21 września 2015

XXIII. Fatalny początek

Kochani!!!

Tym razem szybko przychodzimy z następnym rozdziałem, ale nareszcie wena aż rozsadzała nas od środka i musiała znaleźć ujście w tym rozdziale. Nie wiemy czy jest szałowy czy też byle jaki, ale nie nam to oceniać, lecz Wam! Także więc zachęcamy Was do komentowania, nie bójcie się, ponieważ jest to dla nas naprawdę pięknie, niejednokrotnie wzruszamy się na nich i uśmiechamy ciepło, że jesteście tak wdzięcznymi i niezastąpionymi czytelnikami! :)
Rozdział pragniemy dedykować naszym nowym Czytelniczkom: Visennie i Eskarynie,  a także wszystkim innym, które się nie ujawniają. Dziękujemy Wam za te długaśne i piękne komentarze. Naszym zachwytom nad Waszymi słowami nie było końca. Cieszymy się, że tam pozytywnie odbieracie tą historię! <3
Wiemy również, że nie nadrobiłyśmy jeszcze wszystkich zaległości na Waszych blogach, ale naprawdę staramy się jak możemy!!!

Mamy także prośbę. Proszę, napiszcie nam w komentarzach, czy ten rozdział jest za długi, bo nie wiemy jakie limity mamy ustalać :)

A teraz po tej jakże długiej i nużącej przemowie zapraszamy w końcu do czytania.
Wasze ~ Rogacz i Łapa



*

           Dworzec King’s Cross przemierzały setki ludzi śpieszących tu i ówdzie. Biznesmeni w garniturach i z czarnymi, prostokątnymi teczkami, pracownicy potykający się o siebie w wyścigu do poszczególnych zakładów, uczniowie zdążający do szkoły z wielkimi torbami na kółkach, a za nimi śpieszący rodzice, którzy nawoływali raz po raz czy ich pociechy niczego nie zapomniały. Dworzec zapełniały także osoby ubrane w kolorowe i długie szaty, a niektórzy nawet w pidżamy, próbując wpasować się w mugolski styl. Także młodzież ciągnąca za sobą ogromne kufry i klatki, zamieszkane przez ich pupili. Wszystkie dziwnie wyglądające osoby, zdążały w kierunku bramki znajdującej się między peronem dziewiątym a dziesiątym. Niby od niechcenia opierali się o nią, przy okazji rozglądając się czy nikt ich w danej chwili nie obserwuje, a po chwili… znikali. Tak po prostu miejsce, gdzie przed chwilą stali, zostawało puste. Czarodzieje w ten unikalny sposób przedostawali się na peron, gdzie czekał na nich Hogwart Express. Panował tam niesamowity harmider. Dzieci biegały i witały się ze sobą, potrącając siebie wzajemnie i stojących sztywno rodziców, którzy sentymentalnie oglądali znane sobie miejsce lub też niektórzy zdezorientowani stali ściśnięci przerażeni tym, co wokół nich się dzieje. Nie wszyscy odziedziczali talent magiczny, ale czasem pojawiał się on niespodziewanie w mugolskich rodzinach. Ostatnimi czasy tacy ludzie zaczynali być potępiani przez tak zwanych czarodziei „czystej krwi”, czyli takich, którzy od zawsze mieli magiczne korzenie. Coraz głośniej robiło się o niejakim Lordzie Voldemorcie. Rzekomo zrzeszał on ludzi, nazywanych śmierciożercami, którzy mieli oczyścić świat z mugolaków i ukazać światu odwieczną potęgę prawdziwych czarodziejów. Co gorsza ów „lord” w zastraszającym tempie zyskiwał poparcie. Miał dar przekonywania i jeszcze większy zastraszania. Mugole nie wiedzieli nic o takich rzeczach, nie odczuwali więc strachu, ale w rodzinach, gdzie obojga rodziców byli czarodziejami lub chociaż jeden z nich, zaczął wkradać się delikatny podmuch lęku o swoje dzieci i bliskich. Teraz kiedy wreszcie minęły wakacje i mogli posłać pociechy do Hogwartu, zaczęto odczuwać niemałą ulgę. Przecież jak powszechnie wiadomo jest to najbezpieczniejsze miejsce, ponieważ Albus Dumbledore to jedyny czarodziej, którego obawia się Czarny Pan. Nie odważy się postawić tam stopy, póki dyrektor baczy na wszystko swoimi czujnymi, błękitnymi oczami.

