24 lipca 2015

XXI. (Nie)zapomniana impreza

 Kochani Czytelnicy!
Przybywamy do Was z kolejną notką, mamy nadzieję, że Wam się spodoba. Przepraszamy za opóźnienie i za zaległości, które mamy na Waszych blogach. Postaramy się je nadrobić w ciągu tego weekendu. Rozdział dedykujemy wszystkim, którzy tak jak my cierpią na brak czasu. Miłej lektury! :)


                                        *


Lipcowy poranek niósł mieszkańcom Londynu upalny żar. Słońce od kiedy tylko ukazało swoje oblicze, częstowało ludzi ostrymi promieniami światła. Mugole tłoczyli się w swoich autach, które nagrzane do granic możliwości mogły uchodzić za saunę. Jednak mimo to wytrwale zdążali do pracy, nie pozwalając runąć gromadzącym się interesom. W czystych i bardzo schematycznych w swoim układzie domach pootwierali wszystkie okna, a nawet drzwi, aby odczuć minimalne ochłodzenie. Wspomagali się dodatkowo maszynami zwanymi wiatrakami, które przez ruch skrzydełek, napędzały zbawcze powietrze.
Pewna młoda czarownica wyobcowana pośród miasta pozbawionego magii, siedziała w najbardziej zacienionym miejscu w swoim pokoju i wachlowała się książką. Jeszcze chwilę temu posiadała ten cudowny wynalazek, jakim niewątpliwie był wentylator, jednak w końcu nadeszła jej starsza siostra, Petunia Evans i pozbawiła ją urządzenia stwierdzając, że przecież taki dziwoląg jak ona, powinien potrafić nawet zmienić pogodę, a co dopiero dostarczyć sobie odrobiny chłodu. Lily tysiące razy tłumaczyła blondynce, że poza szkołą nie wolno jej czarować, mimo to nic do niej nie docierało. A raczej Petunia w duszy za każdym razem uważała taką potyczkę słowną za swoją wygraną.
Pierwsze dwa tygodnie minęły Rudej na zamartwianiu się nad wynikami egzaminów, rozważaniu za i przeciw wszystkich cech charakteru Jamesa, których była w stanie się dopatrzeć, czytaniu książek i ciągłym darciu kotów z Petunią. Panna Evans miała już po dziurki w nosie tej niemagicznej monotonii. Oddałaby wszystko, aby tylko znów znaleźć się ze swoimi przyjaciółkami. Gdy tak siedziała i umartwiała się nad sobą, do jej okna zapukała mała, puchata sówka, która trzymała w dziobie niebieską kopertę. Evans poderwała się od razu, łapiąc w biegu jakiś smakołyk dla ptaka. Po odebraniu przesyłki rozerwała kopertę i rozwinęła list. Od razu rozpoznała drobne i równe pismo Anne. Pogłaskała leciutko zwierzę i zaczęła czytać.

Kochana Lily

Wiem, że od początku wakacji jeszcze się nie odezwałam, ale wyjechałam do mojej rodziny w Irlandii i nie mogłam doprosić
się o jakąkolwiek sówkę. Jednak w końcu udało mi się, więc od razu zapraszam Cię właśnie tutaj, do Irlandii, na małą imprezkę. Mam ogromną nadzieję, że pasuje Ci za tydzień. Proszę, odeślij odpowiedź od razu.
Twoja Anne

Lily na odwrocie kartki naskrobała twierdzącą odpowiedź, nie pytając się nawet rodziców o zgodę. Ten list był dla niej prawdziwym zbawieniem. Już za kilka dni zobaczy się ze swoimi przyjaciółkami i uwolni się od wyzwisk Petunii i żałosnego widoku Snape’a. Domyślała się, że Dorcas również została zaproszona, a razem z nią pewnie przypałęta się Black. A jak Syriusz to i… James. Lily na samą myśl poczuła przerażenie. Nie zdążyła jeszcze poukładać swoich uczuć względem niego, ale… może go nie będzie, a raczej na pewno. Anne nigdy by jej tego nie zrobiła.

