć, jak do niego dotrzeć. Moje przeczucie podpowiada mi, że Kate chce się zaciągnąć do Śmierciożerców i przez Pettigrew'a dostać się z powrotem do chłopaków. Czekam więc z niecierpliwością na dalszy rozwój wypadków.

      Liczyłam jeszcze na rozmowę Syriusza i Jamesa, ale powiem szczerze, że chyba brak tej rozmowy "wyrażał więcej niż tysiąc słów" :) Po tym właśnie było widać, jakie relacje łączą tą dwójkę. Nie potrzebują nic mówić, żeby się porozumieć, bo dobrze wiedzą, co ten drugi chciałby powiedzieć. To się nazywa prawdziwa przyjaźń. Cieszę się, że w końcu się pogodzili i nie wchodząc w zbędne tłumaczenie wzajemnych pretensji, dogadali się.

      Przepraszam, że ten komentarz taki jakiś nijaki, ale czekają na mnie książki, więc niestety muszę do nich wracać.

      Oczywiście niezmiennie i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział (teraz już wiem, kiedy się zjawić).

      Pozdrawiam was serdecznie
      Luthien

      Usuń
    3. Kochana Luthien!
      Przede wszystkim dziękujemy za tak cudowny komentarz.Jest tak wspaniały, że aż brak nam słów, co nieczęsto się zdarza. :)

      Cieszymy się ogromnie, że chociaż w jakimś stopniu mogłyśmy uratować Twój dzień. Chociaż nie zrobiłyśmy tego świadomie, udało nam się coś dobrego.

      Przyjaźń Anne i Remusa w najbliższej przyszłości nie zostanie zachwiana. Co będzie potem,czas pokaże. Niedługo Loran pozna kogoś nowego, więcej nie zdradzimy.

      Evans nie będzie robiła Dor wyrzutów, bo wie, że przyjaciółka jest szczęśliwa. Może nie uważa, że Black jest najlepszym kandydatem na chłopaka, ale swoje myśli zachowa raczej dla siebie i będzie wspierać Dorcas.

      Potter zachował się jak skończony idiota, zresztą nie pierwszy raz. Gdyby tego mało, jest dumny z tego, co zrobił. Na szczęście na jakiś czas odpuści z głupimi zagrywkami względem Rudej.Na froncie Potter-Evans wydarzy się jeszcze więcej. Nienawiść Lily osiągnie apogeum, ale ostatecznie wyjdzie z tego coś pozytywnego.

      Jeżeli chodzi o sprawę z Kate...Ona faktycznie jest Gryfonką, a chłopakom, a właściwie Syriuszowi, chodzi tylko o to, aby nie pałętała się po ich sypialni. Łapa, mimo tego że już dawno przestał ją kochać, nie zapomniał o tym, co mu zrobiła.

      Peter nie będzie chciał słuchać innych. W końcu Kate to jego pierwsza dziewczyna i nie chce tak szybko z niej zrezygnować.

      Darowałyśmy sobie jakieś wielkie przepraszanie i wybaczanie, jeżeli chodzi o Łapę i Rogacza. Stwierdziłyśmy, że nie bardzo pasuje do nich takie zachowanie, dlatego pogodziłyśmy ich w dość spontaniczny sposób, co też pokazuje, jaka jest ich przyjaźń. Prawdziwa i niezachwiana.

      Cieszymy, że się podobało. Również ściskamy gorąco i pozdrawiamy!
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  2. Sorry że tak krótko ale żadne słowa nie są w stanie tego opisać chociaż...znajdę takie:
    Zajebiste, rewelacyjne i fantastyczne
    Pozdrówka czekam na next i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że Ci się podoba. Dziękujemy, że wpadłaś. ;)

      Usuń
    2. Bo wiecie do super blogów zawsze się wraca :-)

      Usuń
  3. Kochane Łapo i Rogaczu!
    Wybaczcie, że dopiero teraz komentuje, rozdział przeczytałam już w piątek, ale nie miałam czasu skomentować no i miałam małe problemy z komputerem. Ale jestem.
    Rozdział jak zwykle cudowny. Nie spodziewałam się po Łapie tego, że będzie taki opiekuńczy. Zaskoczył mnie tym pozytywnie. No i James... Nie wiem czy mam się cieszyć czy nie. Pocałował Lilkę. Czy nie popełnił błędu. No i Kate. O co jej tak właściwie chodzi?
    Pozostaje mi życzyć Wam weny i czekac na next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łapa jest naprawdę zakochany w Dorcas, dlatego się tak o nią troszczy, chociaż on sam nigdy nie przypuszczał, że byłby zdolny do czegoś takiego. James zachował się jak pajac, a niedługo jego relacja z Evans pogorszy się jeszcze bardziej. Kate ma swój konkretny plan, który stopniowo realizuje.
      Cieszymy się, że Ci się podobało. Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  4. Cudo *-* zakochałam się w końcówce. I ta randka Syriusza I Dorcas nwm jak wy to wymyślacie... <3 Współczuję Rogaczowi bo Lilka go zabija :') Życzę morza weny i pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że Ci się podobało. Dziękujemy, że wpadłaś i również pozdrawiamy. ;)
      ~ Ł&R

