22 maja 2015

XV. Cisza przed burzą

Nasi Drodzy i Bezcenni,

wróciłyśmy do Was po trzytygodniowej przerwie. Wszystkie matury już za nami i z tego miejsca, chcemy gorąco podziękować wszystkim tym, którzy na różne sposoby nas wspierali i dopingowali. Na razie możemy powiedzieć, że ustne egzaminy zaliczyłyśmy, a pisemne... to się okaże. 
Mamy nadzieję, że teraz rozdziały będą pojawiały się co piątek, a w razie jakichś komplikacji i zmian będziemy Was informowały o zmianie terminu, ale jednak jesteśmy dobrej myśli i sądzimy, że nie będzie takiej potrzeby.

Ten rozdział chcemy zadedykować wszystkim tym, którzy nas wspierali w tych zabieganych dniach i trzymali za nas kciuki. Gdyby nie Wy, to na pewno nie poszłoby nam tak dobrze. Jesteście wielcy i cudowni! Nie wiemy co byśmy bez Was zrobiły :)

Zanim przejdziecie do rozdziału, to chcemy Was poinformować, że w tym rozdziale wchodzimy w kanon, wymyślony przez panią Rowling i sądzimy, że sami domyślicie w trakcie czytania o czym mówimy,
Tymczasem nie zanudzamy już i pragniemy Was zaprosić na następny rozdział. Mamy nadzieję, że pozostawi po sobie dobre odczucia.
Pozdrawiamy ciepło i kłaniamy się nisko,
Wasze ~ Rogacz i Łapa



*

W pokoju wspólnym panowała aktualnie tak rzadko spotykana, ale jakże kojąca zmysły, cisza. Na parapecie siedziała dwójka dziewcząt z drugiego roku, rozprawiająca o czymś szeptem i śmiejąca się z czegoś cichutko. Poza nimi siedział jeszcze przy stoliku wysoki brunet z nienagannie ułożoną fryzurą i dwudniowym zarostem. Ten siódmoklasista przygotowywał właśnie referat na temat starożytnych, walijskich runów. Książki prawie całkowicie przysłaniały jego męską i dość zmęczoną fizjognomię. Na ulubionym miejscu większości Gryfonów siedziała teraz czarnowłosa dziewczyna. Miała zamknięte powieki i powolny oddech. Większość pomyślałaby, że po prostu uśpiło ją ciepło cicho strzelającego kominka, jednak nie, Meadowes rozmyślała, a raczej rozpamiętywała ostatnie wydarzenia. Wreszcie coś zadziało się w jej sercu, poczuła coś do kogokolwiek pierwszy raz. Na samo wspomnienie tamtego wieczoru „motyle” w jej brzuchu wykonywały zwariowane salta. Mimo tak pozytywnych uczuć Dorcas wcale nie była dumna z obiektu, który się do tego przyczynił. Nigdy nie spodziewałaby się po sobie, że akurat ON wywoła w niej taką falę emocji i zrewolucjonizuje jej pogląd na płeć przeciwną i wymarzoną miłość. Od kiedy tylko pamięta, zawsze opisywała swoim przyjaciółkom swój ideał mężczyzny, jako wysokiego, szarmanckiego bruneta z delikatnym zarostem, szczerym uśmiechem i zielonymi oczyma. Dodatkowo musiał być inteligentny, chodzić z nią często na spacery, zabierać ją na romantyczne randki i nie widzieć świata poza nią. Tymczasem zainteresował ją chłopak, który jest prawie całkowitym przeciwieństwem tego wszystkiego. Chłopak o długich, ciemnych włosach i równie ciemnych oczach. Radosny czy też zalotny uśmiech zawsze towarzyszył jego obecności. Na daną chwilę nie miał żadnego zarostu, co wcale nie znaczy, że nigdy go nie będzie miał. Fakt, był inteligentny, chociaż nie zawsze umiejętnie to wykorzystywał. Nie wyobrażała sobie, by potrafił on zorganizować romantyczną kolację czy też skupiać swoją uwagę tylko i wyłącznie na niej. Przecież praktycznie każdą dziewczynę mógł mieć na pstryknięcie palcami. Jak więc doszło do tego, że ona, Dorcas Meadowes, zafascynowała się Syriuszem Blackiem? Na początku to zauroczenie zganiała na klimat ówczesnego walentynkowego balu. Wszystko sprzyjało temu, by każdy dostrzegł zaletę w osobie towarzyszącej i wynikło z tego coś magicznego. Tak właśnie było podczas jednego z tańców przyjaciół. Wcale nie towarzyszył im romantyczny i powolny utwór. Był to szybki, skoczny twist. Wtedy Dor pierwszy raz miała wrażenie, że Syriusz przed nikim niczego nie udaje. Kroki mu się myliły, nogi plątały, ale nie przejmował się tym, śmiał się sam z siebie i wcale nie robił tego ku uciesze swoich namolnych fanek, ale za każdym razem śmiał się do niej, przekazywał komentarze na ucho, od czego Meadowes dostawała przyjemnych dreszczy wzdłuż kręgosłupa. Po balu jeszcze długo rozmawiali. Do dormitoriów wrócili dopiero o wschodzie słońca. Po tym jak wspólnie wpatrywali się w nieprzeniknioną czerń jeziora, tylko we dwoje, Gryfonka była pewna, że Syriusz chciał powiedzieć jej wtedy coś ważnego. Kiedy już zaczął formować zdanie, nagle z toni wynurzył się jeden z trytonów i zaczął śpiewać jakąś skrzekliwą, niezrozumiałą pieśń. Całkowicie zbiło to Blacka z pantałyku i od razu przeszedł do innego tematu. Jednak ona wiedziała, była wręcz pewna, że po tej nocy coś między nimi uległo zmianie. W chwili kiedy podniosła się z siedzenia z zamiarem pójścia do dormitorium, do salonu Gryffindoru wpadli nagle roześmiani Huncwoci. Jeden z nich, noszący długie włosy spojrzał na nią, otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, następnie znowu je rozwarł i dziewczyna usłyszała tylko speszone „cześć”, po czym Łapa wraz z kolegami wszedł do dormitorium, nie oglądając się za siebie.
- O co wam chodzi? – zagadnęła czarną ciekawsko Evans, podchodząc do niej od tyłu, co spowodowało lekkie podskoczenie Meadowes.
- Ale komu o co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie zaskoczona Gryfonka. Po chwili jednak zrozumiała o co chodziło, ale nie chciała się z tym zdradzać, więc dalej wpatrywała się z niezrozumieniem w swoją przyjaciółkę.
- Wiesz do czego zmierzam. - Lily przekręciła oczami - Syriusz i ty. Od balu zachowujecie się dziwnie. Jakoś nie rozmawiacie i nie głupkujecie już razem. – spostrzegła Ruda pewna tego, że od balu coś jest między tym dwojgiem na rzeczy. Dor spuściła głowę, nie bardzo wiedząc, jak się wyprzeć tej prawdy, jednak z drugiej strony nie chciała kłamać swojej współlokatorce w żywe oczy.
- To prawie tak jakbym ja przestała się kłócić z Potterem - Evans postanowiła rozładować napięcie, jakie się utworzyło między nimi. Uzyskała zamierzony efekt, w czym utwierdził ją śmiech jej niebieskookiej przyjaciółki.

