22 czerwca 2015

XVIII. Standardowe Umiejętności Magiczne

Kochani Czytelnicy!
Przybywamy do Was z kolejnym rozdziałem naszej historii. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu. Dzisiejszą notkę dedykujemy Luthien w podziękowaniu za jej cudowny komentarz. Kochana jesteś wielka. W tej części kończy się też przyjaźń Lily i Severusa, wiemy, że na to czekałaś, dlatego miałyśmy kolejny powód, by zadedykować ten rozdział właśnie Tobie. :)
Zapraszamy do lektury
~ Łapa i Rogacz




Stary zamek, w którym swoją siedzibę miała Szkoła Magii i Czarodziejstwa, pogrążony był w atmosferze nerwowego napięcia i podniecenia. Wszystko to za sprawą piątoklasistów, którzy już jutro mieli przystąpić do swoich egzaminów. Standardowe Umiejętności Magiczne, zwane potocznie SUMami napawały młodych czarodziejów strachem. Uczniowie piątych klas nigdy nie uczyli się tyle, co dzisiaj. Pani Pince życzyła sobie nawet, aby jej biblioteka zawsze cieszyła się taką popularnością. W pomieszczeniu roiło się bowiem od piętnastoletnich Puchonów, Krukonów, Ślizgonów i Gryfonów, którzy nerwowo przerzucali karty opasłych ksiąg. Niektórzy z nich prosili Merlina, aby jakoś udało im się uzupełnić braki w wiedzy. Inni błagali go o jakiś kataklizm, który uniemożliwiłby odbycie się egzaminów. Pozostali byli tak załamani, iż nie mieli nadziei na to, że jakakolwiek siła wyższa im pomoże. Tylko dwie osoby nie zdawały się zwracać uwagi na ten rozgardiasz. Syriusz Black i James Potter wcale nie przejmowali się tym, że już jutro mają przystąpić do tych jakże ważnych testów. Obaj zgodnie stwierdzili, że uczyli się przecież przez całe pięć lat, więc posiadają zadowalającą, ich zdaniem, wiedzę. Nie widzieli sensu w panikowaniu i zakuwaniu na ostatnią chwilę. Sądzili, że na niewiele im się to zda, toteż woleli spożytkować wolny czas w lepszy i bardziej przydatny sposób. Przyjaciele przebywali teraz w nieużywanej łazience dla dziewcząt. Toaleta ta nie cieszyła się popularnością przez jej mieszkankę – Jęczącą Martę, która nie była zbytnio towarzyskim duchem. A przynajmniej takie zdanie mieli o niej uczniowie, których zjawa w chwilach gniewu ochlapywała wodą z sedesu. Warto zaznaczyć, że widmo dziewczyny potrafiło rozzłościć się z byle powodu, a właściwie wpadało w szał bez przyczyny. Marta swoje frustracje wyładowywała na uczniach, więc ci unikali jej towarzystwa, co teraz było na rękę Huncwotom. Łapa i Rogacz nie musieli się obawiać, że ktokolwiek im przeszkodzi. Przyjaciele pogłębiali właśnie tajniki zaawansowanej Obrony Przed Czarną Magią. Nie robili tego ze względu na czekające ich egzaminy. Potter i Black po prostu lubili być najlepsi. Panowie ćwiczyli zaklęcie Expecto Patronum, a właściwie ćwiczył je tylko Rogacz, ponieważ Łapa opanował je do perfekcji w zeszłym tygodniu i teraz dawał jakże cenne wskazówki Jamesowi. Black nie uważał, że wyczarowanie cielesnego Patronusa jest trudne. Jego zdaniem wystarczyło się po prostu mocno skupić na jakimś szczęśliwym wspomnieniu. A tych, odkąd został chłopakiem panny Meadowes, miał całkiem sporo, toteż każda próba wypowiedzenia zaklęcia kończyła się sukcesem i z jego różdżki wystrzeliwał świetlisty, wielki pies. James radził sobie z tym nieco gorzej. Robił wszystko tak, jak powiedział Black, ale z jego różdżki wychodził tylko strzęp srebrzystej mgły. Remus powiedział mu, że to i tak duży sukces, bo wyczarowanie Patronusa to naprawdę złożona i trudna magia, ale Pottera wcale to nie pocieszyło. Chciał sprostać zadaniu w stu procentach, więc każdego dnia ćwiczył naprzemiennie z Syriuszem lub Lupinem.
- Skup się, Rogaty – powiedział spokojnie długowłosy – Pomyśl o czymś naprawdę szczęśliwym.
Potter stanął w lekkim rozkroku. Wyciągnął przed siebie prawą rękę, w której trzymał różdżkę i zamknął oczy. Starał się poszukać w swojej głowie chwili, która była naprawdę radosna. Tyle razy już próbował, ale żadne z jego wspomnień nie pozwoliło mu na wyczarowanie cielesnego Patronusa. Musiał poszukać czegoś naprawdę wyjątkowego. W końcu pomyślał o tym, jak Gryffindor po raz pierwszy zdobył Puchar Quidditcha. Całym sobą skupiał się teraz na tamtej chwili. Przypominał sobie złapanie znicza i to cudowne uczucie, które wtedy go ogarnęło, jak zdał sobie sprawę, że jego dom okazał się być najlepszy. Rogacz, wciąż rozpamiętując ten szczęśliwy dzień, zacisnął palce na różdżce i wypowiedział zaklęcie. Jednak i tym razem mu się nie udało, chociaż mgła wydobywająca się z jego różdżki była większa niż poprzednio.
- Wystarczy na dziś – zadecydował Syriusz. Nie widział sensu w dalszych ćwiczeniach. Miał wrażenie, że jego przyjaciel z każdym kolejnym niepowodzeniem wkurza się coraz bardziej, a przecież powinien skupiać się na dobrym wspomnieniu. Black też nie opanował tej sztuki od razu, sporo ćwiczył pod czujnym okiem Lupina i w końcu mu się udało. Wiedział, że i Potter osiągnie wkrótce cel, ale uważał, że nie nastąpi to dzisiaj.
- Nie – odpowiedział zdecydowanie rozczochrany – Spróbuję jeszcze raz, ostatni. Jeżeli się nie uda, odpuszczę na dziś i wrócimy tu jutro.
James znów przyjął wcześniejszą pozycję i ponowie szukał jakiegoś szczęśliwego wspomnienia. Myślał o ostatnich wakacjach, które wraz z rodzicami spędził w Egipcie, ale po pewnym czasie uznał, że nie była to aż tak wyjątkowa chwila. Później przypomniał sobie moment, w którym stał się animagiem. Na pewno był wtedy szczęśliwy, ale czy ta euforia nie była porównywalna do tej związanej z quidditchem? W końcu przed jego oczami stanęła ruda czupryna i cudne, zielone oczy, w kształcie migdałów. Lily! Że też wcześniej o niej pomyślał. Na pewno miał z nią wiele szczęśliwych wspomnień. Chociażby szlaban, który mu wlepiła albo walentynki, kiedy razem odrabiali lekcje. Ich pocałunek! Był wtedy najszczęśliwszym chłopakiem w całym wszechświecie. Nie ma lepszego wspomnienia! Czuł, że teraz na pewno mu się uda. Skupił się na tym fantastycznym uczuciu, które go ogarnęło, kiedy złączył swe usta z ustami Evans. Chwycił różdżkę mocnej i wypowiedział zaklęcie:
- EXPECTO PATRONUM! – z kawałka drewna, które chłopak trzymał w dłoni, wystrzelił wielki, srebrzysty jeleń. Na twarzy Rogacza malowało się teraz ogromne samozadowolenie. Syriusz popatrzył na Patronusa Pottera z uznaniem i poklepał go przyjacielsko po plecach. Świetliste widmo okrążyło pomieszczenie, a potem zniknęło, pozostawiając po sobie srebrną mgiełkę. Rozczochrany chciał się upewnić czy aby na pewno udało mu się w końcu opanować te sztukę. Jeszcze raz zamknął oczy i ponowie skupił się na tym samym wspomnieniu związanym z Lily. Wypowiedział zaklęcie i znów z jego różdżki wyszedł jeleń, który po chwili zniknął. Rogacz przekonał się, że tak jak mówił Łapa, wyczarowanie Patronusa nie jest wcale aż takie trudne.
- Gratuluję, stary – powiedział Black, wyszczerzając się do kolegi.
- Chodź, trzeba powiedzieć o tym Lupinowi! - powiedział rozentuzjazmowany James. Po tylu staraniach osiągnął wreszcie sukces i chciał się nim pochwalić.
- Syriusz, to ty? - rozległ się piskliwy głosik, na dźwięk którego długowłosy siarczyście zaklął pod nosem. Z toalety wyłoniła się bowiem Jęcząca Marta, która nie cieszyła się przecież sympatią uczniów. Obrońca Gryfonów miał szczególne powody do tego, aby nie lubić zjawy. Marta podziwiała Blacka, a nawet można by rzec, że była w nim zakochana i wcale się z tym nie kryła. Za każdym razem kierowała w jego stronę dziwne aluzje i robiła mu awantury, gdy ten zaczął spotykać się z jakąś dziewczyną.
- Cześć, Marto - rzekł przymilnie – Co słychać? - zapytał, chociaż wcale go to nie interesowało. Miał nadzieję, że dziewczyna nie zacznie im opowiadać o tym, jaka jest nieszczęśliwa i samotna. Chciał jak najszybciej opuścić pomieszczenie.
- Jestem taka samotna – zaczęła zawodzić – Dlaczego mnie nie odwiedzałeś? - zapytała z wyrzutem?
- Byłem zajęty, musiałem się uczyć. Jutro zaczynają się egzaminy – powiedział Black z udawaną powagą. Używał teraz całej siły woli, żeby powstrzymać się od śmiechu.
- Marta wie, że byłeś zajęty. Ale nie nauką. Związałeś się tą Meadowes i cały swój czas poświęcałeś jej! - rzuciła oskarżycielskim tonem – A ja myślałam, że może kiedyś...
- Przykro mi, Marto – przerwał jej – Ale przecież James jest wolny! - rzucił uradowany. Zjawa przyjrzała się uważnie Potterowi i chyba stwierdziła, że jest godnym zastępcą Blacka, bo zaczęła posyłać mu słodkie uśmiechy. Rogacz posłał przyjacielowi mordercze spojrzenie. Huncwoci pożegnali się z duchem i opuścili łazienkę. Na korytarzu obaj wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, co też przyczyniło się do tego, że urazili uczucia Lily Evans, która stała nieopodal nich i rozmawiała ze Smarkiem. Gdy tylko jej oczy napotkały orzechowe tęczówki Rogacz, odwróciła wzrok, uniosła z wyższością głowę i ciągnąc swojego przyjaciela za rękaw szaty, pospiesznie się oddaliła.
- Przejdzie jej – rzucił rozbawiony Potter i obaj panowie udali się do swojego dormitorium.

