13 września 2015

XXII. Czarna owca szlachetnego rodu Blacków

Witajcie po długiej przerwie!
Przepraszamy, że znów jesteśmy spóźnione, ale złośliwość rzeczy martwych i brak czasu to przeszkody nie do pokonania. Ilość nowych doświadczeń związanych ze studiami nas przytłacza, ale teraz wracamy do kanonu. Postaramy w ciągu tego tygodnia nadrobić wszystkie zaległości na Waszych blogach. Życzymy udanej lektury, mamy nadzieję, że nie wyszłyśmy z wprawy!
Enjoy! :)
~ Łapa i Rogacz







Lily Evans siedziała na krześle stojącym przy biurku. Jej zielone oczy wpatrywały się w niewielki punkt, który niewyraźnie rysował się gdzieś ponad linią horyzontu. Plamka widniejąca na niebie nie była chyba niczym szczególnym, ale rudowłosa skupiła się na niej, by odwrócić swą uwagę od nieprzyjemnych myśli, które już od dłuższego czasu zaprzątały jej głowę. Dziewczyna czuła się źle sama ze sobą. Nie poznawała osoby, którą się stała. Miała wrażenie, że jest sobie zupełnie obca, a to wszystko za sprawą młodego Pottera. Nie da się ukryć faktu, że Lily i James w ostatnim czasie zbliżyli się do siebie. Ci, którzy nie za bardzo orientowali się w ich relacji, mogliby nawet pomyśleć, że się zaprzyjaźnili. Więź łącząca panią prefekt z szukającym Gryfonów uległa zmianie i to tak gwałtownej, że nawet sami zainteresowani nie wiedzieli, co tak naprawdę ich łączy. Evansówna pluła sobie w brodę, że traktowała Jamesa w tak przychylny sposób. Oczywiście docenia to, co dla niej zrobił w związku z Severusem, ale mimo wszystko nie chciała się z nim zaprzyjaźniać. Przecież nie można tak po prostu przejść od nienawiści do przyjaźni. Nie można polubić kogoś w zaledwie kilka sekund. Więc dlaczego rozmowa z Rogaczem sprawiała jej taką przyjemność? Zapewne dlatego, że była mu wdzięczna za to, co dla niej zrobił. Tak, to na pewno o to chodziło. O zwykłą wdzięczność i nic poza tym. Wcale go nie lubi! Przecież w głębi duszy on nadal jest tym wrednym, rozpuszczonym i zadufanym w sobie Potterem, który nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa. Chociaż gdyby tak było, to chyba by się dla niej nie narażał, walcząc z Severusem? Pewnie chciał zaimponować swoim fankom. Chciał zrobić siebie z bohatera. Ale dlaczego nikomu nie powiedział o tym, że zaatakował go Snape? Im dłużej Lily rozmyślała nad tą pogmatwaną relacją, tym mniej z niej rozumiała. Wszystko było dla niej po prostu zbyt skomplikowane. Czasami miała ochotę cofnąć czas. Nie pozwoliłaby na to, żeby Severus i James stoczyli ze sobą ten głupi pojedynek, wtedy dalej mogłaby znów przyjaźnić się ze Ślizgonem, mogłaby też nienawidzić Gryfona i nie musiałaby analizować relacji, które ją z nim łączą. Wiedziała jednak, że nawet ona, będąc czarownicą, nie jest w stanie cofnąć ani odwrócić wskazówek zegara. Musiała zrobić więc coś, co ostudziłoby zapał Rogacza. Nigdy nie sądziła, że to powie, ale wolałaby, żeby znów był wkurzającym dupkiem, który za nią biegał i próbował wyciągnąć na randkę. Empatia, zdolność do poświęceń i chęć niesienia pomocy w żaden sposób nie pasowały do obrazu Jamesa, który sama sobie stworzyła. Musiała jakoś zahamować to, co się między nimi stało. Postanowiła więc, że już nie będzie dla niego miła. Będzie wredna tak samo jak kiedyś albo jeszcze bardziej! Nie będzie pomagać mu w odrabianiu zadań, nie będzie z nim rozmawiać, jedyną dopuszczalną formą kontaktu zostaje kłótnia. Niech będzie tak jak dawniej. Niech oficjalnie zostaną znów wrogami.