*

Mieszkańców Hogwartu powitał pierwszy dzień astronomicznej wiosny. Śnieg w ostatnim tygodniu ostatecznie stopniał, a w Zakazanym Lesie nieśmiało wychylały głowy pierwsze kwiaty. Wszystko powoli budziło się do życia, pokazując tę lepszą stronę natury. Kończyły się nareszcie dni mrozów, różnych opadów i przenikającego wiatru. Teraz pogoda wkroczyła w okres ciągłych wahań i niespodzianek. Ten dzień oznaczał także kolejną Lupinowską pełnię, a co za tym idzie Huncwocką, nocną eskapadę. Zajęcia lekcyjne minęły szybko, ale również stresująco dla większej części Gryfonów i Puchonów, którzy tym razem zmagali się z zawiłym testem, z transmutacji martwej natury. Większość społeczności szkolnej udała się teraz na długo wyczekiwany obiad i rozprawiała radośnie o wszystkim, co tylko przyszło im na myśl. Trójka Huncwotów nachylała się właśnie ku sobie przez stół i szeptali konspiracyjnie o czymś do siebie, dzięki czemu niektórzy już mogli podejrzewać, że być może dojdzie do kolejnego dowcipu w ich wykonaniu. Zauważyła to także trójka przyjaciółek, które teraz przysunęły się do chłopaków w celu wyłowienia kluczowych wyrazów. Niestety nie dane im to było, bo Gryfoni od razu je zauważyli i zakończyli tą cichą dyskusję.
- Słuchamy dziewczyny, – zaczął przymilnie James – Jaką macie do nas sprawę? A może to panna Evans pragnie wreszcie wyznać mi swe uczucia? – zapytał, uśmiechając się przesłodko do Lily i przesyłając jej buziaka, co Ruda zignorowała. Od tamtego wieczoru, gdy była dla niego miła, uznała, że teraz musi to nadrobić, bo jeszcze sobie ten okularnik coś ubzdura.
- Wybacz Potter, ale gdybym chciała umawiać się z napuszonymi narcyzami, to poprosiłabym o rękę Panią Norris – odparła dumnie czarownica, co spotkało się ze śmiechem i aprobatą ze strony Anne i Dorcas. Rozczochraniec już szukał jakiejś ciętej riposty, kiedy głos zabrał Remus.
- Zanim rozkręci się kolejna kłótnia, chcę wam zadać jedno pytanie – wszyscy swoją uwagę skupili teraz na Lupinie. – Wiecie, gdzie tak ciągle znika ostatnio Peter? – wszyscy zgodnie pokręcili przecząco głowami, uświadamiając sobie jednocześnie, że Lunatyk ma rację. Od balu Glizdogona widywali tylko na posiłkach, lekcjach i w dormitorium wieczorami. Poza tymi krótkimi chwilami, krępy chłopak wciąż się gdzieś ulatniał i nikt nie wiedział gdzie.
- Ej, a może nasz Glizdek znalazł sobie dziewczynę? – zakpił Syriusz, na co wszyscy poza Remusem wybuchnęli głośnym śmiechem. Kiedy każdy się już uspokoił blondwłosy chłopak ponownie kontynuował dyskusję.
- A może Łapa ma rację? – stanął w obronie przyjaciela. Przecież każdy ma prawo do miłości.
- Nawet jeśli, – odparował James – To czemu miałby to przed nami ukrywać? – to pytanie przesądziło sprawę. Nikt nie potrafił znaleźć na to logicznej odpowiedzi, więc Huncwoci obmyślili plan śledczy pod kryptonimem „Glizdolove”.

               Podczas hogwarckiej kolacji nareszcie zjawił się Pettigrew, ku uciesze swoich przyjaciół. Był on w ogromnym szoku, że tak bardzo się za nim stęsknili, ale zaraz został zasypany nawałem pytaniem o swoje zniknięcia. Unikał odpowiedzi jak tylko mógł, zganiał to na naukę, problemy w rodzinie, korki u Slughorna. Po tym jak Huncowci zdali sobie sprawę, że nic nie wyciągną z Petera, postanowili przystąpić do działania.
- Hej, Glizdek! – krzyknął Syriusz za nim, kiedy ten zaczął cichaczem się oddalać. – Idziesz z nami do Jęczącej Marty? Potter musi się spotkać ze swoją ukochaną! – jednak ten pokiwał poziomo głową i wyszedł chybcikiem z Wielkiej Sali. Gryfoni zdziwieni, że to także nie zadziałało, gdzie Peter przecież uwielbiał nabijać się ze związku Jamesa i Marty, skryli się pod peleryną niewidką, którą Rogacz zapobiegawczo schował pod swoją szatą, i ruszyli śladami czwartego Huncwota. Trójka przyjaciół bezszelestnie podążała za czwartym z nich w kierunku Zakazanego Lasu. Coraz bardziej zdziwieni chłopcy przystanęli przy grządce, znajdującej się zaraz obok chatki Hagrida i przypatrywali się z daleka, kim jest osoba, która zaabsorbowała Glizdka bardziej niż jedzenie. Zdecydowali się jednak podejść nieco bliżej w celu dokładniejszego rozpoznania sytuacji. Peter w tym momencie przywitał się z tą osobą, którą jak już zdążyli dostrzec pozostali Huncwoci, była dziewczyna z Gryffindoru! Para pocałowała się raz i drugi, po czym Gryfonka stanęła przodem do Jamesa, Syriusza i Remusa. Black momentalnie odczuł mdłości na widok aż nazbyt znajomej twarzy, Lupin z Potterem spojrzeli niepewnie na swojego przyjaciela i widząc jego reakcję, postanowili jak najszybciej się stamtąd ulotnić, by Łapa nie musiał na to wszystko patrzeć. Po dojściu do dormitorium i ochłonięciu z pierwszych emocji, dalej nie byli w stanie uwierzyć, że osobą, która podoba się Pettigrewowi, jest nie kto inny jak dobrze znana, arogancka Kate Marywale*. Przecież to ona była pierwszą dziewczyną, przy której Syriusz pragnął tworzyć prawdziwy i poważny, jak na ich młody wiek, związek. Prawdą jest, że Black nigdy nie powiedział Huncwotom, co się między nim a tą dziewczyną wydarzyło, ale nie odczuwał przez ten cały czas takiej potrzeby. Jednak teraz, kiedy Glizdogon zaczął pakować się w tą samą rzekę, postanowił, że kiedy tylko Peter wróci ze swojej schadzki, powie im wszystko ku przestrodze swojego przyjaciela.
- Mam tylko nadzieję, że Glizdek nie zapomniał, że dzisiaj pełnia. – Lunatyk wyrwał wszystkich z zamyślenia – Za trzy godziny przyjdzie pani Pomfrey, a jeszcze mieliśmy ustalić plan na dzisiaj. – Lupin zaczął się zamartwiać nad wieczorem. Po wypadku z Łapą wolał mniej więcej zaplanować ciąg wydarzeń i wiedzieć, co przede wszystkim jego przyjaciele planują i czy pamiętają wszystkie zasady ostrożności, które muszą przestrzegać.