*


- Cholibka, chłopaki. Jak miło was widzieć – powiedział uradowany Hagrid, kiedy troje Huncwotów zapukało do drzwi jego chatki – Właźcie. - nie było trzeba im dwa razy tego powtarzać. Zrobili to, co powiedział im ich wielki przyjaciel. Weszli do jego domku i rozsiedli się wygodnie na krzesłach. Gajowy wyłożył przed nimi tacę z ciasteczkami własnej roboty, co trochę ich przeraziło, bo znali zdolności kulinarne Hagrida, który teraz parzył dla nich herbatę.
- A gdzie Peter?
- Na randce – powiedział Syriusz, drapiąc się po głowie.
- To on ma dziewczynę? - zapytał zaskoczony gajowy. Huncwoci pokrótce opowiedzieli przyjacielowi historię związku Kate i Glizdogona. Syriusz obowiązkowo pochwalił się tym, że jego relacja z Dorcas w ostatnim czasie uległa zmianie. Hagrid bardzo się z tego ucieszył. Lubił tych chłopaków i za każdym razem, gdy McGonagall skarżyła się na nich, lojalnie ich bronił, mówiąc zastępczyni dyrektora, że w szkole byłoby niesamowicie nudno bez dowcipów Huncwotów. Minerwa zawsze powtarzała, że wolałaby monotonię szkolnego życia niż ciągłe wlepianie szlabanów, chociaż rozmijało się to z prawdą.
Lupin postanowił pomóc z Hagridowi przy parzeniu herbaty. Skierował się do szafki, w której gajowy trzymał nieco wyszczerbione naczynia. Kiedy Remus sięgał po filiżanki, jego wzrok padł na dość grubą książkę. Zaciekawiony sięgnął po nią i zerknął na okładkę. „Salamandry – potwory czy stworzenia hodowlane?”
- Eee... Hagridzie? - zaczął niepewnie – Po co ci książka o salamandrach? - Lunatyk właściwie nie był do końca pewien, czy chce usłyszeć odpowiedź na to pytanie. Znał zamiłowanie gajowego do wielkich i niebezpiecznych stworzeń, które w przekonaniu półolbrzyma były całkiem niegroźnymi i uroczymi stworzonkami.
- No bo ten... Spotkałem ostatnio takiego gościa, który hoduje salamandry i tak se pomyślałem, że może warto się czegoś o nich dowiedzieć.
- Ale chyba nie zamierzasz hodować tej wielkiej jaszczurki? - zapytał James.
- Dlaczego nie? To całkiem miłe stworzonka! Cholibka, wziąłbym se jedną i ją hodował. Karmił, bawił się, śpiewał kołysanki.
- Miłe stworzonka? - powiedział z ironią Łapa, zastanawiając się jednocześnie nad tym, czy ich olbrzymi przyjaciel nie stracił przypadkiem mózgu – Przecież one mieszkają w ogniu!
- Co w tym złego? - zapytał Hagrid, który postrzegał te, bądź co bądź, groźne stworzenia jako małe zwierzaczki, którymi trzeba się zaopiekować.
- Nie uważasz, że to trochę niebezpieczne? Mieszkasz w drewnianej chatce – zauważył Remus.
- Co wy tam wiecie? - powiedział urażony półolbrzym i wyrwał Lupinowi książkę z rąk.
Przyjaciele nie rozmawiali więcej na drażliwy dla Hagrida temat. Skupili się na rzeczy o wiele bardziej przyjemnej, jaką był zbliżający się finał quidditcha.