*

Cała czwórka Huncwotów przebywała właśnie w Dolinie Godryka, a dokładnie na pierwszym piętrze domu Potterów, gdzie znajdował się pokój Jamesa. Mieli oni się deportować do Limerick pod opieką Dorei i Charlusa. Loran z początku nie chciała zapraszać Petera, bo bała się, że ten będzie chciał zabrać ze sobą Kate, jednak za jej prośbą Remus skutecznie wybił to przyjacielowi z głowy.
Po chwili cała szóstka stała u podnóża ogromnej skarpy. Z początku nie widzieli nic poza wielką, omszałą ścianą, jednak po tym jak Syriusz wydał z siebie okrzyk zachwytu, pozostali również rozejrzeli się wokół i oniemieli. U ich stóp rozciągała się kwiecista polana, na której znajdowały się rutewki. Zaraz za tym widniało małe, lazurowe jeziorko, które było skryte w cieniu ogromnego i starego lasu. Porastał on podnóże majestatycznych gór, których szczyty prześcigały się w tym, które z nich pierwsze sięgnie chmur. Wszystko to składało się na krajobraz rodem z baśni. Pozostało im tylko odnaleźć dom, do którego zmierzali. Zaczęli się rozglądać z mieszaniną ciekawości i oczekiwania, kiedy nagle usłyszeli tarcie głazu o głaz. Cała grupa odwróciła się w kierunku tego dźwięku i ujrzeli przed sobą roześmianą od ucha do ucha Anne. Dziewczyna powitała ich bardzo serdecznie, a rodziców Jamesa zaprosiła do domu na ciepłą herbatę, jednak ci grzecznie odmówili. Dorea i Charlus pożegnali się z Huncwotami i deportowali się do domu z charakterystycznym pyknięciem. Chłopacy ruszyli za Loran w kierunku ciemnej dziury, która pojawiła się w ścianie. Weszli powoli i zdziwili się na widok jakiegoś dziwnego pokoju, który czekał na ich wejście.
- To taka magiczna winda - wyjaśniła szatynka, jednak widząc ich niezrozumienie, dopowiedziała szybko czym jest winda i wytłumaczyła skąd taki pomysł.
- Tak to jest jak ma się jednego rodzica czarodzieja a drugiego mugola- ciągnęła. - Mama kiedyś stwierdziła, że przydałaby się tu właśnie oto taka winda, a tata podrasował ją odrobiną magii. Chłopacy szczerze zachwyceni, podziwiali taką pomysłowość i mugolskie wynalazki.
W progu domu zastali ich chrzestna i wujek Anne, którzy właśnie szykowali się do wyjścia, aby nie przeszkadzać i nie krępować młodych. Chcieli ich tylko powitać i ulotnić się po tym jak najszybciej. Dom był ogromny. Hol, w którym teraz przebywali, był wyłożony przezroczystym kamieniem, dzięki czemu można było podziwiać widok rozpościerający się na zewnątrz. Salon, do którego zostali poprowadzeni, był kształtu foremnego sześciokąta. Ściany na przemian były białe i turkusowe, a pod sufitem wisiała żarząca się kula światła, wokół której unosiły się kryształki odbijające promienie w różnistych kierunkach. Huncwoci rozsiedli się wygodnie na kanapie, która zaraz wyrzuciła z siebie cztery podnóżki dla siedzących.
- Loran, ja tu zostaję na wieki. – oznajmił rozanielony James, popijając schłodzony sok dyniowy – Ale, ale… Gdzie moja Lilka?
Anne roześmiała się serdecznie. Wiedziała jak Ruda zareagowałaby na to, jak okularnik zdrabnia jej imię.
- Powinna być tu całkiem niedługo razem z Dorcas. Myślałam, że zdążą przed wami, ale…
Przerwało jej głośne pyknięcie dochodzące z dołu.
- To pewnie one! – krzyknęła i pognała w stronę wyjścia. Wcale się nie myliła. Przyjaciółki powitały się z okrzykami i piskami radości. Miały sobie tak wiele do powiedzenia, zwierzenia, że rozgadane weszły do salonu i nawet nie zwróciły uwagi na głupkowato uśmiechających się Huncwotów. W końcu Meadowes jako pierwsza przypomniała sobie o istnieniu chłopaków i podeszła do Syriusza, by dać mu powitalny pocałunek. Natomiast Lily stanęła jak wryta. Fakt, spodziewała się zobaczyć Pottera, ale wciąż ostatkami nadziei łudziła się, że jednak go tutaj zabraknie. Ale był tu, siedział i wpatrywał się w nią z jakimś dziwnym wyrazem… radości? Uwielbienia? Nie, nie, nie! Na pewno to tylko jej chore wyobrażenia, powstałe na skutek zbyt długiego, samotnego przebywania w czterech ścianach jej pokoju. Evans została wyrwana z tych myśli przez Remusa, który podszedł się z nią przywitać.
- Cześć Lily!
Ta spojrzała zdumiona. To wykrzyknął Rogacz, a on rzadko zwracał się do niej po imieniu.
- Cześć, Po… James. – sprostowała szybko, bo wywołało bardzo szeroki uśmiech na twarzy chłopaka. Jak dla niego ten dzień zapowiadał się znakomicie.