*

Pół godziny przed „godziną policyjną”  Severus cały rozpromieniony odprowadzał Lily ze spaceru pod sam portret Grubej Damy. Ostatnio coraz rzadziej spędzali ze sobą czas przez wzgląd na przygotowania do egzaminów, a także przez to, że Snape coraz częściej spotykał się z najbardziej podejrzanymi Ślizgonami, czyli z Averym i Mulciberem. Evans ciągle wypytywała, gdzie jej przyjaciel znika z nimi na całe dnie, ale nigdy nie pozwolił jej rozkręcić tego tematu, ponieważ zawsze, kiedy Ruda starała się z niego coś wyciągnąć, ten automatycznie rozpoczynał temat Pottera i jego dziecinnych wybryków. Ostatecznie Gryfonka dawała za wygraną i kończyło się na tym, że oboje wyszukiwali coraz to nowych określeń na ważniactwo szukającego Gryffindoru. Kiedy pokonywali ostatnie schody wiodące na siódme piętro, Severus zauważył całą znienawidzoną czwórkę, która rozglądała się właśnie wokół siebie. Snape wskazał ręką Lilce, że ta ma się zatrzymać.
- O co chodzi, Sev? – spytała zaskoczona jego nagłą zmianą zachowania.
- Ciiii… - Ślizgon przyłożył palec do ust, nakazując ciszę swojej przyjaciółce – Czy mi się wydaje, czy ta kretyńska gromadka nie chce być śledzona? – zapytał czarnowłosy z chytrym uśmieszkiem na twarzy – Idziesz ze mną?
- Gdzie mam iść? Za chwilę będzie cisza nocna, musimy iść do swoich domów, Sev! – starała się przyprowadzić przyjaciela do porządku, ale Snape’a za bardzo zafascynowało podejrzane zachowanie Huncwotów. Może w końcu znajdzie na nich niepodważalnego haka, a nie przepuści on żadnej okazji, by w jakikolwiek sposób im zaszkodzić.
- W takim razie dobrej nocy – Severus uścisnął Rudą na pożegnanie i najciszej jak potrafił, podążył za Gryfonami. Chłopacy nieświadomi Ślizgona deptającego im po piętach, schowali się do najbliższej, nieuczęszczanej przez uczniów ani nauczycieli, klasy. Snape stanął jak najbliżej drzwi pomieszczenia i przyłożył ucho do szpary pomiędzy drzwiami a framugą. Nie był on w stanie usłyszeć wszystkiego, ale wyłapywał, ku jego zadowoleniu, pojedyncze wyrazy, a czasami nawet dłuższe wypowiedzi.
- Nie możecie mnie… - mówił głos Remusa, który na chwilę się urwał – …skończy się tak samo jak ostatnio. – Ślizgon nie był w stanie usłyszeć kluczowej części zdania, chociaż starał się jak najbardziej wcisnąć ucho w szparę.
- A ty jak zwykle dramatyzujesz Luniaczku – powiedział Syriusz normalnie, na co spotkał się ze skarceniem ze strony przyjaciela.
- A może mów głośniej, niech cały Hogwart się dowie. – Lupin nieco zirytowany również podniósł głos.
- Chłopaki, dajcie spokój. – przerwał im Potter – Musimy już iść.
Głosy ucichły, a kroki zbliżały się do wyjścia klasy. Snape puścił się pędem wzdłuż korytarza, chcąc uciec przed przyłapaniem, ale w tym momencie dostrzegł go Black i zatrzymał zaklęciem „Impedimento”. Huncwoci przerażeni spojrzeli na znienawidzonego wroga, zastanawiając się co mają z nim zrobić. Nie wiedzieli, ile usłyszał, bali się, że tajemnica Remusa może wyjść na jaw, chociaż ani razu nie powiedzieli kluczowego słowa, ani nie nawiązali do tej sprawy. Wspólnie zdecydowali, że tym razem z braku czasu muszą mu odpuścić. Huncwoci zaczęli schodzić w dół, kiedy Łapa udał, że musi jeszcze pójść do toalety. Jednak zamiast tego podszedł do Snape’a i powiedział cicho.
- Jeśli chcesz poznać nasz sekret, przyjdź za trzy godziny pod Bijącą Wierzbę. Wiesz jak ją zatrzymać, prawda? – Severus pokiwał przecząco głową – Nie? – Syriusz udał zdziwienie i roześmiał się drwiąco. – Spodziewałem się po tobie większej spostrzegawczości, Smarku. – Gryfon zaczął się naigrywać ze Ślizgona, ale zaraz przeszedł do rzeczy – Musisz dotknąć pnia Wierzby, żeby ją unieruchomić. To już chyba wiesz jak zrobić? – Black dostrzegł cień zrozumienia przemykający po twarzy swojego odwiecznego wroga. Cofnął on zaklęcie i zbiegł do swoich przyjaciół, zadowolony ze swojego niezbyt przemyślanego czynu.