*


Kiedy troje z Huncwotów spędzało czas w chatce gajowego, czwarty z nich siedział teraz na swoim łóżku. Towarzyszyła mu jego dziewczyna. Peter zdawał sobie sprawę, że Syriusz nie byłby zachwycony, gdyby ponownie spotkał Kate w ich sypialni, ale uważał, że skoro Łapa jest teraz w zupełnie innym miejscu, nie będzie miał żadnych pretensji. Poza tym wcale nie musiał wiedzieć o tym, że blondynka tutaj była. Glizdogon siedział przy ścianie. Jedną ręką obejmował Marywale, która opierała się o jego tors, a drugą zajadał złote tofiki, które zakupił ostatnio w Miodowym Królestwie. Para nie odzywała się do siebie, ale wcale im to nie przeszkadzało. Kate cieszyła się, że nie musi prowadzić nużącej rozmowy z Peterm, który według niej okazał się być jeszcze głupszy niż początkowo przypuszczała. Glizdogon natomiast roztrząsał w myślach jedną z ostatnich rozmów, które odbył ze swoją ukochaną. Dokładnie analizował jej słowa i zastanawiał się czy są prawdziwe. Czy faktycznie Syriusz, James i Lupin go wykorzystują? Po krótkim rozmyślaniu stwierdził, że Remus nie mógłby nikogo skrzywdzić. Był po prostu za dobry. Pettigrew skupił się więc na pozostałych przyjaciołach i starał się znaleźć w ich zachowaniu coś, co byłoby względem niego krzywdzące. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że Łapa i Rogacz są ogólnie lubiani, a nawet podziwiani. Wiedział, że są popularni i zdolni. Całkiem nieźle radzili sobie z nauką, a on miał przecież w tej kwestii niemałe problemy. Obaj byli w szkolnej drużynie quidditcha i grali naprawę dobrze, a on miał problemy z utrzymaniem się na miotle, na co wpływ miała niewątpliwie jego waga. Obaj często randkowali i złamali wiele dziewczęcych serc, a on znalazł swoją pierwszą dziewczynę dopiero w wieku piętnastu lat. Gdy tak rozmyślał nad słusznością słów Kate, przypomniał sobie wszystkie te momenty, w których Syriusz i James się z niego wyśmiewali. Czy to nie było z ich strony podłe i niesprawiedliwe? Przecież on nigdy nie wyśmiewał ich porażek. Nie śmiał się z Rogacza, gdy Snape na oczach całej szkoły wyznał mu miłość. Nigdy nie wykpił Łapy, gdy podrywała go Jęcząca Marta. Im dłużej Peter analizował zachowanie przyjaciół, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Marywale może mieć trochę racji. Nie chciał jednak osądzać kolegów zbyt krytycznie, więc zaczął wyszukiwać w pamięci wszystkich pozytywnych wspomnień, które się z nimi wiązały. Od razu pomyślał o ich nocnych eskapadach i tworzeniu Mapy Huncwotów. Przypominał sobie ich najlepsze dowcipy. Rozpamiętywał wszystkie te chwile, w których przyjaciele pomagali mu uporać się z trudnościami w nauce. Zrobiło mu się nieco wstyd, że tak negatywnie przed chwilą ich ocenił. Może nie zawsze zachowywali się idealnie, ale przecież on też nie był w stu procentach perfekcyjny. Nie powinien sprowadzać Kate do ich sypialni, bo obiecał to Syriuszowi, a jednak złamał dane mu słowo. Może nie był tak przystojny i popularny jak Łapa i Rogacz, ale Lupin też żył w ich cieniu i wcale mu to nie przeszkadzało, więc czemu on miałby się na to skarżyć? Miał pewne problemy z nauką, ale tak jak pozostali stał się animagiem! Może zajęło mu to trochę więcej czasu, ale przecież o wiele trudniej zmienić się w maleńkiego szczura niż w psa, który nie wcale nie odbiega rozmiarem od człowieka! Poza tym to dzięki niemu James i Syriusz w ogóle mogą wejść do tunelu pod Bijącą Wierzbą! Gdyby nie on, nie mogliby towarzyszyć Lupinowi podczas pełni. Kate była kiedyś dziewczyną Łapy, rzuciła go, bo jej nie odpowiadał. A teraz jest z nim – Peterem, więc nie jest on wcale gorszy od Blacka, a może jest nawet w tej kwestii lepszy? Przecież związek z Gryfonką cały czas kwitnie! Wynurzenia Marywale są więc bezpodstawne! Syriusz i James wcale nim nie pomiatają, dlaczego mieliby to robić? Może czasem rzucą w jego stronę jakąś kąśliwą uwagę, ale to chyba nic złego? Przecież to zwykłe przyjacielskie przekomarzanki, nie żadne złośliwości. Peter nie miał więc powodów do obaw. Był z tego tak zadowolony, że odstawił swoje ukochane słodycze, pochylił się nad Kate i złożył na jej ustach gorący pocałunek. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła gest, chociaż wcale nie było jej to na rękę. Musiała jednak stwarzać pozory zakochanej i starała się grać swoją rolę jak najlepiej. Zadowolony Glizdogon pogłębił pocałunek i wykonał jakiś dziwny ruch, co przyczyniło się do tego, że przygniatał teraz swoją dziewczynę do łóżka. Kate używała teraz całej siły woli, żeby go od siebie nie odepchnąć. Wplotła mu palce we włosy, żeby go z siebie nie zwalić. To, co teraz robili, napawało ją ogromnym obrzydzeniem. Próbowała z tym walczyć. Wyobrażała sobie, że całuje się teraz z Gordonem Whitmanem – przystojnym Ślizgonem z siódmej klasy. Rozochocony Peter skierował swoje dłonie na guziki białej bluzki dziewczyny i zaczął je po kolei rozpinać. Tego było za dużo dla Marywale. Wiedziała, że będzie musiała się poświęcić dla powodzenia swego planu, ale na pewno nie posunęła by się do czegoś takiego. Samo przebywanie w towarzystwie swojego chłopaka było dla niej katorgą, co dopiero takie ekscesy!
- Nie, Peter – rzekła, odpychając go – Nie możemy – dodała. Chłopak spojrzał na nią zdziwiony. Myślał, że ona też tego chce, że jej się podoba. Poczuł się teraz trochę zawstydzony i nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Powinien ją przeprosić, porozmawiać, wyjaśnić tę krępującą sytuację czy co? Blondynka walczyła teraz z falą mdłości, która rozlewała się w jej wnętrzu. Gdy nieco uspokoiła swój żołądek, rzekła przymilnie:
- Nie miej mi tego za złe, Peter. Bardzo bym chciała dokończyć to, co zaczęliśmy – skłamała – Uważam jednak, że to trochę za wcześnie. Nigdy tego nie robiłam – zełgała ponownie – Nie wiem czy jestem na to gotowa. Poza tym wasze dormitorium to chyba nie najlepsze miejsce. W każdej chwili mogą wrócić chłopacy – powiedziała, zapinając bluzkę.
- Przepraszam – powiedział Glizdogon, patrząc teraz na czubki swoich własnych butów.
- Nie masz za co – powiedziała, głaszcząc go po policzku. Ponownie skupiła się na powodzeniu swojego planu i chciała trochę udobruchać Gryfona – Musisz trochę poczekać – powiedziała z fałszywym uśmiechem.

*


Lily Evans obudziła się zlana zimnym potem. Wybudziła się właśnie z okropnego koszmaru. Śniło jej się, że była w swoim rodzinnym domu. Do jej sypialni weszła mama i oznajmiła, że właśnie przyszła poczta z Hogwartu. Kobieta podała córce trzy koperty. Lily szybko rozerwała pierwszą z nich i jej oczom ukazały się wyniki SUM-ów. Dziewczyna otrzymała „troll” z każdego egzaminu. Była przekonana, że to jakiś żart, więc sięgnęła po kolejny list. Była to wiadomość od Pottera, który pytał się o egzaminy i powiedział, że ku własnemu zaskoczeniu zebrał komplet wybitnych. Spanikowana Lily rozerwała trzecią kopertę, w której był list od Dumbledore'a. Dyrektor napisał, że wyniki SUM-ów uniemożliwiają dalszą naukę pani prefekt w Hogwarcie, więc był zmuszony wykreślić ją z listy uczniów. Kiedy Evansówna skończyła czytać swoją pocztę, do jej pokoju weszła Petunia, która widząc pobladłą twarz siostry, wyrwała jej z ręki kawałki pergaminu i zaczęła je przeglądać. Kiedy zrozumiała w czym rzecz, spojrzała Lily głęboko w oczy i roześmiała się szyderczo.
Zdenerwowana Lilka rozejrzała się po dormitorium i odetchnęła z ulgą. Na szczęście to tylko zły sen. Chociaż czy jej ostatni koszmar się nie urzeczywistnił? Śniło jej się przecież, że musiała pocałować Pottera, a później faktycznie się z nim całowała. Evans przeraziła się nie na żarty, ten sen nie może się spełnić! Nie może przecież otrzymać „troll” z każdego egzaminu! Nie może być gorsza od Pottera! Przestraszona dziewczyna wyskoczyła z łóżka i narzuciła na siebie szlafrok. Nie chciała budzić współlokatorek, więc nie zapalała różdżki. Po omacku znalazła swoje podręczniki i notatki. Chwyciła je wszystkie w dłonie i zeszła do Pokoju Wspólnego. Nie zwracała uwagi na to, że do egzaminów zostało jej niewiele ponad sześć godzin, co powinna przeznaczyć na sen. Wolała mieć pewność, że jej wiedza jest zadowalająca, nie musiała się przecież wysypiać.