*

                Ciemnowłosa, szczupła dziewczyna rozglądała się ciekawie po peronie, co jakiś czas machając do znajomych. Stała przy rodzicach, którzy rozmawiali właśnie z jakąś przysadzistą, starszą kobietą. Dorcas ubrana w swoją ulubioną, kobaltową sukienkę przed kolano, miała nadzieję jak najszybciej zobaczyć Syriusza. To dla niego tego lata kupiła tą sukienkę i zrobiła najstaranniejszy makijaż w swoim życiu. Nigdy nie wydała tyle pieniędzy na kosmetyki co w te wakacje. Ktoś by powiedział, że to aż grzech, jednak ona chciała, aby Black zakochiwał się w niej z dnia na dzień coraz bardziej. Jej krótkie włosy bujały się wesoło w końskim ogonie, a końcówki skręcały się w delikatne spirale. W końcu dostrzegłszy w tłumie rudą czuprynę wypruła do przodu co sił i skoczyła przyjaciółce na plecy z głośnym krzykiem.
- Cześć, Rudzielcu!
- Dorcas, hej… - Lily stanęła wryta. Musiała przyznać, że Dorcas zmieniła swój wygląd zdecydowanie na plus. Nie przypominała już tej grzecznej i humorzastej dziewczyny. Teraz wyglądała jak pewna siebie i znająca swoją wartość młoda kobieta – Łał… Aleś się wystroiła. I gdzie twoje długie włosy? – zapytała zszokowana Evans – Czemu są takie krótkie?
- Też się cieszę, że cię widzę – wytknęła język rozbawiona Meadowes – Uznałam, że czas na lekkie zmiany.
- Lekkie? Myślę, że Black będzie miał teraz poważny powód do zazdrości. – roześmiała się przyjaciółka.
- Taak... – przyznała zamyślona Dorcas – O ile raczy gdzieś się pojawić. -  smutno zwiesiła głowę. Przez drugą połowę wakacji nie otrzymałam od niego żadnej wiadomości. Wiedziała, że jej chłopakowi nie jest lekko w domu, ale nie widziała przeszkód ku temu, by ten czasami dał jej znać o swoim istnieniu.
- No to spójrz przed siebie, to być może go zauważysz – Lily rozbawiona wskazała palcem na dwójkę chłopaków stojących ramię w ramię, a obok nich pewna długowłosa piękność, która gestykulowała coś energicznie. Owa dziewczyna przytuliła się właśnie do Syriusza i złożyła na jego policzku delikatny pocałunek. On wyszczerzył się głupkowato i powiedział coś do niej. Meadowes czuła jak coś wewnątrz niej płonie. Postanowiła jednak przygasić to uczucie, nie chciała dać się ponieść emocjom. Spokojnie, ale pewnie poszła w kierunku chłopaków, ciągnąc za rękę niezbyt chętną Lilkę. Ciemnowłosa podeszła na palcach od tyłu do swojego chłopaka i zakryła jego oczy dłońmi. Black zdezorientowany zesztywniał lekko, ale zaraz rozluźnił się, gdy wyczuł znajome perfumy.
- Ten zapach rozpoznam wszędzie. – powiedział i energicznym ruchem obrócił się, aby już po chwili całować czule swoją dziewczynę. Dorcas zaskoczona poddała się jego woli. Zawsze tak na nią działał. Przy nim miękły jej nogi, a rozum odpływał do dalekich krain. – Witaj, kochanie. – przywitał się Syriusz, po tym jak oderwał się od Gryfonki.
- Poznaj Ellie, kuzynkę Rogacza. – przedstawił dziewczynę – Prawda, że są podobni? Taka damska wersja Jamesa. – zażartował za co oberwał z pięści w ramię od Potterówny.
- Miło mi – przywitała się Gryfonka – Faktycznie, jesteście podobni. Wyglądasz jak jego siostra.
- I po części nią jestem. – przyznała uśmiechnięta dziewczyna – Jako dzieciaki byliśmy nierozłączni, więc w sumie zawsze traktowałam go jak brata.
Ellie obejrzała się na Jamesa, który stał jak słup i wpatrywał się w jedno miejsce. Kiedy spojrzała w to samo miejsce co on i ujrzała rudowłosą dziewczynę. W mig pojęła kim ona jest. Kopnęła lekko kuzyna w łydkę i skinęła głową na dziewczynę, dając mu tym znak , by do niej podszedł. Chłopak pogoniony żwawo ruszył ku swojej ukochanej. Był zachwycony jej wyglądem. Ubrana była w zieloną sukienkę, która podkreślała jej równie zielone oczy. Jednak jej spojrzenie nie było zbyt zachęcające . Zimno spoglądała na Pottera i przybrała najbardziej wyniosłą minę, na jaką tylko było ją stać. Mimo to Rogacz się nie zrażał. Wiedział, że dla niej narazi się nawet na jej gniew. Jednak miał nadzieję, że to tylko jego wrażenie. Przecież ostatnio tak dobrze się dogadywali. Fakt, że dziewczyna nie zaprosiła go ostatecznie na wakacje, ale odpisała na jeden z ośmiu listów, które jej wysłał, a to już był dla chłopaka ogromny sukces. Podszedł więc pełen dobrych myśli i chcąc przytulić dziewczynę, rozłożył ramiona. Ta jednak zwinnie umknęła i odsunęła się od niego.
- Z dala, Potter! – warknęła – Co ty sobie wyobrażasz?!
Zdezorientowany chłopak oniemiał. Nie tak to miało wyglądać. Wiedział, że nie może od niej wiele oczekiwać, ale nie spodziewał się takiej wrogości z jej strony. Coś tu nie pasowało, tylko co?
- O co chodzi, Lily? Myślałem, że między nami jest w porządku.
- To ty myślisz, Potter? A to coś nowego. Ale jednak na coś się przydałeś. Dzięki tobie przestałam bynajmniej czytać durne pisemka dla naiwnych nastolatek. – skończyła i przybrała wyniosłą pozę, podbierając się pod boki.
- Jesteś zła na mnie? O ten artykuł? Evans, daj spokój. Przecież wiesz, że jesteś moim ideałem.
- Ośmieszyłeś mnie w oczach wszystkich tych durnych dziewczyn, które latają za tobą. Myślisz, że żadna się nie domyśli? Jesteś najbardziej nadętym i skretyniałym bytem, jaki miałam pecha spotkać. – skończyła dobitnie, po czym odwróciła się na pięcie i zostawiła zdezorientowanego Rogacza. Odwrócił się w kierunku Ellie i rozłożył bezradnie ramiona.
- Miałeś racje, James. – pokręciła z niedowierzaniem dziewczyna – Ta Evans to prawdziwa kosa. – spojrzała na niego, po czym roześmiała się, a po chwili zawtórował jej Syriusz razem z Dorcas.
          Charlus i Dorea podeszli do roześmianej grupki z zamiarem pożegnania się. Pociąg dał właśnie sygnał, że najwyższy czas, aby powoli zajmować miejsca i ruszyć w kolejną, a dla niektórych pierwszą lub ostatnią podróż.
- Trzymajcie się, kochani – pani Potter przytuliła obu chłopców – Pamiętajcie, zachowujcie się w tym roku. Jesteście już prawie dorośli. Syriusz, miej oko na Jamesa, dobrze? – matka puściła oko do młodego Blacka i pogłaskała go czule po policzku. Łapa odwdzięczył się jej szerokim uśmiechem i widocznym skinięciem głowy. Wzruszenie tak ścisnęło mu gardło, że nie był w stanie wydobyć z siebie głosu, ale nie mógł tego okazać. Dorea uścisnęła swojego pierworodnego i ugłaskała jego niesforne włosy, które i tak sterczały, jakby ktoś je postawił na cukier. Pan Potter podszedł i obu chłopców poklepał po plecach. Przyjaciele wraz z Dorcas wsiedli do pociągu i machali rodzicom Jamesa, a także jego uroczej kuzynce, Ellie. Pani Potter obserwowała oddalający się pociąg i mimo woli przypomniała sobie wieczór, gdy w ich drzwiach stanął przemoczony Syriusz.