*

W lochach panował mrożący krew w żyłach bezgłos, ktoś mógłby uznać, że to cisza przed burzą. Jednak mimo tego powierzchownego spokoju na korytarzach, kilka osób z domu Salazara Slytherina nie zamierzało jeszcze podporządkować się panującym powszechnie regułom. W pokoju wspólnym Ślizgonów Avery dyskutował właśnie żywo o czymś z młodszym Blackiem. Regulus, widocznie zmęczony z trudem słuchał wywodu kolegi, który snuł go swoim monotonnym i lekko zachrypniętym głosem. W pewnym momencie starszy podniósł głos w celu obudzenia swojego słuchacza, co tylko na chwilę przyniosło pożądany skutek. To był znak dla Severusa, że nie wszyscy spokojnie śpią, a on nie może swobodnie wymknąć się na zewnątrz. Nie mógł jednak dłużej zwlekać, niedługo nadejdzie wyznaczona godzina, czuł, że nie może się spóźnić ani chwili. Mimo uczucia lęku wyszedł lekko przygarbiony z pokoju, zaszczycił Avery’ego i Regulusa przelotnym spojrzeniem, i zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, wyzwolił się szybko z objęć mało przytulnego pomieszczenia. Idąc korytarzem, co chwila rozglądał się wokół siebie, prosząc w duchu, by nie spotkał na swojej drodze żadnego namolnego prefekta. Po kilku minutach dotarł do drzwi wyjściowych, których otwarcie wiązało się ze sporym hałasem, ze względu na ich kilkumetrowy rozmiar. Jednak Snape wszystko dokładnie przemyślał, użył zaklęcia „Muffliato” i wyszedł bez szmeru w bezchmurną noc. Wszystko na zewnątrz, również jak i wewnątrz zamku jakby zamarło. Nie dało się odczuć najmniejszego muśnięcia wiatru, żaden liść na drzewie nie tańczył w porywie tchnienia. Na błoniach panowała głucha i nieprzenikniona cisza, jednak Ślizgon nie miał czasu, aby dłużej nad tym rozmyślać. Sunął w czarnej szacie przez ciemność, przez co do złudzenia przypominał ogromnego nietoperza. Już tylko kilka metrów dzieliło go od Bijącej Wierzby, która tak samo jak całe otoczenie zastygła w bezruchu. Nie trwało to jednak długo. Po tym jak Severus wkroczył na terytorium drzewa, to nagle rozszalało się i z dziką mocą uderzało na oślep długimi gałęziami. Konary przedstawiały swój nieskładny taniec, ukazując swoją niedostępność. Snape rozejrzał się wokół i dostrzegł leżący nieopodal badyl, co przypomniało mu słowa Syriusza. Za pomocą magii uniósł kij i skierował go w stronę pnia wierzby. Po tym jak jedno drewno dotknęło drugiego, Bijąca Wierzba, jak na zawołanie znieruchomiała, pozwalając uczniowi swobodnie podejść do pnia. Stanął przy samym drzewie ale nic nie widział, wyciągnął swoją chudą rękę i dłonią dotknął kory. Od razu wyczuł jakieś drgania, wystraszony cofnął dłoń. W klatce piersiowej czuł przyjemnie szybkie kołatanie serca i szum krwi, która z niesamowitą siłą płynęła przez jego ciało. Jak w amoku szybko obszedł drzewo dookoła i nagle dostrzegł to. W pniu drzewa widniała czarna pustka – wejście. Uśmiech tryumfu zagościł na jego żylastej twarzy i niesiony adrenaliną wszedł niecierpliwie do środka drzewa. Snape nie był w stanie nic dostrzec, nie widział nawet własnej dłoni. Sięgnął po różdżkę i rozświetlił pomieszczenie. Okazało się, że stoi on w tunelu, na tyle długim i krętym, że na razie nie widział końca. Zaczął szybko iść, momentami zniecierpliwiony truchtał w miejscach, gdzie wyższy strop korytarza mu na to pozwalał. Nie wiedział jak długo mu to zeszło, ani gdzie teraz może być. Zastanawiał się dlaczego Black mu o tym powiedział? Przecież ten napuszony typek, który tak zawsze wiernie obnosił się ze swoimi Huncwotami, nie posunąłby się do zdrady. A może jednak? Nie domyślając się nawet prawdziwego powodu tego, dlaczego Syriusz kazał mu tu przyjść, szedł dalej z nadzieją, że w końcu odkryje największą tajemnicę Lupina. Domyślał się, Severus nie był głupi, zwłaszcza, że dzisiaj była pełnia, jednak gdyby bez potwierdzenia zaczął o tym mówić, mógłby ponieść ogromne konsekwencje, a na to nie mógł sobie pozwolić. Droga już zaczynała powoli go nużyć, kiedy nagle to zobaczył. Nikłe światło na końcu tunelu. Teraz Snape już biegł, nie przejmując się tym, że zachowuje się zbyt głośno. Ręcę zaczęły mu drżeć z podniecenia, oddech przyśpieszył, a źrenice rozszerzyły się. Nagle korytarz się skończył, stał teraz na podłodze wyłożonej spróchniałymi deskami i rozglądał się po pomieszczeniu. Podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Poznawał to miejsce, nie raz siadał z Lily na kamieniu, który znajdował się na skraju polany i… spoglądali na Wrzeszczącą Chatę. Nagle wszystkie pogłoski o duchach nabrały głębszego znaczenia. Z zamyślenia wyrwał go głośny łomot dochodzący z pomieszczenia wyżej. Snape miał wrażenie, że serce podeszło mu do gardła. Odsunął od siebie uczucie strachu i ostrożnie zaczął wchodzić po schodach. Z każdym skrzypnięciem drewna czuł, że zaraz nie wytrzyma i zacznie biec. Kiedy był już prawie na górze, drzwi od pomieszczenia nagle wyleciały z zawiasów na odległość kilku metrów. Ślizgon stanął jak wryty, szybko skierował swój wzrok w stronę tego, co wywołało tą szkodę. Kurz powstały na skutek zniszczenia zasłaniał mu widok na pomieszczenie. Różdżką usunął pył i wtedy zobaczył… Żółte ślepia wpatrujące się w niego, bez znaku żadnej litości. Snape wiedział już, że nie zdoła uciec, nogi odmówiły mu posłuszeństwa. W jednej chwili został powalony na ziemię, a w drugiej uniesiony w górę przez… Pottera za pomocą magii! Jeszcze bardziej zszokowany zaczął się wierzgać, więc James puścił go, ale zaraz kazał wstać i biec. Oboje wbiegli w czarny tunel, którym przyszedł tu Severus, jakby goniła ich sama śmierć, co w sumie nie było dalekie od prawdy. Wilkołaki nie krzywdziły zwierząt, ale żaden człowiek nigdy nie przeżył spotkania z nimi. Syriusz w postaci psa starał się zatrzymać przemienionego Lupina, ale był zbyt mały, by poradzić sobie z ogromną siłą wilkołaka. Peter przerażony biegał od ściany do ściany, starając się coś szybko wymyśleć, ale w głowie miał kompletną pustkę. Remus dotarł do tunelu, ale ku uldze Pottera i Snape’a, był zbyt duży aby zmieścić się w korytarzu. Chłopacy na chwilę zwolnili, aby złapać oddech i dopiero teraz Severus poczuł piekący ból nodze. Przyświecił sobie różdżką bolące miejsce i zobaczył ściekającą krew, i ogromne rozdarcie w spodniach, nie chciał teraz patrzeć na ranę, wiedział, że Gryfon go obserwuje.
- Uratowałeś mi życie – powiedział suchym tonem Snape, a wypowiedziana głośno ta myśl, jeszcze boleśniej mu to uświadomiła – Dlaczego akurat ty? – spytał nienawistnym głosem. Nie rozumiał. Potter, który zawsze robił wszystko, aby zniszczyć mu reputację, odebrać najcenniejszą osobę w jego życiu, którą była Lily, teraz uratował mu życie. Dlaczego nie pozwolił mu umrzeć? Pozbyliby się go raz na zawsze, jednak w tej chwili dotarła do niego prawda. To dlatego Black kazał mu tu przyjść, a Potter po prostu ratował skórę swojego przyjaciela. Tu wcale nie chodziło o niego. Nienawiść zawładnęła do reszty jego sercem, w tej chwili miał ochotę rzucić się na Jamesa i udusić go gołymi rękami, jednak ból w nodze nie pozwalał mu na to.
- Wolałeś zginąć? – spytał go Gryfon ciężko oddychając. Bał się, wiedział, że skoro Snape widział Remusa, to teraz wszystko się wyda, ale skąd ten Ślizgon się o tym dowiedział? Domyślił się? Ale skąd? Natłok pytań spowodował, że Potter miał nieprzyjemny mętlik w głowie. – Trzeba to opatrzyć – rzucił spoglądając na ranę swojego wroga – lepiej chodźmy.
- Nigdzie z tobą nie idę Potter! – warknął Severus – wracaj do swojego przyjaciela wilkołaczka – James zachłysnął się przerażony. Ostatkami nadziei łapał się tego, że Snape w szoku nie zauważył Lupina, ale teraz przestał się łudzić.
- Nie powiesz o tym nikomu. Idziemy teraz do pani Pomfrey i ona zdecyduje co dalej. – powiedział James głosem nie znoszącym sprzeciwu. Wiedział, że zrobi wszystko, aby tajemnica jego przyjaciela nie wyszła poza ich okrąg, nawet jeśli musiałby wyczyścić Ślizgonowi pamięć.
- Nie będziesz mi rozkazywał – Severus uniósł różdżkę i ułożył usta w celu wypowiedzenia zaklęcia, jednak James był szybszy i wytrącił wrogowi różdżkę z ręki.
- Nie masz za bardzo wyboru – Rogacz wycelował w Snape’a różdżką i dał głową znak, że ma iść przodem. Ślizgon obrzucił go najbardziej mrocznym spojrzeniem,  na jakie było go stać i upokorzony w końcu szedł ku wyjściu.