      Usuń
  5. Ajajaj czemu ja dopiero teraz tu zajrzalam? :( rozdział jak zawsze zajebisty <3 kocham to odpowiadanie :) Syriusz taki romantyczny że ojeeej *.* to chyba mój ulubieniec z Huncwotów :) James, brawo za odwagę. Nietrudno było przewidzieć, że Lilka za takie zagranie Cię zabije, ale propsy za to, że zaryzykowałes :D wgl scena ich spotkania tak się Wam udała, tak idealnie ją opisalysci... ppragnę więcej :3 opisy macie cudowne, dobrse oddzialywuja na wyobraźnię i wprowadzają czytelników w odpowiedni nastrój. Peter i Kate.. no nie mogę, tak mnie to brzydzi że masakra.. jeszcze te jego "tłuste ciałko" "ślina"... przygniótl ją swoim ciężarem :D to akurat dobrze jej tak XD niech się lala nie miesza między Syriusza i Dor.
    Pozdrawiam Serdecznie i przesyłam ogromne pokłady weny :*
    /Annabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syriusz jest zakochany, stąd jego romantyzm i troska o Dorcas. James może i był odważny, ale faktycznie nie pomyślał nad tym, co robi. Całkowicie zraził do siebie Lily.
      Wątek Petera i Kate to dość skomplikowana sprawa, zważywszy na to, że ze strony Marywale nie jest to miłość ani nawet sympatia.
      Cieszymy się, że Ci się podobało i również serdecznie Cię pozdrawiamy! :)
      ~ Ł&R

      Usuń
  6. Zapraszam na rozdział 41 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/06/rozdzia-41-zdrada.html oraz na http://dorcas-pisze.blogspot.com/2015/06/rozdzia-1-nowe-dowody.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na nowy rozdział!
    Wgl przepraszam, że nie skomentowałam, ale nie mam do tego głowy. Ale rozdział jest świetny i nie mogę się doczekać następnego! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że się wreszcie pogodzili :')
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Gabby,
      rozumiemy, czas również nie jest ostatnio naszym sprzymierzeńcem przez co mamy wiele zaległości. Jednak dziękujemy bardzo, że i tak odwiedziłaś naszego bloga i dałaś radę się pokazać. To wieeele znaczy :)
      Już wpadamy do Ciebie!
      Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy!

      Usuń
  8. Kochane Łapo i Rogaczu,

    Miałam już iść spać, ale przez przypadek przeczytałam, że rozdział jest dla mnie i nie mogłam tego odpuścić. Musiałam przeczytać i od razu skomentować.
    Dziękuję bardzo za dedykację, na którą nie zasłużyłam, gdyż ostatnio nie jestem wzorowym czytelnikiem, ani komentatorem. Postaram się, żeby ten komentarz miał przyzwoitą długość, ponieważ zasługujecie na to.

    Zacznę od skomentowania związku z Kate. Przeraża mnie to. Nie ma nic gorszego, niż taka "miłość", kiedy człowiek staje się ślepy i głuchy. Przecież gołym okiem widać, że dziewczyna nie jest zainteresowana Peterem, że robi wszystko żeby poróżnić chłopaków. Zaintrygowała mnie ta dziewczyna. Czy to właśnie ona sprowadzi Petera na złą drogę? Czy to będzie coś innego. Zresztą jak ona mogła powiedzieć, że przyjaciele drwią sobie z Glizdogona. Owszem podśmiewują się czasem, ale nie drwią. Przecież są fajną paczką przyjaciół.

    Potter rzeczywiście przegiął. Zeby używać magii. Powinno mu być wstyd, że jego podryw jest tak beznadziejny, że musi posuwać się do przemocy, żeby pocałować Lily. Na miejscu Evans zafundowałabym mu jakąś zemstę, bo jedno uderzenie w twarz to za mało.
    Jestem dumna z naszej Rudej, że nie popłakała się przy Jamesie. Wtedy bufon popadłby w euforię, że nie dość iż pocałował swoją ukochaną to jeszcze zadziałał na nią tak mocno, że dziewczyna się przejęła.

    Syriusz zrobił się romantykiem no no no. Doris będzie mieć z nim naprawdę dobrze, chyba, że Kate w jakiś sposób zniszczy ich szczęscie. Pomysł Black'a na randkę był naprawdę cudowny, genialny i uroczy. Wierzę, że będzie się starał zawsze, a nie tylko na początku.