Ktoś zapukał głośno do drzwi posesji Potterów. Zdziwieni rodzice spojrzeli po sobie, żaden z nich nie przewidywał gości na dzisiejszy wieczór. Wiedzieli, że niedługo miał przybyć przyjaciel ich syna, ale ten zawsze uprzedzał ich dzień wcześniej. Co prawda dostali wiadomość, że niedługo ma zamiar się pojawić, ale nie znali żadnych szczegółów. Poza tym Syriusz zawsze przybywał do nich przy pomocy sieci fiuu. Charlus w końcu wstał ze swojego ulubionego, wysiedzianego fotela i poszedł otworzyć drzwi. W pogotowiu trzymał różdżkę schowaną za plecami, a za nim podążyła jego przysadzista żona.
- Syriusz. – powiedział zdziwiony mężczyzna.
- Pani Potter, panie Potter, dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno, ale zmusiły mnie do tego pewne okoliczności. – wytłumaczył i uśmiechnął się niemrawo.
- Ależ nie szkodzi, kochanie – powiedziała szybko kobieta, zapraszając młodego człowieka do środka. – Jesteś cały przemoknięty. Daj płaszcz, przebierz się, zaraz wszystko wysuszymy.
- Nie trzeba, samo wyschnie.
- Nie wygaduj głupot. Przeziębisz się! – mówiła żartobliwym tonem, ale Black wyczuwał autentyczną troskę w jej głosie. Nie rozumiał jak osoby, które go nie wychowywały, ani nie były jego opiekunami, mogły mu okazywać więcej miłości niż jego prawdziwi rodzice. Dorea kierując się matczyną intuicją, spostrzegła, że chłopakowi drży delikatnie dolna warga. Podeszła do niego i przytuliła czule do siebie, głaskając go po włosach i cicho uspokajając. Charlus położył Syriuszowi dłoń na ramieniu, lekko ścisnął i poszedł na górę do syna i bratanicy. Black nie wytrzymał. Starał się tyle czasu i nie potrafił więcej. Cały ból, udręczenie i samotność, której doświadczał we własnej rodzinie znalazły właśnie ujście. Nie miał siły dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Nawet on musiał czasami pęknąć. Kilka łez spadło na ramię matki Pottera. Automatycznie przytuliła go mocniej i zaprowadziła szybko do salonu przed kominek. Tam poczekała aż chłopak się uspokoi.
- Chcesz porozmawiać? – spytała delikatnie. Nie chciała na niego naciskać. Długowłosy skinął twierdząco głową. Chciał wytłumaczyć powód tego najścia.
- Ale chciałbym, żeby pan Potter i James też to usłyszeli.
- Nie ma sprawy, już ich wołam.
Rogacz zbiegł po schodach ze sprawnością godną młodego sportowca i kiedy tylko zobaczył w jakim stanie jest jego najlepszy kumpel, podbiegł, i poklepał go przyjacielsko po plecach. Nie były potrzebne żadne słowa. Oboje wiedzieli, że są dla siebie braćmi i wystarczy sama obecność. Rodzina Potterów usiadła w salonie, czekając aż padnie jakieś słowo z ust przybyłego. W końcu szarooki chłopak zdecydował się odezwać.
- Uciekłem z domu.
Cisza.
- Nie mogłem już tam wytrzymać. Naprawdę się starałem, ale nie mogłem znieść tej chorej gadki o ideologii tego całego Voldemorta. Zaczęli obrażać was – spojrzał na każdego z nich – Moich przyjaciół, którzy pochodzą z mugolskich rodzin. Oni naprawdę zamierzają to zrobić. To już nie są tylko rozmowy przy herbatce. Serio chcą oczyścić świat z brudnej krwi.
Zapadła kolejna cisza. Nikt nie śmiał się odezwać. Każdy trawił słowa, które zostały wypowiedziane.
- Zostajesz u nas. – odezwał się nagle Rogacz.
- Jeśli mogę, to chętnie zostanę do końca wakacji.
- Chyba jaja sobie robisz! – krzyknął James. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. – Zamieszkasz u nas! Na stałe! Rozumiesz?! Czy wtłuc ci to do tego twojego psiego łba?! Prawda, że może? – okularnik spojrzał błagalnie na rodziców. Charlus spojrzał na żonę, a ta na Syriusza, a potem na swojego syna.
- Oczywiście, że tak. I nie podlega to żadnej dyskusji. – dodała, widząc , że Black otwiera usta, by zaprzeczyć. Uśmiechnął się tylko nieśmiało i wypowiedział zwykłe, ale wiele znaczące „dziękuję”.
- To co dzisiaj na kolację? – spytał beztrosko pan Potter – Zjadłbym hipogryfa z kopytami!


*

              Lily szybko pobiegła pożegnać się z rodzicami i zabrać swój kufer, który taszczyła teraz wzdłuż korytarzy pociągu, szukając pustego przedziału, gdzie mogłaby wyładować swoje emocje, nikomu nie szkodząc. Po bezowocnych poszukiwaniach, dała sobie spokój. Minęła pomieszczenie, gdzie widziała Jamesa, Syriusza, Dorcas i Petera, a weszła do przedziału, gdzie zastała Remusa, Anne i Franka Longbottoma. Przywitała się z przyjaciółmi ściskając każdego po kolei, a ostatniemu podając tylko dłoń. Znała tego Gryfona, był w ich wieku i chodził z nimi na zajęcia, ale był strasznie cichy, i skryty. Rozmawiała z nim zaledwie kilka razy w ciągu całej ich edukacji w Hogwarcie. Była więc szczerze zdziwiona, gdy zastała ich razem w przedziale. Jednak nie odczuwała wobec niego wrogości, a w miarę trwania podróży zaczął ją ciekawić. Był bardzo inteligentny i błyskotliwy, jednak było trzeba często ciągnąć go za język, by coś powiedział. Ruda dowiedziała się, że Remus tak samo jak i ona, znowu jest prefektem, dlatego w połowie drogi oboje opuścili przedział, i udali się do wagonu przeznaczonego dla nich. Czekało ich pierwsze tegoroczne spotkanie.