*

Dumbledore stał spokojnie, spoglądając badawczo to na Gryfona, to na Ślizgona. Miał przed sobą dwóch przedstawicieli całkiem innych wartości, całkiem różnych od siebie domów i priorytetów, i wobec każdego z nich musiał inaczej postąpić. Jednak wiedział o nich więcej niż sobie wyobrażali. Mimo że Albus nie brał często udziału w życiu szkolnym, to doskonale znał uczniów Hogwartu, a już tym bardziej Gryfona, który wszędzie grał pierwsze skrzypce i Ślizgona, który ostatnio zachowywał się coraz bardziej podejrzliwie. Niedaleko niego stali także opiekunowie domów, Minerwa McGonagall i Horacy Slughorn. Kobieta w ciasnym koku i ze ściągniętymi w wąską linię ustami spoglądała przed siebie, zbyt pełna gniewu i troski, by cokolwiek powiedzieć. Zaś nauczyciel eliksirów z zakłopotanym wyrazem twarzy wodził to po uczniach, to po dyrektorze lub innych ciekawych obiektach znajdujących się w pomieszczeniu przedstawiciela magicznej szkoły.
- Chciałbym z wami porozmawiać osobno panowie – Albus zwrócił się do uczniów i dał znak Horacemu, że ma na chwilę zabrać stąd swojego wychowanka. Rozmowa nie trwała długo, Dumbledore bardziej chciał się skupić na Snapie, wiedział, że chłopak zaczyna się gubić i póki może coś zrobić w celu naprowadzenia go na właściwą drogę, chciał spróbować
- Co o tym wszystkim myślisz, Severusie? – dyrektor zapytał zmęczonego i zagniewanego Ślizgona, kiedy ten został z nim sam na sam. Badawczo świdrował go swoimi niebieskimi oczami, splatając swoje starcze ręce i opierając się o biurko. James już mu opisał, jak wyglądała sytuacja, jednak wiedział, że też coś ukrył, ale nie miał zamiaru tego z niego wyciągać. Teraz skupiał się na Severusie, wiedział, że trawi go nienawiść przez to, że ten ma teraz dług wobec Gryfona, którego nigdy nie darzył sympatią. Chciał jakoś załagodzić jego wybuchowy temperament, a także zadbać o to, by wiadomość o chorobie Remusa nie wyszła na jaw.
- O tym, że w naszej szkole jest potwór? – Ślizgon wyrzucał z siebie te słowa, będąc zbyt zmęczonym, by silić się na jakąkolwiek grzeczność
- Dlaczego nazywasz człowieka potworem? – Snape spojrzał na niego z niedowierzaniem. Jak ten starzec mógł być aż tak głupi, mimo jego wielkich osiągnięć i rzekomej mocy.
- Człowiek? Który co miesiąc zmienia się w krwiożerczego stwora? – zaczął wykpiwać Snape – Bardzo ludzko wyglądał, kiedy chciał mnie pożreć. – kontynuował czując w sobie wzbierający w nim gniew wobec dyrektora, wszystkich Gryfonów i swojej naiwności.
- Wiem co myślisz, Severusie – Dumbledore jak zawsze mówił swoim spokojnym i opanowanym głosem, jakby w każdej sytuacji miał gotowe rozwiązanie. – Muszę cię jednak poprosić, abyś nikomu o tym nie mówił. Zachowałem wszelkie środki ostrożności, więc nie wiem w jaki sposób dowiedziałeś się o tym miejscu, ale nie będę cię o to teraz pytał. – Albus spokojnym krokiem podszedł bliżej ucznia i ściągnął z nosa swoje okulary-połówki po czym zaczął wycierać je o skraj swojej szaty. – Nie wyczyszczę ci pamięci, jeśli o tym myślisz – mówiąc to widział, że Ślizgon się nieco zmieszał, po czym wywnioskował, że ten widocznie o to go podejrzewał.- Ufam ci Severusie i wiem, że niczego głupiego nie zrobisz. Pamiętaj, że to nie jego wina, że Remus taki jest. Wierzę, że rozważysz to w swoim sercu i pozwolisz mu na dalsze, normalne życie. – uśmiechnął się ciepło do chłopaka i pokazał mu gestem, że może już odejść. Kiedy Snape otwierał drzwi, zatrzymał go jeszcze głos Dumbledore.
- Severusie, pamiętaj, że najbardziej bestialskie są osoby, które nigdy nie kochały i nie były kochane. Pomyśl chwilę nad tym. – rzucił patrząc gdzieś w przestrzeń – Dobrej nocy – Albus pożegnał z uśmiechem Snape’a, pozostawiając go z mnóstwem niepoukładanych myśli. Nie wiedział, co ma zrobić. Z jednej strony chciał, aby Huncwoci doznali wreszcie cierpienia, ale z drugiej strony wiedział, że narazi się tym samym nie gniew osoby, którą szczerze kocha. I jeszcze Dumbledore, który powiedział, że mu ufa. Pierwszy raz ktoś, poza Lily, okazał mu zaufanie. Zamyślony i rozgoryczony wrócił do swojego pokoju i nie ściągając szaty położył się na swoje łóżko, od razu zasypiając.

*

Trójka Gryfonów siedziała w dormitorium, pogrążona każdy w swoich myślach. Lunatyk odpoczywał u Pani Pomfrey po wyjątkowo ciężkiej pełni, ale chłopacy nie byli teraz u niego. Przerażeni myśleli nad tym, co przekazał im James. Po jego rozmowie z Dumbledorem nie mógł uwierzyć, że on po prostu zaufał temu zasmarkanemu Ślizgonowi. Obmyślał plan, aby użyć na Smarkerusie zaklęcia „Obliviate”, ale dyrektor jakby czytając mu w myślach, zabronił mu tak postąpić. Pozostało im więc tylko zamartwianie się i życie w nadziei, że nikt więcej się o tym nie dowie. Jednak Pottera męczyła jeszcze jedna rzecz. Skąd Snape się o tym dowiedział? Wątpił czy po prostu przez przypadek wybrał się w nocy na spacer pod Bijącą Wierzbę. I jeszcze skąd wiedział jak unieruchomić drzewo? W końcu przerwał grobową ciszę, nie mogąc wytrzymać z pytaniami, które cisnęły mu się na usta.
- Nie rozumiem ciągle jednego – zaczął Rogacz, wstając przy tym z łóżka i chodząc w tą i z powrotem po pokoju. – Skąd Smark o tym wiedział? Nie mógł ot tak wybrać się na spacer do Wierzby. – Jego uwagę przykuło zachowanie Syriusza. Odwrócił on twarz i widać było, że jest niespokojny. James próbował pochwycić jego spojrzenie, ale Black ciągle odwracał wzrok. Sam Syriusz bał się, ogromnie bał się tego, co się z nim stanie, kiedy przyzna się przyjaciołom. Przecież nie chciał, żeby tajemnica Luniaczka wyszła na jaw, chciał tylko dać nauczkę Ślizgonowi, że nie powinien wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych. A jednak najbardziej zaszkodził swoim kolegom.
- Łapo, chcesz nam coś powiedzieć? – wzrok Petera powędrował ku przyjacielowi, nie wiedząc o co chodzi Jamesowi. Syriusz przerażony w końcu spojrzał na Rogacza i przełknął głośno ślinę. Zdecydował. Jest Gryfonem, a każdy podopieczny tego domu cechuje się odwagą i męstwem. Nie stchórzy.
- Tak, James. – Black wstał pewnie i podszedł bliżej okularnika – Powiedziałem Snape’owi o Wierzbie i jak się do niej dostać – Potter poczuł jakby ktoś uderzył go w twarz, Pettigrew wyłupił z niedowierzaniem oczy na Łapę. Pierwszy raz widział u niego taki żal, wiedział już, że pewnie Syriusz w swojej porywczości, nie przemyślał tego, co zrobił.
- Przepraszam, co zrobiłeś? – spytał czarnowłosy głucho, nie dowierzając temu co usłyszał.
- Chciałem dać Smarkowi nauczkę za jego podsłuchiwanie. Nie myślałem, że się odważy. Nie chciałem, żeby zobaczył Remusa, nie myślałem o tym w ogóle. Po prostu… - W tej chwili przerwał mu Rogacz
- No właśnie! Nie pomyślałeś! – Jamesa ogarnęła furia. Pierwszy raz czuł się tak wściekły i zarazem bezsilny. Nigdy by nie podejrzewał, że jego najlepszy przyjaciel jest w stanie wpaść na tak idiotyczny pomysł – Czy ty w ogóle kiedykolwiek używasz mózgu, Black? – pierwszy raz zwrócił się do niego po nazwisku, okazując tym jak bardzo poważnie traktuje sprawę. Łapa próbował dojść do głosu i jakoś się usprawiedliwić, ale nie było mu to dane. – Co ty chciałeś w ten sposób pokazać?! – Gryfon kontynuował swoją tyradę – Popisać się swoimi jakże świetnymi pomysłami? – spytał Potter z ironicznym uśmieszkiem – Przykro mi Black, ale tym razem pokazałeś kompletny ich brak. Jak… jak ty w ogóle mogłeś? Jesteś skończonym debilem! – Rogacz przestał już nad sobą panować, nie liczył się ze słowami
- James, posłuchaj… - próbował Syriusz
- Nie! To ty posłuchaj! – Potter podszedł bliżej i wskazał palcem na pierś Łapy – Właśnie pokazałeś ile masz w sobie krwi szlachetnej rodzinki Blacków – James wypluł te słowa w stronę drugiego Gryfona. Nie wiedział czy przesadził, czy nie, ale w tej chwili mało go to obchodziło, krew w nim buzowała. Syriusz stanął jak wryty, nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, krew odpłynęła z jego twarzy. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Nigdy nie myślał, że jego przyjaciel tak bardzo go kiedykolwiek skrzywdzi. Ale czy nie zasługiwał na to? Może faktycznie od zepsutej krwi nie da się uciec. Potter widząc, że powiedział dość, wyszedł z pokoju w celu ukojenia nerwów. Tym razem nie podszedł nawet do Lily, tylko wybiegł z wieży Gryffindoru i udał się na długi spacer.
            Peter położył się na łóżko, nie wiedząc, co ma powiedzieć Syriuszowi. Wiedział, że Black źle zrobił, ale on nie potrafił go moralizować, przecież zawsze go podziwiał. Jego i Jamesa, a także Remusa. Kim on był, żeby go pouczać?
           Syriusz poszedł do łazienki, nie chciał, żeby ktokolwiek widział go w tym stanie. Wiedział, że wszystko spieprzył i nie miał pojęcia jak to naprawić. Pierwszy raz widział, żeby Rogacz był tak wściekły, a i on nigdy nie czuł tak piekącego żalu. Nawet po wielu kłótniach z rodzinką nie czuł takiego rozdarcia emocjonalnego jak teraz. Bał się, że nie będzie już jak dawniej, że zniszczył ich braterską przyjaźń.