*

Anne musiała przyznać w duchu, że obawiała się, iż towarzystwo może być z początku nieco drętwe. Na szczęście okazało się to tylko bezpodstawnym przypuszczeniem. Nawet Lily z Jamesem zachowywali się przyzwoicie i nie doszło jeszcze do żadnego spięcia. Pierwszy krzyk został podniesiony, gdy Łapa z Rogaczem wyłożyli na stół z dwadzieścia butelek kremowego piwa i pięć ognistej whisky. To było dla Rudej za wiele.
- Co to ma być?! – wydarła się dziewczyna, przekrzykując głośną muzykę i śmiechy przyjaciół.
- Ale o co ci chodzi, kochanie? – spytał przymilnie okularnik.
- Żadne kochanie, bynajmniej nie dla ciebie, Potter. I skąd macie tyle alkoholu? Jesteście przecież nieletni!
Oburzona stopniowo coraz bardziej podnosiła głos. Zaczął ujawniać się jej władczy i wybuchowy temperament.
- Dla Huncwotów to nie jest przeszkodą. – Syriusz wypiął dumnie pierś, za co dostał po głowie od Dorcas. Meadowes nie chciała, by drażnili się z Evans.
- Gdyby dowiedzieli się o tym ciocia i wujek Anne…
- … To nie mieliby nic przeciwko – dokończyła za nią głośno Loran.
- Słucham?
Evans nie była pewna czy dobrze usłyszała. Ta nieśmiała szatynka swobodnie przymykała oko na taką ilość przemyconego alkoholu? Coś tu było nie tak.
- Ale Anne! Chcesz żeby się rozpili?!
- Chcę żeby wszyscy dobrze się dziś bawili, Lily. Dajmy temu spokój, dobrze?
Loran spojrzała na przyjaciółkę błagalnym wzrokiem. Sama nie była za tak obfitą ilością procentowych napojów, ale jeśli chłopacy to załatwili, to nie miała nic przeciwko. Lily miała jeszcze wiele do dodania, ale postanowiła zamilknąć i nie drążyć tej sprawy. To nie był jej dom ani jej impreza. Była tu gościem i to kazało jej się opanować. Przeprosiła wszystkich za swój wybuch, co pozostali przyjęli ze śmiechem i porozumiewawczymi spojrzeniami.
Zabawa rozkręcała się w miarę upływu czasu i opróżniających się butelek kremowego piwa oraz wypitych szklanek whisky. Całe towarzystwo czuło coraz większe rozluźnienie i wszystko powoli zaczynało ich śmieszyć. Nawet tych najbardziej opornych, czyli pannę Evans. Cisza nie zalegała nawet na chwilę. W połowie spotkania Dorcas zniknęła gdzieś z Syriuszem, a Glizdek zasnął na fotelu, trzymając na kolanach miskę z fistaszkami. W salonie pozostali tylko Anne, Remus, Lily i James. Rozmowy przybierały coraz poważniejszy charakter. Evans siedziała tylko i przytakiwała, wsparta o ramię Pottera zbyt pijana, by cokolwiek sensownego dodać od siebie. Po jakimś czasie James puścił Lunatykowi porozumiewawcze spojrzenie, a ten od razu domyślając się o co może chodzić Rogaczowi, poszedł na górę z Anne do biblioteki. Okularnik został teraz sam na sam z Lily, dziewczyną swoich marzeń. Teraz kiedy wreszcie miał okazję, nie bardzo wiedział, co powinien zrobić z pijaną panią prefekt. Evans jakby otrząsając się z drzemki, drgnęła lekko i usiadła prosto, patrząc na Jamesa. Patrzeli sobie przez chwilę w oczy, aż Lily uśmiechnęła się ciepło do chłopaka i odwróciła wzrok. Dziewczyna próbowała wstać, ale przy pierwszej próbie ledwo się podniosła i nogi się pod nią ugięły. Rogacz widząc jej plany, złapał ją za ręce i pomógł ustać w pionie. Jednak to też nie pomogło i podtrzymując ją, posadził ją na sofie.
- Dziękuję, James. – bąknęła Ruda w małym przypływie trzeźwości. – Ale chyba sobie posiedzę. Potter uśmiechnął na to również nie w pełni trzeźwy.
- No to posiedzimy razem.
I usadowił się blisko dziewczyny tak, że stykali się ramionami. Evans automatycznie położyła głowę na barku Rogacza. Chłopak objął ją ostrożnie ramieniem, by było jej wygodniej. Bał się, że ta zaraz się odsunie, ale została.
- Lily? – powiedział cicho – Czy ty mnie w ogóle chociaż trochę lubisz?
Nastała chwila ciszy. Chłopak bał się, że dziewczyna zasnęła, ale po chwili odezwała się:

- Lubię cie, James.
Chłopak oniemiał. Te słowa były więcej warte niż wszystkie wyznania miłosne innych dziewcząt. Uśmiechnął się do siebie i oparł swoją głowę na miękkich rudych włosach. Fakt, że Lily była pijana, ale wierzył, że to, co powiedziała, było szczere. 
- Dziękuję – szepnął dziewczynie do ucha. Ona lekko zadrżała i wtuliła się mocniej w chłopaka. Serce zaczęło mu walić ja szalone. Nie wiedział, co zrobić, tak bardzo rozpierała go radość. Wcale nie jest na straconej pozycji. Był pewien, że wkrótce zdobędzie serce tej opornej Lily Evans! Siedzieli tak w milczeniu, gdy pierwsza odezwała się dziewczyna:
- James... spać... - powiedziała to tak cicho, że Potter ledwo mógł dosłyszeć. Nie chciał, żeby zasnęła tutaj, gdzie zostałaby wystawiona na widok wszystkich pozostałych. Gryfon wstał i wziął dziewczynę na ręce. Była leka jak piórko, taka krucha i delikatna, a taka zadziorna. Niósł ją do góry po schodach i wszedł w pierwszy otwarty pokój. Rozejrzał się, czy jest wolny, zapalił światło i ruszył w kierunku łóżka. Zdjął dziewczynie buty z nóg i nakrył kołdrą. Jego głowa zawisła nad jej twarzą. Lily otworzyła oczy i zagubiła się w tak głębokich orzechowych tęczówkach. Alkohol szumiał jej w głowie. Krew buzowała. Serce przyspieszyło. Zadrżała, ale nie wiedziała czy to z zimna, czy z nadmiaru emocji. Rogacz usiadł obok niej i dotknął swoją ciepłą, silną dłonią jej rozpalonego policzka. Przybliżył się do niej, ich usta dzieliło tylko kilka centymetrów. Potter widział w tym niepowtarzalną okazję, kusiło go okropnie. Tak bardzo chciał zasmakować jej malinowych warg, chociażby je musnąć. Nagle odsunął się jak oparzony. Nie mógł tego zrobić. Nie potrafił wykorzystać upojenia Evans. Wiedział, że wszystko by tym zepsuł. Lily odczuła lekki zawód po tym jak James się odsunął. Nie wiedziała co za dziwaczne uczucie ją ogarnęło, ale zgoniła to na alkohol i postanowiła się bardziej nad tym nie rozwodzić. Kiedy Potter wstał i poszedł w kierunku drzwi, Ruda gwałtownie usiadła. Momentalnie poczuła zawroty głowy i mdłości.
- Zostań… Proszę. – wydukała dziewczyna. Rogacz, jakby czekając na te słowa, odwrócił się, uśmiechnął i podbiegł do dziewczyny. Poprosił ją, aby zaraz się położyła, ponownie nakrył ją kołdrą i kazał iść spać, a sam usadowił się na fotelu, oparł głowę i momentalnie zasnął.