*

                James i Syriusz zaśmiewali się w najlepsze. Droga mijała im w zabójczym tempie. Łapa obejmował swoją ukochaną, nie oddalając się od niej nawet na krok. Po tak długiej rozłące nie mógł się nią nacieszyć, a ona nie miała nic przeciwko temu. Zapomniała już, że była zazdrosna o tamtą dziewczynę. Teraz liczyło się tu i teraz, a ona czuła się cudownie. Jednak wciąż coś nie dawało jej spokoju.
- Właściwie to dlaczego się nie odzywałeś? – spytała w końcu po długich rozmyślaniach. Syriusz spojrzał na nią zaskoczony, a potem na Jamesa. Opowiedział Rogaczowi o wszystkim co się ostatnio działo, ale nie był pewny czy chciał, by ktokolwiek inny o tym wiedział. Nie był z tych, którzy liczyli na współczucie, nie cierpiał rozczulania się nad jego sytuacją. Był Blackiem, jego duma mu na to nie pozwalała.
- Wiesz, kochanie. Jakiś taki brak czasu mi doskwierał – uśmiechnął się porozumiewawczo do Pottera. Ten znając przyjaciela na wylot w mig pojął o co chodzi. Teraz pozostało tylko powiedzieć coś, co skutecznie odciągnie uwagę Dorcas od tego tematu.
- Nie miałeś nawet kilku minut, żeby MI napisać głupią wiadomość?
Pytanie zawisło w powietrzu. Syriusz spojrzał błagalnie na kumpla, który powstrzymywał się przed roześmianiem. Znał te pretensje dziewczyn, które z niczego, potrafiły stworzyć naprawdę bogatą historię zdrady czy innego dramatu. Nie wiedział jednak, że Meadowes też ma ku temu tendencje.
- Wiesz, Dor. – odezwał się w końcu Rogacz – Będąc u mnie ciężko mu było się oderwać od kumpla, którego tyle czasu nie widział. Chodził za mną krok w krok. Raz nawet chciał wejść ze mną pod prysznic, ale na szczęście zajęła go w tym czasie moja kuzynka.
Syriuszowi drgnęły niebezpiecznie kąciki ust. Miał tylko nadzieję, że jego dziewczyna pojmie, że to tylko głupie żarty.
- Twoja kuzynka? – spytała dociekliwie Gryfonka.
- Tak, no wiesz, ta ładna co stała z nami.
„Za ładna” – mruknęła pod nosem Dorcas tak, aby nikt jej nie usłyszał.
- Ellie, tak? – Rogacz skinął twierdząco głową – Długo była z wami?
- Przyjechała jeszcze przed Syriuszem i była do samego końca. – Potter powiedział to takim tonem, jakby była to najlogiczniejsza rzecz na świecie.
- Więc ciągle byliście razem?
Kolejne skinięcie głowy. Cisza. Wymiana spojrzeń.
- To… Co robiliście? – spytała szybko dziewczyna, chcąc przerwać to nieprzyjemne milczenie.
- No wiesz, kochanie – odezwał się w końcu Syriusz – Co można robić w Dolinie Godryka? Robiliśmy małe dowcipy sąsiadom, lataliśmy na miotłach. Ellie jest świetną zawodniczką! Ale oczywiście nie tak dobrą jak ty. – dodał szybko widząc groźne spojrzenie swojej dziewczyny.
- Tak… - potwierdził Rogacz – Poza tym mieliśmy małą imprezkę, ale tylko w trójkę. – James zauważył ostrzegawcze spojrzenie Blacka, ale mimo tego i tak kontynuował. – Łapa tak się nachlał, że razem z Ellie śpiewał jakieś wymyślne piosenki. To był genialny wieczór. Dawno się tak nie uśmiałem jak wtedy. W końcu skończyło się tym, że graliśmy w „Prawdę czy wyzwanie”, a wiesz, że Łapcio lubi wyzwania i…
- I kazał mi nieść jego mamę na rękach. – wtrącił szybko Syriusz. Domyślał, że Rogacz nie pomyśli i powie o tym, że to jego kuzynkę nosił na rękach. James zdezorientowany spojrzał, ale nic nie powiedział. Nie umknęło to jednak uwadze czarnowłosej.
- I skończyło się tym, że Łapa spał z Ellie w moim łóżku, a ja musiałem zadowolić się dywanem. – zakończył dobitnie Potter.
- Słucham?! – zareagowała gwałtownie Dorcas – Spałeś z inną dziewczyną w łóżku? Wiedziałam – kontynuowała – Coś tak czułam, że ciągnie cię do niej!
W tym momencie do przedziału wszedł Remus w wyśmienitym humorze. Jednak kiedy usłyszał krzyki Meadowes i zobaczył przerażonego Syriusza, który nie mógł nawet dojść do słowa, uśmiech zszedł mu z twarzy.
- Jesteście wszyscy tacy sami! – krzyknęła dziewczyna, kończąc swój monolog i wybiegła z pomieszczenia, potrącając przy tym Lupina. Blondyn zmieszany zamknął za nią drzwi i spojrzał na kumpli.
- Możecie mi łaskawie wytłumaczyć o co tu chodzi?

*

                Meadowes jak szalona mknęła przez korytarze pociągu. Gdzie podziewały się teraz jej przyjaciółki? Nie mogła ich znaleźć akurat wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebowała. Co ten cholerny Black sobie myśli? Starała się nie okazywać zazdrości, tolerować tą potterowską piękność, przez wzgląd na to, że to rodzina Rogacza. Jednak po tym co James powiedział nie wytrzymała. Wybuch przyszedł tak nagle i nie potrafiła nad nim zapanować. Wciąż czuła jak gniew trawi jej wnętrzności. Miarka się przebrała. Tolerowała jego durne flirty, spojrzenia innych dziewczyn, ale spanie z jakąś dziewczyną w jednym łóżku? I co z tego, że to kuzynka Rogacza?! To nic nie znaczy. Skąd ma pewność, że Potter tam był? A może był tak pijany, że nie wie co się potem działo? Przecież wszystko mogło mieć tam miejsce. Taki facet jak Syriusz i taka piękna dziewczyna jak Ellie? Przecież to aż niemożliwe, by do czegoś nie doszło. W dodatku ten kretyn tylko siedział, gapił się na nią i milczał. Nawet za nią nie pobiegł, by cokolwiek wytłumaczyć. Czyli musiała to być prawda! Przez te rozmyślania nie zauważała ludzi przed sobą i w końcu poczuła jak uderza o czyjeś ciało. Zdezorientowana spojrzała na osobę, która ważyła się ją w tej chwili poturbować i… zaniemówiła. Był to wysoki blondyn o zielonych oczach i ciemnych, gęstych rzęsach. Miał poważny wyraz twarzy i nosił odznakę prefekta. Po barwach szaty wywnioskowała, że jest Puchonem, ale nie pasował jej do stereotypów, które słyszała o osobach z tego domu. Nie wyglądał na ciamajdę ani pokrakę. Był przystojny, opanowany i ani trochę niezdarny. W końcu zdecydowała się odezwać.
- Może spojrzałbyś gdzie stawiasz kroki? – zaatakowała go.
- Wybacz, ale to nie ja przemierzam prawie w biegu zatłoczony korytarz, nie patrząc na to czy ktoś stoi czy nie. – chłopak spojrzał na nią z góry srogim wzrokiem. Dorcas odnosiła wrażenie, że ten Puchon, gdyby chciał, potrafiłby mordować samym spojrzeniem niczym bazyliszek.
- Widocznie miałam powód.
- Twój „powód” mało mnie obchodzi. Mam pilnować porządku, a ty go zakłóciłaś. – powiedział kładąc nacisk na zaimek.
- Co, przepraszam?! Jak widzisz nikt się nie skarży, tylko ty, arogancki bufonie!
- Radziłbym zważać na słowa, rozmawiasz z prefektem naczelnym, pyskata damo.
- Nic mnie nie obchodzi twój status, ani durna odznaka. Jesteś sztywny niczym kij w miotle Filcha!
- Dość! To nie ja zacząłem tą kłótnię. Ty na mnie naskoczyłaś, więc może daruj sobie dziecinne obrażanie mnie. – żyła na skroni chłopaka zaczęła niebezpiecznie pulsować, a jego uszy poczerwieniały. Dorcas zawstydzona  zamilkła i wpatrywała się w swoje stopy, nie bardzo wiedząc, gdzie podziać wzrok.
- Twoje imię, nazwisko i dom. – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Słucham? – spytała dziewczyna nie dowierzając
- Słyszałaś.
- Dorcas Meadowes, Gryffindor. – odpowiedziała posłusznie.
- Zobaczymy się jeszcze.
Puchon obdarzył ją ostatnim chłodnym spojrzeniem, po czym wyminął ją i poszedł dalej. Gryfonka była tak zażenowana, że nie śmiała podnieść wzroku. Pierwszy dzień nowego roku, a ona już musiała znaleźć wroga i to w prefekcie naczelnym! Ruszyła szybko, ale tym razem ostrożniej, dalej poszukiwać swoich przyjaciółek.