*


Wszyscy uczniowie piątego roku pisali właśnie swój egzamin z Obrony Przed Czarną Magią. Siedzieli teraz w Wielkiej Sali, która tego dnia wyglądała jednak nieco inaczej. Zamiast czterech długich stołów stała tam teraz ponad setka małych, pojedynczych stoliczków, przy których siedzieli piątoklasiści. Na twarzach niektórych z nich malowało się głębokie skupienie. Inni uśmiechali się szeroko, wyraźnie byli z siebie bardzo zadowoleni. Pozostali zdawali się być przerażeni.
Severus Snape siedział pochylony nad swoim arkuszem. Jego długie, proste i tłuste włosy omiatały stół, jego haczykowaty nos zawisł zaledwie o cal nad pergaminem, po którym skrobał zawzięcie piórem.
- Jeszcze pięć minut – rozległ się głos profesora Flitwicka, który przechadzał się między ławkami i pilnował swych podopiecznych, aby ci nie próbowali przypadkiem ściągać czy oszukiwać.
James Potter wyprostował się na krześle, odłożył pióro i przyciągnął pergamin do siebie. Chciał przeczytać to, co napisał. Rogacz ziewnął potężnie i zmierzwił sobie włosy, robiąc jeszcze większy bałagan na głowie. Zerknął w stronę profesora Flitwicka, a potem odwrócił się i uśmiechnął do Syriusza siedzącego cztery stoliki dalej. Łapa odwzajemnił uśmiech i uniósł kciuk do góry. Black siedział niedbale rozparty, kiwając się na tylnych nogach krzesła. Trzy stoliki dalej siedział Remus. Chłopak był blady i wyglądał dość mizernie, czego powodem była zbliżająca się pełnia. Parę stołów dalej siedział Glizdogon, na jego twarzy malowało się przerażenie. Chłopak gryzł paznokcie, wpatrując się w swój pergamin i szurał po podłodze czubkami butów. Co jakiś czas zerkał z nadzieją na test swojego sąsiada.
James przysunął do siebie kawałek pergaminu i na jego skrawku nakreślił dwie litery – L. E. Gdy tylko to zrobił, rozległ się głos profesora Flitwicka:
Proszę odłożyć pióra! Ty też, Stebbins! Proszę pozostać na miejscach, zaraz zbiorę wasze pergaminy. Accio!
Ponad setka rolek pergaminu śmignęła prosto w rozwarte ramiona niskiego czarodzieja, zwalając go z nóg. Rozległy się śmiechy. Paru uczniów siedzących przy pierwszych stolikach chwyciło go pod łokcie i podniosło z podłogi.
- Dziękuję... dziękuję... - wymamrotał profesor Flitwick. - No, jesteście wszyscy wolni!
James pospiesznie zmazał inicjały L.E., zerwał się, wrzucił pióro i kartkę z pytaniami egzaminacyjnymi do torby, zarzucił ją na ramię i stał, czekając na Łapę.
- Podobało ci pytanie dziesiąte, Luniaczku? - zapytał Syriusz, kiedy znaleźli się w sali wejściowej.
- Bardzo – odpowiedział żywo Lupin. - „Podaj pięć oznak, po których można rozpoznać wilkołaka”. Wspaniałe pytanie.
- I co, myślisz, że wymieniłeś wszystkie? - zapytał z udawanym przejęciem James.
- Chyba tak – odrzekł z powagą Lupin, kiedy przyłączyli się do tłumu wokół drzwi frontowych, żeby wyjść na zalane słońcem błonia. - Pierwsza: siedzi na moim krześle. Druga: nosi moje ubranie. Trzecia: nazywa się Remus Lupin...”
Tylko Glizdogon się nie roześmiał:
- Podałem kształt pyska, wygląd źrenic, włochaty ogon – powiedział z niepokojem – Ale nic więcej nie mogłem wymyślić...
- No nie, Glizdogonie, ale z ciebie tępak! - rzucił James niecierpliwym tonem. - Przecież co miesiąc włóczysz się z wilkołakiem...
- Nie wrzeszcz tak – przerwał mu Lupin.
Huncwoci ruszyli trawiastym zboczem w stronę jeziora. Nie zauważyli nawet, że za nimi podąża Snape, który wciąż był zaabsorbowany swoją kartką z pytaniami. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, dokąd idzie.
- No, ten cały egzamin to bułka z masłem – powiedział Syriusz. - Zdziwiłbym się, gdybym nie dostał W.
- Ja też – powiedział James.
Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej złotego znicza.
- Skąd go masz?
- Zwędziłem – odparł zdawkowo.
Zaczął bawić się zniczem, pozwalając mu trochę odlecieć, po czym chwytał go znowu; refleks miał znakomity. Glizdogon obserwował go z podziwem.
Gładka powierzchnia jeziora lśniła oślepiającym odblaskiem słońca. Na samym brzegu siedziała grupka rozchichotanych dziewcząt, które dopiero co opuściły Wielką Salę, a teraz pozdejmowały buty i skarpetki, chłodząc sobie stopy w wodzie.
Lupin wyciągnął książkę i zabrał się do czytania. Syriusz rozglądał się dookoła po uczniach rozłożonych na trawie; minę miał nieco wyniosłą i znudzoną. James wciąż bawił się zniczem, pozwalając mu odlatywać coraz dalej, ale zawsze w ostatniej chwili go schwytał. Glizdogon przyglądał się temu z otwartymi ustami. Za każdym razem, gdy Jamesowi udał się szczególnie trudny chwyt, wydawał z siebie zduszony okrzyk podziwu i bił brawo.
- Może byś już przestał, co? - odezwał się w końcu Syriusz, kiedy James złapał znicza w wyjątkowo widowiskowy sposób, a Peter krzyknął z podziwu – Bo Glizdogon posika się z wrażenia.
Pettigrew się zarumienił, a James się roześmiał.
- Skoro ci to przeszkadza – powiedział, chowając piłeczkę do kieszeni.
- Nudzę się – rzekł Syriusz – Chciałbym, żeby już była pełnia księżyca.
- Może ty byś chciał – mruknął ponuro Lupin zza swojej książki. - Ale mamy jeszcze transmutację, jak się nudzisz, możesz mnie przepytać... Masz – I wyciągnął ku niemu książkę.
Syriusz prychnął.
- Nie muszę zaglądać do tych głupot. Znam to wszystko na pamięć.
- To cię trochę ożywi, Łapo – powiedział cicho James. - Zobacz kto tam siedzi.
Syriusz odwrócił głowę. Zamarł bez ruchu, jak pies, który zwietrzył królika.
- Wspaniale. Smarkerus.
Snape wstał i chował swój pergamin do torby. Kiedy wyszedł z cienia i ruszył przez trawnik, Syriusz i James też wstali. Lupin i Glizdogon pozostali na miejscu. Lupin gapił się książkę, choć oczy mu się nie poruszały, a między brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Glizdogon patrzył to na Syriusza, to na Jamesa, to na Snape'a z wyraźnym oczekiwaniem na twarzy.
- W porządku, Smarkerusie? - zapytał głośno James.
Snape zareagował tak szybko, jakby się spodziewał napaści. Upuścił torbę, wsunął rękę za pazuchę i już podnosił różdżkę, gdy James wrzasnął:
- Expelliarmus!
Różdżka Snape'a wyleciała w powietrze i upadła za nim w trawę. Syriusz parsknął śmiechem.
- Impedimento! - krzyknął, celując różdżką w Snape'a, który zwalił się na ziemię.
Porozkładani na trawie uczniowie zwrócili głowy w ich stronę. Niektórzy wstali i podeszli bliżej. Jedni mieli przerażone miny, inni byli wyraźnie rozbawieni.
Snape leżał na ziemi, dysząc. James i Syriusz zbliżali się do niego z różdżkami w pogotowiu. James zerkał prze ramię na dziewczyny nad wodą. Glizdogon wstał, obserwując tę scenę łakomym wzrokiem, po czym obszedł Lupina, żeby mieć lepszy widok.
- Jak poszedł ci egzamin, Smarku? - zapytał James
- Obserwowałem go, rył nosem po pergaminie – powiedział drwiąco Syriusz. - Na pewno tak poplamił, że nie będą mogli odczytać ani słowa.
Tu i ówdzie rozległy się śmiechy. Najwyraźniej Snape nie cieszył się w szkole popularnością. Glizdogon zachichotał. Snape próbował wstać, ale zaklęcie wciąż działało, wił się, jakby walczył z niewidzialnymi sznurami.
- Jeszcze zobaczymy... - wydyszał, patrząc na Jamesa z nienawiścią. - Tylko poczekajcie...
- Na co? - zapytał chłodno Syriusz – Co zamierzasz zrobić, Smarku, wydmuchać sobie na nas nos?
Snape bluznął potokiem przekleństw i zaklęć, ale jego różdżka była daleko, więc żadne z zaklęć nie zadziałało.
- Przepłucz sobie usta – wycedził James – Chłoszczyść!
Z ust Snapea zaczęły wydobywać się różowe bańki mydlane, piana pokryła mu wargi, wyraźnie się dusił...
- ZOSTAWCIE GO!
James i Syriusz rozejrzeli się wokoło. Wolna ręka Jamesa szybko powędrowała do włosów.
- Co jest, Evans? - zapytał James.
- Zostawcie go – powtórzyła Lily. Patrzyła na Rogacza z odrazą. - Co on wam zrobił?
- No wiesz... - powiedział powoli, jakby się zastanawiał – To raczej kwestia tego, że on istnieje... Jeśli wiesz, co mam na myśli.
Wielu widzów obserwujących tę scenę wybuchnęło śmiechem, w tym Syriusz i Glizdogon, ale nie Lupin, nadal pochylony nad książką. Lily też się nie roześmiała.
- Wydaje ci się, że jesteś bardzo zabawny, tak? - zapytała chłodno. - A jesteś tylko zarozumiałym, znęcającym się nad słabszymi szmatławcem, Potter. Zostaw go w spokoju.
- Zostawię, jak się ze mną umówisz, Evans – odrzekł szybko James. - No... nie daj się prosić... Umów się ze mną, a już nigdy nie podniosę różdżki na biednego Smarka.
Za jego plecami zaklęcie spowolnienia przestawało działać. Snape czołgał się powoli ku swej różdżce, wypluwając mydliny.
- Nie umówiłabym się z tobą nawet wtedy, gdybym musiała wybierać między tobą, a wielkim pająkiem – oświadczyła Lily.
- Nie masz szczęścia, Rogaczu – rzekł Syriusz i odwrócił się w stronę Snape'a – OJ!
Ale krzyknął za późno. Snape już celował różdżką w Jamesa. Błysnęło i z policzka chłopaka trysnęła krew. Odwrócił się błyskawicznie, znowu błysnęło, i Snape wisiał już w powietrzu do góry nogami. Szata opadła mu na głowę, odsłaniając chude, blade nogi i poszarzałe gatki.
Wielu widzów zaczęło klaskać. Syriusz, James i Glizdogon ryknęli śmiechem. Rozłoszczona twarz Lily drgnęła lekko, jakby i ona powstrzymywała uśmiech.
- Puść go!
- Na rozkaz! - powiedział James i szarpnął lekko różdżką.
Snape zwalił się bezwładnie na ziemię. Wyplątał się jakoś z szaty, wstał i podniósł różdżkę.
- Petrificus totalus! - rozległ się głos Syriusza i Snape znów runął jak długi i zestywniał.
- ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! - krzyknęła Lily. Teraz i ona miała już różdżkę w ręku. James i Syriusz wpatrywali się w nią uważnie.
- Ech, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym ci zrobił krzywdę – powiedział James.
- To cofnij swoje zaklęcie!
James westchnął ciężko, a potem obrócił się do Snape'a i wyszeptał przeciwzaklęcie.
- Bardzo proszę – powiedział, gdy Snape po raz kolejny dźwignął się na nogi. - Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie...
- Nie potrzebuję pomocy tej małej, brudnej szlamy!
Lily zamrugała szybko.
- Świetnie – powiedziała chłodno. - W przyszłości nie będę sobie tobą zawracać głowy. I na twoim miejscu wyprałabym gacie, Smarkerusie.
- Przeproś ją! - ryknął James, celując różdżką w Snape'a.
- Nie zmuszaj go, żeby mnie przepraszał! - zawołała Lily, łypiąc groźnie na Jamesa. - Jesteś taki sam jak on...
- Co? - krzyknął chłopak – Ja NIGDY bym cię nie nazwał... sama wiesz jak!
- Targasz sobie włosy, żeby wyglądać tak, jakbyś dopiero co zsiadł z miotły, popisujesz się tym głupim zniczem, chodzisz po korytarzach i miotasz zaklęcia na każdego, kto cię uraził, żeby pokazać, co potrafisz... Dziwię się, że twoja miotła może w ogóle wystartować z tobą i z twoim wielkim, napuszonym łbem. MDLI mnie na twój widok.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
- Evans! - zawołał za nią James – Hej, EVANS!
Nawet się nie obejrzała.
- Co jej się stało? - zapytał James, bezskutecznie starając się sprawić wrażenie, że go to niewiele obchodzi.
- Czytając między wierszami, powiedziałbym, że chyba uważa cię za osobę nieco próżną – mruknął Syriusz.
- Świetnie – rzekł James, teraz już nie kryjąc wściekłości. - Znakomicie...
Znowu błysnęło i Snape ponownie zawisł w powietrzu do góry nogami.
- Kto chce zobaczyć, jak ściągam majtki Smarkerusowi?*