*

Rudowłosa dziewczyna otworzyła powoli oczy. Od razu odczuła pulsujący ból głowy i drapiącą suchość gardle. Delikatnie uniosła się na łokciach, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Rozejrzała się dookoła i ujrzała nieskazitelnie białe ściany, mahoniowe, ozdobne meble i fotel, na którym siedział… Na Merlina! Potter! Lily przeraziła się nie na żarty. Nie pamiętała nic od kiedy wygrała butelkę ognistej whisky w jakiejś chorej grze i pociągnęła z niej zdrowego łyka tegoż właśnie palącego napoju. Gwałtownie podniosła się z łóżka, chcąc umknąć tej krępującej sytuacji. Skończyło się to jednak niestety ostrymi mdłościami i wizytą Rudej w łazience.
Jamesa obudził trzask zamykanych drzwi. Rozejrzał się zaspany i po chwili usłyszał nieprzyjemny odgłos wymiotów. Zaśmiał się cicho do siebie, ale chwilę potem spoważniał i ruszył z pomocą w kierunku toalety. Zapukał do drzwi, czekając na zaproszenie, ale nic nie usłyszał, więc wszedł ostrożnie do środka.
- Lily? – spytał – Wchodzę.
Dalej żadnego odzewu. Potter poszedł dalej i zobaczył bladą jak ściana Evans, która siedziała obok umywalki. Podbiegł szybko do niej i spróbował odgarnąć jej włosy z wymęczonej twarzy, ale dziewczyna odtrąciła jego rękę.
- Wody – szepnęła.
Rogacz pognał na dół do kuchni i nalał do szklanki zimnego, przezroczystego płynu, który stał przygotowany w dzbankach na stole. Nagle, nie wiadomo skąd, wynurzyła się Anne.
- Wrzuć jej to do wody. – powiedziała i wyciągnęła Jamesowi niebieskiego dropsa. Ten aż podskoczył ze strachu. Nie spodziewał się tu nikogo, raczej myślał, że wszyscy jeszcze śpią.
- Na Merlina! Loran! Chodzisz jak duch! Co to za gówno? – spytał nieufnie.
- Najpierw zobacz, potem narzekaj – powiedziała i wrzuciła tabletkę do szklanki Lily. Drops rozpuścił się w mgnieniu oka, a roztwór dalej wyglądał jak woda. James upił łyka i zdziwił się, ponieważ napój nie zmienił smaku. Rogacz posyłają rozbawione spojrzenie szatynce, pognał na górę, do skacowanej dziewczyny. Evans leżała na wznak na łóżku. Okularnik myśląc, że zasnęła, postawił szklankę na stoliku i usiadł na fotelu. Jednak Lily podniosła się, porwała szybko napój i duszkiem wypiła zawartość. Momentalnie poczuła się lepiej. Mdłości minęły, ból głowy ustał, a ona sama czuła się jakby była najzdrowszą osobą pod słońcem.
- Nie wiedziałam, że zwykła woda czyni takie cuda.
Ruda usiadła i odetchnęła odprężona oraz zadowolona. Potter wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Zwijał się na fotelu i łapał za brzuch, starając się nieco opanować. Evans posłała mu wrogie spojrzenie.
- A ciebie co tak śmieszy, Potter? – spytała bojowo.
- Nic, Liluś – odparł, chwytając łapczywie powietrze. – Po prostu to nie była zwykła woda. Anne dodała do niej tajemniczego dropsika. – powiedział już nieco spokojniej. Ruda spłonęła rumieńcem, ale po chwili sama roześmiała się z własnej głupoty. Po krótkim czasie jednak spoważniała i zwróciła się w stronę okularnika.
- Muszę cię o coś spytać, James.
- Słucham cię, słonko.
Ruda ostatnie słowo puściła mimo uszu i ostrożnie zaczęła.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że to Severus tak cię zranił?
Pottera zamurowało. Najbardziej zdziwiło go to, że dostrzegł u niej autentyczny smutek i zmartwienie. Nie chciał oczerniać go w jej oczach. Zbyt zależało mu, aby były one zawsze roześmiane.
- Skąd wiesz o tym? – spytał ciekawy, skąd Ruda ma takie informacje.
- Wygadał mi się przez przypadek. Mówił, że to twoja wina, bo go sprowokowałeś, a on sam nie miał pojęcia, że to zaklęcie przyniesie taki skutek.
- Nie było potrzeby by ci o tym mówić. To sprawa pomiędzy mną a nim. – powiedział twardo i stanowczo, co było do niego tak niepodobne.
- Ale to była czarna magia! – wykrzyknęła oburzona.
- Lily… Dajmy temu spokój. Było i minęło, nie widzę sensu, by to roztrząsać.
Potter powiedział to w taki sposób, że Evans nie miała odwagi ciągnąć tego tematu, ale obiecała sobie, że tego tak nie zostawi. Zapadła między nimi niezręczna cisza. Ruda była zawiedziona, że tak mało się dowiedziała, a James zbyt wkurzony, że płomiennowłosa wie o wszystkim. Jednak po chwili rozczochraniec się w końcu odezwał.
- Ale muszę ci powiedzieć, że warto było cię upić. – Rogacz wyszczerzył się do dziewczyny i puścił jej oczko.
- Co ja robiłam? – spytała przerażona, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia jakich głupot mogła się dopuścić. – Czy my coś… no wiesz. – speszyła się i pokryła czerwienią. James chcąc jej dodać otuchy i uspokoić, uśmiechnął się delikatnie.
- Nic się nie wydarzyło. Byłaś bardzo spokojna i zabójczo urocza. – wyznał chłopak, wracając wspomnieniami do tulącej się do niego dziewczyny.
- Ale jak się tu znalazłam?
- Że w tym pokoju? Przyniosłem cię. – powiedział to tak spokojnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- TY?! – wykrzyknęła – Ty mnie… Przyniosłeś? Na rękach?
- A jak? W zębach? Myślałem, że jesteś bardziej inteligentna, Evans. – uśmiechnął się o poczochrał włosy w specyficzny dla siebie sposób.
- Jak… Jak mogłeś mnie tak… Czemu to zrobiłeś? – miotała się oburzona, już nie siedząc, a maszerując po pokoju.
- Bo… Poprosiłaś mnie o to.
Nie do końca była to prawda, ale on tak to zinterpretował, zresztą miał nadzieję, że jak zgoni to na nią, to i jemu się mniej oberwie.
- Jamesie Potterze – zaczęła Lily oficjalnie, stając naprzeciwko Rogacza i podpierając się pod boki. – Masz mi w tej chwili przysiąc że nikt, ale to nikt się nie dowie o tym, co się wydarzyło. Rozumiesz?!
- Rozumiem, kochana. Bardzo dokładnie.
Mówiąc to starał się zachować powagę, ale po chwili znowu zaczął się trząść ze śmiechu. W tej chwili drzwi od pokoju otworzyły się z głośnym hukiem, a do pokoju wszedł nie kto inny jak wierny towarzysz Rogacza.
- I jak, gołąbeczki? Będą z tego dzieci? – spytał radośnie dziarskim tonem, stając na środku pokoju. Potargany rozejrzał się po pokoju i spojrzał na Rudą i swojego przyjaciela. Dziewczyna oburzona i rozjuszona jak kotka wybiegła z pokoju, na co James zaczął jeszcze bardziej dusić się ze śmiechu. W końcu oboje z Blackiem już dowcipkowali na temat zaistniałej sytuacji, przez co po całym domu niosły się ich radosne głosy.