*

Na zewnątrz zamku panował już mrok, deszcz siąpił z nieba leniwie, a wiatr zawodził rzewnie. Pogoda doskonale odwzorowywała aktualny stan ducha Syriusza. Wyszedł on z dormitorium. Nie mógł znieść oskarżycielskich spojrzeń swoich współlokatorów, więc kiedy pokój wspólny opustoszał, wziął on koc i rozłożył się przed kominkiem. Wspominał właśnie wszystkie chwile, podczas których zaśmiewali się tu z Huncwotami. Teraz nagle wszystko to wydało mu się takie odległe. Niespodziewanie usłyszał ciche skrzypienie otwieranych drzwi, a na schodach wiodących do dormitorium dziewcząt zobaczył zdziwioną Dorcas. W jednej ręce trzymała lawendowy koc, a w drugiej małą książkę. Jednak zobaczywszy Blacka nie była pewna czy ma zejść do niego, czy może jednak wrócić do pokoju. Mimo lęków i ostatnich wspomnień podeszła do Syriusza i usadowiła się wygodnie obok niego. Nie wypowiadając ani słowa otworzyła książkę i udawała, że czyta.
- Który to już raz czytasz to samo zdanie? – Łapa spojrzał rozbawiony na swoją przyjaciółkę. Ona odpowiedziała mu tylko miażdżącym spojrzeniem. Uwielbiał się z nią droczyć, spędzać z nią wolny czas, a teraz wydała mu się wręcz zbawieniem. Wiedział, że już dawno przegrał. Nie zdawał sobie prędzej sprawy jak wiele czuje do tej dziewczyny, zawsze myślał, że to po prostu przez to, że jest mu bliska, jednak po ostatniej ich rozmowie uświadomił sobie, że pierwszy raz od związku z Kate, wreszcie obdarzył kogoś prawdziwym uczuciem.
- Odezwiesz się do mnie? – Gryfon nie dawał dziewczynie spokoju.
- O co ci właściwie chodzi, Black? – spytała Meadowes, nie podnosząc głowy i dalej uparcie wpatrując się w tekst.
- Mi? O nic – mówił swobodnie – Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? – spytał z nadzieją na kontynuację. Potrzebował w tej chwili jej bliskości i uśmiechu.
- Tą od której mnie unikasz? – spytała beznamiętnie, na co Syriusz parsknął śmiechem. Gryfonka w końcu zamknęła książkę i zdzieliła nią po głowie swojego przyjaciela, po czym obdarzyła go swoim promiennym uśmiechem. Łapa wyrwał jej powieść z ręki, odłożył na bok i zaczął łaskotać. Pamiętał, że w pierwszych latach szkoły zawsze to robił, a ona tego nie znosiła.
- Nie… przestań, Syriusz! – nastolatka płakała ze śmiechu, starając się nie pobudzić wszystkich Gryfonów. Błagała Łapę, żeby przestał, nie mogąc dłużej znosić tortur w jego wykonaniu. Nagle oboje znaleźli się niebezpiecznie blisko siebie, Syriusz patrzył w oczy Dorcas, a ona dostrzegała w jego wzroku pożądanie, ale i cień skrywanego cierpienia. Czuła jego oddech na swojej skórze i nagle zapragnęła zrobić coś, na co czekała od dawna, jednak on był szybszy. Poczuła jak jego wargi musnęły jej usta. Kiedy dziewczyna się nie opierała i oddała pocałunek, Black wpił się z mocą w jej usta i zaczął namiętnie całować. Dorcas zaskoczona tą nagłą zmianą dała się całkowicie ponieść pożądaniu. Nie była w stanie mu się oprzeć, czuła, że w tej chwili, póki on nie przestanie, pozwoli mu na wszystko. Po dłużej chwili poczuła, że Syriusz zaczyna się od niej odsuwać.
- Wybacz, ale jeśli to zabrnie dalej, to nie odpowiadam dzisiaj za siebie – spojrzał na nią, a ona widziała jak walczy sam ze sobą, mówiąc jej to. – Przepraszam – szepnął dotykając dłonią jej policzka i musnął delikatnie jej usta, po czym wstał i poszedł do dormitorium. Dorcas zarumieniona i potargana poprawiła ubranie, okryła się kocem i spoglądała w płomień, który podobnie jak jej serce odstawiał dziki taniec radości. Jednak mimo tego miała lekki mętlik w głowie. Cieszyła się z tego, co się wydarzyło, ale nie spodziewała się takiej gwałtowności z jego strony. W tym momencie poczuła lekkie ukłucie zawodu. Dlaczego po tak intymnym spotkaniu, nagle zostawił ją samą? Coś źle zrobiła? Nie rozumiała, ale  tej chwili nie chciała o tym myśleć. Pławiła się we wspomnieniach i zapachu jego perfum, który po tym spotkaniu czuła na sobie dość intensywnie. Wiedziała, że tej nocy szybko nie zaśnie, a także zastanawiała się jak Syriusz będzie się jutro wobec niej zachowywał. Poczuła lęk. Miała tylko ogromną nadzieję, że nie pójdzie w odstawkę jak mnóstwo innych dziewczyn, które straciły głowę dla szarmanckiego pana Blacka.

*

Odnośniki:
* Jak ktoś nie pamięta o co chodzi w historii Kate, zapraszamy do tego rozdziału: VIII. Kiedy rozum odmawia posłuszeństwa cz.1

18 komentarzy:

  1. Drogie Łapo i Rogaczu!
    Rozdział cudowny. Akcja z Wrzeszczącą Chatą była genialna. Świetnie to wszystko opisałyście. Te emocje i uczucia. Cudownie. Co do kłótni Huncwotów... Rogacz miał rację, że wściekł się na Syriusza, ale nie musiał mieszać do tego jego rodziny. W końcu wie, że Łapa nie jest taki sam jak inni Blackowie.
    No i końcówka...
    Ten pocałunek Syriusza i Dorcas... To było takie słodkie. Ciekawa jestem czy w końcu przyznają się co do siebie czują i będą razem bo Łapa potrzebuje dziewczyny, która naprawdę by go kochała, a nie tak jak Kate.
    Zapomniałabym!
    Kate i Peter.
    Ciekawe jak to się rozwinie. Czy Glizdogon ukrywa przed przyjaciółmi prawdę bo się wstydzi czy boi się reakcji Łapy wiedząc, że Kate to jego była? No i czy ze strony Kate nie jest to jakiś dziwny przekręt?
    Pozostaje mi życzyć Wam weny i zaprosić do siebie na rozdział 37.
    Pozdrawiam.
    Dorcas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oraz na drugą część opowiadania na dorcas-pisze.blogspot.com

      Usuń
    2. Droga Dorcas!
      Również uważamy, że James przesadził. Zastanawiałyśmy się nawet, czy nie zmienić fragmentu z kłótnią Huncwotów, ale stwierdziłyśmy, że jednak tego nie zrobimy. Rogacz czasami zachowuje się jak kretyn, co też udowodnił. Powiedział coś, co jest nieprawdą i on sam o tym dobrze wie. Powiedział, zanim pomyślał i będzie tego żałować.