*



James siedział teraz w sowiarni. Potrzebował chwili wytchnienia. Musiał odreagować wydarzenia dnia dzisiejszego. Siedział pod jedną ze ścian pomieszczenia. Na kolanach trzymał kawałek pergaminu, na którym pisał list do matki. Obiecał, że da znać, jak poszły mu egzaminy. Rogacz wcale jednak nie skupiał się na wykonywanej czynności. Jego myśli zaprzątała Evans. Z każdym dniem rozumiał ją coraz mniej. Zdawał sobie sprawę z tego, że ostatnio ich relacja nie wyglądała najlepiej. W sumie nigdy nie wyglądała dobrze, ale całkiem niedawno pogorszyła się jeszcze bardziej. Niewątpliwie przyczynił się do tego James, który pocałował Lily bez jej zgody. Potter miał jednak nadzieję, że prędzej czy później Evansówna zapomni o jego winie i dalej będą drzeć koty. Po dzisiejszych wydarzeniach, które rozegrały się nad jeziorem, zwątpił w to, że kiedykolwiek porozmawia ze swoją ukochaną. Z jednej strony rozumiał jej złość.  Może faktycznie trochę przesadził, jeżeli chodzi o Smarka. Nie powinien mu aż tak dotkliwie dokuczać, chociaż nie zrobili z Syriuszem nic złego. Trochę się powygłupiali i tyle. Nie rzucali w nikogo Cruciatusem. Nie powinien bawić się ze Snapem na oczach Lily. Czasem umykał mu fakt, że dziewczyna miała w Ślizgonie przyjaciela i dlatego tak zażarcie go broniła, ale teraz ich przyjaźń odeszła chyba do przeszłości. To, co zrobił, a właściwie powiedział Snape było po prostu ohydne i James wcale nie dziwił się reakcji Lily. Nie rozumiał tylko, dlaczego całą swą złość postanowiła wyładować na nim. Dlaczego powiedziała mu to wszystko i to na oczach innych uczniów? Rogaczowi nie chodziło wcale o to, że poczuł się urażony czy upokorzony. Nie wiedział, dlaczego miał obrywać za przewinienia Snape'a? Zastanawiał się nawet nad tym, czy nie podjąć próby rozmowy z Lily. Chciał ją przeprosić i wyjaśnić kilka spraw. Po dłuższym namyśle stwierdził jednak, że to nie najlepszy pomysł. Obawiał się, że Evans albo wcale nie będzie chciała go słuchać, albo zacznie na niego wrzeszczeć i nie dopuści go do głosu. Wiedział, że to tylko pogorszyłoby sytuację, dlatego postanowił odpuścić. Wolał poczekać, aż emocje opadną. Obiecał sobie, że wtedy porozmawia z Lily i przedstawi jej swoje racje. Uspokojony nieco tą wizją, dokończył pisanie listu. Dźwignął się z podłogi i przywołał do siebie Hugo. Sowa usiadła na jego wyciągniętej ręce. James pogłaskał ptaka po grzbiecie, przywiązał do jego nóżki list i kazał dostarczyć go do domu. Hugo dziobnął go pieszczotliwie w ucho i wyleciał przez otwarte okno. Rogacz stał jeszcze przez chwilę w sowiarni. Dopiero, kiedy jego sowa zniknęła mu z zasięgu wzroku, powlókł się do dormitorium.


*Mniej lub bardziej zmieniony fragment z książki J. K. Rowling - "Harry Potter i Zakon Feniksa"

18 komentarzy:

  1. Pierwsza.
    Zaklepię sobie miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie :)
      Jestem tu pierwszy raz, ale naprawdę bardzo, bardzo, ale to bardzo spodobał mi się ten rozdział.
      James i Syriusz tacy wyluzowani. Wszyscy dookoła się denerwują egzaminami, a oni nawet nie zamierzają niczego powtarzać. Są naprawdę pewni siebie.
      Sytuacja z wyczarowywaniem patronusa Jamesa była wspaniała. To, że żadne wspomnienie nie do końca działało, a gdy pomyślał o pocałunku z Lily, bam, udało się. Cudowne ♡ Potem Jęcząca Marta zakochana w Łapie i robiąca mu wyrzuty za chodzenie z Dorcas. A Syriusz wkopał Jamesa tym stwierdzeniem, że jest wolny. Marta na pewno się nim zainteresuje.
      Muszę się zgodzić z Hagridem, że bez Huncwotów byłoby niewyobrażalnie nudno w tej szkole. Ach, i to jego zamiłowanie do niebezpiecznych stworzeń. Salamandry tym razem, nieźle. Ciekawe, czy jakąś sobie "przygarnie" :D
      Zdziwiłam się tą dziewczyną Petera, (bo jestem tu pierwszy raz, jak już pisałam), ale widzę, że ona brzydzi się jego obecnością i ma jakiś plan. Próbowała mu wmówić, że chłopcy go wykorzystują. Fakt, czasem się z niego nabijają, ale poza tym go lubią. Dobrze, że Glizdogon doszedł do tego samego wniosku, ale myślę, że Kate jeszcze tutaj namiesza. Może w poprzednich rozdziałach było coś więcej o jej planie, dlatego nie znam szczegółów. Ale samo opisanie jej uczuć bardzo mi się spodobało. (Nie wiem, czy piszecie rozdział we dwójkę, czy się jakoś dzielicie, dlatego nie będę się zwracała w liczbie pojedynczej ani mnogiej, bo jeszcze strzelę jakąś gafę)
      No, w każdym razie, Peter dobierający się do Kate i jej obrzydzenie, które musiała ukrywać - kolejny plus :)
      Jejku, Lily tak się przejmuje SUMami. Przecież na pewno nie dostanie samych T. Ten sen nie może być proroczy. Biedna :)
      A potem ten incydent ze Snapem. Przypomniałam sobie dzięki temu, jaki James jest kochany. Dziwne, wiem. -> Dochodzę do wniosku, że jest kochany po tym, jak się nad kimś znęca. Nie. Chodzi mi raczej o to, jak reaguje na Lily. To zmienianie głosu, czochranie włosów. Uwielbiam to po prostu ♡ I to jak duży wpływ ma na niego Syriusz. Świetni przyjaciele. Snape wyzywający Lily i James broniący jej, no kocham ten moment ♡♡♡
      Myślę, że Rogacz powinien porozmawiać z Lilką tak, jak się nad tym zastanawiał. Przeprosiliby się i byłoby super, ale pewnie tak kolorowo nie będzie ^^
      Evans wyładowała gniew na Jamesie, bo była niewyspana, tak przynajmniej podejrzewam.
      Ok, rozpisałam się, ale nie wiem, czy czegoś nie pominęłam.
      Czekam na następny rozdział + muszę nadrobić poprzednie. Dodatkowo życzę morza weny.
      Pozdrawiam gorąco i ślę całusy :*
      Optimist
      [the-emerald-eyes.blogspot.com]