Mała plamka, w którą Lily wpatrywała się z takim uporem, zwiększyła swoje rozmiary i okazała się być... sową. Ptak przecinał skrzydłami powietrze, zmierzając wprost to otwartego okna, przy którym siedziała rudowłosa. Sowa dotarła w końcu do celu swojej podróży. Wleciała do pokoju Evans, usiadła na biurku i ostentacyjnie wyciągnęła przed siebie prawą nóżkę, do której przywiązana była gazeta. Ruda oczywiście zapomniała, że właśnie dziś miała otrzymać numer prenumerowanego przez siebie czasopisma „Nastoletnia Czarownica”. Pospiesznie chwyciła przesyłkę, wrzuciła do woreczka, który miała ze sobą sówka, trzy czarodziejskie monety, poczęstowała ptaka krakersami od razu zabrała się za lekturę. Przerzucała strony, ale nie potrafiła się skupić na ich treści. Lily nie zwróciła najmniejszej uwagi na wielki wywiad z Angeliną Charlson, jej ulubioną czarodziejską piosenkarką, nie zatrzymała się nawet na stronach poświęconym najlepszym magicznym ziołom odżywkom do włosów, chociaż zawsze czytała je na samym początku, a dopiero później przeglądała resztę gazety. Jej uwagę przykuło dopiero zdjęcie Pottera ubranego w szaty Quidditcha, uśmiechającego się filuternie i puszczającego oko. Tylko co zdjęcie Rogatego robiło w „Nastoletniej Czarownicy”? Lily szybko spojrzała na wielki szkarłatny tytuł artykułu – „Ideał dziewczyny według Jamesa Pottera”. Evans nie wierzyła własnym oczom. Jak to możliwe, że ten kretyn wypowiadał się w jej ulubionej gazecie? Ruda szybko odnalazła wzrokiem autora tekstu – Sue Collins. No tak! Przecież to Puchonka z ich rocznika, która czasem pisuje artykuły do różnych młodzieżowych gazet. Ponadto należy do grona wielbicielek Pottera i Blacka, dlatego napisała ten artykuł. Zdezorientowana Lily wzięła się w końcu za czytanie wywiadu z Rogatym. 
Wraz z każdą odczytywaną linijką tekstu, jej oczy robiły się coraz większe. Natomiast twarz Evans przybierała raz zieloną, a raz purpurową barwę. Potter przeszedł doprawdy samego siebie. Na łamach „Nastoletniej Czarownicy” udzielił nastolatkom istotnych, jego zdaniem rad, które pozwolą im uwieść swego wybranka, napomknął też, żeby nie próbować tych rad na nim, bo jego serce jest już zajęte. Potem przedstawił swój ideał dziewczyny, oczywiście wymienił wszystkie cechy, które posiadała Lily. Ruda nie przypuszczała, że jest zdolny do czegoś takiego. Była na niego wściekła. Jak on mógł zrobić coś takiego? Przecież cała żeńska część Hogwartu czyta tą gazetę, a on zrobił z niej idiotkę. Rozwścieczona Evans cisnęła czasopismo na podłogę. Po chwili jednak znów położyła je na biurku i wzięła do ręki ołówek. Otworzyła „Nastoletnią Czarownicę” na stronach z tym beznadziejnym wywiadem i zaczęła dźgać zdjęcie Pottera trzymanym w lewej dłoni ołówkiem. Ten zabieg jednak w niczym jej nie pomógł. James nadal uśmiechał się głupkowato i machał jak pomylony. Sówka, która dotychczas spokojnie jadła krakersy, spojrzała na nią jak na wariatkę. Lily wrzuciła gazetę do kosza na śmieci i odłożyła „narzędzie zbrodni” na miejsce. Chwyciła kawałek pergaminu i zabrała się za pisanie rezygnacji z prenumeraty „Nastoletniej Czarownicy” Już nigdy więcej nie kupi tego szmatławca. 
Evans nie miała pojęcia, że jej wybuchowi ktoś się przygląda. W krzakach, naprzeciwko domu Evansów, stał Severus Snape. Chłopak przychodził tu codziennie, odkąd wrócił z Hogwartu na letnie wakacje. Każdego dnia stał godzinami pod oknem Lily i obserwował swoją niedawną przyjaciółkę. Żałował, że już nie mógł jej tak nazywać. Gdyby mógł, cofnąłby czas i nie dopuścił do tego, aby ich piękna przyjaźń umarła. Snape zastanawiał się, czy nie pozwolić Lily na to, żeby go zauważyła. Może wtedy zeszłaby do niego na dół i mieliby okazję porozmawiać? Severus chciał się ujawnić, kiedy zauważył, że jego przyjaciółka wybucha gniewem. Ślizgon zastanawiał się nad tym, co jest jego przyczyną. I od razu pomyślał o Potterze. Tak, na pewno on znów narzuca się Lily. Jak on nienawidził tego kretyna! Severus zrezygnował ze swoich planów. Wiedział, że lepiej nie denerwować pani prefekt jeszcze bardziej. Zrezygnowany wrócił do domu, gdzie znów czekała na niego awantura.

*

Dorea Potter przeżyła niemałe zdziwienie, kiedy wśród przyniesionej do jej domu poczty, zauważyła numer „Nastoletniej Czarownicy” - pisma dla nastolatek, które i ona czytała, kiedy była uczennicą Hogwartu. Kobieta zdziwiła się jednak jeszcze bardziej, kiedy jej syn wyrwał jej gazetę z ręki, mówiąc coś o tym, że jego przesyłka nareszcie doszła. Pani Potter chciała nawet jakoś to skomentować, ale po prostu zabrakło jej słów. Niczym nie przejmujący się Rogacz usadowił się wygodnie na kuchennej szafce, chwycił z stojącej obok miski jabłko i zaczął przerzucać kartki „Nastoletniej Czarownicy”. Gdy dotarł do artykułu, który go interesował, zatracił się w lekturze. Gdy skończył czytać, uśmiechnął się szeroko i stwierdził, że dobrze wyszło. Pamiętał, jak Sue zaczepiła go po transmutacji i zaproponowała wywiad. Wyśmiał ją. Nie rozumiał jak dziewczyny mogą czytać te bzdury i jeszcze w nie wierzyć. Potem rozmawiał o tym z Łapą i razem wpadli na to, że przecież Lily też czyta tą gazetę. Właśnie dlatego wziął udział w tej szopce. Pobiegł za Sue, przeprosił ją i zgodził się na wywiad. Potter był teraz ciekawy jak zareagowała Lily. Miał nadzieję, że udało mu się ją rozbawić tym wywiadem. Był prawie pewien, że właśnie tak było. Przecież ostatnio tak dobrze im się układało. Kto wie, być może pod koniec roku uda mu się w końcu zdobyć nie tylko jej sympatię, ale i serce? Właśnie taki był plan. Uwieść Lily Evans. James miał nadzieję na to, że jego ukochana w końcu wyśle mu obiecane zaproszenie na wakacje. I miał nadzieję, że zrobi to jak najszybciej, bo nie chciał odwiedzać jej razem z Syriuszem, który tradycyjnie miał spędzić u Potterów końcówkę wakacji.

*


Syriusz miał już dosyć. Wiedział, że jego rodzina jest nienormalna. Wiedział, że ma chore i spaczone poglądy, ale miał nadzieję, że jakoś uda mu się to zmienić. Teraz stracił jakąkolwiek nadzieję na to, że może tak być. Przyzwyczaił się już do tego, że jest czarną owcą swojej rodziny. Wiedział, że jest tym złym i gorszym synem i nawet to zaakceptował. Jednak w te wakacje odczuwał to wszystko w jeszcze bardziej dotkliwy sposób. Regulus i Bellatriks przez cały rok donosili Orionowi i Walburgii o wszystkich posunięciach Łapy. Oczywiście ubarwiali swoje opowieści albo wymyślali nowe, nieprawdziwe fakty o młodym Blacku, próbując całkowicie pozbawić go jakichkolwiek przywilejów związanych z należeniem do rodziny Blacków. Walburgia za każdym razem, gdy tylko jej starszy syn pojawił się w zasięgu wzroku, rzucała w niego wyzwiskami. 
Łapa nie przejmował się jednak opinią swojej matki. Najgorsze były spędy rodzinne. Na Grimmuald Place zbierał się szlachetny i starożytny ród Blacków, który knuł misterny plan oczyszczenia świata z mugolaków. To także nie była żadna nowość, ale dopiero teraz Syriusz zdał sobie sprawę z tego, że oni naprawdę chcą to zrobić. Naprawdę chcą się przyłączyć do tego całego Voldemorta, kimkolwiek on jest, naprawdę chcą dla niego zabijać, żeby na świecie byli tylko czarodzieje czystej krwi. Łapa zdał sobie sprawę z tego, że jego rodzina naprawdę chce wywołać wielką wojnę, tylko po to, żeby zachować czystość krwi. To już nie jest głupie gadanie, to prawda. A on nie chce już tak żyć. Nie chce wstydzić się swojego nazwiska. Nie chce za nie pokutować i wiecznie musieć udowadniać wszystkim, że wcale nie jest taki zły, za jakiego go mają.


*


Dorea Potter weszła do kuchni, poklepując po ramieniu idącą obok niej nastolatkę. Towarzyszka pani Potter weszła dziarskim krokiem do kuchni i rozejrzała się po kuchni, jakby czegoś szukając. Położyła kufer na ziemi i już miała otwierać usta, kiedy przerwał jej głos Dorei:
- Ellie, kochanie. Na pewno jesteś głodna. Na co masz ochotę? - zagadnęła, otwierając lodówkę.
- Nie jestem głodna – powiedziała – Gdzie jest James?
- Siedzi u siebie w pokoju i prawie wcale nie wychodzi. Ostatnio jakoś dziwnie się zachowuje. Zaczynam się niepokoić, ale wiesz jaki jest mój syn. Nic nie powie – westchnęła zmartwiona
- Może ja z nim pogadam? - zagadnęła brunetka i skierowała się w stronę pokoju młodego Pottera. Zapukała głośno do drzwi i nie czekając na zaproszenie, nacisnęła klamkę.
- Cześć, Rogaty – wyszczerzyła zęby, spoglądając na okularnika. James na dźwięk tych słów poderwał się z miejsca i wyściskał stojącą przed nim dziewczynę. 
- Ellie! Zupełnie zapomniałem, że już dzisiaj przyjeżdżasz – powiedział, przepraszająco.
- Jak zwykle. Pewnie znów byłeś zajęty planowaniem przyszłości z Evans, co? - zapytała, czochrając mu włosy.
- Bardzo śmieszne – rzucił z przekąsem.
- Czyli mam rację. To jak się sprawy mają? - James zaczął opowiadać swej towarzyszce o najnowszych wieściach z frontu Rogacz – Evans. Ellie Potter była jedyną dziewczyną, której James opowiadał o swojej miłości do Lily. Cieszył się, że może otworzyć się przed swoją kuzynką, która tak naprawdę była dla niego jak siostra. Ellie była dokładnie taka jak James. Śmiała, odważna, bezpośrednia, gwałtowna. Uwielbiała być w centrum uwagi, świetnie grała w quidditcha i łamała wiele męskich serc. W dwóch słowach: Potter w spódnicy. Kuzynostwo było podobne do siebie także pod względem fizycznym. Ellie miała długie, czarne włosy, które skutecznie stawiały opór grzebieniowi, a nawet różnym magicznym szamponom i maseczkom ze smoczego jaja. Miała orzechowe oczy i uroczy uśmiech. Nie odziedziczyła jednak potterowskiej wady wzroku. 
Ellie i James zawsze byli nierozłączni. Spędzali razem całe dnie, robiąc różne psikusy rodzinie. Wszystko skończyło się, kiedy Potterówna wraz z rodzicami wyprowadziła się do Francji. Na szczęście odległość nie zdołała zniszczyć relacji, która łączy kuzynostwo. 
Ellie uważnie wysłuchała relacji swego kuzyna. Żałowała, że nie zna tej całej Evans osobiście. Uważała ją za ciekawą osobę. To niebywałe, żeby jakaś dziewczyna zainteresowała Rogacza na dłużej niż miesiąc, a jej się to udało. Brunetka podzielała zdanie swojego kuzyna i uważała, że Lily zaczyna go w końcu lubić, oczywiście powiedziała o tym wszystkim Jamesowi, zachęcając go do tego, aby nie poddawał się i nadal walczył o uczucia rudowłosej.
- Nie masz nic do stracenia. Teraz, kiedy już ze sobą rozmawiacie, nie możesz odpuścić. Przecież może być już tylko lepiej, no nie? - zapytała Ellie.

*


Syriusz Black siedział bezmyślnie na swoim łóżku i czytał list, który otrzymał od Jamesa w zeszłym tygodniu. Powinien na niego odpisać, ale wciąż tego nie zrobił. Zaniedbał swoich przyjaciół. Od początku wakacji nie odezwał się do nich ani słowem. Wiedział, że robi źle, ale nie chciał znów zamartwiać ich swoimi problemami. Nie chciał się nad sobą użalać, robić bezsensowną sensację i mówić wszystkim, jak ciężkie jest jego życie. Po co miał to robić? Żeby znowu słyszeć o tym, że rodziny się nie wybiera, że nazwisko niczego nie przesądza? Jak to nie? Wszyscy patrzą na niego jak na popaprańca, tylko dlatego, że jest Blackiem. Nawet Rogacz kiedyś wypomniał mu nazwisko. Teraz Potterowie zapraszali go do siebie, ale on nie miał ochoty ich odwiedzać. Uważał, że jeśli to zrobi, inni uznają go za tchórza. Nie może przecież uciekać od problemów. Nie może dać swojej chorej rodzinie tej głupiej satysfakcji, że w końcu się go pozbyli. Jego smętne rozmyślania przerwał głos matki dobiegający z jadalni:
- Syriuszu! Pozwól na chwilę! - rzuciła oschle. Chłopak wcale nie miał ochoty poddać się jej woli, ale wiedział, że jeżeli tego nie zrobi, matka wejdzie do jego pokoju, a na to nie chciał pozwolić. Nie chciał, żeby ktoś tak zepsuty jak pani Black profanował jego gryfońskie królestwo. Łapa niechętnie zwlókł się z łóżka i zszedł po schodach. Stanął pod drzwiami jadalni, wziął głęboki oddech i nacisnął klamkę. Wiedział, co go spotka. Miał świadomość tego, że matka kazała mu przyjść tu tylko po to, by mogła go zwyzywać na oczach całej rodziny.
- Syriuszu – zaczął Orion – Bella właśnie nam powiedziała, że w tym roku dołączyłeś do gryfońskiej drużyny quidditcha. Czy to prawda? - zapytał wyniośle.
- Jestem obrońcą – rzekł spokojnie Łapa. 
- Skandal! - zawyła większa część zebranych.
- Jak możesz? - zaszlochała Walburgia – Ciało z mego ciała i krew z mojej krwi. Zdrajca! Plugawy zdrajca! To że jesteś w tym... - zatrzymała się na chwilę, zastanawiając się czy Gryffindor zasługuje na miano jednego z domów Hogwartu – zgrupowaniu jest już karygodne, ale być może nie można cię za to winić. To ta stara Tiara Przydziału tak zadecydowała. Ale czego można się podziewać po czapce, która należała do Gryffindora, kochasia szlam? Ale teraz ty, ty sam wybierasz źle! - Syriusz nic nie odpowiedział. Przywykł do tego, że wyzywanie go jest główną atrakcją rodzinnych zjazdów.
- Gdzie popełniłam błąd? Gdzie? - kontynuowała Walburgia. - Wychowywałam ciebie najlepiej jak umiałam, starałam się wpoić podstawowe wartości moralne godne rodu Blacków, ale nie udało mi się. W twoim przypadku nie udało mi się, poniosłam klęskę. - powiedziała smutno – Na szczęście Regulus dorósł na światłego, inteligentnego młodzieńca. - Kobieta siedząca obok matki Syriusza, poklepała ją pokrzepująco po plecach, jakby chciała dodać jej wsparcia. Cała sytuacja wyglądała nieco groteskowo. Syriusz stał przed nimi wszystkimi niczym przestępca, któremu zarzuca się najcięższe i najgorsze zbrodnie. Jego matka imitowała sędziego, reszta radę Wizengamotu. Czy ześlą go do Azkabanu? Oczyma wyobraźni zobaczył siebie jako więźnia magicznego więzienia. W swojej wizji miał długie, sięgające pasa, splątane włosy, bujną brodę, brudne ubranie, w dłoniach trzymał kartonik, na którym wypisana była jego wina: SKAZANY ZA BYCIE GRYFONEM. Ta myśl wydała się Syriuszowi tak zabawna, że aż parsknął śmiechem.
- I jeszcze masz czelność się śmiać?! - wybuchnęła Walburgia – Ty plugawco! Ty kreaturo Blacka! Nie jesteś godny, żeby chlubić się tym szlachetnym nazwiskiem! Co zrobiliśmy źle, Orionie? - zwróciła się do męża.
- To nie wasza wina – odezwała się Bellatriks – Ciotko, wuju – zwróciła się w ich kierunku – Jesteście cudownymi rodzicami. Wymarzonymi. Po prostu Syriusz obraca się w złym towarzystwie! Ten cały Potter...
- Potter? - przerwał jej jeden z mężczyzn – Znam ich rodzinę, zdrajcy! Zdrajcy własnej krwi! Plugawią się, zadając się z mugolakami, a ty, Syriuszu podobno zadajesz się z najmłodszym z nich, to on cię tak bałamuci! On cię deprawuje! - Łapa naprawdę tarzałby się teraz ze śmiechu, gdyby nie to, że właśnie zaczęto obrażać jego przyjaciół. Miejsce rozbawienia znów zajął gniew.
- Potter to jeszcze nic! On koleguje się także z Lupinem! - rzuciła oskarżycielsko Bella.
- Lupin! Ha! Oni nie są godni nazywać siebie czarodziejami! Próbują ukryć przypadłość swego syna, ale ja wiem, wiem, co się stało! - powiedział Orion.
- A Evans? Z nią też się zadaje – wtrącił Regulus.
- To szlama! Szlama! Co ona robi w Hogwarcie? - wrzasnęła Walburgia
- Ona jest niebezpieczna! - zaczęła Bellatriks – Kujonka! Myśli, że może być czarownicą, czytając podręczniki. Tacy jak oni, powinni pójść pierwsi na ostrzał, kiedy tylko Czarny Pan zechce się ujawnić! Evansowie powinni zginąć pierwsi! - teraz Syriusz już nie panował nad sobą. Tego było za wiele:
- Zamknijcie się wszyscy! Jesteście popaprani! Idźcie już dzisiaj, dzisiaj wyjdźcie na ulice, weźcie różdżki i zacznijcie strzelać Avadą w mugolaków. No na co czekacie? Przecież o to wam chodzi! Voldemort będzie z was dumny! Myślicie, że nikt nie wie o waszym mentorze? Jesteście w błędzie. Rzygać mi się chce, jak na was patrzę. Mam nadzieję, że wszyscy zgnijecie w Azkabanie! - odwrócił się na pięcie i udał się do swojego pokoju. Przestał nad sobą panować. Wiedział, że nie może dłużej tu zostać, bo zrobi coś, czego będzie później żałował. Wszedł z impetem do swojego pokoju. Wyciągnął spod łóżka kufer, spakował się, uderzając w niego różdżką. Nie zastanawiał się nad tym, co robi. Nie dbał o to, że nie powinien używać czarów. Wziął swój bagaż i zwlókł go na dół. W tym momencie obiecał sobie, że jego noga nigdy więcej nie postanie w tym domu. Nawet nie oglądając się za siebie, wyszedł na ulicę. I wyciągnął przed siebie rękę z różdżką. Po chwili zamajaczyły mu reflektory Błędnego Rycerza.

*


Wysiadł w dobrze znanej mu okolicy. Rozejrzał się uważnie. Na ulicy nie było nikogo oprócz starszego pana spacerującego z psem. Syriusz pociągnął za sobą swój kufer i udał się w stronę domu swojej kuzynki i jej męża. Zapukał do drzwi i czekał aż ktoś mu otworzy. Po dłuższej chwili usłyszał charakterystyczne kliknięcie zamka i jego oczom ukazała się Andromeda.
- Syriusz? Co ty tu robisz? - zapytała zdumiona.
- Mogę wejść? - kobieta ustąpiła mu miejsca i przepuściła go w drzwiach.
- Sylius! - wrzasnęła mała Nimfadora i rzuciła mu się na szyję. 
- Cześć, mała – powiedział Łapa i przytulił dziewczynkę.
- Jestem jus duzia! - powiedziała mała i skrzyżowała ręce. Na tę reakcję Syriusz tylko się roześmiał. Nimfadora pociągnęła Łapę za rękę i zaprowadziła go do swojego pokoju. Black zdążył tylko powiedzieć Andromedzie, że porozmawiają później.


*


Okazję do rozmowy znaleźli dopiero wieczorem, kiedy Nimfadora zasnęła. Zmęczony po zabawach z dziewczynką Syriusz usiadł przy stole w kuchni. Andromeda postawiła przed nim talerz kanapek i butelkę soku z dyni.
- Powiesz mi co się stało? - zagadnęła kobieta.
Syriusz opowiedział kuzynce o tym, jak wyglądały jego wakacje, których kulminacją była wielka kłótnia z rodzicami i resztą rodziny. Andromeda próbowała jakoś wesprzeć Łapę, ale co mogła powiedzieć w takiej sytuacji?
- Nie martw się – powiedział Black – Poszerzam grono wydziedziczonych – puścił do niej perskie oko. 
- Co planujesz teraz zrobić? - spytała, hamując śmiech.
- Odezwę się do Jamesa, zawsze spędzam końcówkę wakacji u Potterów. Razem pojedziemy do szkoły, a potem się zobaczy – powiedział, przegryzając kanapkę.
- Jeżeli chcesz, możesz zostać z nami – zaproponowała.
- Masz swoją rodzinę, nie będę zwalał wam się na głowę, jakoś sobie poradzę. Dziękuję. – powiedział i wstał od stołu. - Przepraszam cię, ale chyba jestem zmęczony. Położę się, jeśli nie masz nic przeciwko – zabrał swój kufer i udał się w stronę wskazanego przez kuzynkę pokoju. Wcale nie miał ochoty spać. Nie chciał czuć na sobie współczującego spojrzenia kuzynki. Andromeda to cudowna kobieta, ale nie chciał, żeby ktoś się nad nim miał rozczulać. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, wyciągnął z kufra kawałek pergaminu i zaczął pisać wiadomość do Jamesa. Postanowił poinformować go tylko o tym, że planuje przyjechać. Nie chciał listownie wyjaśniać swoich rodzinnych problemów.

*


Po tygodniu Syriusz zawitał w końcu Dolinie Godryka. W końcu poczuł się tu dobrze. Poczuł się, że odnalazł swoje miejsce. Czuł, że może odetchnąć. Skierował swoje kroki w stronę domu Rogacza i zapukał w dębowe drzwi.

11 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Wrócę z dłuższym komentarzem, jak tylko znajdę trochę wolnego czasu, z którym u mnie także trudno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem! W końcu wracam i mam jeszcze dwa rozdziały do nadrobienia, więc będę się streszczać. (Chociaż pewnie tak tylko mówię, bo potem się okaże, że znowu się rozpisałam).
      A więc zaczynając od początku,
      I jeszcze przy okazji: hej :)
      Lily nie powinna tyle o tym myśleć, bo dochodzi do błędnych wniosków. Przyjaźń z Jamesem nie jest niczym złym i musi to zrozumieć. Mam nadzieję, że nie spełni swoich postanowień i nie będzie dla niego wredna, chociaż po tym wywiadzie coś podejrzewam, że nie będzie za wesoło. Oczywiście nie rozumiem, dlaczego tak się wściekła. Chłopak opisuje ją jako swój ideał, a ta się irytuje. Eh, te kobiety :D
      Całe szczęście, że Snape zrezygnował z odwiedzenia Lily, bo nie ma już czego u niej szukać.
      Żal mi Syriusza, ale podoba mi się sam wątek z jego rodziną. Jest bardzo ciekawy i lubię o nim czytać. Rozbawiło mnie to, kiedy pomyślał sobie o tym "skazanym za bycie Gryfonem". To było takie trafne :)
      Ale nie dziwię mu się, że się rozgniewał, słysząc te wszystkie obelgi pod adresem swoich przyjaciół. A te o Lily były po prostu okropne, więc dobrze zrobił, że w końcu się stamtąd wyniósł. Przynajmniej będzie mógł spędzić resztę wakacji w przyjemniejszym towarzystwie.
      Ten fragment z Jamesem był chyba wcześniej, ale moje komentarze zazwyczaj nie są zbyt chronologiczne. Więc to było całkiem urocze, że on myślał o reakcji Evans zupełnie inaczej, niż ona w rzeczywistości wyglądała. To się chłopak zdziwi, kiedy się z nią spotka :D
      Spodobała mi się jego relacja z Ellie, która jest jego damskim klonem, więc od razu ją polubiłam :)
      To chyba tyle, pewnie o czymś zapomniałam. Wiem, powinnam się bardziej postarać, zważywszy na to, że tyle się spóźniłam, ale... Naprawdę nie mam na nic czasu. Zostało mi jeszcze sporo blogów do przeczytania, a szkoła nie jest za bardzo po mojej stronie. Niestety.
      W każdym razie pozdrawiam gorąco i życzę mnóstwa weny!
      Całuję,
      Optimist
      PS. Jeśli nie skomentuję następnego rozdziału dzisiaj, to na pewno w ciągu kilku najbliższych dni się tu zjawię. ^^

      Usuń
  2. Cudne, jak zwykle! Najlepszy Rogacz w gazecie :D No i Syriusz wreszcie opuścił dom. Czekam na kolejne rozdziały.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto było czekać! Świetny rozdział! Począwszy od przemyśleń Lily przez pomysł na umieszczenie Rogatego w "Nastoletniej Czarownicy" i kończąc na ucieczce Syriusza.
    Jak wy to robicie, że rozdziały są tak dobre?
    A już myślałam, że wojna Evans - Potter już ima się ku końcowi, a tu nagle Lily wyskakuje z tak beznadziejnym postanowieniem! I jak tu was nie kochać, kiedy w momentach, gdzie już tuż tuz jest rozwiązanie, nagle wszystko się wywraca do góry nogami i wszystkie przypuszczenia piorun trafia! :D
    Kiedy Ruda dźgała zdjęcie Pottera, miałam przed oczami obraz jak robi to w rzeczywistości (z tym, że nie ołówkiem, a piórem), a Jamesowi nie schodzi ten uśmiech z ust, a na koniec tortur jeszcze do niej mruga (troszkę chore, ale w końcu większość osób wie, co gimnazjum robi z ludźmi :) ).
    Strasznie lubię opisy ucieczki Syriusza, ponieważ nie było jeszcze w mojej karierze czytelnika fanfickowego dwóch takich samych ucieczek :D
    Dorea, chyba zaczęła się poważnie martwić o zdrowie psychiczne swojego syna, jeśli z takim entuzjazmem reagował na pismo dla nastolatek.
    Przepraszam za nieskładny komentarz, ale dryfuję gdzieś pomiędzy chemią, fizyką, historią i geografią, więc moje zdrowie psychiczne również chyli się ku upadkowi. Jak to dobrze, że mam was i mogę zachować choć małą jej cząstkę, odrywając się od nauki :D
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  4. A więc w końcu uciekł z domu. I dobrze. Słowo "popaprani" nie opisuje do końca tego jacy są Blackowie. Doskonale rozumiem Syriusza. Ileż można znosić coś takiego. Ciekawa jestem co będzie dalej. No i jak potoczy się dalsza znajomość Lily i Jamesa. Czekam na next ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  5. No w końcu! Nie mogłam się doczekać nowego rozdziału:) Przestaję lubić Wasze studia, serio, serio.
    Lily ma prawo obawiać się zmian jakie zachodzą w jej poukładanym życiu. Każdy przyzwyczaja się do pewnych standartów, zachowań, ma grono przyjaciół a czasem i wrogów, to trudne pogodzić się z tym i zaakceptować, że wróg staje się kimś ważnym, bliskim. Bardzo trafnie opisałyście jej obawy i lęki związane z nową sytuacją. Pokazujecie też, że James nie do końca zna Lily, chociaż branie Blacka jako doradcę w sprawach sercowych, samo w sobie brzmi głupio. Wywiad- kolejny genialny pomysł. Evans do gustu nie przypadł ale mi bardzo:) Już oczami wyobraźni widzę prężącego się do aparatu Jamesa:D
    Syriusz w końcu uciekł z domu! To chyba mój ulubiony fragment, każdy autor tudzież autorki:) ma swoją wizję na to wydarzenie, jest niezwykłe poznać jak Wy to widzicie:)
    Czyżby Dorea obawiała się o Jamesa?:D W końcu ekscytacja chłopaka na widok dziewczyńskiego pisma może budzić zdziwienie:)
    CUDO!<3
    Pozdrawiam i życzę czasu oraz weny!
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na rozdział 54 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/09/rozdzia-54-wracamy.html oraz na rozdział 8 http://dorcas-pisze.blogspot.com/2015/09/rozdzia-8-nieoczekiwane-spotkanie.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć!
    Wczytuję się w wasze opowiadanie od paru dni i nazachwycać się nie mogę. Długaśne rozdziały, ciekawa akcja, rewalcyjne pomysły, równowaga między opisami a dialogami… Cudo po prostu!
    Uwielbiam opowiadania o Huncwotach, ale to jest wyjątkowe. Nie stanowi mieszanki pomysłów z innych blogów, jak to się często zdarza w tej „branży”, pomysły nie są kompletnie irracjonalne, wręcz przeciwnie, we wszystko można uwierzyć. Przytrafił się wam jedynie jeden grzeszek, a mianowicie zachowanie Lily Evans, która jest nieco zbyt histeryczna i agresywna ;) Ja wszystko rozumiem, Potter potrafi czasami wszystko zepsuć i trafić w najgorszy możliwy moment, ale często zdarza jej się wydzierać na niego zupełnie bez powodu, a jej reakcja na „Nastoletnią Czarownicę” była co najmniej dziwna. Warto popracować nad tym w kolejnych rozdziałach, zwłaszcza, że cała reszta jest taka fajna! Nawet poświęciłyście więcej uwagi Peterowi, którego prawie wszyscy omijają szerokim łukiem. Może jednak przydałyby się mu jakieś zalety? W końcu Huncwoci byli gotowi oddać za niego życie, byli prawdziwymi przyjaciółmi na dobre i na złe, a nie tylko trójką kumpli + nieudacznik Peter. Czymś pozytywnym musiał się wyróżniać :) Natomiast sytuacja z Kate jest ciekawa i groźna, sama wymyśliłam kiedyś coś podobnego. No i fakt, że Syriusz był już kiedyś (przed Dorcas) zakochany – no bo czemu nie? Bardzo ciekawy pomysł. James jest super, relacja Remus-Ann też jest świetna, same ochy i achy. Podoba mi się jak uzupełniacie ubytki w kanonie przy pomocy swojej własnej, bogatej wyobraźni.
    Ja wiem, że mój komentarz jest kompletnie nieskładny, ale staram się podsumować swoje uczucia po przeczytaniu dwudziestu dwóch rozdziałów (w tym dwóch dwuczęściowych!) na raz, nawiasem mówiąc, dobry pomysł z tym spisem treści, ułatwił czytanie :) W następnym komentarzu na pewno znajdzie się więcej konkretów. Na razie przekazuję tylko gratulacje i obiecuję bywać regularnie. Skoro już o tym mowa, czy jest możliwość, żebyście dały mi znać o nowym rozdziale? Nie widzę nigdzie funkcji obserowowania, a swojej pamięci nie ufam – później okazuje się, że mam miliard zaległych rozdziałów, jeśli w ogóle sobie przypomnę :) W każdym razie byłabym wdzięczna za taką informację.
    Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochane dziewczyny,

    Bardzo rozbawił mnie początek tego rozdziału. Szczególnie zachowanie Lily, które jest strasznie dziecinne. Przecież nikt nie każe jej przyjaźnić się z Potterem, a to, że sama z siebie ich relacja uległa zmianie to nie znaczy, że Evans powinna na siłę ja przekreslać. Powinna cieszyć się z pozytywnych relacji z Potterem, żyć z nadzieją, że przestanie ją kochać.
    Artykuł w jej byłej ulubionej gazecie był najlepszym pretekstem żeby wkurzyć się na Jima. Myślę, że postępowanie rudej powoli robi się nieco żałosne. Mogłaby znaleźć sobie jakiś bardziej sensowny powód, żeby nienawidzić Rogacza

    Biedny Syriusz tak bestialsko szykanowany przez rodzinę. Dziwi mnie to, że jego psychika jest w stanie to unieść, bo jest typowym przykładem osoby, którą maltretowano psychicznie. Cokolwiek by nie zrobil jego rodzina go za to gani. To straszne. Wierzę, że teraz nareszcie odżyje, bo uwolnił się od szlachetnego rodu i jedyne co go z nimi teraz łączy to nazwisko.

    Pozdrawiam i lecę komentować dalej
    wasza spóźniona Em

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej (:

    Na początek muszę stwierdzić, że dawno się tak nie uśmiałam ;-) James w ,, Nastoletniej Czarownicy" obłęd i jego stwierdzenie żeby nie testowały tych rad na nim bo jego serce jest już zajęte T_T to było jednocześnie słoooooooodkie, jak i zabawne ⌒.⌒ złość Lily na Pottera perfekcja 👌 Snape przesiadujący w krzakach przy domu Lily niczym ( jak to stwierdziła moja koleżanka) pedofil, mam nadzieję, że Lily mimo wszystko nie wybaczy Snape'owi, bo jakby nie było nie zasługuje na to. Rodzina Blacków to jedna wielka patologia, Bellatrix która kabluje, Regulus który kabluje, Orion i Walburgia ubolewający nad ,, ułomnością" Syriusza, tylko Andromeda w tej rodzinie jest normalna... No i poniekąd też Syriusz =D niemal wyłam ze śmiechu na stwierdzenie, że Ellie to damski odpowiednik Jamesa w spódniczce :") w tym rozdziale każdy fragment prześcigiwał się w cudowności. Jejku, jak wyobraziłam sobie minę mamy Jamesa czytającego czasopismo dla nastolatek i ten wywiad rajuniu cudownie- świetnie - genialny pomysł ♡.♡ teraz tak jak patrzę na wszystkie blogi, które czytam to wychodzi na to że większość autorek nie ma takich gigantycznych zastojów weny jak ja :-/ ale trudno xd Jak dobrze, że Syriusz jest już u Potterów :-) na koniec jeszcze oświadczam że nie zgadzam się ze stwierdzeniem Evans na temat uczuć, bo one są tajemnicą dla odkrywających je ^.^

    Pozdrawiam
    Mała Czarna ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny,

    Naprawdę nie rozumiem Evans. W jednej chwili wydaje się, że zmieniła swój stosunek do Pottera o 180 stopni, w następnej uważa, że nadal powinni zostać wrogami. Nie można normalnie zacząć z nim rozmawiać? James też jest człowiekiem zdolnym do normalnych relacji z rówieśnikami. Nie można patrzeć na niego pod kątem "kochaj albo nienawidź", nie biorąc pod uwagę wartości pośrednich, które mogą dzielić się na wiele, wolniejszych i szybszych etapów, w zależności od potrzeb. Każdy może się zmienić i jeśli Lilka przekonała się już, że Potter nie jest w 100 procentach taki, za jakiego go uważała, to powinna wiedzieć również, że coś jest na rzeczy niekoniecznie z nim, ale także z nią. A James jak to James. Żal mi go, bo Ruda najpierw dała mu jakąś nadzieję, myślał, że się popisze, że jakoś zapunktuje u ukochanej, a tu klapa. Uważam również, że Lilka powinna zaprosić go do siebie w wakacje. Strasznie na to liczyłam, ale ona oczywiście lepiej wie, że wszystkie działania Pottera mają na celu uderzenie w nią.

    Jest mi zawsze strasznie żal Syriusza. Nie mam pojęcia, jak mógł tak długo wytrzymać we własnym domu. Wiadomo, że wszyscy chcieliby mieć w rodzinie parcie, że czasami na siłę i bezpodstawnie starają się jej trzymać, mimo, iż ewidentnie do niej nie pasują, bo to jednak rodzina, ale czasami nie da rady postąpić inaczej. Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego Łapa trafił do Gryffindoru, a nie Slytherinu. Czy gdyby było inaczej, podzieliłby losy, poglądy rodziny, czy mimo wszystko nadal trzymałby się swojej wersji. Myślę, że z jednej strony stracił rodzinę, z drugiej zyskał o wiele więcej. Stał się osobą, mimo wszystko trzeźwo patrzącą na życie, inteligentną, wyznającą wartości, które są ważniejsze niż uprzedzenia.

    Pozdrawiam
    Luthien

    OdpowiedzUsuń