*

              Wielka Sala jak zwykle olśniewała swoją niezwykłością i magicznym, historycznym niemal sufitem. Uczniowie zajęli miejsca przy stołach przynależnych do ich domu. Pierwszoroczni w dwóch rzędach szli posłusznie za profesor McGonagall. Byli tak przerażeni i zaciekawieni, że przez rozglądanie się wokół siebie i komentowanie, potykali się o siebie, wpadali jedni na drugich, co spotykało się z pobłażliwym uśmiechem ze strony ich starszych kolegów. Minerwa wyczytała pierwsze nazwisko. Dziewczynka usiadła na chybotliwym stołku, a profesor umieściła na jej głowie starą tiarę, która po krótkim namyśle wskazała dziewczynce jej dom. Tak samo było z drugą osobą.
- Josh Craig!
Mały, rudy chłopiec podszedł do stołka, a jego twarz przypominała dojrzałego pomidora.
- Tak… - odezwała się tiara – Widzę tu ogromną nieśmiałość, ale także schowane pokłady odwagi, które kiedyś się objawią. Także nieco sprytu i inteligencji, skłonność do gniewu. Mhm… Niech będzie Gryffindor!
Od strony stołu Gryfonów rozległy się gromkie oklaski, a chłopca klepano z uznaniem po plecach. Następna osoba udała się do Slytherinu, dwie następne do Ravenclavu, potem jedna do Puchonów. Ceremonia przydziału trwała jeszcze kilka minut, po czym dobiegła końca, a do ambony podszedł dyrektor, uciszając uczniów podniesioną ręką. Rozmowy ustały i zamiast nich po sali przebiegł szmer szeleszczących szat, gdy wszystkie twarze zwróciły się w stronę stołu nauczycielskiego.
- Witam was wszystkich w Hogwarcie! To już kolejny rok, kiedy przybywacie tu, by zgłębiać tajniki szlachetnej wiedzy o magii, a także w celu nawiązania nowych znajomości. Uczcie się pilnie, bo ta wiedza może gdzieś wam się kiedyś przyda, ale niczego nie gwarantuje. – Albus uśmiechnął się porozumiewawczo, a potem cicho zaśmiał. – W tym roku stanowisko prefekta naczelnego obejmie Daniel McAlister! Pokaż się chłopcze, niech wiedzą kogo mają się strzec.
Przy stole Hufflepuffu wstał wysoki siódmoklasista. Dorcas z przerażeniem dostrzegła w nim chłopaka, na którego wpadła w pociągu. Odwróciła szybko wzrok, bojąc się, że może ją zauważyć i powiedzieć przy wszystkich, żeby nie ważyli mu się pyskować, tak jak ona. Po chwili chłopak usiadł, a Dumbledore kontynuował swoją przemowę.
- W tym roku mamy tylko jedną zmianę w naszym zacnym gronie pedagogicznym. Jak się zapewne domyślacie dotyczy ona Obrony przed czarną magią. Poznajcie więc nowego nauczyciela Ethana Wallera. Powitajmy go ciepło!
Rozległy się gromkie oklaski, a przy stole wstał niski i krępy mężczyzna z lekkimi zakolami. Był naznaczony wiekiem jak i kilkoma bliznami na twarzy. Jednak jego twarz nie wyrażała niechęci, wprost przeciwnie. Była ciepła i zachęcająca. Nauczyciel pomachał do uczniów i usiadł.
- Chciałbym jeszcze o czymś powiedzieć zanim zapełnicie swoje spragnione brzuchy tymi pysznościami – dyrektor ponownie zwrócił na siebie uwagę. – Jak większość z was zapewnie wie, jeśli nawet nie wszyscy, ostatnio stało się głośno o pewnym czarnoksiężniku. Jest to były uczeń tej szkoły, Tom Riddle, teraz zwany Lordem Voldemortem. Nic wam tu nie grozi z jego strony – dodał szybko, kiedy po sali rozeszły się szepty i pomruki. – Proszę abyśmy jednak zachowali ostrożność, a zwłaszcza wasze rodziny. Nie jest już tak bezpiecznie jak kiedyś, jeśli o czymś się dowiecie, że w szkole mają miejsca jakieś spotkania czy ruchy, popierające Voldemorta, to proszę niezwłocznie przyjść z tym do opiekunów swoich domów, a potem do mnie. – zakończył przeszywając uczniów uważnym spojrzeniem znad swoich okularów połówek. Po czym uśmiechnął się delikatnie i krzyknął – A zatem ucztę czas zacząć!
Na stołach pojawiły się najróżniejsze dania o różnych zapachach i kolorach. Wszyscy rzucili się na jedzenie, zapominając o przemowie dyrektora. Teraz nic się nie liczyło. Wszyscy chcieli nacieszyć się przyjaciółmi po dwumiesięcznej rozłące.
- Wiecie może kto jest w tym roku kapitanem quidditcha? – spytała nagle Dorcas. Nikt jej nie odpowiedział, jednak James wymienił spojrzenie z Syriuszem. Nie był pewny czy chce już im o tym mówić, miała być to niespodzianka, ale w sumie co za różnica, czy dowiedzą się teraz czy później.
- Ja. – rzekł pewnie Rogacz.
- Słucham?! – krzyknęła niespodziewanie Lily. Wszystkie twarze zwróciły się w jej stronę. – Musiała zajść jakaś pomyłka. McGonagall nigdy nie uczyniłaby cię kapitanem – powiedziała pewnie dziewczyna.
- Ach tak? A niby dlaczego nie, Evans? – spytał zaczepnie okularnik.
- Taka pozycja jest ogromnym wyróżnieniem za osiągnięcia i wzorowe zachowanie. Czyli całkowite przeciwieństwo ciebie, Potter.
Spojrzała na chłopaka wyzywająco, który mierzył ją teraz swoimi niesamowitymi oczami. Dziewczyna nie wytrzymała natężenia jego tęczówek i odwróciła wzrok. Nie może mięknąć pod jego spojrzeniem! Miała być twarda. Obiecała sobie, że nie zbliży się do niego. Nigdy.
- Tak się składa, że osiągnięcia w quidditchu mam największe ze wszystkich, kochanie. – powiedział i posłał jej całusa w powietrzu.
- Żadne kochanie, a po drugie chodzi mi o osiągnięcia w nauce, kretynie. – powiedziała to i wstała od stołu. – Położę się już, jestem zmęczona.
Dziewczyny kiwnęły potakująco głowami, dając znak, że zrozumiały. Rudowłosa była już na schodach, gdy usłyszała, że ktoś woła jej imię.
- Lily!
Niepodważalnie ten głos należał do Jamesa. Wiedziała to i nie chciała się zatrzymywać, a jednak to zrobiła. Oparła się o zimną ścianę i poczekała, aż chłopak ją dogoni.
- O co ci chodzi, Potter? – spytała, kiedy ten znalazł się przy niej.
- To ja powinienem o to spytać. – powiedział, przyglądając się jej uważnie – Myślałem, że topór wojenny zakopany. Co się nagle zmieniło?
Dziewczyna przełknęła ślinę. Obawiała się, że chłopak zauważy tą nagłą zmianę i zrobi sobie nadzieję, dlatego teraz powinna dać mu jasno do zrozumienia, że dalej go nienawidzi.
- Wytłumacz mi jak można się przyjaźnić ze swoim największym wrogiem?
- No… normalnie. – odpowiedział chłopak, nie widząc w tym żadnego problemu. – Poza tym ty nigdy nie byłaś dla mnie wrogiem.
- Ale ty moim jesteś.
Jamesa zabolały te słowa, ale nie dał tego po sobie poznać. Miał być cierpliwy i wyrozumiały, więc postara się. Nie chciał, aby dalej darli koty aż do końca szkoły.
- Nie rozumiem cię, Evans. Myślałem, że jeśli coś mówisz, to jesteś poważna. Jednak widzę, że zmieniasz zdanie równie często jak Peter sięga po żarcie -
Lily parsknęła śmiechem. Był to tak niespodziewany dźwięk, że okularnik wpatrywał się w nią, upewniając się, że to nie jego błędne wrażenie. Ale nie! Ta dziewczyna naprawdę się śmiała i była przy tym jeszcze piękniejsza niż zawsze. Kiedy przestała się śmiać, ona też na niego spojrzała. Wpatrywali się tak w siebie przez kilkanaście sekund. W końcu James zrobił krok w jej stronę i wyciągnął rękę. Ona jednak automatycznie się odsunęła i odwróciła się plecami do niego.
- Zobaczymy co będzie, Potter. – powiedziała na odchodnym i udała się do dormitorium, a chłopak zszedł na dół do przyjaciół. Usiadł na swoim poprzednim miejscu i napotkał uważne spojrzenia przyjaciół. Patrzył na nich również, nie bardzo wiedząc o co chodzi, więc w końcu wybuchł.
- No wyduście to z siebie!
- Po prostu… - zaczęła Anne – Myśleliśmy, że między tobą a Lily skończyły się kłótnie i zaczniecie się zachowywać jak w miarę dojrzałe osoby.
Potter spojrzał na nią zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów z ust tej nieśmiałej szatynki, ale zauważył, że Loran ostatnio bardzo się zmieniła i to zdecydowanie na lepsze.
- Tak, ja też tak myślałem, ale jak widać Evans za bardzo kocha się na mnie wydzierać. – odpowiedział zgryźliwie.
Nikt nic więcej już na ten temat nie powiedział. W końcu zgodnie uznali, że już się najedli i udali się w kierunku wieży Gryffindoru.
Na holu przed schodami Syriusz zauważył Regulusa. Od razu odwrócił wzrok. Nie chciał widzieć ukochanego syna i dumy rodu Blacków. Jednak ktoś go chwycił za ramię i odwrócił. Przed oczami stanęła mu Bellatriks, która przyglądała mu się z wyższością i pogardą.
- Jak śmiałeś uciekać z domu, ty tchórzu?
Przyjaciele, którzy stali już na schodach, przyglądali się tej dwójce z zainteresowaniem.
- Idźcie, dogonię was. – powiedział twardo w ich kierunku.
- Ale…
- Cii, Dorcas – uciszył ją Potter – Idziemy.
James zagonił wszystkich na górę. Wiedział, że Syriusz nie chce mieć świadków przy tej rozmowie. Nikt poza nim nie wiedział o całej sytuacji, która miała miejsce w te wakacje. Jeśli długowłosy będzie chciał, sam opowie o niej pozostałym. Póki co nie muszą dowiadywać się o tym w ten sposób od jego byłej rodziny.