      Usuń
    2. Droga Optimist!
      Dziękujemy za Twój przecudowny komentarz, który poprawił nam humory. Jeżeli chodzi o wątek Lily i Jamesa ich relacja już niedługo całkowicie się zmieni. Możemy tylko powiedzieć, że sporo się wydarzy.
      Dziękujemy, że wpadłaś, również pozdrawiamy! ;)
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  2. Drogie Łapo i Rogaczu!
    Rozdział cudowny. Heh... Jęcząca Marta jak widać będzie musiała znaleźć sobie nowy obiekt westchnień. Coś mi się wydaje, że Rogaś będzie miał teraz przechlapane.
    Kate to wredna żmija! Jak ona może tak pomiatać Peterem?! W sumie to mi go nawet żal. Ciekawa jestem co ona kombinuje.
    Co do Rogacza to myślę, że może teraz będzie mu łatwiej. No bo Snape i Lily po tej scenie przestaną być przyjaciółmi (chyba że zmienicie fabułę).
    Pozostaje mi życzyć Wam weny. ~Dorcas
    P.S. Co do mojego bloga (dorcas-pisze.blogspot.com) to nie możecie go znaleźć ponieważ go usunęłam. Niestety chyba zbyt dużo wzięłam sobie na głowę i się nie wyrabiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Dorcas!
      Cieszymy się, że Ci się podobało. ;)
      Nam też jest żal Petra, chociaż obie za nim nie przepadamy. Niestety Kate względem niego zachowuje się niesprawiedliwie, a Glizdek naprawdę ją kocha, dlatego nie widzi, jak ona nim manipuluje.
      Przyjaźń Lily i Snape'a właśnie dobiegła końca, akurat w tej kwestii nie zamierzamy odchodzić od oryginału.
      Szkoda, że usunęłaś tamtego bloga, ale doskonale Cię rozumiemy. Same mamy mnóstwo pomysłów i mało czasu.
      Dziękujemy, że wpadłaś i pozdrawiamy! ;)
      ~ Ł&R

      Usuń
  3. Kochane Dziewczyny!

    Znajduję chwilę czasu by napisać byle jaki komentarz. Przepraszam już na wstępie.

    Nienawidzę Petera, to jedna z najgorszych postaci jakie są w Harrym Potterze. Czasami nawet wydaje mi się być gorszy od samego Voldemorta. Tom Riddle urodził się zły, taki był od samego początku. A Peter? Jako Huncwot był dobrym bohaterem i gdyby nie jego późniejsze poczynania, pewnie bardzo bym go lubiła. Ale to, co zrobił jedynie ze strachu przed władzą Voldemorta jest obrzydliwe. To on powinien być "Gryfonem przez pomyłkę". Gdzie u niego te cenione u założyciela jego domu męstwo i szlachetność? To określenie bardziej pasuje do niego, niż do Kate. A jak już przy nim jestem, to uważam, że zasługuje na taką dziewczynę. Fałszywą jak on. Ale strasznie ciekawi mnie i jaki ona będzie miała w tym wszystkim wkład? Bo wiemy już na pewno, że nie jest ona z Glizdogonem z własnej woli - tego bym jej o to nigdy nie posądziła. Pozostaje mi tylko czekać na kolejne spotkanie z waszą historią ;)

    Pomimo tego, że w jakiś sposób szanuję postać Snape'a (nie mam pojęcia dlaczego), to cieszę się, że jego i Lily przyjaźń się zakończyła. Severus zawsze mnie denerwował, ale jednoznacznie nie da się stwierdzić, czy jest pozytywną, czy negatywną postacią. W jakiś sposób chronił Harry'ego, ale to, w jaki sposób go traktował jest niedopuszczalne. Za każdym razem, gdy czytam dzieło pani Rowling powtarzam sobie w myślach, że go zabije, nie powinien to robić, to w końcu dziecko jego ukochanej. Prawda, też jest to potomek Pottera, ale miłość jest ważniejsza od nienawiści, prawda?

    Myślę, że to dobry pomysł porozmawiać z Lily kiedy ta ochłonie. Na pewno powinni sobie wyjaśnić parę spraw, a w szczególności James powinien pomóc Evans po stracie przyjaciela. Wiedział, że ją zranił, a chyba podobnie się poczuł, kiedy między nim, a Syriuszem trwała niezgoda. Powinien też przeprosić ją... za wszystko. Na pewno w jakiś sposób poczułaby się lepiej, gdyby chociaż raz ten "Napuszony kretyn" przyznał się do winy. Chociaż... Lilka z jej charakterem mogłaby nie przyjąć przeprosin, co więcej, w ogóle nie zechciałaby z nim rozmawiać.

    To tyle, wiem, że się nie postarałam, ale chciałam się odwdzięczyć wam za komentarze, które strasznie mi poprawiają humor. Są cudowne, tym bardziej, że strasznie mi tam cukrzycie :D A tak na serio, to dziękuję za wszystko, bo dużo dla mnie znaczy, jak ktoś czyta mojego bloga, który nie ma nic wspólnego ze związkiem przyczynowo-skutkowym ;)

    Mam nadzieję, że mimo braku czasu szybko pojawi się u was rozdział, bo muszę wiedzieć, co się wydarzy. Co planuje Kate? I czy Rogacz znajdzie nić porozumienia z Lily? Jakie nowe historię na nas czekają? Koniecznie powinnam dostać odpowiedzi, bo coś sobie zrobię :P

    Pozdrawiam
    Gabby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Gabby,
      jesteśmy zaskoczone tą długością komentarza, ale oczywiście na plus. To coś pięknego dostać na koniec dnia taką magiczną opinię <3 I kto tu komu słodzi? Zdecydowanie bijesz nas na głowę, zwłaszcza, że my wcale nie cukrzymy, ale mówimy najprawdziwszą prawdę!

      Możemy Ci nieco ulżyć czas oczekiwania na rozdział i nieco odpowiedzieć na Twoje pytania.
      Jak już zapewne się domyślasz Kate nie planuje niczego dobrego i zrobi ona wszystko by omotać Petera i odwrócić go od przyjaciół.
      Jest caaałkiem możliwe, że relacja między Potterem a Evans ulegnie ogromnej zmianie, a czy na lepsze czy na gorsze to się okaże w przeciągu... kilku rozdziałów :D
      Co do Snape'a same miałyśmy zawsze ten problem, ponieważ nie cierpimy Seva z czasów szkolnych, kiedy to stoczył się w ciemne moce, ale znowu nabieramy ku niemu pozytywnych uczuć w sadze pani Rowling, kiedy okazuje się, że mimo tej wrednej maski, kryją się pod nim ciepłe uczucia względem Harry'ego, więc jest to naprawdę złożona i bogata postać :)
      Jeszcze raz dziękujemy za ten niesamowity komentarz o pozdrawiamy!!! ~ Rogacz i Łapa

      Usuń
  4. Zawsze was podziwiałam i podziwiać będę bo wasz blog jest rewelacyjny! Tak po prostu. Przy poprzednim rozdziale napisałam komentarz i właściwie powinnam go tu teraz skopiować ;-) chciałam jeszcze powiedzieç że teraz wyjeżdźam(w czwartek) i nie będę komentować ale wierzę że następne rozdziały będą tak samo rewelacyjne jak ten
    Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Mercy!
      Dziękujemy Ci serdecznie. Ogromnie się cieszymy, kiedy czytamy tak miłe słowa pod naszym adresem. Dziękujemy, że wpadłaś i pozdrawiamy! :)
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  5. Zapraszam na rozdział 42 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/06/rozdzia-42-mecz-nienawisc-i-wiesci.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochane Łapo i Rogaczu,

    Tym razem nie komentuję z takim wielkim opóźnieniem jak ostatnio. Rozdział jest dla mnie poniekąd zaskoczeniem. Jakoś liczyłam, że w kwestii SUMów pójdziecie dalej. Nie wiem, ale wyobraziłam sobie, że bardziej zagłębicie się w emocje, których J.K. Rowling nie opisuje.
    Rozdział dotyczący rozpadu przyjaźni Lily i Severusa zawsze sprawiał mi trudność, bo przez tę narzuconą scenę człowiek nie ma pola do popisu. Jest to trudna scena, którą najlepiej jest zrozumieć osobie, która kiedyś w przyszłości straciła przyjaciela.