      Obie zgadzamy się z Tobą w kwestii tego, że Syriusz potrzebuje kochającej dziewczyny. Dorcas i on mają już ułożony pewien plan na życie, w którym nie zabraknie wzlotów i upadków, ale o tym przekonasz się wraz z biegiem czasu.

      Sprawa Petera i Kate niedługo się wyjaśni i faktycznie może wyjść z niej małe zamieszanie.

      Dziękujemy, że wpadłaś!
      ~ Łapa i Rogacz

      Usuń
  2. Kochane! W prawdzie nie przeczytałam jeszcze Waszego rozdziału, ale postanowiłam odpisać na Wasz komentarz u mnie. Miniaturka jest już prawie gotowa, ale postanowiłam jej na razie nie publikować. Zamiast niej ukaże się coś na kształt ostatnich wydarzeń z mojego życia, ale nieco podrasowanych (dodam kilka szczegółów i wątków, żeby zrobić to jeszcze bardziej "dziwne" niż było w rzeczywistości) i oczywiście przedstawione jako historia Hermiony i Dracona. Nie wiem jeszcze czy to wyjdzie tak realistycznie jak to miało miejsce, ale mam taką nadzieję. Wieczorem postaram się przeczytać Wasz rozdział i go skomentować ;) Pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Repesco,
      Czekamy wciąż na miniaturkę i dziękujemy, że mimo braku czasu, jednak postanowiłaś nas odwiedzić i pocieszyć, że nie musimy już długo oczekiwać historii spod Twojego pióra!
      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  3. Kochane dziewczyny,

    Świetny rozdział. Ciężko mi go określić, czy jest wesoły, czy raczej smutny. Z jednej strony kłótnia chłopaków, a z drugiej ostatnia scena, w której to Dorcas i Syriusz całują się namiętnie.

    James potraktował przyjaciela ostro. Ciekawi mnie, czy był to z jego strony impuls, czy raczej zamierza żywić długo urazę?
    Czekam, aż pojawi sie Remus. On pewnie będzie miał ostatnie słowo. Jeśli on wybaczy Łapie to Rogacz i Glizdogon powinni iść za jego przykładem, bo przecież jedyną osobą, która poniosła szkodę jest Lupin i to on i tylko on ma prawdo go osądzać.

    Rozmowa Severusa i Dubledore'a był bezbłędna. Albus wie, jak sterować ludźmi (nie chcę tego określić jako manipulacja) tak, aby Ci postąpili dobrze. Szkoda tylko, że dyrcio nie postarał sie bardziej, bo może udałoby mu się od namówić Snape'a, żeby od samego początku był po właściwiej stronie.

    Pozdrawiam i życzę duuuuużo weny
    Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Em,
      Rozdział w zamyśle nie miał być smutny, ta kłótnia nie miała być aż tak poważna, ale cóż... kogoś poniosło, a Syriusz... chłopak rozegrał to trochę nie fair, bo potraktował Dorcas jako nagrodę pocieszenia.
      James na pewno zachował się impulsywnie i będzie głęboko żałował swoich słów. Właśnie również myślimy jak rozegrać rozmowę Łapy z Lunatykiem, ale myślimy, że obędzie się bez kolejnych ostrych słów.
      Mimo, że nie chcesz rozmowy z Albusem określić jako manipulacji, to mimo wszystko na to właśnie wyszło, zresztą Pani Rowling też niejednokrotnie pokazała, że Dumbledore wie jak uzyskać, to co chce.

      Dziękujemy bardzo za odwiedziny i tak cudowny komentarz. Balsam dla duszy <3
      Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  4. Zapraszam serdecznie na http://hogwart-my-new-school.blogspot.com :) rozdzial 3.: Początek wojny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Annabeth,
      na pewno wpadniemy! Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy!

      Usuń
  5. Zapraszam na rozdział 38 http://syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com/2015/05/rozdzia-38-wyjasnienie-tajemnicy.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochane Dziewczyny,

    bardzo, ale to bardzo was przepraszam, że dopiero teraz komentuję rozdział. Przeczytałam wcześniej, ale mam teraz taki napięty grafik, że jeżdżę dosłownie w tą i z powrotem na uczelnię. Jeszcze raz przepraszam.

    Rozdział jak zwykle genialny i cudowny. Kocham wasze opowiadanie, bo piszecie świetnie i mam nadzieję, że jeszcze długo nie skończycie, ale przejdę do treści.

    Dorcas zakochana w Syriuszu... Jestem bardzo ciekawa, czy Black odwzajemnia uczucie dziewczyny. Pocałunek na końcu był uroczy i taki wydaje mi się "na miejscu", jednak nie chcę, by wyszło na to, że był efektem wcześniejszej kłótni chłopaków. Może Syriusz również będzie oczekiwał po tym związku czegoś więcej. Uważam, że powinien porozmawiać z Dor jeszcze raz na spokojnie i wyjaśnić sytuację, żeby potem nie sprawdziły się obawy Meadowes dotyczące tego, jak będzie ją potem traktował. Liczę na to, że oboje dojdą do jakiegoś porozumienia. Ciekawi mnie również, czy zechcecie połączyć ostatecznie tą parę. Przeważnie tak się dzieje, chociaż ja osobiście postanowiłam odejść od tej koncepcji.

    Peter ma dziewczynę... Cóż, zaskoczyło mnie to, ale w sumie jemu też się coś od życia należy. Zastanawia mnie jednak fakt, że jest nią Kate - była Syriusza. Mam na to dwie opcje: 1 - dziewczyna za pomocą Petera chce się znowu wkupić w łaski Blacka, 2 - Kate jest zwolenniczką Voldemorta i zaczyna powoli przeciągać Glizdogona na złą stronę. Możliwe, że obie nie mają w sobie nic z waszych zamiarów, ale to pierwsze, co mi przyszło do głowy, gdy przeczytałam, że Pettigrew spotkał się z Gryfonką. Swoją drogą liczę na to, że powiecie w końcu, dlaczego Łapa z nią zerwał.

    Słowo wstępu, które zawsze powtarzam: jak ja się cieszę, że to piąta klasa i Evans w końcu zerwie kontakty ze Snapem, ale dalej. Cała akcja z pełnią, wkręceniem Severusa, uratowaniem go przez Pottera i w ogóle opisana po mistrzowsku. W tym temacie należycie do grona, które zrobiło to w genialny sposób, jeden z najlepszych, jakie czytałam :)

    Syriusz zachował się jak totalny kretyn, to fakt. Nie rozumiem, co mu strzeliło do głowy. Rozumiem, że chciał się pozbyć Ślizgona, ale on naprawdę myślał, że to wyszłoby na przypadek? To chyba najgłupsza rzecz, jaką zrobił. Mimo to uważam, że James nawrzeszczał na niego zbyt mocno. Był wściekły, ale dobrze wie, jaka sytuacja panuje w domu Blacków i zna swojego przyjaciela najlepiej. Nie powinien więc nawiązywać do jego rodziny, bo to był według mnie cios poniżej pasa. Mam nadzieję, że chłopacy wyjaśnią sobie wszystko, Potter przeprosi Łapę, Syriusz przeprosi Lupina i będzie dobrze.