*


Dorcas i Anne siedziały w salonie, rozłożone na kanapie z kubkami w rękach. Rozmawiały o czymś przyciszonymi głosami. Nie chciały zbudzić wciąż śpiącego w dziwnej pozycji Glizdogona. Tak jak wczoraj zasnął z twarzą na stole, tak też do teraz nadal pochrapywał. Nikomu nie chciało się go taszczyć na górę, więc pozostawiono go samemu sobie. 
- Co ty robiłaś z Blackiem sam na sam całą noc, Dor? - spytała podejrzliwie szatynka, unosząc zadziornie jedną brew.
- Nic, z czego musiałabym się tobie spowiadać, Loran – czarnowłosa wytknęła język w odpowiedzi.
- Lepiej pochwal się, co z Remusem.
- Co z nim? - spytała nie rozumiejąc, jednak w sekundę po tym pojęła, o co chodzi przyjaciółce. 
- Przestań... Jest dla mnie jak brat. Nic więcej nigdy między nami nie było, nie ma i nie będzie – powiedziała to tak stanowczo, jakby znała przyszłość i wszystkie wydarzenia, jakie ona przyniesie. 
- Jesteś pewna? 
- Tak, Meaodwes. Jak tego, że ciebie tu teraz widzę.
- Niech ci będzie. Jestem strasznie ciekawa, co z Lily i z Potterem. - zamyśliła się brązowooka. 
- A co miałoby z nimi być?
- Anne! Przecież spędzili noc w jednym pokoju.
- Ale Lily była pijana – odpowiedziała wzburzona gospodyni.
- Więc nie... - przerwało jej wtargnięcie do salonu nikogo innego jak właśnie panny Evans. Poszła w ich kierunku i usadowiła się między nimi na sofie. Nie odezwała się ani słowem, ale dziewczyny już wiedziały, że coś jest tak. Lily nie potrafiła ukrywać uczuć, tylko jej się wydawało, że jej twarz nie wyraża żadnych emocji. 
- Eeee... Lily? - zaczęła delikatnie Dorcas.
- Do niczego nie doszło. - zapewniła szybko Ruda. Dziewczyny lekko rozbawione tak gwałtownym wyznaniem, zrobiły wszystko, aby tego nie pokazać. Anne udała, że musi odkaszlnąć, a Meadowes bardzo zainteresowała się swoimi butami. Nie wiedziały czy to brzmiało bardziej jak stwierdzenie czy pytanie. Evans sama nie była tego pewna. Nie miała pojęcia, czy może ufać zapewnieniom chłopaka, do którego dopiero co zaczęła się przekonywać. Powiedziała jedno: nigdy więcej jej usta nie dotkną alkoholu. Na samo wspomnienie porannych mdłości aż się wzdrygnęła z obrzydzeniem. 
- Nikt cię o nic nie podejrzewa, Lily – zapewniła łagodnie Anne. Dorcas w końcu nie wytrzymała i parsknęła niepohamowanym śmiechem.
- Wiedziałam, że będziecie się śmiać! - krzyknęła zdenerwowana i zawiedziona.
- Wybacz, Lily. Ale to było bezcenne widzieć cię tak pijaną i tulącą się do Pottera – wyznała prosto Meadowes, co spotkało się z spostrzegawczym wzrokiem Loran.
- CO?! - oprzytomniała Evans – Tuląca się? Ja?
- No.. - Dorcas już wiedziała, że tą wiadomość powinna zachować dla siebie. - Tylko się o niego opierałaś. 
Ruda załamana zakryła twarz dłońmi. Jak ona miała mu teraz spojrzeć w oczy, któremukolwiek z Huncwotów? Chciała się zapaść pod ziemię, wymazać z pamięci ten wieczór, aby okazał się tylko kolejnym koszmarem. Jednak nie był to sen. Utwierdziło ją w tym wejście Syriusza, Jamesa i Remusa do pokoju z miską wody, w której pływała spora ilość lodu. Dziewczyny obejrzały się z zaciekawieniem na chłopaków, którzy podążali w kierunku śpiącego Petera. Po cichu, na palcach starali się znaleźć jak najbliżej śpiącego, aby zaraz po tym wylać lodowatą zawartość na biednego Pettigrewa. Ten zbudził się piszcząc i krzycząc jak dziewczynka. Nie wiedząc co się dzieje, zaczął wymachiwać rękoma na prawo i lewo, szukając napastnika. Po chwili otrząsnął się z tego otępienia i rozejrzał się po otaczających go osobach. Zaraz spłonął rumieńcem, kiedy zobaczył, że wszystkie pary oczu są wpatrzone w niego, a w dodatku właściciele tych spojrzeń śmiali się do rozpuku. Mruknął coś o tym, że są skończonymi debilami i uciekł szybko do łazienki, by uniknąć dalszych kpin. Nawet Lily mimo swojego zawstydzenia nie mogła opanować rozbawionego spojrzenia. Przez chwilę zapomniała o tym co się wydarzyło i napotkała prześladujące ją orzechowe tęczówki. Od razu zarumieniła się i spuściła wzrok. Nie chciała go widzieć, nie chciała go słyszeć, pragnęła uciec jak najdalej od niego. Przeczuwała, że to będzie ciężki dzień, jednak poczuła dla niego cień wdzięczności, że nie wykorzystał jej wczorajszej słabości i unikał tego tematu, tak jak ona sama by tego pragnęła. Może faktycznie Potter dorasta?