    Spodziewałam się, że Potter będzie bardziej załamany. Chyba, że to tylko maska, że tak naprawdę scena nad jeziorem obeszła go bardziej niż to pokazałyście. Cholera mam ochotę skopać mu tyłek... jak on może być taki arogancki?

    Może teraz dla odmiany z końca przejdę do początku - tak wiem... zawsze tak namieszam, że zaczynam komentarz od d*py strony. No ale tak mam. Własciwie to powinnam mieć na pierwsze imię Chaos, bo idealnie współgra z moją osobowością.
    Przejdę jednak do meritum. Kolejny raz muszę Wam pogratulować mistrzowskich opisów. Weźcie się nimi podzielcie z innymi blogerami my też chcemy tak umieć. Uwielbiam Wasze mistrzowskie opisy, które najzwyklejszy wpis są w stanie przemienić w literackie dzieło sztuki.

    Biedna Lily obudziła się w nocy i zaczęła zakuwać. Ja na jej miejscu wolałabym poświęcić ostatnie godziny na spaniu, ale każdy robi jak lubi.

    Rogaś jest naprawdę świetnym czarodziejem. Podoba mi się jego upór i determinacja - dwie rzeczy dzięki którym przeważnie osiąga obrany cel. W tym wypadku to będzie patronus, a już niebawem zdobędzie serce pewnej rudowłosej dziewczyny :)

    Hagrid i jego pociągi do niebezpiecznych zwierząt. Ja sie pytam, czy w Hogwarcie nie ma czegoś takiego jak przepisów BHP? Instrukcji przeciwpożarowej? Jeśli nie to trzeba to naprawić, bo biedny gajowy spali swoją chałupę i być może jeszcze zamek. Mam nadzieję, że Huncwoci będą czuwać nad bezpieczeństwem szkoły.

    Pozdrawiam, całuję i czekam na ciąg dalszy.
    Wasza Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Em!
      Dziękujemy za Twój cudowny komentarz. Cała akcja z SUMami znajdzie kontynuację w następnym rozdziale, gdzie chyba nie zabraknie emocji. Przynajmniej nam się tak wydaje.

      Potter nie przejmuje się aż tak bardzo całą sytuacją, chociaż i tak zamartwia się tym bardziej niż zazwyczaj, bo sądzi, że i tym razem Evans za chwilę odpuści.

      Chętnie podzieliłybyśmy się naszymi opisami, dyby tak się dało... ;)
      Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy!
      ~ Ł&R

      Usuń
  7. Kochane Łapo i Rogaczu,

    jest mi strasznie przykro, że komentuję dopiero teraz, szczególnie, że zadedykowałyście mi ten rozdział, za co naprawdę bardzo dziękuję. Faktycznie jest to moja ulubiona przełomowa scena, ale nie będę się rozpisywać znowu na ten temat, więc jeszcze raz przepraszam za tak opóźniony komentarz, ale jest to wynikiem tego, że dopiero dzisiaj miałam ostatni egzamin, ale przejdę do rzeczy.

    Zgadzam się z wypowiedzią Em. Wasze opisy są genialne i sama chciałbym umieć takie pisać, ale nigdy wam w pod tym względem nie dorównam, więc pozostaje mi tylko pozazdrościć ;) Uwielbiam sceny dotyczące chłopaków, bo świetnie łączycie zawsze ich powagę z humorem. Ważna sprawa z patronusem połączona z Jęczącą Martą. Idealne wyważenie, które sprawia, że wszystko, co się dzieje w waszej wersji jest naturalne i realne :) Strasznie się cieszę, że Jamesowi jednak udało się wyczarować tego jelenia, ale na jego miejscu byłabym bardziej pojętna. To oczywiste, że wyczaruje go, jeśli pomyśli o ukochanej... Chociaż z drugiej strony może ja za dużo wymagam i w sumie nie jest to takie oczywiste, bo wspomnienie, w którym się obrywa może być szczęśliwe? Sama już nie wiem. I na koniec zabawy Jęcząca Marta zazdrosna o Blacka... Padłam. Swoją drogą świetnie ujęłyście jej problem. Nie wiem, czy gdzieś jeszcze się z nią spotkałam.

    Hagrid jak to Hagrid, jak widać nigdy nie znudzą mu się "krwiożerce bestie". Ja tam się z tego cieszę, bo lubię jego postać. Według mnie jest oryginalna i wyróżniająca się na tle innych, a na dodatek przyjemna i nigdy nie miałam co do niej żadnych wątpliwości. Mimo to salamandry jakoś nie bardzo przypadły mi do gustu. Może mam uraz spowodowanym ich nadmierną obecnością w jednej z części gry, w które kiedyś grałam. Strzelały ogniem i zawsze strasznie mnie to irytowało... Ale gadam od rzeczy ;)

    Widzę, że Kate coraz bardziej zasiewa niepewność w Peterze. Nie wiem czemu, ale jak czytam o "związku" tej dwójki to zwyczajnie czuję niesmak. Mam nadzieję, że to się niedługo skończy i Glizdogon jednak nie ugnie się pod gadaniem dziewczyny, ale to jest raczej ten etap, w którym przejdzie na drugą stronę. Przyznam szczerze, że nienawidzę jego postaci, bo przez niego giną Lily i James, których kocham. Pettigrew jakoś nigdy nie pasował mi do tej całej bandy. U siebie pomijam go jak najbardziej się da, chociaż i tak obiecałam Em jego wątek z udziałem dziewczyny, ale to chyba będzie największe poświęcenie z mojej strony w tym względzie, bo osobiście najchętniej bym się go pozbyła. Powinien zgnić w Azkabanie, bo śmierć to dla niego zbyt łagodna kara. Niestety może jestem jakaś dziwna, ale ja nie potrafię znaleźć w jego postaci żadnego, chociaż małego pozytywu. I w waszej wersji wcale nie będzie mi go żal, kiedy dowie się, że Kate go wykorzystała, bo się dowie, prawda? Znowu odeszłam od tematu.

    Sen Lilki szczerze mnie rozbawił, szczególnie, że powołałyście się na jej poprzedni sen, który niestety dla niej, źle się skończył. W sumie to nie dziwię się, że wolała się uczyć niż spać. W zeszłym tygodniu również zarwałam całą noc przed egzaminem, ucząc się do rana, co w moim przypadku, w przeciwieństwie do Evans, nic nie dało, bo i tak egzaminu nie zdałam. No, ale ona na pewno nie miała z tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, znowu muszę dodać komentarz w dwóch częściach, bo jest za długi :

      I dochodzimy do meritum sprawy, czyli słowa, które rujnuje przyjaźń Lily i Severusa. Nie chcę się kolejny raz rozpisywać, że cieszę się z tego powodu, ale naprawdę jestem szczęśliwa, że teraz Sev zniknie, może nie w 100%, ale jednak, z jej życia. Może i ta przyjaźń była prawdziwa i szczera, ale od pewnego czasu była tylko fikcją. Cieszę się, że Lilka w końcu poznała prawdę, bo w sumie życie w tej nieświadomości tylko wyszło jej na złe. Wyszła w sumie na naiwną idiotkę, która stara się utrzymać coś, co nie ma racji bytu. Snape wybrał swoją drogę i potem szanuję jego postać za to, że jednak potrafił dostrzec, że źle wybrał, że miłość była dla niego ważniejsza niż śmierć, że odpokutował dwa razy bardziej niż powinien za to, co zrobił, ale teraz nie mam dla niego szacunku. Żal mi Rudej, że się na nim zawiodła, że go broniła i w niego wierzyła, a on tak ją potraktował, ale Ślizgon, na chwilę obecną, dostał to, na co zasłużył. Czegoś takiego nie można powiedzieć przypadkowo.