    Najbardziej jednak poruszyło mnie zakończenie. Bez zbędnych ceregieli po prostu chłopcy się pogodzili. To cudownie, bo nie ma nic gorszego niż kłótnia Łapy i Rogacza.

    Pozdrawiam
    Wasza Em

    Ps. Mam nadzieję, że komentarz wyszedł w miarę przyzwoity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Em,
      nawet nie wiesz jak się cieszymy z Twojej wizyty i jesteśmy pełne nadziei, że możesz wreszcie odpocząć, bo na pewno w pełni na to zasłużyłaś!

      Jak już zauważysz w następnym rozdziale, Kate będzie miała swój udział w przemianie Petera i owszem, częściowo ona się do tego przyczyni. Niestety Marywale tak owinęła sobie chłopaczka wokół palca, że jest w stanie wmówić mu wiele nieprawdziwych rzeczy, ale póki co Glizdek będzie starał się jeszcze używać rozumu.

      Lily nigdy nie podarowałaby sobie, gdyby okazała swoją słabość przy kimś, kogo tak bardzo nienawidzi. Potter zbyt mocno uraził tym razem jej dumę.

      Związek Dorcas i Syriusza wydaje się wręcz idealny i na razie tak będzie, a potem okaże się co dalej :)
      I właśnie o to nam chodziło! Nie wyobrażałyśmy sobie, że Huncwoci będą przerabiali jakieś ckliwe przeprosiny, zbyt długo się znają i oboje wiedzieli, że są winni, więc co im więcej pozostawało jak puścić tamto wydarzenie w niepamięć? :)

      Kochana Em, rozdział jest cudowny i nawet nie myśl, że TY mogłabyś nie podołać. Kochamy kiedy piszesz nam swoją opinię i przemyślenia, dają nam one wiele radochy i takiego... hm... ciepła? :D

      Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy!!!

      Usuń
  9. Jej, Rogacz i Łapa znowu w zgodzie :D
    James ma pamiątkę po Lily, nie powinien teraz myć twarzy :P
    Rozdział cudowny, Glizdogon głupi, a ja lecę czytać dalej ;)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znów ja, moje Wspaniałe!
    Nie wiem kto Wam nawypisywał takich głupot! Jak to za długi?! Poprzedni rozdział był cudowny i jak dla mnie, mógł być jeszcze dłuższy. Proszę Was nie słuchajcie takich dyrdymałów. Im więcej Waszej twórczości tym lepiej!:)
    Jako fanka Jamesa zacznę od niego! Żal mi go było jak Syriusz go zlewał i nie dał nawet dojść do słowa i wyjaśnić, ale ale sam sobie na to zasłużył. Co do jego postępowania względem Lily. No masakra, ale przecież za to kochamy Pottera, za jego głupotę i nieustępliwość. Przyznam, że ten "zabójczy" pocałunek wprawił mnie w zadowolenie i poprawił nastrój, od dawna wyczekiwałam czegoś takiego. Kłótni i słodkiej głupoty Jamesa. Aż boję się pomyśleć, co go spotka jak Evans ochłonie, dojdzie do siebie i postanowi mu odpłacić pięknym za nadobne:) Podziwiam go za odwagę, znając charakterek Lily powinien prosić Dumbledore`a żeby przysłał mu obstawę z ministerstwa:D
    Syriusz się na prawdę stara i to widać. Wiadomo, że każdemu czasem potrzebne wsparcie jeśli chce coś przygotować, więc myślę, że malutka pomoc Remusa nie umniejsza zasług Łapy, który postanowił pokazać Dorcas, że mu zależy, jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna znająca go nie od dziś doskonale docenia jego wysiłek i myślę, że nawet gdyby się przyznał i wspomniał o udziale Lunatyka nie zrobiłoby to dla niej żadnej różnicy,w końcu liczy się gest, prawda? Także Łapo, moje uszanowanie. Czapki z głów! Oboje zasługują na siebie i szczęście:)
    Glizdogon, brak słów. Chociaż każdy kto nie jest zauważany przez dziewczyny i traktowany jako potencjalny kandydat na chłopaka, ma prawo do zwątpienia w siebie i swój wygląd. Nie dziwota, że chłopaczyna poleciał na ładne ciało i oczy, w końcu przecież nie jest gorszy niż James czy Syriusz i należy mu się, co nie? Szkoda tylko, że czyny i zamiary Kate nie są tak piękne jak ona. Tutaj nawet mi go szkoda, mimo że go nie trawię.
    Pozwolę sobie, skoro zwracacie uwagę na życzenia czytelników, zauważyć, że ROZDZIAŁ ZA KRÓTKI! :D :D
    Pozdrawiam Was cieplutko!
    Rogata

    OdpowiedzUsuń