           Łapa stał i mierzył zabójczym wzrokiem Bellę i Regulusa. Nienawidził ich z całego serca. Momentalnie przypomniał sobie chwile, gdy bronił swojego brata przed gniewem ojca i ciętym językiem matki. Pamiętał jak oboje bawili się i psocili Stworkowi, ich domowemu skrzatowi. Dostawał szału i za każdym razem leciał na skargę do pani Black. Kiedyś miał bardzo dobry kontakt ze swoim bratem, uległo to zmianie, kiedy on trafił do Gryffindoru, a młodszy do Slytherinu. Dwa inne światy, różnorodne wartości. Nie mógł uwierzyć, że poróżnił ich Hogwart i ich własna rodzina. Oddalił od siebie to sentymentalne uczucie i przybrał na twarz wyraz nieskrywanej pogardy i wyzywająco łypał na obu Ślizgonów.
- Uciekłem, bo nie należę już do tego domu ani do „szlachetnego rodu” Blacków – wypowiedział te słowa z obrzydzeniem.
- To porzuć swoje nazwisko. – rzucił Regulus w stronę brata.
- Uwierz mi, że gdybym mógł, zrobiłbym to jak najszybciej.
- I dobrze, bo jeśli nie wiesz, to jesteś sierotą. – uświadomiła mu panna Black. Syriusz spojrzał na nią nie bardzo rozumiejąc. Przecież gdyby Walburgia i Orion umarli, to raczej dowiedziałby się o tym.
- Rodzice cię wydziedziczyli. – wyjaśnił młodszy.
- I bardzo dobrze! – krzyknął Black i roześmiał się obłędnie. Przecież wiedział, że tak będzie, jednak te słowa przypomniały mu o wieczorze, kiedy uciekł. Pojawił się ból, który zaraz upchał w najdalszych głębinach serca. – A teraz jeśli pozwolicie, pójdę już do siebie. – powiedział i ukłonił się w prześmiewczy sposób.
- Mógłbyś chociaż okazać więcej szacunku swojemu bratu! – krzyknął za nim Regulus. Syriusz przystanął i odwrócił się do niego.
- Ja już nie mam brata.
Młodszy Black zaniemówił. Poczuł pustkę, jakby stracił właśnie coś ważnego. Nie pochwalał postępków i buntowniczej postawy brata, ale zawsze podziwiał go, że potrafił mieć własne, odmienne zdanie. Pamiętał jak bardzo byli zżyci, kiedy byli mali. A teraz stracił go, jedynego brata. Jak mogli do tego dopuścić?