22 komentarze:

  1. Kochane Dziewczyny,

    w końcu jestem na czas i jeszcze raz przepraszam za zaległości, których tyle mi się u was narobiło, ale w sumie wszędzie je mam i dopiero teraz nadrabiam.

    Pierwsze, co mi się skojarzyło z tytułem to to, że impreza będzie obejmować dziewczyny i Huncwotów i się nie zawiodłam, bo rozdział był genialny. Jak zwykle zresztą, co zawsze powtarzam, a wasze opisy są cudowne.

    List od Anne był na pewno bardziej zbawienny dla Lily niż mogła to sobie wyobrazić. Ja to bym chyba nie wytrzymała z kimś takim jak Petunia i już siedziała za kratami ;) Ale Ruda ma dużą cierpliwość jak widać. Zastanawiam się również, jakie poczyniła w wakacje przemyślenia odnośnie szanownego pana Pottera.

    Evans chyba jednak trochę zbyt naiwna była, twierdząc, że nie będzie na tej imprezie Rogacza. Swoją drogą jestem pełna podziwu dla tej dwójki, że w końcu doszli do momentu, w którym witają się, używając imion, a nie nazwisk. Podoba mi się to, że naturalnie prowadzicie zmianę ich relacji. Jak już pisałam w komentarzy przy poprzednim rozdziale, mam nadzieję, że tak zostanie.

    Co to za impreza, gdyby nie było na niej Huncwotów i alkoholu, co doprowadziło do wybuchu panny Evans. Swoją drogą nie sądziłam, że Lilka pozwoli się upić do tego stopnia, że nie będzie wiedziała, co działo się wieczorem i w nocy. Myślałam, że należy raczej to dej części, która preferuje imprezę bez alkoholu, ale ta wpadka była jak najbardziej na plus. Po pierwsze przyznała, że lubi Jamesa i uważam, że było to wyznanie jak najbardziej prawdziwe, po drugie Rogacz pokazał, że naprawdę zależy mu na Rudej i nie wykorzystał okazji wbrew jej logicznemu myśleniu. Oczywiście wszystko skończyło się wraz z pobudką i ulotnieniem się alkoholu, ale i tak uważam, że wieczór tej dwójki był naprawdę uroczy.

    Przepraszam za krótki i beznadziejny komentarz, ale czas mnie goni, więc lecę poprawiać mój rozdział i oglądać przy okazji Harry'ego na TVN :)

    Czekam na kolejny rozdział.

    Pozdrawiam serdecznie
    Luthien

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę nie wiem co napisać... Sympatycznie się czytało. Hmm.. Upita Lily tego się po niej nie spodziewałam, ale aż dziwne, że Rogacz nie wykorzystał sytuacji. To do niego nie podobne. Ciekawe też z czego nie musiała się tłumaczyć Meadowes Loran. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam przy okazji do siebie http://spojrzenie-syriusza-blacka.blogspot.com/.
    ~Oblivion

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochane,

    Naprawdę nieźle się ubawiłam czytając ten rozdział, ale zacznę od początku.
    Widzę, że tegoroczne upalne lato zainspirowało Was. Ja również wielbię urządzenia zwane wiatrakami. Gdyby nie one już dawno udusiłabym się.

    Ciekawi mnie kiedy wasza Evans zakocha się w Rogaczu, bo widzę, że już coś zaczyna czuć, co mnie dziwi. Raczej obstawiałam, że Wasza Lily jeszcze długo będzie się boczyć na Jamesa, a tu proszę dziewczyna zdaje się być zauroczona Rogaczem.

    Fajna ta impreza. Może alkoholu, zero dorosłych. Po prostu typowa domówka. Ruda oczywiście podbiła moje serce na tej imprezie. Niby taka zagorzała przeciwniczka alkoholu a tu proszę urżnęła się jak... nie będę dokańczać wierzę, że się domyślicie.

    James jest słodki. Wydaje mi się, że powoli zaczyna dorastać. Jestem pod jego wielkim wrażeniem. Raczej obstawialam, że wykorzysta okazje i zacznie obściskiwać się z Lily, a tu jednak pokazał klasę niczym prawdziwy dżentelmen.

    Dobrze, że Peter nie wziął swojej laski do Ann, bo normalnie z tego byłaby wojna. W ogóle dziwię się Glizdkowi, że całą imprę przespał. Ominęło go tyle ciekawych rzeczy...

    Dziewczyny jesteście cudne i z niecierpliwością czekam na następną część.

    Całuję Wasza
    Em

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny wspaniały rozdział! :)
    Swoja drogą tlumaczenie czarodziejom czystej krwi co to jest winda musiało być przezabawne, juz widzę minę Jamesa czy Syriusza, kiedy Ann mówi o pudełku, ktore jest w stanie jezdzic w dol i w górę, a na dodatek z bagażem :D
    Tak to rzeczywiście musiała byc niezapomniana impreza :)
    Pijana Evans tulaca sie do Jamesa, to musiał być widok! Bardzo dobrze, że Rogacz pomyslal i nie wykorzystal sytuacji.
    Dobrze tak Peterowi, nie dość, że wyrzera, nie dość, że zdradza, to jeszcze zasypia na kanapie w salonie! Co on sobie myśli! :D
    Rozdział cudowny i miodowny :D Nie mogę się doczekać kolejnego!
    Piszę krotko, poniewaz moj telefon wola ladowarke, a nie za bardzo mam do niej dostep :/
    W każdym razie powtorze się, uwielbiam tego bloga, nie mogę sie doczekać następnego rozdzialu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spóźniony komentarz no ,ale oto w końcu ja...
    Super rozdział ;3 Ciekawa impreza oczywiście z ognistą no bo inaczej to nie byli by huncwoci.
    Lily się upiła?! What?! Co wyście zrobiły z Lilką?? Ale brawo dla Rogacza ,że jej nie wykorzystał. ♥
    Łapa i Dor jak zwykle znikają. Pewnie było ciekawie...
    Przepraszam za krótki komentarz :c nie mam daru do rozpisywania się. Do następnej notki i życzę dużooo weny. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłam z wakacji, a tu taka miła niespodzianka! Rozdział już od dawna sobie na mnie tu czeka haha :D

    Wakacje Huncwotów zapowiadają się ciekawie, trzeba przyznać. Nie macie pojęcia, jak śmiesznie musiałam wyglądać ciesząc się do monitora, gdy czytałam scenę, gdy Lily była pijana. No nie mogę sobie jej takiej kompletnie wyobrazić :D Słodkie, że James tego nie wykorzystał, trochę rozumu jeszcze mu zostało, ale jest to przez to jeszcze bardziej urocze!

    "- Na Merlina! Loran! Chodzisz jak duch! Co to za gówno?" <3
    " - TY?! – wykrzyknęła – Ty mnie… Przyniosłeś? Na rękach?
    - A jak? W zębach? Myślałem, że jesteś bardziej inteligentna, Evans" - tutaj już kompletnie straciłam panowanie nad sobą ! :D

    Boże, jak ja Was uwielbiam! Peter to miał ciekawą pobudkę! Dorcas i Syriusz mmm.. Baardzo ciekawe co oni tam robili? Może ktoś ich nakryje w takiej... jednoznacznej sytuacji? haha. To już pozostawiam wam! :D
    Miłych wakacji! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział cudny! Impreza... Nie no brak słów. Nasza grzeczna Lilka zaszalała. I wyszło to całkiem fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na rozdział 46 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/07/rozdzia-46-z-facetami-jak-z-dziecmi.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat tak się stało, że przez 15 dni byłam odcięta od świata internetu... Ale już powróciłam, więc lecę czytać tak długo wyczekiwany przeze mnie rozdział. Zajmuję sobie miejsce
    i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahhahha.... Rozdział cudny :) Świetny pomysł z imprezą... i z pijaną Evans.
      Ostatnie zdanie najfajniejsze: ,,Może faktycznie Potter dorasta?".
      Bardzo mi się podobało...
      To ja czekam na nastepny rozdzial.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Dziewczynki:)
    Jestem zaskoczona, że w ciągu tak niewielu chwil stosunek Lily do Jamesa zmienił się prawie o 180 stopni. Piszę prawie, bo jeszcze nie do końca przekonała się do chłopaka ale są niesamowicie duże postępy w ich relacji. Evans bardzo odreagowała monotonię w domu od razu upijając się na imprezie u Anne:D Cieszy mnie to, bo mam wrażenie, że już niedługo dojdzie do bardziej intymnych sytuacji, między moją ulubioną dwójką, niż tulenie:) Potter zachował się jak prawdziwy gentelmen:) Nie pocałował Lily, co rozczarował mnie i ją, ale to się bardzo chwali:) Widząc, że ma coraz bardziej realne szanse na poderwanie Lilki stara się i faktycznie dorasta:)
    SUPER! Czekam na kolejny rozdział.
    Doskonale Was rozumiem, dla mnie wakacje też nie są czasem tylko odpoczynku i lenistwa. W każdym bądź razie życzę mnóstwo czasu wolnego abyście mogły pisać ale też spędzać cudownie czas przed nowym, swoim pierwszym, rokiem akademickim:) Nie wiem na jakiej zasadzie śledzicie komentarze ale skomentowałam wszystkie poprzednie rozdział:)
    Pozdrawiam Was serdecznie kochane!
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochane dziewczyny!
    Właśnie wróciłam i mogę w końcu zacząć nadrabiać zaległości, których się namnożyło podczas mojej nieobecności.
    Rozdział jak zwykle cudowny. James był w nim taki uroczy, że mam ochotę się cały czas nad nim rozpływać ♡
    Przechodząc do treści:
    Ogromnie mi się podoba Wasz styl pisania. Wszystkie opisy są takie rzeczywiste i profesjonalne. Tylko pozazdrościć :)
    Och, Petunia musiała zabrać Lily nawet wiatrak. Jaka ona jest okropna.
    Pomysł imprezy u Anne - świetny. Od razu zaczęłam się zastanawiać, co się na niej wydarzy.
    Lily na początku wzbraniała się przed alkoholem i była oburzona, ale jak przyszło co do czego nie odmówiła Ognistej ^^
    Jej zachowanie, gdy była pijana rzeczywiście było urocze, jak to stwierdził James. Przytulała się do niego i powiedziała mu, że go lubi. Cu-do-wnie!
    A on... No brak mi słów po prostu. Był taki kochany, zajął się nią, zaniósł do pokoju i nie chciał jej całować w takim stanie. Uwielbiam go ♡♡♡
    I to, jak Lily się obudziła i jak jej przyniósł tę wodę. Boże, tak bardzo mi się to podobało.
    Dorcas przez przypadek wygadała, że Evans przytulała się do Pottera. Ale to nic strasznego, może to zrozumie :)
    I na koniec to wylanie wody na Petera. Zawsze muszą coś wymyślić ^^
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na następny rozdział.
    Optimist :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapraszam na rozdział 47 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/08/rozdzia-47-starzy-znajomi.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochane dziewczyny!

    Na początek tradycyjnie ogromne przepraszam za to, że regularnie nie komentuję. Wracając zaś do rozdziału to mimo że Petunia jako tako nic nie zrobiła to i tak mam ochotę na nią rzucić upiorogacka. Impreza z udziałem Huncwotów, przecież to było jasne, że bez zapasu ognistej i kremowego nigdzie się nie ruszą, a już zwłaszcza na imprezę. Uhuhu Evans przyznała, że lubi Jamesa jestem pewna, że nie tylko lubi, ale to oddzielna sprawa. Co z tego, że zrobiła to po pijaku, w sumie gdzieś kiedyś usłyszałam, że pijani ludzie mówią, to czego nie mają odwagi powiedzieć na trzeźwo. Czyżby to była prawda? W każdym stwierdzeniu tkwi ziarnko prawdy więc... xD Teksty Łapy pasują do niego idealnie, ponieważ są podobne do niego. Tak masło maślane xD ale tak na serio, to nie wyobrażam sobie Syriusza bez śmiesznych lekko bezczelnych tekstów. Na każdym blogu które obecnie czytam Syriusz Black Casanova Hogwartu jest idealnie stworzony i wykreowany na takiego jaki był. Lily Lily jaka ty jesteś nienormalna każda inna dziewczyna rzuciłaby się na Jamesa i już nie wypuściła, a ty mu tak długo każesz czekać. Ciekawe co Syriusz i Dor robili na osobności... Jezu czemu mam takie brudne myśli? Tak wiedzcie że takie pojawiają się tylko i wyłącznie przy czytaniu waszych rozdziałów. Możecie czuć się zaszczycone. Dla Lily to musiał być ogromny szok, gdy dowiedziała się, że dobrowolnie łasiła się Pottera XD

    Pozdrawiam
    Mała Czarna ^^

    Ps. Obiecuję nadrobić w najbliższym czasie komentowanie :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapraszam na rozdział 48 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/08/rozdzia-48-sodka-zemsta.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Witajcie. Chciałam Was zaprosić na mój drugi blog. dorcas-pisze.blogspot.com
    Nicole Lorens jest na pozór zwyczajną dziewczyną. Ma 21 lat. Studiuje dziennikarstwo. Mieszka razem z przyjaciółką w Barcelonie. Musi uporać się z problemami w pracy, z nawałem nauki oraz z nieodwzajemnioną miłością.Jej serce jest jednak rozdarte z innego powodu. Straciła brata, który był jej bardzo bliski. Nie wierzy, że jego śmierć była czystym przypadkiem. Chce za wszelką cenę odkryć prawdę. Pytanie tylko czy ta cena nie będzie zbyt wysoka....

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystkie komentarze nadrobie w najbliższym czasie, a tym czasem zapraszam do mnie na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wasz blog jest świetny! Strasznie mnie wciągnął. Zaczęłam go czytać dopiero nie dawno, a już skończyłam. Nie mogę się doczekać co będzie dalej!
    Czekam na kolejną notkę z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapraszam na rozdział 49 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/08/rozdzia-49-koszmar-na-javie-cz1.html oraz na rozdział 3 http://dorcas-pisze.blogspot.com/2015/08/rozdzia-3-tajemniczy-list.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam na rozdział 50 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/08/rozdzia-50-koszmar-na-javie-cz2.html

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapraszam na rozdział 51 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/08/rozdzia-51-o-miosc-trzeba-walczyc.html

    OdpowiedzUsuń