    Jeszcze na koniec, co do Snape'a to naprawdę, mimo wszystko, nie jest mi go żal. Tak, wiem, jestem okrutna, ale po prostu nie znoszę jego postaci za czasów Huncwotów. Wściekł się na Pottera i teraz jeszcze bardziej go nienawidzi, ale uważam, że nie powinien mieć żadnych pretensji do Lupina. Podobno Snape jest taki mądry i wgl, a zachowuje się jak idiota, wyzywając go od potworów. Ale to takie moje skromne zdanie. Dobrze, że dyrektorem jest Dumbledore, który potrafi zrozumieć ludzi i dobrać odpowiedni sposób do tego, by z nimi rozmawiać i przekonać do swoich racji.

    Jej, nie wiem, co jeszcze napisać, więc kończę :)

    Pozdrawiam Was serdecznie, życzę dużo weny i długich, udanych wakacji.
    Luthien

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana Luthien!
    Przeogromnie dziękujemy za Twój cudowny komentarz. Wywołał na naszych twarzach ogromne uśmiechy, nawet się zarumieniłyśmy, tak nas nachwaliłaś! Zapewniamy, że nie skończymy pisać tak szybko. Historia, którą wymyśliłyśmy to materiał na masę kolejnych notek. :)
    Jeżeli chodzi o Dorcas i Syriusza faktycznie dojdzie między nimi do rozmowy, dzięki której ich relacja obierze dość konkretny tor.Powiemy tylko tyle, że już niedługo ich więź bardzo się zmieni.
    Faktycznie nie można powiedzieć, że Kate a czyste intencje odnośnie Petera. Syriusz będzie próbował jakoś ratować kumpla, ale co z tego wyjdzie, to się okaże.
    Obie zdajemy sobie sprawę z tego, że Rogacz przesadził, wypominając Syriuszowi rodzinę. Potter będzie jeszcze tego żałować.
    Też mamy coraz bardziej dość Snape'a. Na szczęście niedługo chłopak przestanie być przyjacielem Lily.
    Dziękujemy, że wpadłaś! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochane!
    Pocałunek Dorcas i Syriusza ♥ od dawna na to czekałam! Co do drugiej pary to jakoś nie wyobrażam sobie Glizdka z dziewczyną xD
    Kłótnia Huncwotów była epicka i cieszę się, że zostawiłyście ją w takiej formie jak teraz :)
    W dalszym ciągu irytuje mnie Snape... Skopcie mu proszę dupę :P

    Co do mojej miniaturki. Miniaturka napisana, wysłana do bety i prawie poprawiona także mam nadzieję, że dzisiaj się pojawi! Ale tutaj zmiana... Pojawi się pod nowym adresem, bo przenoszę bloga na blogspot. Także adres ten sam tylko końcówka inna ;) Jak dodam miniaturkę to oczywiście zostaniecie poinformowane jako pierwsze :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na najnowszą miniaturkę! http://granger-malfoy-po-latach.blogspot.com/2015/05/trzy-miesiace-z-zycia.html

      Usuń
  9. Drogie Łapo i Rogacz :)
    Jak obiecałam, nadrobiłam w końcu wszystkie rozdziały Waszego bloga. On jest super, świetny, zajebisty <3
    Aghdkshdsks pocałunek Syriusza i Dorcas :3 w końcu ^^ to było przeurocze <3 mam nadzieję, że sprawy sercowe chociaż jednego z Huncwotów się uporządkują ;)
    Czekam na więcej Jilly ;> nie mogę się doczekać, aż między nimi zacznie się coś dziać :)
    Biedny Lupin :( zawsze mu współczułam, że co miesiąc musi przechodzić tę okropną i męczącą przemianę. Ale na szczęście ma przy sobie przyjaciół, na których zawsze może liczyc i nie opuszczą go w potrzebie.
    Pozwólcie, że wspomnę tu o tej sprawie z Sevem, kiedy to wyznawal miłość Jamesowi :D to było genialne XDDD poplakalam się ze śmiechu XD
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału :) proszę, wstawcie go jak najprędzej :3
    Pozdrawiam i przesyłam moooooorze weny :*
    /Annabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Annabeth,
      dziękujemy Ci bardzo za aż tak pozytywny odbiór. To wręcz cudowne wiedzieć, że nasza historia przypadła Ci do gustu tak bardzo, że nadrobiłaś poprzednie rozdziału. Dziękujemy Ci za to ogromnie.
      Na pewno możemy obiecać Ci więcej Jily, ale musimy każdemu bohaterowi oddać kawałek opowiadania.
      Cieszymy się ogromnie, że dowcip z Severusem nie okazał się żałosny i Cię rozśmieszył. To znaczy, że mamy jako takie poczucie humoru :D
      A rozdział będzie w sumie... już za chwilkę, więc jeszcze raz bardzo dziękujemy! Pozdrawiamy!

      Usuń
  10. Świetnie opisana akcja z książki, ta z Wrzeszczącą Chatą. A potem ta kłótnia Łapy i Rogasia... Ileż emocji xd...
    Nie spodziewałam się pocałunku Syriusza i Dorcas ♥
    Rozdział jak zawsze pięknie wykonany ♥
    Lecę czytać dalej^^
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Drogie i wspaniałe dziewczyny!
    Powróciłam do blogoswery po długiej przerwie i od razu wpadłam na Waszego bloga. Jestem przeogromnie skruszona, że tak Was zaniedbałam:( Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, bo dopóki nie nadrobię wszystkich rozdziałów nie odpuszczę:) Ale zanim przejdę do opowiadania mam pytanie: jak tam Wasze matury? Udało dostać się na wymarzone uczelnie? Jestem pewna, że tak:)
    Przechodząc do sedna sprawy.
    Dorcas poddała się urokowi Syriusza Blacka, widać, że nie tylko ona wpadła w sidła miłości, bo i młody Huncwot pałą do niej uczuciem. Mimo to, szkoda mi jej, życie z Łapą na pewno do najłatwiejszych należeć nie będzie. Nie dziwie się, że ma mętlik w głowie i nie bardzo wie jak rozumieć jego zachowania, w końcu Syriusz to trudny temat, jednak kibicuje im, bo każde z nich zasługuje na odrobinę szczęścia i radości. Obawiam się tylko, że jeszcze długa droga przed nimi a by to osiągnąć.
    Zaskoczyło mnie, że Peter ma dziewczynę, mam przeczucie, że Kate nie jest głupią osobą i doskonale wiedziała jak uderzyć w czuły punkt Syriusza. Niedoceniony Pettigrew to idealny cel na zrobienie Blackowi na złość? Aby go zranić? Na razie trudno to ocenić ale myślę, że właśnie o to jej chodzi. Brakuje mi tu szczerej rozmowy między Łapą a Glizdogonem ale teraz jest większy problem. Karygodne i nieprzemyślane zachowanie Syriusza, które mogło skończyć się katastrofą. Idealnie oddałyście dramatyzm chwili oraz emocje jakie towarzyszyły Jamesowi i Severusowi podczas tego wydarzenia. Kłótnia chłopaków też była niezwykle "idealna", choć ja widziałam te wydarzenie trochę inaczej uważam, że jak najbardziej jest realne:) Pierwszy raz możemy zobaczyć, ze przyjaźń chłopaków jest zagrożona, że jednak są rzeczy mogą jej zagrozić. Bardzo mnie ciekawi jak to sytuacje rozwikłacie. Wściekłość Jamesa i skruchę Syriusza. Nie mogę się doczekać czy wyniknie coś w związku z Petrem i jego domniemanym związkiem.
    Rogata

    OdpowiedzUsuń