*

              Walburgia stała przed gobelinem rodu Blacków. Spojrzała na korzenie sięgające jeszcze starożytności. Na samej górze wygrawerowane było zdanie: „En stirps nobilis et gens antiquissima Black”*, co oznaczało: „Oto potomstwo starożytnego i szlachetnego rodu Blacków”. Kobieta spojrzała na swoje zdjęcie i swojego męża. Następnie przyjrzała się swoim rodzicom, Polluxowi i Irmie, którzy już w dzieciństwie wpoili jej wartość czystej krwi. Następnie poszukała wzrokiem wypalonych portretów. W ten sposób oznaczali osoby, które zostały przez rodzinę wydziedziczone. Najświeższa dziura znajdowała się przy jej bratanicy, Andromedzie. Wyszła ona za mąż za mugola. Był to postępek godny potępienia, nie zdziwiła się wcale, gdy jej brat, Cygnus, wygasił papierosa na jej twarzy. Teraz ona musiała zrobić to samo ze swoim starszym synem. Wyjęła papierosa i zapaliła go odrobiną magii. Zastanawiała się w którym momencie popełniła błąd. Obu potomnych traktowała tak samo, okazywała im miłość, uczyła ich dewizy Blacków. Pragnęła by oboje byli silni i posłuszni czystej krwi. Kiedy dowiedziała się, że Syriusz zadaje się z synem Dorei, nie miała nic przeciwko. Chłopak również był czystej krwi. Wiedziała, że Potterowie mają skłonności do mugoli, ale mimo wszystko szanowała ich. Jednak potem dowiedziała się, że to właśnie ich syn, ten cały James, sprowadził starszego Blacka na złą drogę, tak jak oni wcześniej młodego Pottera. Zaczęli oboje zadawać się ze szlamami, mugolami. Nie mogła tego znieść. Tyle razy tłumaczyła Syriuszowi, że ci ludzie nie są prawdziwymi czarodziejami, że wykradli nam wiedzę magiczną. Zawsze kończyło się krzykami, pyskowaniem i trzaskaniem drzwiami. A teraz porzucił ich, uciekł, sam wydał na siebie wyrok. Wszyscy pragnęli dać mu szansę, mówili, że jest młody i podatny na wpływy. Była nadzieja, że jeszcze się zmieni, ale teraz było już za późno. Musiała to zrobić, wszyscy tego od niej oczekiwali, a ona sama była wściekła na swojego pierworodnego. Zaciągnęła się dymem i wypuściła go powoli z płuc. Usłyszała za sobą ciężkie kroki, odwróciła się i ujrzała swojego męża.
- Na co się tak patrzysz? – spytał chłodno.
- Musimy go wypalić, prawda? – spytała – Naszego syna?
- Regulusa? Czemu chcesz go wypalać? Przecież to duma naszego serca.
Walburgia spojrzała na niego zdziwiona. Nie czuła od niego alkoholu, nie był pijany, nie wiedziała więc dlaczego się pomylił.
- Chodzi mi o Syriusza, naszego najstarszego syna.
Orion spojrzał na nią groźnie, jakby go śmiertelnie obraziła. Złapał ją i wbił palce w jej szczupłe ramię. Kobieta syknęła z bólu i starała się wyrwać z uścisku, ale mąż mocno ją trzymał. Ujął ją za podbródek i zmusił, by spojrzała mu w oczy.
- Ja mam tylko jednego syna i jest nim Regulus, zrozumiano?
Pani Black pokiwała szybko głową, dając znak, że przyjęła to do wiadomości. Orion puścił ją i rzucił na odchodnym:
- Zrób to szybko.
Walburgia patrzała na męża póki ten nie znikł na piętrze. Wiedziała, że czuł ogromny zawód, tak samo jak ona. Jednak Syriusz okazał się wadą i zakałą rodziny. Wciąż przynosił im wstyd i hańbę. Spojrzała ostatni raz na jego portret na gobelinie, po czym zaciągnęła się papierosem i zgasiła go na podobiźnie człowieka, który kiedyś zwał się ich synem. Od tej chwili był tylko czarną dziurą w ogromnym i chlubnym gobelinie szlachetnej i starożytnej rodziny Blacków.




10 komentarzy:

  1. PIERWSZA! :D
    Rozdział nie jest za długi! Jak dla mnie mogą być jeszcze dłuższe :)
    Wrażenia napisałam na priv to tu już nie będę pisać.
    Czeeeekam na kolejny rozdział laseczki! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. DRUGA!
    Od razu mówię, że nie znoszę tej całej Ellie :/
    Expecto

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć :)
    Dziękuję za dedykację.
    No i zaczęło się voldemortowanie – tak mogę podsumować ten rozdział :D Narasta atmosfera niepokoju, ale wciąż jeszcze niewiele wiadomo, więc nic dziwnego, że uczniowie nie ulegają panice.
    Lily zachowuje się jak wariatka, aż ją znielubię zaraz :) Wkurzająca jak mało kto.
    Szkoda było mi Dorcas, ale fajnie, że jej relacja z Syriuszem nie jest czystą sielanką. Na jej miejscu rzuciłabym Ellie na pożarcie Wielkiej Kałamarnicy, Potter czy nie!
    A skoro już jesteśmy przy Potterach, to Jamesa też mi szkoda. Irracjonalne zachowanie Lily i jej wieczne „może tak, a może nie” każdego wykończyłoby psychicznie. I jeszcze wyśmiewanie faktu, że został kapitanem drużyny! Biedaczek.
    Życie Syriusza pewnie teraz bardzo się zmieni, ale powinien pamiętać, że ma świetnych przyjaciół, którym może ufać.
    Ostatni fragment pokazał Walburgę w nowym, ciekawym świetle. Cóż, sama wybrała takie życie, więc jej akurat nie współczuję. I puff! Syriusz zniknął z rodziny. Smutne.
    Rodział był ciekawy i wielowątkowy, dobrze się go czytało, ale już nie mogę doczekać się kolejnego :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejoo!
    Na początku bardzo chciałabym przeprosić Was za brak komentarza pod ostatnim postem! Nie miałam czasu, po prostu, dzisiaj chciałam wpaść w końcu skomentować, a tutaj BUM! następny rozdział <3 No nic, chciałabym powiedzieć, że przeczytałam, ale nie zostawiłam po sobie śladu, jednak jestem teraz! I to jeszcze poświęciłam czas na naukę ( ee tam), by przeczytać, bo jakżeby to... widzieć, że dodałyście rozdział i nie wejść i nie przeczytać? No jak?
    Rozdział bardzo mi się podobał, co do długości rozdziałów, dla mnie była całkiem okej, wolę nawet czytać dłuższe, a jeszcze jak są one tak dobrze napisane, to nic do gadania.
    Przepraszam, jeśli ten komentarz będzie kompletnie bez składu, ale śpieszę się na tańce :D
    Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam się z tak dobrym opisem poczynań na peronie! Bardzo fajnie, że wątek Doriusz nie jest idealnym związkiem, ale jestem mega ciekawa co zaplanujecie na przeprosiny Syriusza, jeśli takowe się pojawią. Gratulacje dla Jamesa! No nie ma innej opcji, żeby ktoś inny był kapitanem! Mam dziwne, romantyczne wyobrażenia na temat Puchonax Dorcas, chociaż on taki oschły.. no nie wiem, na pewno w opowiadaniu nie pojawił się bez przyczyny.
    Rodzina Black.. bardzo spodobała mi się postać Walburgi, zazwyczaj to ojciec Syriusza "był tym dobrym", a tutaj można by uznać, że jest odwrotnie.
    Czekam i czekam na następny rozdział!
    ~AleksandraOla