      Co do Pottera to Lilka też miała trochę racji. Zachowywał się do tej pory tak, jakby był lepszy, a tak naprawdę nie różnił się, w mojej opinii, niczym od Snape'a na przykład. Obaj są siebie warci i liczę na to, że teraz powoli będzie się to zmieniać, bo coraz bliżej do jego zejścia się z Evans, więc trzeba pokazać, że jest się dojrzałym i cudownym facetem. Ja to wiem xD Ale musi o tym przekonać jeszcze swoją ukochaną. Mam nadzieję, że od teraz zmieni trochę swoje nastawienie i spróbuje dostrzec na czym tak naprawdę zależy Lily. Mam nadzieję, że skłoni się do refleksji (wiem, za dużo wymagam) i przeanalizuje swoje życie.

      Czekam do czwartku na kolejną część z niecierpliwością.

      Jeszcze raz bardzo dziękuję za dedykację, jest mi niezmiernie miło z tego powodu oraz jeszcze raz przepraszam za spóźniony komentarz.

      Całuję
      Luthien

      Usuń
    2. Kochana Luthien!
      Rozumiemy brak czasu, bo same narzekamy na jego brak, mimo tego że mamy wakacje.

      Też nie wspominamy zbyt dobrze salamandry, bo faktycznie występowała w jednej z części gry, chyba w Więźniu Azkabanu.

      Kate osiągnie pewną część swojego celu na początku szóstej klasy, ale jeszcze wtedy Peter będzie ślepo jej ufał. Oczywiście kiedyś w końcu zorientuje się, że cała ta miłość była udawana, ale zajmie mu tu całkiem sporo czasu.
      Obie także za nim nie przepadamy, a wręcz nienawidzimy. Nie wiemy, dlaczego został Huncwotem i dlaczego trafił do Gryffindoru...
      Miałyśmy nawet pomysł, żeby James, jako jeleń, zadeptał szczura - Petra. Oczywiście żartujemy, nie brałyśmy tego na poważnie, ale faktycznie mamy ochotę to zrobić. :)

      Lily faktycznie ma rację, jeżeli chodzi o Pottera, ale jego zachowanie już niedługo zacznie się zmieniać na lepsze. Oczywiście, zanim będzie idealnym materiałem na chłopaka Evans, minie jeszcze trochę czasu, ale wszystko będzie szło w jak najlepszym kierunku! :)

      Dziękujemy za Twój przecudowny komentarz i pozdrawiamy gorąco! :)

      ~ Twoje Ł&R

      Usuń
  8. Kochane dziewczyny,
    Rozdział wyszedł Wam fantastyczny. Przepraszam za moją nieobecność przy ostatnich notkach, ale teraz już będę komentować na bieżąco, bo w końcu mam na to czas :)
    James i Syriusz jak zawsze niczym się nie przejmują. Ale powiem, że jednak podejścia złego nie mają, co nie oznacza, że nie mogliby trochę się pouczyć, szyba duża krzywda im by się nie stała. Chodź oni i tak dadzą sobie świetnie radę, bo w końcu to Huncwoci i panowie Potter i Black, oni są ideałami we wszystkich względach, czyż nie? :D
    Patronusy ćwiczą chłopcy, no no no, ciekawe co by zrobiła Lily gdyby zobaczyła, że umieją wyczarować patronusa. To jest chyba reakcja nie do przewidzenia. Oj, Łapa strzeż się, bo Marta zna świeże ploty, a raczej zna fakty, więc przed nią nic nie ukryjesz. James, chłopie szczerze ci współczuję. Syriusz cię wkopał, a to z niego przyjaciel XD Nie ładnie tak dawać Marcie nadzieję co do Jamesa, bo miejsce u jego boku już jest zajęte i raczej się to nie zmieni. Przykro :P
    Lily to jest problematyczna. Wszystko odbiera wspak. Czy to, że Huncwoci się śmieją, oznacza od razu, że z niej i Snape'a? Dziewczyno opamiętaj się, nie zawsze to ty jesteś w centrum uwagi :>
    Czyżby Hagrid próbował oswoić salamandry? Ten człowiek to naprawdę porywa się z motyką na słońce. Mam nadzieję, że jednak ten pomysł nie dojdzie do skutku, bo nie było by ciekawe, kiedy spaliłby sobie domek :/ Hagridzie, słuchaj się chłopaków bo ci dobrze mówią.
    Nie lubię tej całej Kate. Miesza w głowie Peterowi. Chłopcy mimo, że go wyśmiewają, to uważają go przecież za przyjaciela. Jest jednym z huncwotów i nie sądzę by był dla tej dwójki nikim. Kłamliwa s*** z tej Kate. Nie lubię Petra, ale to jest okropne jak ona go wodzi. On ją kocha, a ona go oszukuje, po to, żeby mieć z tego korzyści. Tiara przydziału chyba się pomyliła co do tej dziewczyny. Dumbledore miał rację, mówiąc, że niektórych tiara przydziału powinna przydzielić w innym czasie, a nie na początku Hogwartu.
    Och, Lily jesteś utalentowaną czarownicą, to chyba oczywiste, że zdasz
    SUM-y. Lepiej idź i porządnie się wyśpij, bo sen to jedna z najważniejszych potrzeb życiowych. Zbierzesz pewnie komplet wybitnych, zobaczysz :)
    Jest! Wreszcie! W końcu Lily skończyła przyjaźń ze Snape'm. Ugh...nie lubię tego gościa i nie jest mi go ani trochę żal. Zasłużył sobie. Trzeba czasami użyć mózgownicy zanim się coś palnie. Głowa służy od myślenia, a nie od noszenia. Jedynie to mi szkoda Jamesa, oberwało mu się, bo Lil była wściekła na Smarka. Wszystko co jej leży na sercu, ujrzało światło dzienne... Szkoda, ale mam nadzieję, że jednak będzie chciała rozmawiać z Jamesem, bo inaczej chłopak się załamie pewnie. Ale w sumie dobrze, że Rogacz usłyszał to wszystko co Evans o nim myśli, bo przynajmniej będzie widział co ma w sobie zmienić, jeśli chce zdobyć serce pani prefekt. Cóż, pozostaje mi trzymać kciuki za niego i jego zmianę na lepsze.
    James ma chyba rację. To nie jest najlepszy moment na rozmowę z Lily. Dziewczyna straciła właśnie przyjaciela i musi ochłonąć. Trzymam też mocno kciuki za rozmowę, nie kłótnie, Evans i Pottera. Chyba muszę sobie szczerze porozmawiać, bo bez tego kroku, nie pójdą dalej. Rozmowa to podstawa.
    Powtórzę jeszcze raz, rozdział jest cudowny, z reszta jak zawsze :) Czekam na kolejny i życzę Wam dziewczyny bardzooo dużo weny, która nie ucieka i zawsze jest. Jednym słowem taki przyjaciel :D Oczywiście życzę też czasu wolnego! Pozdrawiam gorąco.
    Panienka Livvi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie będę pisać tak długich i pięknych komentarzy jak osoby nade mną, więc podpisuję się pod nimi :)
    Lecę czytać dalej ^^
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hurrra!
    W końcu koniec Snape`a! Tak! Strasznie go nie lubię i przyznam szczerze, że pochłaniałam rozdział z zawrotną prędkością aby dotrzeć do punktu kulminacyjnego, jakim według mnie jest kłótnia Ślizgona i Gryfonki. Podziwiam Wasz talent, idealnie wplotłyście fragmenty z książki w opowiadanie. Gdyby nie to, że doskonale je znam to byłabym pewna, że to wszystko napisałyście Wy. Moje Wy zdolniachy! :)
    Przecudnie i uroczyło było to, jak James wyczarował patronusa myśląc o Lily, doprawdy to pokazuje jakim silnym uczuciem ją darzy, nawet jeśli niekoniecznie w pełni zdaje sobie z tego sprawę:)
    Peter. Bleeeeeeeeeee. Mi samej zbierało się na mdłości jak wyobrażałam sobie jego zamiary. Fuj! Nie potępiam broń Merlinie jego wyglądu, jak to mówią :Każda potwora znajdzie swojego adoratora:) Po prostu trudno mi sobie wyobrazić całowanie czy też coś więcej z facetem, który w ogóle mnie nie pociąga ani mi się nie podoba. Ble i fuj razy dwa!
    Strasznie męczycie Lily koszmarami:D Najpierw całujący Potter, teraz oblane SUMy. Biedactwo:) Jestem ogromnie ciekawa czy sprawa ze Sevem będzie przełomowa w relacjach Potter-Evans. Zawsze wyobrażałam sobie, że to właśnie przez tą kłótnię James zastąpił Severusa w życiu Lily. Powoli i opornie ale jednak wyparł z myśli dziewczyny Ślizgona i zajął jego miejsce:) Nie mogę się doczekać ja widzicie to Wy:)
    Rozdział genialny i wspaniały i cudowny jak każdy :)
    Rogata

    OdpowiedzUsuń