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział super. Nie dziwię się Dorcas, że się wkurzyła. Ja na jej miejscu też bym tak zrobiła. Ciekawa jestem czy będzie jakaś akcja z tym prefektem, który się jej czepił. Życzę weny i przepraszam, że tak krótko, ale mam urwanie głowy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na rozdział 55 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/09/rozdzia-55-nowy-dzien.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochane dziewczyny!
    Rozdział wspaniały i genialny:) Uważam, że długość może być ale jakbyście pisały dłuższe to jestem za! Mi ciągle mało, jak czytam, czytam a na końcu robię taką smutną minkę, bo okazuje się, że już więcej nie ma.
    W końcu powiało Voldemortem:)
    Dorcas jaka zmiana! Wow! Dziewczyny jestem pod wrażeniem! Widać, że Łapie zależy na dziewczynie, chociaż nie potrafi do końca tego okazać, ja rozumiem, że problemy, ucieczka z domu ale mógł się do niej odezwać, jak się wszystkiego wywie to będzie zła, że nie mogła choćby listownie go wesprzeć. Potter papla:D Rozbawiła mnie ta sytuacja do łez, bo zachowanie Dorcas jest identyczne z moim gdy dowiem się, że mój De robi coś niewinnego a ja to traktuję jako "wielką zdradę":D Kupiłyście mnie tym:D
    A swoją drogą ciekawe czy James chciałby żeby Syriusza tak ochoczo opowiadał Lily (jak zrozumie już w końcu że go kocha i bedą razem) o jego wyczynach z inną dziewczyną:D
    James się zdziwił powitaniem przez Evans. Nie zrozumie gamoń, że ona nie lubi rozgłosu i woli ciche i spokojne życie, a nie w blasku fleszy, chociaż z taką osobowością jaką ma Potter trudno być w cieniu. Kocham ich kłótnie<3
    Jedyne co to zastanawia mi fakt, że James zadecydował o zamieszkaniu u nich Syriusza. Tak jakby Potterowie wahali się czy chcą. Oczywiście macie prawo do własnej interpretacji, ale odczułam taki jakby dystans do Blacka w tej kwestii. Albo to moja dziwna wyobraźnia tak działa:)
    No i Walburga ukazana w zupełnie innym świetle, choć Rowlingowy Syriusz zawsze wypowiadał się mało pochlebnie o matce i to ona była gorsza.
    Zadziwiacie mnie! :)
    Pozdrawiam Was! Życzę czasu i weny i zapraszam do siebie moje słoneczka:*
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochane dziewczyny,

    Rozdział przeczytałam już wczoraj, ale nie chciałam pozostawić zbyt krótkiego komentarza, bo ostatnio nieźle się u Was opierdzielam.
    Rozdział jak zawsze wszechstronny pełny fantazyjnych opisów, które bardzo ubarwiają tę nietuzinkową opowieść.
    Jakkolwiek można na to zareagować to czytając o Pani Black nasunęła mi się myśl, że jednak nie ma jak matka. Jaka była taka była, jednak nawet Walburga Black przez chwilę zawahała się przed wypaleniem Syriusza. Było to takie... fascynujące. Mogłabym tu posunąć się do pewnego porównania. Przez chwilę dałyście taki promyk nadziei, jakim jest odpalenie zapałki w ciemną noc. Chwila jasności, która jednak niestety została pochłonięta przez ciemną złą noc. Jednak to było piękne. Szkoda, że Orion jest takim padalcem - napisałabym jakieś gorsze określenie, ale się powstrzymam ^^
    Regulus, ah Regulus najpierw się rzuca wyzywa Syriusza, a później nagle odchodzi zraniony, bo Łapa powiedział mu, że nie są już braćmi. Szkoda, że młody Black nie potrafi przeciwstawić się rodzicom i przez nich (i swoje głupie zachowanie) zniszczył braterską więź.

    Evans i Potter. Coś czuję, że teraz zacznie się komedia. Po prostu Lily przechodzi sama siebie, nie wiedząc już za co naskoczyć na Jamesa. Ciekawe kiedy ktoś jej powie, że zachowuje się jak pomylona strojąc fochy o byle co.

    Dorcas zdecydowanie w tym rozdziale miała pecha. Najpierw zazdrość o Potterównę, potem spotkanie z panem "JESTEM PREFEKTEM NACZELNYM SPÓJRZ KRZYWO TO W ŁEB DOSTANIESZ" - normalnie chłopak "ą" "ę" ledwie dostał funkcję, a już się puszy. Ciekawe, czy Doris bd mieć u niego szlaban? Jeśli tak, czy szanowny Prefekt Naczelny będzie jej kazał oddawać hołd jego skromnej osobie na kolanach (przepraszam ponosi mnie)

    Wybaczcie nieładny i nieskładny komentarz
    Pozdrawia i całuje
    Wasze Em

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz co? Szkoda mi matki Łapy ;(. Opisałaś ją tak że mi jej po prostu szkoda!

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, dziewczyny!
    Został mi do nadrobienia tylko jeden rozdział, więc się cieszę :) Chociaż nie marudziłabym, gdybym miała więcej do czytania, ale lubię być na bieżąco. Wczoraj udało mi się przeczytać większość rozdziału w galerii, kiedy czekałam na basen, a teraz komentuję go w pizzerni. W domu nie mam zupełnie na to czasu, więc wykorzystuję każdą wolną chwilę, aby nadrobić zaległości. No, nie rozpisuję się już nie na temat.
    Rozdział bardzo mi się podobał. Rzeczywiście był długi, co pewnie by mi nie przeszkadzało, gdybym nie miała tylu zaległości. Dobra, nie narzekam :)
    No więc tak: doskonale rozumiem Dorcas, że była zazdrosna o kuzynkę Jamesa, bo widać, że dobrze dogaduje się z Syriuszem. Na szczęscie nie chodzi razem z nimi do szkoły, co przez chwilę podejrzewałam, kiedy pojawiła się na peronie.
    Oczywiście, Lily musiało coś strzelić do głowy (a właściwie ten artykuł) i znowu zaczęła być okropna dla Pottera. Ugh.
    Ogólnie współczuję Blackowi i było mi go tak szkoda, kiedy płakał, że miałam ochotę go przytulić ♡♡♡ Dobrze, że może liczyć na wsparcie rodziców Jamesa.
    Co dalej... A, rozbawiło mnie, kiedy James stwierdził, że Syriusz chciał z nim chodzić nawet pod prysznic. Ale potem trochę nie przemyślał tego, co mówi i wypaplał, że Black spał w jednym łóżku z Ellie. No, na miejscu Dorcas zareagowałabym podobnie. Biedna, musiała wpaść akurat na prefekta. Wyczuwam kłopoty z tym związane.
    Ciekawe, czy Syriusz zdecyduje się opowiedzieć jej o swojej ucieczce z domu. Bellatrix i Regulus oczywiście nie potrafią dać mu spokoju. Co za ludzie!
    Na koniec ta sytuacja z matką Blacka. Czy ona naprawdę uważa, że okazała Syriuszowi miłość? Dobrze, że chociaż miała jakieś uczucia, nie to co jego ojciec, który postanowił wyrzucić chłopaka z pamięci.
    No nic, kończę, bo zaraz muszę lecieć. W najbliższym czasie pewnie przeczytam kolejny rozdział, tak więc spokojnie.
    Pozdrawiam gorąco :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń